Kalendarium

* Od 5 do 30 września 2017 r. - piesza pielgrzymka do Santiago de Compostela
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice

środa, 18 marca 2020

Jak przetrwać w czasach zarazy

Próbowałam ominąć ten temat, ale zdominował całą rzeczywistość wokół mnie, również tę wirtualną. Panika narasta, więc chciałabym podać fakty na temat koronawirusa, obalić mity i teorie spiskowe, zdementować plotki, podzielić się moimi doświadczeniami i trochę Was uspokoić. Na wstępie informuję, że nie jestem lekarzem, ale moje pierwsze studia były ściśle powiązane z medycyną. U podstaw inżynierii ortopedycznej leży znajomość anatomii i fizjologii, a przede wszystkim gruntowna wiedza na temat funkcjonowania układu immunologicznego. Można powiedzieć, że moje kwalifikacje są na poziomie felczera. Równocześnie czytam publikacje naukowe w kilku językach i na bieżąco analizuję dane udostępniane przez ośrodki na całym świecie. Możecie mi zaufać :)

1. Zostańcie w domu

Szczerze mówiąc, w pierwszej chwili przeżyłam szok, kiedy z mojego terminarza zaczęły nagle znikać wszystkie zaplanowane spotkania i wydarzenia. Prowadzę bardzo aktywny tryb życia i wszędzie mnie pełno, więc niełatwo było pogodzić się z myślą o konieczności wycofania się z przestrzeni publicznej. Otrząsnęłam się szybko. Należę do tej grupy szczęśliwców, którzy mogą pracować zdalnie i chętnie korzystam z tego luksusu. Oszczędzam wtedy czas na dojazdach do biura, a, co najważniejsze, praca w domu, w którym nikt mnie nie rozprasza, jest wydajniejsza. Już wcześniej zdarzały mi się kilkunastodniowe okresy izolacji, kiedy realizowałam jakiś projekt albo pisałam artykuł. Zresztą, nie uważam mojego domu za więzienie i zawsze potrafię sobie znaleźć kreatywne zajęcie. Cały świat podaje nam pomocną dłoń. Wczoraj wieczorem wybrałam się do Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Mogłam zachwycać się fantastycznym przedstawieniem "Cyganerii" Pucciniego we własnym pokoju. Dzisiaj pewnie pójdę do kina i nikt nie będzie mi szeleścił albo rechotał za uchem. W świecie wirtualnej kultury repertuar zaskakuje swoim bogactwem. Odczuwam jedynie ból z powodu zamknięcia bibliotek (dlaczego jeszcze nikt nie wymyślił bibliotekomatów?), z uzależnieniem trudno walczyć.

Możliwość pozostania w domu potraktujcie jak dar, a nie przymus. Przede wszystkim, należy rozróżnić zalecaną czasową izolację dla własnego bezpieczeństwa od narzuconej kwarantanny z powodu podejrzenia zarażenia wirusem. Większość z nas znajduje się w tej pierwszej, lepszej sytuacji. Bezpośrednie spotkania z innymi ludźmi w dobie satelitów i komputerów można zastąpić rozmową telefoniczną albo komunikacją za pośrednictwem internetu. Przecież właśnie w ten sposób utrzymujemy kontakt z bliskimi nam osobami, które mieszkają daleko. Nie jesteśmy od siebie odcięci, zmieniają się jedynie formy wspólnego spędzania czasu, w dodatku przejściowo. Żadna epidemia nie trwa wiecznie. Wiele osób nie ma tego komfortu. Muszą pracować, chociaż z pewnością chętnie zamieniłyby się z nami miejscami. Doceńmy, że nie musimy wychodzić i ryzykować. Nie stwarzajmy dodatkowego zagrożenia dla pozbawionych ochronnego płaszcza kwarantanny.

