Kalendarium

* Od 5 do 30 września 2017 r. - piesza pielgrzymka do Santiago de Compostela
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice

wtorek, 26 maja 2020

Drozd obrożny

Ostatnio przywożę mało zdjęć z gór. Mój ulubiony towarzysz wędrówek po szlakach narzuca wojskowe tempo marszu i nie przepada za nieplanowanymi postojami. Idealnej fotografii nie można zrobić szybko, zwłaszcza, że najbardziej fascynującymi dla mnie modelami są motyle i inna szczególnie płochliwa zwierzyna. Nagle na skraju lasu zobaczyłam nieznaną mi ptaszynę. Zrobiłam oczy kota ze "Shreka" i zdobyłam pozwolenie na małą dezercję. Ptak cierpliwie acz podejrzliwie obserwował moje podchody jednym okiem. Przyłapałam go w porze obiadowej, kiedy właśnie upolował tłuściutką larwę.


Drozd obrożny (Turdus torquatus) z wyglądu podobny jest do kosa, ale wyróżnia go biała półobroża na piersi, rozjaśnione skrzydła i łuskowaty wzór na brzuszku. Żywi się bezkręgowcami, a jesienią uzupełnia dietę o jagody. Występuje w górach Europy i na Kaukazie, ale w sezonie zimowym ucieka do cieplejszych krajów, nad Morze Śródziemne oraz na Bliski Wschód. Podlega ścisłej ochronie gatunkowej.


czwartek, 23 kwietnia 2020

Archeologia domowa

Przybytki kultury zamknięto na cztery spusty. Jedno z muzeów podrzuciło inspirację do poszukiwania dzieł sztuki i historii bez wychodzenia z domu. Osobiście cenię minimalizm i praktyczność, a nadmiarem czuję się przytłoczona. Nie kolekcjonuję antyków, z podróży w ramach pamiątek przywożę jedynie fotografie, a na moich ścianach zamiast obrazów wiszą mapy. Znalazłam tylko jeden przedmiot, który nadaje się do skatalogowania jako potencjalny eksponat muzealny.


Nazwa: moździerz z tłuczkiem
Wymiary: długość 17,3 cm (tłuczek), wysokość 9,9 cm (moździerz), średnica 11,0 cm (moździerz), głębokość 8,5 cm (moździerz)
Materiał: mosiądz
Technika: wyrób rzemieślniczy
Pochodzenie: Małopolska
Datacja: pierwsza połowa XX w.
Opis zabytku: moździerz profilowany, wokół pięć poziomych linii, wewnątrz trzy poziome linie, tłuczek z profilowanym wyoblonym zgrubieniem pośrodku rękojeści
Dział: Galeria Wspomnień i Sentymentów
Ciekawostka: moździerz z tłuczkiem został skatalogowany jako element wiana mojej Babci (Chodów koło Miechowa, 1945 r.)



Ciekawa jestem, jakie skarby możecie wykopać we własnych domach. Nie muszą one być zabytkowe ani kosztowne. Wiele zwykłych przedmiotów codziennego użytku opowiada historie naprawdę niezwykłe. Może chcecie się nimi podzielić? A może macie jakąś nietypową kolekcję, którą warto sfotografować i opisać?


środa, 15 kwietnia 2020

Włosy Stefana - prolog

Bujne, gęste i długie włosy zawsze były dumą Stefana. Godzinami potrafił wpatrywać się w lustro i czułością gładzić jasne pukle. W każdą środę punktualnie o godzinie 16:47 odwiedzał swojego ulubionego fryzjera i, zanurzony w błogim rozmyślaniu o swoim największym skarbie, z ufnością oddawał się w ręce swojego mistrza. Niestety, z każdym rokiem włosów na głowie Stefana ubywało, a jego fryzury stawały się coraz mniej frywolne i wymyślne. 

- Dzień dobry, panie Zenonie – o rytualnie ustalonej porze do salonu wkroczył Stefan.
- A witam, witam, panie Stefanie – uśmiechnął się właściciel. – Czego dzisiaj szanowny pan sobie życzy?
- Warkocz, panie Zenonie. Marzę o warkoczu.

Fryzjer wziął się gorliwie do roboty. Nagle zaklął cicho.
- Kruca fuks! Najmocniej przepraszam, panie Stefanie. Nie wiem, jak to się mogło stać... Wyrwałem panu niechcący jeden włos.
- No cóż, zdarza się, proszę pleść z pozostałych…

Zenon z namaszczeniem kontynuował swoją pracę. Wtem ze łzami w oczach szepnął:
- Panie Stefanie, wyrwałem panu drugi włos. Został już tylko jeden, ostatni…
Stefan westchnął ciężko.
- Trudno, proszę zostawić rozpuszczone…

Tymczasem wyrwane włosy spojrzały na siebie znacząco.
- Uciekamy? – zapytał Dłuższy.
- To oczywiste – Krótszy bez zbędnej dyskusji wziął cebulkę za pas.


* Zajęcia literackie, w których uczestniczyłam przed epoką izolacji nie podołały transformacji w formę zdalną i rozsypały się w zderzeniu z techniką. Znalazłam inną Szkołę Pięknego Pisania i w każdą środę przenoszę się na kilka godzin do Warszawy. Tekst powstał w czasie jednego z tych spotkań i planuję kiedyś w wolnej chwili rozwinąć tę opowieść.


sobota, 11 kwietnia 2020

Jajeczka w siateczkach

Trudno dostrzec Święta, kiedy każdy dzień jest kalką z poprzedniego. Odizolowani od rodziny oraz przyjaciół gubimy gdzieś rytm i poczucie czasu. Kolejne absurdalne zakazy i ograniczenia zabijają radość. Umyka nam piękno tegorocznej wiosny. Pozostaje karmić nadzieję, że to szaleństwo niedługo się skończy i już za moment będziemy mogli wyfrunąć ze swoich klatek, smakując wolność i przestrzeń. I tego właśnie Wam życzę najbardziej: nigdy niegasnącej nadziei. W pakiecie oczywiście dorzucam życzenia zdrowia, miłości, bliskości, uśmiechu oraz jak najszybszego powrotu tego wszystkiego, czego Wam teraz najbardziej brakuje.


