Kalendarium

* Od 5 do 30 września 2017 r. - piesza pielgrzymka do Santiago de Compostela
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia artystyczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia artystyczna. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 marca 2020

Kokos na oleju

"Zdrożał cukier i chleb, ale staniał olej" - zabrzmiało z propagandowej ambony. Co prawda, we wszystkich okolicznych sklepach cena oleju nawet nie drgnęła na wieść o prezydenckim orędziu, ale pomysł na urodzinowe ciasto już zdążył wykiełkować, więc bez patrzenia na rachunek zaczęłam go wprowadzać w życie. Było warto, ciasto udało się wyśmienicie i zniknęło w mgnieniu oka.


Przepis na ciasto na oleju:
- 2,5 szklanki mąki
- 1 szklanka cukru
- 1 szklanka mleka
- 1 szklanka oleju
- 1 szklanka wiórków kokosowych
- 3 jajka
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 2 łyżeczki syropu kokosowego

Składniki wystarczy wymieszać, wyłożyć do natłuszczonej formy i piec w nagrzanym do 180 stopni piekarniku przez godzinę.


środa, 11 lipca 2018

Zielone placki

Kolor zielony na talerzu, jeśli nie ma w swojej nazwie słowa "sałatka", wzbudza podejrzenie. Usmażyłam placki brokułowe, które rozpłynęły się w ustach moich gości, zanim zdążyły zzielenieć naprawdę. Bezapelacyjnie wygrały z kiełbaskami, które z założenia miały być daniem głównym podczas grillowego spotkania.


Chcecie przepis?
- 2 brokuły (900 g)
- 3 jajka
- 120 g pszennej mąki
- 60 g parmezanu
- 50 ml mleka
- 1 ząbek czosnku
- 1 cebula
- natka pietruszki
- sól
- przyprawy (pieprz czarny, zioła prowansalskie, curry, papryka)
- olej do smażenia

Brokuły kroję w drobne różyczki, gotuję w osolonej wodzie przez 10 minut, zostawiam do ostudzenia. Jajka, mąkę i mleko wyrabiam na gładkie ciasto, dodaję parmezan, brokuły, drobno pokrojone czosnek i cebulę, posiekaną natkę pietruszki, sól oraz przypraw według smaku. Na patelni teflonowej łyżką kształtuję plasterki i na rozgrzanym oleju smażę z obu stron na złoty kolor. Smacznego.


sobota, 30 czerwca 2018

Zaczarowana herbata

Właściwie nie lubię herbaty. Uzależniona jestem od kofeiny i kawę piję wiaderkami. Magiczną herbatę odkryłam przez przypadek w czeskim internecie. Moją uwagę przykuł kolor, a do zakupu przekonały mnie niezwykłe właściwości napoju: działanie przeciwstresowe, przeciwgorączkowe, przeciwbólowe, wzmacniające pamięć, usprawniające pracę mózgu i poprawiające odporność. Postanowiłam spróbować Butterfly Pea Tea.


Po zaparzeniu herbata robi się niebieska. Wystarczy dodać kilka kropli cytryny, aby zmieniła barwę na fioletową. Działa jak papierek lakmusowy. Klitoria ternateńska (Clitoria ternatea L.) pochodzi z Azji. Roślina wykorzystywana jest w tradycyjnej medycynie ajurwedyjskiej. W Indiach kwiaty klitorii symbolizują boginię Durgę, a ich nazwę w sanskrycie aparadźita tłumaczy się jako "niezwyciężona". Moja herbatka sprowadzona została z Tajlandii.