Piękna pogoda prowokuje do wyjścia na zewnątrz. Najlepiej, oczywiście, posiedzieć na własnym balkonie lub w przydomowym ogrodzie, ale spacer po parku z zachowaniem dystansu do innych osób jest równie bezpieczny. Przyroda nie jest nośnikiem dla wirusa. Jedynie organizm ludzki umożliwia rozprzestrzenianie się choroby. Na bezludnych ścieżkach leśnych nie ma zagrożenia. Niebezpieczeństwo czai się w sklepach i w komunikacji publicznej, wszędzie tam, gdzie przebywają inni ludzie. Załóżcie, że każdy napotkany człowiek jest potencjalnym przypadkiem koronawirusa, nawet jeśli nigdy nie słyszał o alpejskich kurortach. Jeśli musicie wychodzić z domu, nawet spotykając swoich znajomych, stosujcie bezdotykową formę kontaktu, a, w miarę możliwości, zachowujcie cztery metry własnej strefy komfortu. Szczególną ostrożność muszą zachować osoby starsze lub chorujące na choroby przewlekłe, choćby na cukrzycę, ponieważ ich organizmy mają obniżoną odporność. Pamiętajmy jednak, że ofiarą wirusa może stać się każdy, bez względu na wiek i płeć. Tymczasowa izolacja we własnym mieszkaniu jest najlepszą strategią w walce z zarazą. Dom to nie klatka, tylko Wasza bezpieczna przystań.

2. Dbajcie o higienę 

Regularne mycie rąk zalecam nie tylko w czasie zarazy. Gdybyśmy mieli mikroskopy zamiast oczu, zauważyliśmy, że wszędzie otaczają nas drobnoustroje, roztocza i inne maleństwa, które niekoniecznie mają wobec nas dobre zamiary. Zachowajcie umiar i nie wpadnijcie w kompulsywną przesadę. Jeśli nie wychodzicie z domu, nie musicie co 5 minut biec do łazienki i szorować skóry aż do kości. Nadmiar środków dezynfekujących prowadzi do wyjałowienia, a tym samym osłabia odporność. Jeśli musicie wychodzić z domu, unikajcie dotykania palcami przycisków, klamek czy poręczy w miejscach publicznych. Możecie użyć rękawiczek, woreczka foliowego albo chusteczek higienicznych. Według czeskich naukowców, wirus potrafi przez kilka godzin przetrwać poza organizmem, wykorzystując bakterie jako swoistą tratwę ratunkową. Korzystajcie śmiało z płynów antybakteryjnych udostępnianych na dworcu czy przy wejściach do sklepów. Po powrocie do domu pierwsze kroki skierujcie do łazienki i dokładnie umyjcie ręce mydłem.

3. Wspierajcie innych

Kwarantanna jest niezbędna. Niedoposażone szpitale nie zapewnią nam wszystkim właściwej opieki w przypadku zachorowania. Przemęczony personel medyczny nie dokona cudów. Takie umiejętności posiadają tylko orzecznicy ZUS, których na próżno szukać na linii frontu walki z wirusem. Narażają się tylko prawdziwi lekarze, pielęgniarki, sanitariusze czy ratownicy medyczni. Nie liczcie na pomoc naszego rządu. Dla ministrów ważniejsze są nowe limuzyny niż sprzęt ratujący ludzkie życie. Podziękujcie Jurkowi Owsiakowi za kilka tysięcy respiratorów, chociaż to tylko kropla w morzu potrzeb. Nie liczcie na władze samorządowe. W Krakowie prezydent forsuje właśnie podwyżki podatków zamiast zorganizować sztab kryzysowy i zadbać o mieszkańców. Musimy sami sobie pomóc.