Moja energia życiowa bez kontaktu z przyrodą oscyluje w okolicach zera, więc w domowym chowie wykluło się zaledwie kilka jajek. Ekopisanki okleiłam kolorowymi sreberkami z cukierków i zapakowałam w siateczki po owocach i warzywach. Ażurowe wdzianka posłużyły mi za kanwę do naszywania kwiatuszków ze wstążek oraz skrawków żorżety. Wszystkie jajeczka rozwiozłam przy okazji dostaw świątecznych zakupów dla osób uwięzionych w innych kwarantannach. Zabrakło tradycyjnych uścisków, ale pozostaje nadzieja, że już niebawem będę mogła przekroczyć zakazane progi i nacieszyć się rodzinnym szczęściem.



środa, 18 marca 2020

Jak przetrwać w czasach zarazy

Próbowałam ominąć ten temat, ale zdominował całą rzeczywistość wokół mnie, również tę wirtualną. Panika narasta, więc chciałabym podać fakty na temat koronawirusa, obalić mity i teorie spiskowe, zdementować plotki, podzielić się moimi doświadczeniami i trochę Was uspokoić. Na wstępie informuję, że nie jestem lekarzem, ale moje pierwsze studia były ściśle powiązane z medycyną. U podstaw inżynierii ortopedycznej leży znajomość anatomii i fizjologii, a przede wszystkim gruntowna wiedza na temat funkcjonowania układu immunologicznego. Można powiedzieć, że moje kwalifikacje są na poziomie felczera. Równocześnie czytam publikacje naukowe w kilku językach i na bieżąco analizuję dane udostępniane przez ośrodki na całym świecie. Możecie mi zaufać :)

1. Zostańcie w domu

Szczerze mówiąc, w pierwszej chwili przeżyłam szok, kiedy z mojego terminarza zaczęły nagle znikać wszystkie zaplanowane spotkania i wydarzenia. Prowadzę bardzo aktywny tryb życia i wszędzie mnie pełno, więc niełatwo było pogodzić się z myślą o konieczności wycofania się z przestrzeni publicznej. Otrząsnęłam się szybko. Należę do tej grupy szczęśliwców, którzy mogą pracować zdalnie i chętnie korzystam z tego luksusu. Oszczędzam wtedy czas na dojazdach do biura, a, co najważniejsze, praca w domu, w którym nikt mnie nie rozprasza, jest wydajniejsza. Już wcześniej zdarzały mi się kilkunastodniowe okresy izolacji, kiedy realizowałam jakiś projekt albo pisałam artykuł. Zresztą, nie uważam mojego domu za więzienie i zawsze potrafię sobie znaleźć kreatywne zajęcie. Cały świat podaje nam pomocną dłoń. Wczoraj wieczorem wybrałam się do Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Mogłam zachwycać się fantastycznym przedstawieniem "Cyganerii" Pucciniego we własnym pokoju. Dzisiaj pewnie pójdę do kina i nikt nie będzie mi szeleścił albo rechotał za uchem. W świecie wirtualnej kultury repertuar zaskakuje swoim bogactwem. Odczuwam jedynie ból z powodu zamknięcia bibliotek (dlaczego jeszcze nikt nie wymyślił bibliotekomatów?), z uzależnieniem trudno walczyć.

Możliwość pozostania w domu potraktujcie jak dar, a nie przymus. Przede wszystkim, należy rozróżnić zalecaną czasową izolację dla własnego bezpieczeństwa od narzuconej kwarantanny z powodu podejrzenia zarażenia wirusem. Większość z nas znajduje się w tej pierwszej, lepszej sytuacji. Bezpośrednie spotkania z innymi ludźmi w dobie satelitów i komputerów można zastąpić rozmową telefoniczną albo komunikacją za pośrednictwem internetu. Przecież właśnie w ten sposób utrzymujemy kontakt z bliskimi nam osobami, które mieszkają daleko. Nie jesteśmy od siebie odcięci, zmieniają się jedynie formy wspólnego spędzania czasu, w dodatku przejściowo. Żadna epidemia nie trwa wiecznie. Wiele osób nie ma tego komfortu. Muszą pracować, chociaż z pewnością chętnie zamieniłyby się z nami miejscami. Doceńmy, że nie musimy wychodzić i ryzykować. Nie stwarzajmy dodatkowego zagrożenia dla pozbawionych ochronnego płaszcza kwarantanny.

Piękna pogoda prowokuje do wyjścia na zewnątrz. Najlepiej, oczywiście, posiedzieć na własnym balkonie lub w przydomowym ogrodzie, ale spacer po parku z zachowaniem dystansu do innych osób jest równie bezpieczny. Przyroda nie jest nośnikiem dla wirusa. Jedynie organizm ludzki umożliwia rozprzestrzenianie się choroby. Na bezludnych ścieżkach leśnych nie ma zagrożenia. Niebezpieczeństwo czai się w sklepach i w komunikacji publicznej, wszędzie tam, gdzie przebywają inni ludzie. Załóżcie, że każdy napotkany człowiek jest potencjalnym przypadkiem koronawirusa, nawet jeśli nigdy nie słyszał o alpejskich kurortach. Jeśli musicie wychodzić z domu, nawet spotykając swoich znajomych, stosujcie bezdotykową formę kontaktu, a, w miarę możliwości, zachowujcie cztery metry własnej strefy komfortu. Szczególną ostrożność muszą zachować osoby starsze lub chorujące na choroby przewlekłe, choćby na cukrzycę, ponieważ ich organizmy mają obniżoną odporność. Pamiętajmy jednak, że ofiarą wirusa może stać się każdy, bez względu na wiek i płeć. Tymczasowa izolacja we własnym mieszkaniu jest najlepszą strategią w walce z zarazą. Dom to nie klatka, tylko Wasza bezpieczna przystań.

