Modraszkowate to wielce dla Krakowa zasłużona rodzina. Od lat walczą z pazernymi developerami i skorumpowanymi urzędnikami, aby uratować niezwykle cenny przyrodniczo teren - Zakrzówek. Mój makramowy motyl wypleciony został w węzłach: płaskim, żebrowym i frywolitkowym.
Kalendarium
* Od 5 do 30 września 2017 r. - piesza pielgrzymka do Santiago de Compostela
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice
piątek, 18 września 2015
czwartek, 17 września 2015
Błękitek
Pan Wu stwierdził, że motylki bez czułków wyglądają jak nietoperze. Może rzeczywiście breloczek wygląda korzystniej od swojego brata bliźniaka wplecionego w bransoletkę. W kolczykach dodatkowo wydzieliłam skrzydełka kolorem. Wciąż nie jest to, moim zdaniem, wzór idealny, więc nie przerywam poszukiwań w krainie makramowych supełków. W prezentowanych pracach wykorzystałam węzły: płaski, żebrowy i frywolitkowy.
Etykiety:
Brelok,
Kolczyki,
Makrama,
Moje prace
środa, 16 września 2015
Kluczowy motylek
Do tej pracy podchodziłam trzykrotnie. Śliski sznurek nie sprawdził się w warunkach polowych. Węzełki same rozsupływały się na każdej drogowej nierówności. Pokombinowałam i zastąpiłam element wiodący sznurkiem woskowanym. Znacznie ułatwiło to wyplatanie, ale na finiszu szkielet wewnętrzny bezczelnie pękł, a misterna konstrukcja dosłownie się rozsypała. W wersji ostatecznej zmieniłam rodzaj wiązania na węzły żebrowe i udało się dobrnąć do końca.
Zabarwienie mojego motylkowego breloczka podpowiedziała Majalena. Użyłam sznurków w dwóch odcieniach fioletu, jasno- i ciemnoszarego oraz szałwii. Paletę uzupełniłam srebrnym kółeczkiem. Motylka w pełnym rynsztunku kolorystycznym zgłaszam do wrześniowej edycji zabawy.
Zabarwienie mojego motylkowego breloczka podpowiedziała Majalena. Użyłam sznurków w dwóch odcieniach fioletu, jasno- i ciemnoszarego oraz szałwii. Paletę uzupełniłam srebrnym kółeczkiem. Motylka w pełnym rynsztunku kolorystycznym zgłaszam do wrześniowej edycji zabawy.
Etykiety:
Brelok,
Makrama,
Moje prace,
Wyzwanie
wtorek, 15 września 2015
Przerywnik
Wrzesień zaplątał się w kolorowych sznurkach. Z autokaru wyfrunęło 16 motylków i 8 form innych. Jeszcze nie zdążyłam pokazać Wam całego urobku. W przerwie zanudzania plecionkami pokażę najnowsze zwyklaki. Są one luźną wariacją na propozycję Majaleny. Ich długość ograniczyła ilość koralików, bo kolczyki nie mogą przecież mieć nadwagi. Mam nadzieję, że spełnią oczekiwania uszu, na których mają zawisnąć.
Niektóre przygody okazują się bardzo kosztowne. Jeden dzień pracy w kamieniołomie zamienił moje ciało w sztywną kłodę. Nawet dla osoby ze zdrowym i silnym kręgosłupem załadowanie trzech kubików kamieni byłoby boleśnie odczuwalne. Bezczynnie leżeć nie potrafię, więc będę szukać wzoru na motylka idealnego.
Niektóre przygody okazują się bardzo kosztowne. Jeden dzień pracy w kamieniołomie zamienił moje ciało w sztywną kłodę. Nawet dla osoby ze zdrowym i silnym kręgosłupem załadowanie trzech kubików kamieni byłoby boleśnie odczuwalne. Bezczynnie leżeć nie potrafię, więc będę szukać wzoru na motylka idealnego.