Cenną inicjatywą są grupy wolontariuszy, które deklarują pomoc w zakupach czy opiece nad dziećmi albo zwierzętami domowymi. W Krakowie zadania te koordynują: "Ekipa z Sąsiedztwa", "Widzialna Ręka" czy "Kraków dla Mieszkańców". Sama zgłosiłam się do jednej z nich jako "telefon zaufania" dla każdej osoby, która potrzebuje pocieszenia, porady, wsparcia psychicznego czy zwyczajnie chciałaby usłyszeć ludzki głos. Możecie zaproponować pomoc swoim najbliższym sąsiadom. Zakupione produkty lub leki zostawiajcie pod drzwiami. Na rozmowy i podziękowania przy filiżance herbaty przyjdzie czas później.

4. Dbajcie o zdrowie, także o psychiczne

Najłatwiejszym celem dla każdego wirusa jest osłabiony organizm. Uzupełniajcie codzienną dietę o witaminy i mikroelementy. Jeśli nie macie dostępu do owoców i warzyw, wspomagajcie się suplementami diety. Warto sięgnąć po blister ze zwykłą witaminą C. Najlepsze, oczywiście, są zawsze naturalne źródła. Uwielbiam smak malin, więc codziennie rozmrażam sobie małą porcję z zapasów, które zebrałam sobie w lecie na działce. Idealne do przechowywania (i równie smakowite) jest pomelo. Możecie trzymać je w lodówce do trzech miesięcy, ale przyznaję się, że nigdy nie udało mi się tak długo powstrzymać się od jego zjedzenia. Pietruszkę i szczypiorek hoduję w doniczkach na parapecie.

Unikajcie szumu informacyjnego i ciągłego sprawdzania ilości przypadków zachorowania wykrytych na świecie. Wolny czas poświęćcie na swoje hobby, obejrzyjcie ciekawy film, przeczytajcie książkę, zróbcie wiosenne porządki. Zadzwońcie do krewnych lub znajomych, powspominajcie miłe chwile. Uśmiechnijcie się do domowników, pobawcie się z dziećmi. Znajomość danych statystycznych nie powstrzyma rozprzestrzeniania się pandemii. Jeśli nie wychodzicie z domu, jesteście bezpieczni, więc nie musicie stać się kolejnym trybikiem w sztucznie nakręcanej spirali paniki. Nie odwołujcie zaplanowanych wydarzeń, tylko zmieńcie ich termin. Nie pozwólcie, żeby wirus przejął kontrolę nad Waszym życiem.

Jeśli poczujecie się źle, nie wychodźcie z domu, tylko skonsultujcie się z lekarzem telefonicznie. Nie musicie iść do przychodni, recepta zostanie przesłana do Was smsem. Jeśli jesteście alergikami, kichnięcie nie oznacza zakażenia, a jedynie przypomina, że w tym roku wiosna przyszła wcześniej. Zwykła grypa czy przeziębienie nie zniknęły z oficjalnej listy chorób. Prawdopodobieństwo, że koronawirus Was znalazł za kanapą jest naprawdę zerowe. Bądźcie zawsze szczerzy w rozmowie z lekarzem: nie można zatajać informacji o ostatnich podróżach albo o spotkaniach z osobami, które właśnie wróciły.

5. Zachowajcie rozsądek w czasie zakupów

Może zabrzmi mało kobieco, ale nie lubię robić zakupów. Obwieszanie się siatkami jak choinka nie pasuje do mojego stylu, więc w osiedlowych sklepikach pojawiam się sporadycznie w sytuacjach awaryjnych. W mieście wiecznych korków jak ognia unikam jazdy samochodem, więc wolę raz na trzy tygodnie podjechać w nocy do Makro i jednorazowo uzupełnić stan mojej spiżarni. Zwracam szczególną uwagę na terminy przydatności do spożycia. Pieczywo wrzucam do zamrażalki i wyciągam sobie dwie kromki pół godziny przed posiłkiem. Jeśli jesteście miłośnikami chrupiącej skórki, wystarczy owinąć zamrożone pieczywo wilgotną ściereczką i włożyć do kuchenki mikrofalowej. W trosce o zachowanie na dotychczasowym poziomie światowej populacji moli kuchennych takie produkty jak mąka czy płatki śniadaniowe zamykam w pojemnikach próżniowych. Zanim wyjdę do sklepu, zawsze zadaję sobie pytanie, czym daną rzecz mogę zastąpić. Kreatywność zawsze zwycięża w starciu z koniecznością zakupu. W kryzysowej sytuacji można skorzystać ze sprawdzonych rozwiązań historycznych. Nasi średniowieczni przodkowie doskonale radzili sobie bez papieru toaletowego i używali liści kapusty. "Nie ma sytuacji bez wyjścia"- jak to w pewnym dowcipie powiedział facet, zawiązując buta dżdżownicą.