2. Dbajcie o higienę 

Regularne mycie rąk zalecam nie tylko w czasie zarazy. Gdybyśmy mieli mikroskopy zamiast oczu, zauważyliśmy, że wszędzie otaczają nas drobnoustroje, roztocza i inne maleństwa, które niekoniecznie mają wobec nas dobre zamiary. Zachowajcie umiar i nie wpadnijcie w kompulsywną przesadę. Jeśli nie wychodzicie z domu, nie musicie co 5 minut biec do łazienki i szorować skóry aż do kości. Nadmiar środków dezynfekujących prowadzi do wyjałowienia, a tym samym osłabia odporność. Jeśli musicie wychodzić z domu, unikajcie dotykania palcami przycisków, klamek czy poręczy w miejscach publicznych. Możecie użyć rękawiczek, woreczka foliowego albo chusteczek higienicznych. Według czeskich naukowców, wirus potrafi przez kilka godzin przetrwać poza organizmem, wykorzystując bakterie jako swoistą tratwę ratunkową. Korzystajcie śmiało z płynów antybakteryjnych udostępnianych na dworcu czy przy wejściach do sklepów. Po powrocie do domu pierwsze kroki skierujcie do łazienki i dokładnie umyjcie ręce mydłem.

3. Wspierajcie innych

Kwarantanna jest niezbędna. Niedoposażone szpitale nie zapewnią nam wszystkim właściwej opieki w przypadku zachorowania. Przemęczony personel medyczny nie dokona cudów. Takie umiejętności posiadają tylko orzecznicy ZUS, których na próżno szukać na linii frontu walki z wirusem. Narażają się tylko prawdziwi lekarze, pielęgniarki, sanitariusze czy ratownicy medyczni. Nie liczcie na pomoc naszego rządu. Dla ministrów ważniejsze są nowe limuzyny niż sprzęt ratujący ludzkie życie. Podziękujcie Jurkowi Owsiakowi za kilka tysięcy respiratorów, chociaż to tylko kropla w morzu potrzeb. Nie liczcie na władze samorządowe. W Krakowie prezydent forsuje właśnie podwyżki podatków zamiast zorganizować sztab kryzysowy i zadbać o mieszkańców. Musimy sami sobie pomóc.

Cenną inicjatywą są grupy wolontariuszy, które deklarują pomoc w zakupach czy opiece nad dziećmi albo zwierzętami domowymi. W Krakowie zadania te koordynują: "Ekipa z Sąsiedztwa", "Widzialna Ręka" czy "Kraków dla Mieszkańców". Sama zgłosiłam się do jednej z nich jako "telefon zaufania" dla każdej osoby, która potrzebuje pocieszenia, porady, wsparcia psychicznego czy zwyczajnie chciałaby usłyszeć ludzki głos. Możecie zaproponować pomoc swoim najbliższym sąsiadom. Zakupione produkty lub leki zostawiajcie pod drzwiami. Na rozmowy i podziękowania przy filiżance herbaty przyjdzie czas później.

4. Dbajcie o zdrowie, także o psychiczne

Najłatwiejszym celem dla każdego wirusa jest osłabiony organizm. Uzupełniajcie codzienną dietę o witaminy i mikroelementy. Jeśli nie macie dostępu do owoców i warzyw, wspomagajcie się suplementami diety. Warto sięgnąć po blister ze zwykłą witaminą C. Najlepsze, oczywiście, są zawsze naturalne źródła. Uwielbiam smak malin, więc codziennie rozmrażam sobie małą porcję z zapasów, które zebrałam sobie w lecie na działce. Idealne do przechowywania (i równie smakowite) jest pomelo. Możecie trzymać je w lodówce do trzech miesięcy, ale przyznaję się, że nigdy nie udało mi się tak długo powstrzymać się od jego zjedzenia. Pietruszkę i szczypiorek hoduję w doniczkach na parapecie.

Unikajcie szumu informacyjnego i ciągłego sprawdzania ilości przypadków zachorowania wykrytych na świecie. Wolny czas poświęćcie na swoje hobby, obejrzyjcie ciekawy film, przeczytajcie książkę, zróbcie wiosenne porządki. Zadzwońcie do krewnych lub znajomych, powspominajcie miłe chwile. Uśmiechnijcie się do domowników, pobawcie się z dziećmi. Znajomość danych statystycznych nie powstrzyma rozprzestrzeniania się pandemii. Jeśli nie wychodzicie z domu, jesteście bezpieczni, więc nie musicie stać się kolejnym trybikiem w sztucznie nakręcanej spirali paniki. Nie odwołujcie zaplanowanych wydarzeń, tylko zmieńcie ich termin. Nie pozwólcie, żeby wirus przejął kontrolę nad Waszym życiem.

Jeśli poczujecie się źle, nie wychodźcie z domu, tylko skonsultujcie się z lekarzem telefonicznie. Nie musicie iść do przychodni, recepta zostanie przesłana do Was smsem. Jeśli jesteście alergikami, kichnięcie nie oznacza zakażenia, a jedynie przypomina, że w tym roku wiosna przyszła wcześniej. Zwykła grypa czy przeziębienie nie zniknęły z oficjalnej listy chorób. Prawdopodobieństwo, że koronawirus Was znalazł za kanapą jest naprawdę zerowe. Bądźcie zawsze szczerzy w rozmowie z lekarzem: nie można zatajać informacji o ostatnich podróżach albo o spotkaniach z osobami, które właśnie wróciły.