Etykiety:
Kolczyki,
Moje prace,
Osobiste
niedziela, 13 września 2015
Latające oliwki
Kolor wrześniowej zabawy u Danutki wywołał u mnie podwójny uśmiech. Po pierwsze, bardzo lubię ten odcień zieleni. Moja garderoba składa się z czterech, bardzo nierównych, części: fioletowej - artystycznej, czarnej - ogólnego użytku, oliwkowej - na wyprawy rozmaite oraz niebieskiej - do pracy. Po drugie, akurat taka robótka wyszła spod moich rąk. Połowa uśmiechu ulotniła się jednak po doczytaniu wytycznych. Brakowało mi drugiego koloru. Motylki musiały szybko się rozmnożyć. W pracy wykorzystałam węzły: płaski, żebrowy i frywolitkowy. W dwukolorowej wersji bazą dolnych skrzydełek są zawleczki od mleka.
Przetestowałam kamuflaż w krzakach. Sprawdza się znakomicie. Czekam zatem na propozycje wycieczek, aby motylki mogły się wyszaleć na łonie natury. Moje makramki zgłaszam do wrześniowej edycji cyklicznych kolorków u Danutki.
Przetestowałam kamuflaż w krzakach. Sprawdza się znakomicie. Czekam zatem na propozycje wycieczek, aby motylki mogły się wyszaleć na łonie natury. Moje makramki zgłaszam do wrześniowej edycji cyklicznych kolorków u Danutki.
Etykiety:
Ekosztuka,
Kolczyki,
Makrama,
Moje prace,
Wyzwanie
piątek, 11 września 2015
Motyl we włosach zaplątany
Prezentuję kolejną moją autokarową robótkę. Motylkowa spinka łączy w sobie trzy makramowe węzły: płaski, żebrowy i frywolitkowy. Tym razem wyplotłam cztery osobne skrzydełka. Do moich włosów fiolet pasuje idealnie, więc właśnie w nich motylek zamieszkał.
Wrzosy w moim ogródku kwitną w tym samym odcieniu. A wirtualna wersja motylka frunie na wrześniowe wyzwanie kwiatowe u Agatki.
Wrzosy w moim ogródku kwitną w tym samym odcieniu. A wirtualna wersja motylka frunie na wrześniowe wyzwanie kwiatowe u Agatki.
Etykiety:
Dodatki,
Makrama,
Moje prace,
Wyzwanie
czwartek, 10 września 2015
Wyplatanie na kolanie
Makramę uważam za idealnego towarzysza w podróży. Tysiące kilometrów zamieniłam w kolczyki, bransoletki oraz zawieszki. Zamówienia posypały się już za pierwszym zakrętem. Jako pierwsze prace (chociaż bez zdjęć, bo uznałam je za zbyt banalne) powstały kolorowe znaczniki na walizki, co pozwoliło całkowicie wyeliminować chaos przy wysiadaniu z autokaru i poszukiwaniu własnego bagażu.
Turkusowy sznurek przeznaczyłam na splot frywolitkowy. Początkowo planowałam kwiatuszki, ale okazało się, że potencjalna nosicielka takowych nie lubi, więc uabstrakcyjniłam formę. Bazą do lenonków są zawleczki z mleka, dzięki czemu detale zachowują idealnie okrągły kształt.
Asia zamówiła jasnoniebieską bransoletkę z motylkiem oraz kolczyki-chwosty ze sznurkowych resztek. Jovita poprosiła o coś skromniejszego, stonowanego, nie rzucającego się w oczy, więc dla niej powstała granatowa regulowana bransoletka w węźle płaskim. Więcej podróżnych plecionek pokażę w kolejnych postach i, oczywiście, poopowiadam Wam o greckich atrakcjach.
"Frywolitkowe" kolczyki w dwóch wariantach podrzucam do wrześniowej edycji makramowej zabawy u Aishy.
Turkusowy sznurek przeznaczyłam na splot frywolitkowy. Początkowo planowałam kwiatuszki, ale okazało się, że potencjalna nosicielka takowych nie lubi, więc uabstrakcyjniłam formę. Bazą do lenonków są zawleczki z mleka, dzięki czemu detale zachowują idealnie okrągły kształt.
Asia zamówiła jasnoniebieską bransoletkę z motylkiem oraz kolczyki-chwosty ze sznurkowych resztek. Jovita poprosiła o coś skromniejszego, stonowanego, nie rzucającego się w oczy, więc dla niej powstała granatowa regulowana bransoletka w węźle płaskim. Więcej podróżnych plecionek pokażę w kolejnych postach i, oczywiście, poopowiadam Wam o greckich atrakcjach.