Ostatnio przyjaciółka zaskoczyła mnie pytaniem, "co robię ze zgniłym jedzeniem". Nie mam w ogóle takich doświadczeń. Znam własne możliwości. Kupuję tylko to, co jest mi potrzebne. Niedojedzoną kocią karmą częstuję jeże. Właściwie tylko w kwestii słodyczy nigdy nie potrafię oszacować wystarczającej ilości, ale jako czekoladowy potwór nie mogę oprzeć się pokusie i nawet nie wiem, kiedy moje zapasy znikają. Zresztą, tutaj pojawia się niedobór, więc problem właściwego zaplanowania zakupów mnie nie dotyczy. Kupujcie tak, żebyście nie musieli potem wyrzucać. Róbcie listę potrzebnych produktów, sprawdzajcie terminy przydatności, zwracajcie uwagę na sposób przechowywania. Nie panikujcie, kiedy pracownicy sklepów nie nadążają z uzupełnianiem towaru na półkach.

6. Uważajcie na oszustów

Nawet w czasie, kiedy ludzie najbardziej powinni okazywać sobie solidarność, zawsze trafią się cwaniacy i spekulanci. Nie wpuszczajcie rzekomych kontroli epidemiologicznych do swoich domów. Nie wpłacajcie pieniędzy na podejrzane zbiórki. Szpitale informują o brakującym sprzęcie oraz wskazują swoje rachunki bankowe bez żadnych pośredników. Wywindowane ceny można zgłaszać do Inspekcji Handlowej. Nie istnieje żadne cudowne lekarstwo, które możecie zamówić z dostawą do domu. Nie ufajcie reklamującym się uzdrowicielom. Nie poddawajcie się nastrojom apokaliptycznym. Koronawirus nie jest karą boską, ale zwykłą chorobą, której rozprzestrzenianie wymknęło się spod kontroli.

7. Nikt nie próbuje Was zabić

Wybaczcie, ale nie wierzę w żadne teorie spiskowe. To nie jest broń biologiczna. Wirusy były zawsze, ale część z nich mutuje, a niektóre dostają nowe nazwy. To nie jest zmowa koncernów farmaceutycznych. Uodparnianie się wirusów na leki automatycznie powoduje konieczność badań laboratoryjnych i wprowadzania nowych lekarstw, skutecznych dla leczenia danego szczepu. Kilkanaście lat temu wyjeżdżałam do Afryki. Profilaktycznie przyjęłam wszystkie szczepionki na choroby występujące na danym obszarze. Problem pojawił się w przypadku malarii. Jedyny oficjalnie dostępny w Polsce środek był przestarzały. Zdobycie odpowiedniego lekarstwa, które na podstawie jednej recepty można było kupić za granicą, w naszym kraju wymagało uruchomienia całej procedury biurokratycznej: wypełniania rozmaitych formularzy, podpisów lekarza rodzinnego, podpisów wojewódzkiego lekarza medycyny tropikalnej, dodatkowych formularzy dla apteki, a finalnie podpisów w Ministerstwie Zdrowia. Jestem uparta, więc zdobyłam szczepionkę. Autyzmu nie dostałam, chociaż stosuję profilaktykę przed każdą egzotyczną podróżą.