5. Zachowajcie rozsądek w czasie zakupów

Może zabrzmi mało kobieco, ale nie lubię robić zakupów. Obwieszanie się siatkami jak choinka nie pasuje do mojego stylu, więc w osiedlowych sklepikach pojawiam się sporadycznie w sytuacjach awaryjnych. W mieście wiecznych korków jak ognia unikam jazdy samochodem, więc wolę raz na trzy tygodnie podjechać w nocy do Makro i jednorazowo uzupełnić stan mojej spiżarni. Zwracam szczególną uwagę na terminy przydatności do spożycia. Pieczywo wrzucam do zamrażalki i wyciągam sobie dwie kromki pół godziny przed posiłkiem. Jeśli jesteście miłośnikami chrupiącej skórki, wystarczy owinąć zamrożone pieczywo wilgotną ściereczką i włożyć do kuchenki mikrofalowej. W trosce o zachowanie na dotychczasowym poziomie światowej populacji moli kuchennych takie produkty jak mąka czy płatki śniadaniowe zamykam w pojemnikach próżniowych. Zanim wyjdę do sklepu, zawsze zadaję sobie pytanie, czym daną rzecz mogę zastąpić. Kreatywność zawsze zwycięża w starciu z koniecznością zakupu. W kryzysowej sytuacji można skorzystać ze sprawdzonych rozwiązań historycznych. Nasi średniowieczni przodkowie doskonale radzili sobie bez papieru toaletowego i używali liści kapusty. "Nie ma sytuacji bez wyjścia"- jak to w pewnym dowcipie powiedział facet, zawiązując buta dżdżownicą.

Ostatnio przyjaciółka zaskoczyła mnie pytaniem, "co robię ze zgniłym jedzeniem". Nie mam w ogóle takich doświadczeń. Znam własne możliwości. Kupuję tylko to, co jest mi potrzebne. Niedojedzoną kocią karmą częstuję jeże. Właściwie tylko w kwestii słodyczy nigdy nie potrafię oszacować wystarczającej ilości, ale jako czekoladowy potwór nie mogę oprzeć się pokusie i nawet nie wiem, kiedy moje zapasy znikają. Zresztą, tutaj pojawia się niedobór, więc problem właściwego zaplanowania zakupów mnie nie dotyczy. Kupujcie tak, żebyście nie musieli potem wyrzucać. Róbcie listę potrzebnych produktów, sprawdzajcie terminy przydatności, zwracajcie uwagę na sposób przechowywania. Nie panikujcie, kiedy pracownicy sklepów nie nadążają z uzupełnianiem towaru na półkach.

6. Uważajcie na oszustów

Nawet w czasie, kiedy ludzie najbardziej powinni okazywać sobie solidarność, zawsze trafią się cwaniacy i spekulanci. Nie wpuszczajcie rzekomych kontroli epidemiologicznych do swoich domów. Nie wpłacajcie pieniędzy na podejrzane zbiórki. Szpitale informują o brakującym sprzęcie oraz wskazują swoje rachunki bankowe bez żadnych pośredników. Wywindowane ceny można zgłaszać do Inspekcji Handlowej. Nie istnieje żadne cudowne lekarstwo, które możecie zamówić z dostawą do domu. Nie ufajcie reklamującym się uzdrowicielom. Nie poddawajcie się nastrojom apokaliptycznym. Koronawirus nie jest karą boską, ale zwykłą chorobą, której rozprzestrzenianie wymknęło się spod kontroli.

7. Nikt nie próbuje Was zabić

Wybaczcie, ale nie wierzę w żadne teorie spiskowe. To nie jest broń biologiczna. Wirusy były zawsze, ale część z nich mutuje, a niektóre dostają nowe nazwy. To nie jest zmowa koncernów farmaceutycznych. Uodparnianie się wirusów na leki automatycznie powoduje konieczność badań laboratoryjnych i wprowadzania nowych lekarstw, skutecznych dla leczenia danego szczepu. Kilkanaście lat temu wyjeżdżałam do Afryki. Profilaktycznie przyjęłam wszystkie szczepionki na choroby występujące na danym obszarze. Problem pojawił się w przypadku malarii. Jedyny oficjalnie dostępny w Polsce środek był przestarzały. Zdobycie odpowiedniego lekarstwa, które na podstawie jednej recepty można było kupić za granicą, w naszym kraju wymagało uruchomienia całej procedury biurokratycznej: wypełniania rozmaitych formularzy, podpisów lekarza rodzinnego, podpisów wojewódzkiego lekarza medycyny tropikalnej, dodatkowych formularzy dla apteki, a finalnie podpisów w Ministerstwie Zdrowia. Jestem uparta, więc zdobyłam szczepionkę. Autyzmu nie dostałam, chociaż stosuję profilaktykę przed każdą egzotyczną podróżą.

Równie absurdalne są pogłoski o celowym "odmładzaniu społeczeństwa" i próbach wyeliminowania z premedytacją osób w sędziwym wieku. W grupie ryzyka rzeczywiście znajdują się starsi i chorujący na przewlekłe choroby, ponieważ to ich układ immunologiczny jest najbardziej osłabiony. Logika, a nie spisek. Zwróćcie uwagę, że najczęściej chorujecie, kiedy jesteście przemęczeni, przepracowani, przybici psychicznie. Każda choroba wybiera najłatwiejszy cel: najsłabszych. Wiele przypadków śmiertelnych należy powiązać ze schorzeniem, które występowało jeszcze przed zarażeniem koronawirusem. COVID-19 pełni rolę gwoździa do trumny. Ostatnie doniesienia z chińskich ośrodków naukowych mówią, że znaczący wpływ na odporność na wirusa ma grupa krwi. Tutaj również pozostaję sceptyczna, moim zdaniem, próba badawcza jest niewystarczająca do udowodnienia tej teorii.

8. Zwierzęta domowe nie przenoszą wirusa

Najgłupsza plotka, jaka do mnie dotarła, to oskarżanie domowych zwierzaków o przenoszenie wirusa. Próby nienaukowego wyjaśnienia niezrozumiałych zjawisk zawsze towarzyszyły ludzkości. Na przestrzeni wieków rozmaite epidemie zgarniały swoje żniwo. W średniowieczu chętnie oskarżano "wiedźmy" albo mieszkańców skonfliktowanej sąsiedniej wioski o rzucenie klątwy. Oskarżenia padały również w stronę Żydów, bo ciemny lud nie dostrzegał różnic w ówczesnej higienie osobistej poszczególnych kultur. Z pełną odpowiedzialnością mogę napisać, że koronawirus zupełnie nie interesuje się zwierzętami domowymi. Nie pozwólcie sobą manipulować i nie wyrzucajcie pupili ze swoich serc.