W smaku trudno odnaleźć wyrazistą nutę, ale nagły przypływ energii kolorującej szare komórki jest silnie odczuwalny. Wystarczył kubek czarodziejskiej herbaty, żebym w ciągu jednego dnia zgarnęła cztery piątki z zupełnie różnych i trudnych przedmiotów. Moja Rodzina nazywa mnie Encyklopedią, kiedy tak od niechcenia sypię teraz pojęciami, nazwiskami, miejscami i datami historycznych zdarzeń.


czwartek, 29 marca 2018

Pasta z sercem

Pasta jajeczna to jeden z moich smaków dzieciństwa. Okazje do rozkoszowania się nią nadarzały się wyłącznie w domach wczasowych podczas ferii i wakacji. W moim małym móżdżku nie mieściło się, że coś tak niezwykłego można po prostu zrobić w domu, więc nigdy nie poprosiłam, żeby Mama przygotowała mi takie rarytasy na śniadanie. Rzadko zaglądam do kuchni, bo w moim zabieganym życiu zazwyczaj stołuję się na mieście. Infekcja ograniczyła moją mobilność, więc musiałam zapolować na jedzenie we własnej lodówce. Tradycyjny przepis poddałam pewnym innowacjom, bo moje kubki smakowe są bardzo kapryśne. Przy okazji kuchennych rewolucji skonstruowałam sobie również urządzenie do przeistaczania jaj w serduszka.


Przepis na pastę jajeczną:
- 6 jaj ugotowanych na twardo
- 3 kopiaste łyżki sera żółtego startego na wiórki
- 3 ząbki czosnku
- 1 zielona cebulka (dymka)
- 2 niewielkie ogórki kiszone
- 3 łyżki majonezu
- sól ziołowa

Przepis na jajko w kształcie serduszka: z boku umytego kartonu po mleku lub soku wycinam pasek o przekroju litery V. Do środka wkładam obrane, ciepłe jajko ugotowane na twardo. Od góry przyciskam okrągłym trzonkiem drewnianej łyżki, mocując ją z dwóch stron gumkami recepturkami. Po przestygnięciu jajka wkładam całą konstrukcję na noc do lodówki. Rano wyciągam, przecinam jajko na pół i mam dwa serca gotowe do ozdobienia talerza i do konsumpcji. Smacznego.


czwartek, 3 listopada 2016

Rzeźbienie w dyni

Jedynym przedmiotem w mojej kuchni, który nosi ślady użytkowania, jest czajnik. Mój udział w warsztatach prowadzonym przez szefa kuchni mógłby się wydawać absurdalny, gdyby nie miały wymiaru artystycznego. Carving to sztuka rzeźbienia w owocach i warzywach wywodząca się z Dalekiego Wschodu. Do współudziału w zbrodni wbijania noża w dynię namówiłam Basię i Roberta.

Źródło: Veganic

Kumulacja rozmaitych lokali w dawnej fabryce papierosów przy ul. Dolnych Młynów 10 była strzałem w dziesiątkę. Prawdziwi krakowianie znacznie lepiej odnajdują się w takiej postindustrialnej przestrzeni niż w sztucznie zaimplementowanych formatach centrów handlowych. Powstało swoiste miasto w mieście zrzeszające wiele cennych inicjatyw. Niepokój budzi jedynie tymczasowość takiej formuły, gdyż wszyscy mamy świadomość, że deweloperzy ciągle ostrzą swoje pazury na świetnie zlokalizowaną działkę.

Do rzeźbienia w dyniach zaprosili nas kulinarni czarodzieje z restauracji Veganic. Przeniesienie szablonu za pomocą noża na wielką kulę wcale nie było proste, ale wszyscy sprostali temu zadaniu. Niektórych poniosła fantazja i nadali swoim dyniom nową osobowość. Nasza trójka próbowała wiernie odwzorować rysunek, ale każdy z naszych minionków jest inny. Bob w wersji Roberta posiada na brzuszku kółeczko. Mojemu wyrzeźbiłam literkę "G" na kieszonce ogrodniczek. Basia wycięła w tym miejscu serduszko. 



Szczególnie efektownie nasze dynie zaprezentowały się w ogrodzie. Użycie lampki rowerowej zamiast świeczki sprawiło, że największy, uzbrojony w topór, czerwony minionek został niekwestionowanym przywódcą stada. Nastrojowa dyniowa banda perfekcyjnie wpasowała się w halloweenową dekorację sali warsztatowej.