Równie absurdalne są pogłoski o celowym "odmładzaniu społeczeństwa" i próbach wyeliminowania z premedytacją osób w sędziwym wieku. W grupie ryzyka rzeczywiście znajdują się starsi i chorujący na przewlekłe choroby, ponieważ to ich układ immunologiczny jest najbardziej osłabiony. Logika, a nie spisek. Zwróćcie uwagę, że najczęściej chorujecie, kiedy jesteście przemęczeni, przepracowani, przybici psychicznie. Każda choroba wybiera najłatwiejszy cel: najsłabszych. Wiele przypadków śmiertelnych należy powiązać ze schorzeniem, które występowało jeszcze przed zarażeniem koronawirusem. COVID-19 pełni rolę gwoździa do trumny. Ostatnie doniesienia z chińskich ośrodków naukowych mówią, że znaczący wpływ na odporność na wirusa ma grupa krwi. Tutaj również pozostaję sceptyczna, moim zdaniem, próba badawcza jest niewystarczająca do udowodnienia tej teorii.

8. Zwierzęta domowe nie przenoszą wirusa

Najgłupsza plotka, jaka do mnie dotarła, to oskarżanie domowych zwierzaków o przenoszenie wirusa. Próby nienaukowego wyjaśnienia niezrozumiałych zjawisk zawsze towarzyszyły ludzkości. Na przestrzeni wieków rozmaite epidemie zgarniały swoje żniwo. W średniowieczu chętnie oskarżano "wiedźmy" albo mieszkańców skonfliktowanej sąsiedniej wioski o rzucenie klątwy. Oskarżenia padały również w stronę Żydów, bo ciemny lud nie dostrzegał różnic w ówczesnej higienie osobistej poszczególnych kultur. Z pełną odpowiedzialnością mogę napisać, że koronawirus zupełnie nie interesuje się zwierzętami domowymi. Nie pozwólcie sobą manipulować i nie wyrzucajcie pupili ze swoich serc.

Doktor Kot radzi: nie wychodźcie z domu, unikajcie ludzi, wśród zwierzaków możecie być szczęśliwi i bezpieczni.

9. Życie po pandemii

Każda epidemia zostaje z czasem opanowana. Życie jest zbyt krótkie, żeby przeglądać się w rozlanym mleku. Myślmy o przyszłości, na którą wpłynie obecna sytuacja. Nie trzeba być jasnowidzem, żeby przewidzieć załamanie w niektórych sektorach gospodarki. Przedsiębiorcom działającym w turystyce i gastronomii grozi niewypłacalność. Nie odwołujcie zarezerwowanych wycieczek, lecz zmieniajcie ich terminy. Zamawiajcie jedzenie z ulubionych restauracji, które oferują dania na wynos. System szkolnictwa ukazał swoją kruchość w całej okazałości. Wielu nauczycieli to cyfrowi imigranci, więc nie unieśli ciężaru zdalnego nauczania. Pandemia odsłoniła również tragiczny stan służby zdrowotnej w kraju. To tylko przykłady, widmo bankructwa wisi nad różnymi branżami. Zastanówmy się, co możemy zmienić, żeby przygotować się do innych potencjalnych zagrożeń. Przygotujmy plan bezpieczeństwa narodowego. Wyeliminujmy słabe punkty z systemu. Wyciągnijmy wnioski z błędów, które zostały popełnione. Zamiast finansować propagandową telewizję, kupmy sprzęt ratujący ludzkie życie. Zmieńmy nastawienie z "mieć" na "być". Zauważmy drugiego człowieka i uśmiechnijmy się do niego. Teraz z odległości 4 metrów, ale już niedługo będziemy mogli podejść bliżej i naprawić nasze relacje. Bądźmy empatyczni i solidarni. Tylko wspólnymi siłami możemy odbudować świat, bez lęku, bez paniki, bez wzajemnych animozji. Życzę Wam wszystkim zdrowia i spokoju. Jeśli potrzebujecie rozmowy, jestem do dyspozycji.