Doktor Kot radzi: nie wychodźcie z domu, unikajcie ludzi, wśród zwierzaków możecie być szczęśliwi i bezpieczni.

9. Życie po pandemii

Każda epidemia zostaje z czasem opanowana. Życie jest zbyt krótkie, żeby przeglądać się w rozlanym mleku. Myślmy o przyszłości, na którą wpłynie obecna sytuacja. Nie trzeba być jasnowidzem, żeby przewidzieć załamanie w niektórych sektorach gospodarki. Przedsiębiorcom działającym w turystyce i gastronomii grozi niewypłacalność. Nie odwołujcie zarezerwowanych wycieczek, lecz zmieniajcie ich terminy. Zamawiajcie jedzenie z ulubionych restauracji, które oferują dania na wynos. System szkolnictwa ukazał swoją kruchość w całej okazałości. Wielu nauczycieli to cyfrowi imigranci, więc nie unieśli ciężaru zdalnego nauczania. Pandemia odsłoniła również tragiczny stan służby zdrowotnej w kraju. To tylko przykłady, widmo bankructwa wisi nad różnymi branżami. Zastanówmy się, co możemy zmienić, żeby przygotować się do innych potencjalnych zagrożeń. Przygotujmy plan bezpieczeństwa narodowego. Wyeliminujmy słabe punkty z systemu. Wyciągnijmy wnioski z błędów, które zostały popełnione. Zamiast finansować propagandową telewizję, kupmy sprzęt ratujący ludzkie życie. Zmieńmy nastawienie z "mieć" na "być". Zauważmy drugiego człowieka i uśmiechnijmy się do niego. Teraz z odległości 4 metrów, ale już niedługo będziemy mogli podejść bliżej i naprawić nasze relacje. Bądźmy empatyczni i solidarni. Tylko wspólnymi siłami możemy odbudować świat, bez lęku, bez paniki, bez wzajemnych animozji. Życzę Wam wszystkim zdrowia i spokoju. Jeśli potrzebujecie rozmowy, jestem do dyspozycji.


wtorek, 10 marca 2020

Kokos na oleju

"Zdrożał cukier i chleb, ale staniał olej" - zabrzmiało z propagandowej ambony. Co prawda, we wszystkich okolicznych sklepach cena oleju nawet nie drgnęła na wieść o prezydenckim orędziu, ale pomysł na urodzinowe ciasto już zdążył wykiełkować, więc bez patrzenia na rachunek zaczęłam go wprowadzać w życie. Było warto, ciasto udało się wyśmienicie i zniknęło w mgnieniu oka.


Przepis na ciasto na oleju:
- 2,5 szklanki mąki
- 1 szklanka cukru
- 1 szklanka mleka
- 1 szklanka oleju
- 1 szklanka wiórków kokosowych
- 3 jajka
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 2 łyżeczki syropu kokosowego

Składniki wystarczy wymieszać, wyłożyć do natłuszczonej formy i piec w nagrzanym do 180 stopni piekarniku przez godzinę.


niedziela, 8 marca 2020

Echo tamtych dni

dziecko w Tobie nie pamięta
jak imiona
w chórze matek przed kolacją
spadły z okien

centrum życia na trzepaku
już zamknięte
śpi snem gorzkim pod księżyca
zimnym kocem

ciszę makiem czas wysiewa
coraz dłuższą
deszcz usuwa strzałki z kredy
Twoich wspomnień

tylko pniaczek przy parkingu
niemy świadek
skrywa w słojach żywy obraz
o huśtawce

dziś już echo nie powtórzy
naszych imion 
jakby nigdy żadnych dzieci 
tu nie było


środa, 4 marca 2020

Żółte firanki

Wiosna w swoim roztargnieniu zapomniała zerknąć do kalendarza. Rozwiesiła żółte firanki leszczynowe już w drugiej połowie lutego i świat od razu stał się piękniejszy.



wtorek, 3 marca 2020

Sarnia ostoja

Do zdobycia sprawności tropiciela jeszcze sporo mi brakuje. Nad refleksem też muszę popracować. Trzy rudle saren przecięły moje ścieżki, ale udało mi się uchwycić tylko z daleka kilku pojedynczych przedstawicieli tego najelegantszego gatunku zwierzyny płowej. Miejsca zrobienia zdjęć nie mogę zdradzić, bo wszędzie grasują okrutni mordercy i dla swojej chorej satysfakcji polują na bezbronne istoty.



poniedziałek, 2 marca 2020

Leśny doktor

Zapukał do mnie las, więc pobiegłam w jego stronę. Doktor uwijał się w swojej klinice, starannie diagnozując każde drzewo. Ostatni raz natknęłam się na dzięcioła dużego prawie dwa lata temu. Teraz udało mi się podejść znacznie bliżej, ale to wciąż jeszcze nie są zdjęcia moich marzeń.



niedziela, 1 marca 2020

Mistrz ptasiego makijażu

Wymknęłam się ze spotkania do przyklasztornego parku w celu zapolowania na wiewiórki. Sprytne bestie ukryły się w koronach drzew i zapewne chichotały obserwując moje podchody, ale dość szybko o nich zapomniałam. Cała moja uwaga skupiła się na idealnej kresce namalowanej eyelinerem. Kolorowa ptaszyna wielkości wróbla przeczesywała dziobem ściółkę w poszukiwaniu smakołyków. Kowalik zwyczajny (Sitta europaea) słynie ze swoich akrobatycznych umiejętności, ale nie chciał mnie nauczyć chodzenia po drzewach głową w dół.  Pozostał mi zatem jedynie zachwyt nad jego wielobarwnym upierzeniem, błękitem jego grzbietu, żółtopomarańczowym brzuszkiem, białymi policzkami i nad tymi słodkimi oczkami w czarnej oprawie à la Zorro.