Jak potoczyły się dalsze losy naszych dyniowych minionków? Mojego podarowałam synkowi Izy. Basia swojego zjadła, poddając go wcześniej torturom w garnku z wrzątkiem i zamieniając w zupę dyniową. Roberta zapomniałam zapytać o przeznaczenie rzeźby. Zabawa była fantastyczna i organizatorom należą się ogromne podziękowania. Poczęstowali nas dyniowymi smakołykami, więc moje zadowolone podniebienie z pewnością niejeden raz przyprowadzi mnie do tej restauracji.

Beata Cora i Gniewosz Kin oraz minionek idealny autorstwa Gniewosza 

   

niedziela, 11 października 2015

Przepis na magiczną kawę

Październik to okres żniw dla koneserów niekonwencjonalnej kawy. Studia zjadły resztki mojego wolnego czasu, zatem będę się posiłkować ubiegłoroczną dokumentacją fotograficzną. W Krakowie dębów mamy pod dostatkiem, ale poziom zanieczyszczenia wyklucza, moim zdaniem, ich zdatność do spożycia. Pojechałyśmy z Olą na wioskę po zdrową żywność. 


Tubylcy popatrzyli na nas jak na przybyszów z kosmosu i popukali się w głowę, ale humorki nam dopisywały i zebrałyśmy dwa wiaderka. Żołędzie muszą być wyługowane w popiele z dębiny, więc dodatkowo przywiozłam trochę suchych gałązek.


Gałęzie spaliłam w grillu. Towarzystwo czarnego kota dodało szczypty magii, a ogień zerkał na mnie zdziwionymi oczami. Niesamowite zjawisko, zupełnie nie planowane. Gdybym sama nie zrobiła tego zdjęcia, podejrzewałabym fotomontaż.


Straszono nas, że większość żołędzi będzie trzeba odrzucić. Upodobał je sobie słonik żołędziowiec. W naszych zbiorach jedynie marginalna część okazała się zamieszkała przez te chrząszcze. Wieczorami, niczym koło gospodyń wiejskich, zasiadaliśmy z Olą i Robertem w garażu. Uzbrojeni w młotki oraz noże, snując rozmaite opowieści, obieraliśmy dębowe owoce z łupin.


Nasiona dębu zawierają szkodliwy dla ludzi barwnik - taninę. Usuwa się go w procesie ługowania. Do słoiczka wsypuje się łyżkę popiołu z dębiny, wrzuca obrane żołędzie i zalewa się wrzątkiem. Po 24 godzinach należy odlać zabarwioną na pomarańczowo wodę i opłukać. Czynność powtarza się co najmniej trzy razy.


Wyługowane i wysuszone żołędzie rozdrabnia się w maszynce do orzechów, a następnie mieli się w młynku do kawy. Na koniec sproszkowane żołędzie należy delikatnie uprażyć na suchej patelni, aż się lekko zarumienią. Prażenie dodaje karmelowego posmaku do kawy.



poniedziałek, 16 marca 2015

Przepis na tort

Zostałam zasypana pytaniami o przepis na fioletowy tort, więc udałam się do źródła, żeby posiąść tą smakowitą tajemnicę. Magda zdradziła mi recepturę, według której przygotowali z Marcinem urodzinową niespodziankę dla mnie. Nie wiem, kiedy sama znajdę czas na eksperymenty w kuchni, ale bardzo chętnie pokosztuję Waszych wypieków, więc możecie śmiało słać zaproszenia.



biszkopt:
- 8 jajek 
- 8 kopiatych łyżek mąki 
- 8 łyżek cukru pudru
- kakao
- łyżeczka cukru waniliowego

Żółtka oddzielić od białek. Utrzeć je z cukrem oraz kakao. Białka upić na sztywną pianę. Następnie wszystko połączyć. 
Piec w nagrzanym piekarniku do 180 stopni przez około 40 minut.