"Frywolitkowe" kolczyki w dwóch wariantach podrzucam do wrześniowej edycji makramowej zabawy u Aishy.
Etykiety:
Bransoletka,
Ekosztuka,
Kolczyki,
Makrama,
Moje prace,
Wyzwanie
wtorek, 8 września 2015
Rozsypana
wrzucam kostki czasu
do kruchej porcelany
wypełnionej samotnością
wypełnionej samotnością
machinalnie mieszam
w wywarze z czarnych myśli
w wywarze z czarnych myśli
srebrną nadziei łyżeczką
dokładnie rozpuszczam
puste kalorie minut
w których nie ma przy mnie Ciebie
w których nie ma przy mnie Ciebie
lśnią w blasku księżyca
miliony rozsypanych
kryształków mojej psychiki
miliony rozsypanych
kryształków mojej psychiki
Etykiety:
Słowotwory
niedziela, 30 sierpnia 2015
Motyl po grecku
Zajęłam się lepidopterologią. Poszukuję idealnego wzoru na motyla. Od tygodnia prowadzę eksperymenty za pomocą supełków. Zaczęłam od fioletowej ćmy, ale wydaje mi się nazbyt nietoperzowata. Model numer dwa, wypleciony z żółtego sznurka, przypomina płuca. Zielony model numer trzy kojarzy mi się z utuczonym kurczakiem albo z indykiem na Święto Dziękczynienia. Makrama towarzyszyć mi będzie podczas podróży po Grecji i może uda mi się odnaleźć kształt doskonały. Dwa pierwsze zdjęcia przedstawiają prawą i lewą stronę moich prototypowych motylków. Wykorzystałam węzeł płaski i węzeł żebrowy.
Wszystko, co dobre, szybko się kończy, podobnie jak kolczykowa zabawa u Majaleny. Pokazałam jedynie ułamek mojej kolekcji. W wersji "na ludziu" mam tylko jedną fotografię, w dodatku z przyczyn technicznych wykonaną falstartem na dwa dni przed oficjalną premierą.
Poniedziałek.
Wybraliśmy się z Maćkiem i Grześkiem na projekcję filmową do Klubu Piękny Pies. "Diabelska przepaść” ("Ďáblova past") z 1961 roku, wyreżyserowana przez Františka Vláčila, to zachwycająca i bardzo poetycka ballada poruszająca tematykę ponadczasowego konfliktu pomiędzy dogmatyzmem a racjonalizmem. A ja uwielbiam, kiedy zwycięzcą okazuje się miłość. Czeskie kino nacechowane jest abstrakcją, więc wybrałam niekonwencjonalne dodatki - koraliki z papieru.
Wtorek.
Wprowadziła się Agnieszka. Mój rozpieszczony kot posiada już pięć nianiek. Napoleona będzie teraz głaskać sześć rąk, bo cztery nie mają śmiałości do kociej ekscelencji i najbardziej lubią go z daleka. Od Agnieszki dostałam podwójny "Pocałunek" Gustava Klimta, więc dorzuciłam bigielek i powiesiłam na uszach.
Środa.
Dowiedziałam się, że jadę do Grecji. Za trzy dni. Moje życie jest nieprzewidywalne i w tym tkwi sekret jego wyjątkowości. Niebieskie zwyklaki marzyły o morzu.
Czwartek.
Odebrałam telefon.
- Tatuś złapał węża. Jest śliczny, taki czarny z plamkami. Przyjedź, to sobie weźmiesz.
- Mamusiu, ja nie przepadam za wężami. Lepiej dajcie go swojej wnuczce.
- Nie, bo może być jadowity.
I jak tu nie kochać tak cudownych Rodziców? Dla podkreślenia tego ogromu bezgranicznej miłości wyciągnęłam zestaw z granatami. Bez zawleczek.
Piątek
Pojechaliśmy kupić buty dla mnie. Wiem, jak powinny wyglądać, ale producenci obuwia tego nie wiedzą. W jednym sklepie znalazłam właściwy model, ale był dostępny wyłącznie w rozmiarze dla słonia. Kupiłam erzac, ale przynajmniej w moim ulubionym kolorze. Poprosiłam Pana Wu o małą sesję, ale stwierdził, że najbardziej lubi zieleń i w takim wariancie musiałam się zaprezentować. Sukienki nie miałam już czasu zmienić i sokole oko zauważy ten zgrzyt, jak bordowe ramiączko gryzie się z zielonymi plecionkami. Później wróciłam do pierwotnej koncepcji, czyli do decoupage'owych koralików korespondujących z sukienką.