poniedziałek, 20 stycznia 2020

Zakon rycerski templariuszy

Wokół templariuszy narosło wiele mitów. Nadgorliwość inkwizytorów dodała do wizerunku rycerzy cechy demoniczne. Wśród oskarżeń padały zarzuty o zdradę, obsceniczny i satanistyczny charakter obrzędów inicjacyjnych, oddawanie czci Bafometowi czy przejmowanie herezji katarskiejWierzenia i rytuały inicjacyjne były pilnie strzeżone, a regułę zakonu w całości znali tylko bracia wyżsi rangą, co dostarczało wrogom zakonu dodatkowych argumentów do zniszczenia go. Tajemnice zawsze rodzą spekulacje, a niechęć do danej grupy nadaje im pejoratywny wydźwięk. Z drugiej strony, sekrety templariuszy budzą fascynację nie tylko w środowisku naukowców. Legendy o ukrytych skarbach wciąż poruszają wyobraźnię historyków i archeologów, ale również pisarzy i scenarzystów. Przekonanie, że templariusze byli strażnikami Świętego Graala wywodzi się ze średniowiecza.

Źródłem inspiracji dla powołania Braci Świątyni Salomona w Jeruzalem stał się istniejący wcześniej zakon rycerzy szpitalników, których misją było sprawowanie opieki nad pielgrzymami zmierzającymi do Jerozolimy. Ziemia Święta potrzebowała stałej armii do ochrony przed arabskimi bandytami. Hughes de Payens zebrał, prawdopodobnie w 1111 roku, grupę rycerzy w celu ochrony pielgrzymów. Początkowo zakon liczył dziewięciu rycerzy i nosił nazwę Żołnierze Chrystusa. Na tle ówczesnego rycerstwa wyróżniali się skromnością, ubóstwem, czystością i posłuszeństwem. Otrzymali papieskie błogosławieństwo od Honoriusza II, a następnie od Inocentego II. Ich reguła wywodziła się od zakonu św. Benedykta, jednak dość szybko wypracowali własną, bardziej surową, obowiązującą od 1128 roku. Fundusze na działalność zakonu napływały szerokim strumieniem. Król Baldwin II podarował im część swojego pałacu. Za jego przykładem poszli inni monarchowie i instytucje kościelne.

Narodziła się wpływowa międzynarodowa organizacja, dysponująca ogromnym majątkiem i ziemiami w Anglii, Szkocji, Francji, Hiszpanii, Portugalii, Niemczech i Austrii. Administrowaniem europejskimi posiadłościami należącymi do templariuszy zajmowały się lokalne centrale nazywane preceptoriami. Bulla papieża Aleksandra III z 1162 roku zwolniła zakon z obowiązku płacenia dziesięcin, a także przyznała im przywilej niedopuszczający do stawiania rycerzy przed sąd świecki. Bogactwo templariuszy rosło. Do pożytków płynących z posiadanych już ziem i nieruchomości dochodziły kolejne darowizny. Utworzono własną flotę morską i założono instytucję finansową, zajmującą się udzielaniem oprocentowanych kredytów.

Zakon templariuszy zaczynał jako organizacja tajna, ujawniając się w czasie drugiej i trzeciej wyprawy krzyżowej jako niewielki elitarny zespół rycerzy. Skopiowane od cystersów białe szaty oznaczały czystość życia. Wyróżniał ich czerwony krzyż na habicie, symbolizujący męczeństwo. Jako jednostka bojowa byli znacznie bardziej skuteczni niż regularnie armie, a nieustępliwość i dyscyplina rekompensowały ich liczebność. Zamki templariuszy były w owych czasach najtrudniejsze do zdobycia.

Do upadku zakonu przyczyniło się ponowne odbicie Jerozolimy przez Saracenów w 1291 roku. Początkowo wycofali się na Cypr, ale chcieli utworzyć niezależne królestwo w Langwedocji na południu Francji. Plany nie spodobały się królowi Filipowi IV Pięknemu. Doprowadził do zmiany papieża, przenosząc siedzibę najwyższego biskupa Rzymu do Awinion i osadzając na tronie swojego kandydata, Klemensa V. Filip IV próbował wniknąć w struktury templariuszy i w ten sposób przejąć ich majątek, a tym samym uratować swoje państwo przed bankructwem. Wobec niechęci braci i zlekceważenia jego starań o członkostwo zaatakował preceptoria w piątek 13 października 1307 roku. Templariusze zdołali jednak ukryć przed nim swoje skarby, co jeszcze bardziej rozsierdziło króla. Nakłonił papieża do wydania bulli, która zalecała wszystkim władcom państw europejskich aresztowanie butnych rycerzy i konfiskatę ich dóbr. We Francji powszechnie stosowano tortury i kary śmierci przez spalenie żywcem na stosie. Zakon Braci Świątyni Salomona został rozwiązany przez papieża w 1312 roku.

Templariusze, którzy ocaleli, zorganizowali Kompanię Katalońską, oddział najemników pod wodzą Rogera Flora. W Portugalii natomiast założyli Zakon Rycerzy Chrystusa, organizację, która przetrwała do szesnastego wieku. Wiele bractw, ruchów i sekt na przestrzeni dziejów nawiązywało do tradycji zakonu templariuszy. Z sentymentów do jego potęgi wyrosła w 1991 roku w Wielkiej Brytanii Komanderia Rycerzy Świątyni w Templecombe. Nowa organizacja, pozbawiona celów i motywacji swojego historycznego wzorca stanowi jedynie symboliczny łącznik z utraconym dziedzictwem.


* Artykuł opracowany na podstawie książki: P. Elliot, Bractwa wojownicze, tajemne i złowrogie. Organizacje magiczne, mistyczne i mordercze w historii, Warszawa 2005.



sobota, 18 stycznia 2020

Ratatuj się kto może

Już dawno minęła północ, kiedy nagle niepokojący dźwięk obudził czujność myśliwych. Coś kręciło się po podłodze w korytarzu. Ratunku! Szczur! Łowcy zbiegli po schodach i solidarnie zaatakowali intruza. Przez chwilę trwała walka. Moja z kotami. Łapały za ogon i próbowały wynieść modela z sesji fotograficznej.