wtorek, 10 marca 2020

Kokos na oleju

"Zdrożał cukier i chleb, ale staniał olej" - zabrzmiało z propagandowej ambony. Co prawda, we wszystkich okolicznych sklepach cena oleju nawet nie drgnęła na wieść o prezydenckim orędziu, ale pomysł na urodzinowe ciasto już zdążył wykiełkować, więc bez patrzenia na rachunek zaczęłam go wprowadzać w życie. Było warto, ciasto udało się wyśmienicie i zniknęło w mgnieniu oka.


Przepis na ciasto na oleju:
- 2,5 szklanki mąki
- 1 szklanka cukru
- 1 szklanka mleka
- 1 szklanka oleju
- 1 szklanka wiórków kokosowych
- 3 jajka
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 2 łyżeczki syropu kokosowego

Składniki wystarczy wymieszać, wyłożyć do natłuszczonej formy i piec w nagrzanym do 180 stopni piekarniku przez godzinę.


niedziela, 8 marca 2020

Echo tamtych dni

dziecko w Tobie nie pamięta
jak imiona
w chórze matek przed kolacją
spadły z okien

centrum życia na trzepaku
już zamknięte
śpi snem gorzkim pod księżyca
zimnym kocem

ciszę makiem czas wysiewa
coraz dłuższą
deszcz usuwa strzałki z kredy
Twoich wspomnień

tylko pniaczek przy parkingu
niemy świadek
skrywa w słojach żywy obraz
o huśtawce

dziś już echo nie powtórzy
naszych imion 
jakby nigdy żadnych dzieci 
tu nie było


środa, 4 marca 2020

Żółte firanki

Wiosna w swoim roztargnieniu zapomniała zerknąć do kalendarza. Rozwiesiła żółte firanki leszczynowe już w drugiej połowie lutego i świat od razu stał się piękniejszy.



wtorek, 3 marca 2020

Sarnia ostoja

Do zdobycia sprawności tropiciela jeszcze sporo mi brakuje. Nad refleksem też muszę popracować. Trzy rudle saren przecięły moje ścieżki, ale udało mi się uchwycić tylko z daleka kilku pojedynczych przedstawicieli tego najelegantszego gatunku zwierzyny płowej. Miejsca zrobienia zdjęć nie mogę zdradzić, bo wszędzie grasują okrutni mordercy i dla swojej chorej satysfakcji polują na bezbronne istoty.



poniedziałek, 2 marca 2020

Leśny doktor

Zapukał do mnie las, więc pobiegłam w jego stronę. Doktor uwijał się w swojej klinice, starannie diagnozując każde drzewo. Ostatni raz natknęłam się na dzięcioła dużego prawie dwa lata temu. Teraz udało mi się podejść znacznie bliżej, ale to wciąż jeszcze nie są zdjęcia moich marzeń.



niedziela, 1 marca 2020

Mistrz ptasiego makijażu

Wymknęłam się ze spotkania do przyklasztornego parku w celu zapolowania na wiewiórki. Sprytne bestie ukryły się w koronach drzew i zapewne chichotały obserwując moje podchody, ale dość szybko o nich zapomniałam. Cała moja uwaga skupiła się na idealnej kresce namalowanej eyelinerem. Kolorowa ptaszyna wielkości wróbla przeczesywała dziobem ściółkę w poszukiwaniu smakołyków. Kowalik zwyczajny (Sitta europaea) słynie ze swoich akrobatycznych umiejętności, ale nie chciał mnie nauczyć chodzenia po drzewach głową w dół.  Pozostał mi zatem jedynie zachwyt nad jego wielobarwnym upierzeniem, błękitem jego grzbietu, żółtopomarańczowym brzuszkiem, białymi policzkami i nad tymi słodkimi oczkami w czarnej oprawie à la Zorro.