masa: 
- 1 duże opakowanie śmietany 30%
- 1 duże opakowanie serka mascarpone
- cukier puder
- 4 łyżeczki żelatyny

Śmietanę ubić na sztywno, dodać cukier i delikatnie połączyć z serkiem (aby masa była bardziej zbita, dodać ostudzoną żelatynę, rozpuszczoną w około 100 ml wody). Wystudzone ciasto przeciąć na pół wzdłuż, naponczować alkoholem, posmarować cienką warstwą powideł śliwkowych lub dowolnej konfitury, a następnie posmarować masą i dodać owoce. Przed podaniem zostawić w lodówce na około 3 godziny. W celu uzyskania kolorowej masy należy dodać odrobinę barwnika spożywczego. Smacznego!


niedziela, 1 marca 2015

Perfekcyjna pani domu

Wieczorową porą wróciliśmy z gór i nagle wszystkim zamarzyły się ciasteczka. Okoliczne sklepy były już pozamykane. Nie wypadało mi zostawić gości, aby jechać do całodobowego supermarketu. Nie do końca jestem zresztą przekonana co do jakości sieciowych wypieków. A jednak znalazłam sposób, aby zaspokoić wybredne podniebienia. W ciągu 20 minut wyczarowałam dwa talerze pełne ciepłych ciastek.


Chętnie podzielę się moim przepisem. Po ostatnich eksperymentach z zupą cebulową został kawałek ciasta francuskiego. Mam też sporo ubiegłorocznych owoców ukrytych w słoiczkach lub przechowywanych w zamrażalniku.

Potrzebne są następujące produkty:
- opakowanie ciasta francuskiego
- pokrojone lub starte owoce, np. jabłka
- jajko
- cukier puder

Ciasto tnę w kwadraty (o długości boków ok. 10 cm), a następnie każdy kwadrat przecinam po przekątnej, aby uzyskać dwa równe trójkąty. Na jednym z trójkątów układam na samym środku owoce, przykrywam drugim trójkątem i sklejam boki, dociskając je wzdłuż krawędzi czubkiem widelca. Na środku nakłuwam widelcem dziurki, aby zapewnić dostęp powietrza do nadzienia. Z wierzchu smaruję ciastko surowym jajkiem. Wstawiam do rozgrzanego do 200 stopni piekarnika i zapiekam przez ok. 10 minut. Podaję przyprószone cukrem pudrem. Smacznego!


wtorek, 27 stycznia 2015

Zupa pod pierzynką

Do kuchni zaglądam rzadko, a jeśli już muszę, to zaczynam bawić się jedzeniem. Kupiłam sobie kiedyś żaroodporne garnuszki. Po pierwsze, były fioletowe. Po drugie, spodobał mi się ich fikuśny kształt. Postanowiłam w końcu je przetestować i ugotowałam zupę cebulową.


Potrzebne są następujące produkty:
- opakowanie ciasta francuskiego 
- ok. 8 średnich cebul 
- litr bulionu warzywnego 
- oliwa z oliwek
- 2 łyżki cukru 
- ser żółty
- sól i pieprz do smaku

Cebulę kroję w piórka. Podsmażam ją na złocisty kolor na oliwie z oliwek. Wrzucam do garnka z bulionem, dodaję cukier ciągle mieszając i przyprawiam. Kiedy zupa zacznie wrzeć, zmniejszam ogień i gotuję ok. 20 minut. Odstawiam do całkowitego wystudzenia. Z ciasta francuskiego wycinam kółeczko nieco większe niż średnica garnuszka, nalewam zimną zupę zachowując odstęp od krawędzi, posypuję startym serem żółtym i szczelnie przykrywam ciastem jak pokrywką. Oklejone miseczki wstawiam do rozgrzanego do 200 stopni piekarnika i zapiekam przez ok. 10 minut. Smacznego!