Sobota i niedziela.
Dzisiejszy post jest równaniem z dwoma niewiadomymi. Został zaplanowany z premedytacją. Nie mam pojęcia, jak spędzę sobotę i niedzielę. Kierunek: Grecja. Program: nieznany. Humor: fantastyczny. Moje motylki trzepocą skrzydłami na samą myśl o śródziemnomorskiej przygodzie. Sobota będzie słonecznie żółta, natomiast niedziela zapowiedziała się soczyście zielona.
Wszystko, co dobre, szybko się kończy, podobnie jak kolczykowa zabawa u Majaleny. Pokazałam jedynie ułamek mojej kolekcji. W wersji "na ludziu" mam tylko jedną fotografię, w dodatku z przyczyn technicznych wykonaną falstartem na dwa dni przed oficjalną premierą.
Poniedziałek.
Wybraliśmy się z Maćkiem i Grześkiem na projekcję filmową do Klubu Piękny Pies. "Diabelska przepaść” ("Ďáblova past") z 1961 roku, wyreżyserowana przez Františka Vláčila, to zachwycająca i bardzo poetycka ballada poruszająca tematykę ponadczasowego konfliktu pomiędzy dogmatyzmem a racjonalizmem. A ja uwielbiam, kiedy zwycięzcą okazuje się miłość. Czeskie kino nacechowane jest abstrakcją, więc wybrałam niekonwencjonalne dodatki - koraliki z papieru.
Wtorek.
Wprowadziła się Agnieszka. Mój rozpieszczony kot posiada już pięć nianiek. Napoleona będzie teraz głaskać sześć rąk, bo cztery nie mają śmiałości do kociej ekscelencji i najbardziej lubią go z daleka. Od Agnieszki dostałam podwójny "Pocałunek" Gustava Klimta, więc dorzuciłam bigielek i powiesiłam na uszach.
Środa.
Dowiedziałam się, że jadę do Grecji. Za trzy dni. Moje życie jest nieprzewidywalne i w tym tkwi sekret jego wyjątkowości. Niebieskie zwyklaki marzyły o morzu.
Czwartek.
Odebrałam telefon.
- Tatuś złapał węża. Jest śliczny, taki czarny z plamkami. Przyjedź, to sobie weźmiesz.
- Mamusiu, ja nie przepadam za wężami. Lepiej dajcie go swojej wnuczce.
- Nie, bo może być jadowity.
I jak tu nie kochać tak cudownych Rodziców? Dla podkreślenia tego ogromu bezgranicznej miłości wyciągnęłam zestaw z granatami. Bez zawleczek.
Piątek
Pojechaliśmy kupić buty dla mnie. Wiem, jak powinny wyglądać, ale producenci obuwia tego nie wiedzą. W jednym sklepie znalazłam właściwy model, ale był dostępny wyłącznie w rozmiarze dla słonia. Kupiłam erzac, ale przynajmniej w moim ulubionym kolorze. Poprosiłam Pana Wu o małą sesję, ale stwierdził, że najbardziej lubi zieleń i w takim wariancie musiałam się zaprezentować. Sukienki nie miałam już czasu zmienić i sokole oko zauważy ten zgrzyt, jak bordowe ramiączko gryzie się z zielonymi plecionkami. Później wróciłam do pierwotnej koncepcji, czyli do decoupage'owych koralików korespondujących z sukienką.
Sobota i niedziela.
Dzisiejszy post jest równaniem z dwoma niewiadomymi. Został zaplanowany z premedytacją. Nie mam pojęcia, jak spędzę sobotę i niedzielę. Kierunek: Grecja. Program: nieznany. Humor: fantastyczny. Moje motylki trzepocą skrzydłami na samą myśl o śródziemnomorskiej przygodzie. Sobota będzie słonecznie żółta, natomiast niedziela zapowiedziała się soczyście zielona.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















