Pomysł na szczurka nie był mój, chociaż szpiegostwo przemysłowe w tym przypadku było mocno utrudnione. Nie wiem, kto wymyślił ograniczenia wiekowe. Powinnam złożyć skargę do rzecznika praw obywatelskich z powodu dyskryminacji peselowej. Najfajniejsze warsztaty twórcze zarezerwowane są dla małoletnich. Od czego jednak są wypożyczalnie dzieci? Rzuciłam ogłoszeniem i nie czekałam długo na odzew. Uzbrojona w Dagmarę przekroczyłam bramki biura przepustek do świata zabawy. Dzień francuski w Klubie Kultury Mydlniki zapowiadał się interesująco. Na początek zaserwowano nam komedię familijną w reżyserii Brada Birda "Ratatuj" ("Ratatouille", 2007). Drugie danie rozpoczęło się od nadziewania filcowej formy "chmurką". Daga, jak przystało na dziecko idealne, pozwoliła mi nawet zamocować ogon u swojego szczurka. Na deser podano słodkości, dosłownie i w przenośni. Projekcji "Czekolady" ("Chocolat", 2000), którą wyreżyserował Lasse Hallström, towarzyszyły tace z przepysznymi czekoladkami. Zjadłyśmy prawie wszystkie.


Mój szczurek nieznacznie różni się od projektu pani Magdy. Korpus zszyłam ręcznie ściegiem za igłą z kawałków sweterka, skurczonego przez grasujące w szafie kalorie. Nadałam kształt wypełniaczem do maskotek. Uszka i nosek wycięłam z arkusza cienkiego różowego filcu, a ogonek z grubego kawałka filcu w kolorze bordowym. Przyszyłam oczka z guziczków i niemal sumiaste wąsy ze sznurka. Na blogową premierę Ratatuj musiał jednak kilka tygodni poczekać, żeby nie zepsuć efektu niespodzianki przed spotkaniem ze swoim nowym właścicielem.


poniedziałek, 13 stycznia 2020

Kosmiś

Kolorowy miś zainaugurował sezon samotnej rękawiczki. Tegoroczna zima zachowuje się na razie całkiem przyzwoicie i może więcej strat nie będzie, chociaż przy moim roztargnieniu wszystko jest możliwe. Zamierzam zrobić trochę porządków w szafach, więc na pewno powstanie więcej maskotek i różnych elementów dekoracyjnych z ubrań, w które, z zupełnie niezrozumiałych dla mnie powodów, się już nie mieszczę. Każdemu należy dać szansę na drugie życie.



czwartek, 2 stycznia 2020

Noworoczne refleksje

Na progu Nowego Roku człowieka dopada euforia możliwości zmian. 365 dni później okazuje się, że większość postanowień nadal pozostaje gdzieś w sferze marzeń. Najpełniej zrealizowałam się w planach podróżniczych. Uwielbiam być kropką na mapie. Oczywiście, czuję niedosyt. Zabrakło mojej ukochanej Hiszpanii i górskich wędrówek też było zbyt mało. A jednak jestem zadowolona. Odwiedziłam wielu starych, wspaniałych przyjaciół, poznałam nowych, niezwykłych ludzi, odkryłam mnóstwo fascynujących miejsc. Szczególnym sentymentem darzę Cypr, głównie ze względu na moich przecudownych towarzyszy podróży - Patrycję, Grzesia i Antosia. Miło wspominam Beneluks i Toskanię. Wrażeń z polskich miast i wsi mogłabym wymienić całkiem sporo, w każdym wyjeździe pojawiło się coś wyjątkowego. Z pewnością silnym przeżyciem była naukowa wyprawa na Suwalszczyznę, ale równie mocno zaangażowałam się w fotograficzne polowania na motyle w Bukowinie Tatrzańskiej czy w Ropicy Polskiej. W tym roku zdecydowanie zamierzam kontynuować życie włóczęgi i myślę, że właśnie takie plany, które wiążą się z przyjemnościami, a nie z wyrzeczeniami, najłatwiej jest zmienić w czyn. Cztery wycieczki już zamknęłam w konkretnych datach najbliższych miesięcy. A pozostałe postanowienia? Zdradzę Wam za rok, jeśli uda mi się w nich wytrwać.



poniedziałek, 23 grudnia 2019

Wiklinowe anioły

Mój świąteczny warsztat zdominowały skrzaty ze Skandynawii, ale nie każdy lubi importowane zwyczaje. Dla tradycjonalistów wyplotłam anioły. Srebrny w gęstym splocie wygląda na łakomczucha. Biały podążył w stronę minimalizmu i prostoty. Mam nadzieję, że będą czuwać nad mieszkańcami domów, do których polecą.



niedziela, 22 grudnia 2019

Tutorial skrzat skandynawski

Obiecałam przygotować tutorial, więc świat moich tegorocznych dekoracji świątecznych zdominowały krasnale. Do prototypowego Mopusia dołączyli: Mikruś, Norweś, Turkuś, Mroczuś, Hipiś, Olguś i Grzywuś. Gromadka bardzo szybko się rozproszyła po różnych miastach w całej Polsce. A dla Was mam sesję zdjęciową z procesu produkcyjnego, jeśli macie ochotę na zabawę w upcykling.


Potrzebne materiały, sprzęt i narzędzia:

- końcówka mopa lub jasny ręcznik frotte
- słoik po kawie
- kulka z dezodorantu
- rajstopy w kolorze cielistym
- stary sweterek z włóczki (tutaj wykorzystałam dwa sweterki, turkusowy i czarny)
- igła i nici
- nożyczki
- klej

Na początek kilka uwag technicznych odnośnie półproduktów. Idealny nos można znaleźć w dezodorancie kulkowym. Wystarczy włożyć go do kawałka cienkiej rajstopy o długości ok. 10 cm. Można również wykorzystać piłeczkę pingpongową, ale wówczas polecam większy słoik, żeby zachować proporcje. Najprostszym sposobem na zrobienie brody i włosów jest wykorzystanie końcówki mopa, ale nie jestem mopowym potentatem, więc dla kolejnych egzemplarzy musiałam poszukać alternatywnego rozwiązania. Wybór padł na popielaty ręcznik frotte, który po pocięciu w wąskie paseczki znakomicie imituje bujne owłosienie. Wadą tego pomysłu okazuje się lekki łupież krasnala na początku użytkowania, ale kiedy już opadną wszystkie nadcięte włókna, figurka przestaje śmiecić.


1. Podstawa. Usuwam ze słoika po kawie etykietę.
Wycinam pasek dzianiny o szerokości średnicy słoika i o długości jako podwójnej jego wysokości.
Zszywam boki ściegiem za igłą po lewej stronie materiału.
Odwracam na prawą stronę i naciągam na słoik.
Podklejam materiał na górze słoika, żeby się nie zsuwał.


2. Nos. Kulkę z dezodorantu umieszczam w odciętym kawałku rajstopy.
Pozostałą część rajstopy naciągam i zawiązuję supełek tuż przy kulce.
Nakładam pętelkę z rajstopy na słoik i podklejam.


3. Czapka. Wycinam z dzianiny trójkątny kawałek o długości zbliżonej do wysokości słoika.
Na górze wycinam kawałek, żeby uzyskać dwa trójkątne zakończenia.
Zszywam boki ściegiem za igłą po lewej stronie materiału.
Fastryguję luźno dół czapeczki po lewej stronie materiału.
Odwracam na prawą stronę.


4. Włosy i broda. Wycinam kawałek ręcznika o szerokości obwodu słoika.
Długość dobieram indywidualnie do każdego krasnala.
W przypadku brody zaokrąglam brzegi wyciętego kawałka, tak aby przód był dłuższy.
Nacinam wąskie paseczki zostawiając u góry na całości część jako tasiemkę.
Podklejam nienaciętą część ręcznika do krawędzi słoika.


Skrzat już prawie jest gotowy. Wystarczy naciągnąć czapeczkę na górze słoika. Można również poeksperymentować z fryzurami, choćby przez zaplecenie warkoczy.



środa, 11 grudnia 2019

Skrzaty, gnomy, krasnoludki

Rękodzielników na drugiej półkuli opanowały dwa przedświąteczne trendy w modzie handmade: gwiazdy z wieszaków oraz skandynawskie gnomy. Nad wieszakami przeszłam obojętnie, ale do skrzatów się uśmiechnęłam. Rozejrzałam się pod domu i wyczarowałam własnego krasnala, oczywiście w wersji z odzysku. Ekoskrzat zrobił furorę wśród moich znajomych i posypały się prośby o zrobienie mu rodzeństwa do puli eksportowej. Powtarzalność nie leży w mojej naturze, ale obiecałam przygotować tutorial, jak zrobić skrzata, więc niebawem pokażę całą kolekcję figurek oraz scenariusz mojego pomysłu na ich wykonanie.



Proszę Państwa, oto skrzat,
zgodny z normą: "zero strat",
tu klejenie, a tam szycie,
pora zacząć drugie życie ;)


poniedziałek, 2 grudnia 2019

Szyszką malowane

Drugą atrakcją, z której skorzystałam w ramach festiwalu WhoMan, były warsztaty malowania barwnikami naturalnymi, prowadzone przez Anetę. Zdjęć z samego wydarzenia nie mam, ponieważ mój aparat nie lubi romantycznego oświetlenia, a lampy błyskowej nie używam. Szkoda, bo pomieszczenie przypominało pracownię alchemika. Wywary dochodziły na kuchence i roztaczały wokół niezwykłe aromaty. Tkaniny barwiliśmy cebulą, burakami, nawłocią i szyszkami. Do swojej pracy wybrałam szyszki, które zamieniają białe płótno w beżowe i brązowe obrazy.



niedziela, 1 grudnia 2019

Kwiaty w kosmosie

Rozmijam się z wolnym czasem. Gdzieś uciekł miesiąc od wydarzenia, o którym chciałam napisać. Udało mi się zajrzeć na festiwalowe warsztaty organizowane przez WhoMan. Niezwykle mocno biło tam serce pasji. Na inspirujące spotkanie z wire form zaprosiła nas Klaudia, proponując temat "Kwiaty w kosmosie".


Jedynym ograniczeniem w procesie twórczym była nasza wyobraźnia. Przestrzenne rzeźby przybierały rozmaite kształty, chociaż przeważały raczej luźne sploty i formy wiszące. Oczywiście, wybrałam druty w kolorze fioletowym. Efekt końcowy mojego wyplatania kojarzy mi się z rosiczką, gotową na pożarcie mięsistych ciał niebieskich. Najciekawszą, moim zdaniem, pracą okazał się kwiat-kobieta, przywołujący niewątpliwie skojarzenie z Różą Małego Księcia.




wtorek, 26 listopada 2019

Niedoświetlenie

w ciemnopopielatym prologu
snują się nasze cienie

przecież
umarliśmy
kiedy zgasły
neony lata


zahibernowana poezja
leży pod stertą liści

które
przytulają
puste wersy
kolcami jeży


środa, 9 października 2019

Limeryk cypryjski

Raz w swoim Jedyna rodzaju
Na Ziemi marzyła o raju.
Na Cyprze kociaki
Stworzyły jej taki,
Lecz trzeba powrócić do kraju...


sobota, 28 września 2019

Galeria Uffizi

Zdarzają mi się raje na Ziemi. Zazwyczaj to zachwycający brak ludzi na krawędzi górskich szlaków, w lasach, na polach, nad morzem, rzeką lub jeziorem. Czasami jednak uwodzi mnie sztuka stworzona ręką człowieka. Mogłabym godzinami czytać obrazy zgromadzone w Galerii Uffizi. Bogactwo symboliki wciąga w tajemny świat, tłum turystów rozmywa się gdzieś w tle, przenoszę się w inny wymiar. Prawdziwa uczta dla duszy, bez zbędnych słów.