Kalendarium

* 17 lipiec 2016 r. - Festiwal Etnomania w Wygiełzowie
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice

wtorek, 3 września 2013

Wernisaż wystawy Wojciecha Plewińskiego

W niedzielę, 1 września 2013 r., w hołdzie dla jubileuszu osiemdziesiątych piątych urodzin Wojciecha Plewińskiego odbył się wernisaż wystawy jego fotografii. Na ekspozycję zatytułowaną "One, oni i on", a zaprezentowaną u stóp wawelskiego wzgórza, wybrałam się z moją siostrą Ewą. Klubokawiarnia Czuły Barbarzyńca mieści się w dziwacznej, ultranowoczesnej konstrukcji przy ul. Powiśle 11, szczęśliwie jednak jej podziemny charakter nie zakłóca historycznej przestrzeni.    

Z Wojciechem Plewińskim

Wojciech Plewiński urodził się 31 sierpnia 1928 r. w Warszawie, ale od czasu studiów na wydziale architektury Politechniki Krakowskiej powinien zyskać tytuł honoris causa rodowitego Krakusa. Najpiękniejsze fotografie tego wybitnego portrecisty powstały właśnie w naszym mieście. Przez czterdzieści lat "kociaki" uchwycone w artystycznym kadrze adornowały okładki "Przekroju". Uwiecznione zostały również znane twarze aktorskie, reżyserskie, literackie, malarskie i muzyczne krakowskiej kultury. Galeria nazwisk przypomina chiński mur, więc wymienię tylko niektóre: Anna Dymna, Beata Tyszkiewicz, Krzysztof Globisz, Piotr Skrzynecki, Krzysztof Komeda, Jan Peszek, Jerzy Stuhr, Wisława Szymborska, Sławomir Mrożek, Stanisław Lem, Maciej Słomczyński, Jan Kobuszewski, Jerzy Turowicz, Tadeusz Kantor, Marian Kruczek...

Spotkanie z fotografem wywarło na mnie niesamowite wrażenie. Szarmancki i dystyngowany starszy pan roztaczał wokół siebie charyzmatyczną aurę. Chciałoby się rzec: już takich nie produkują. Porwał nas w fascynującą podróż przez dekady losów artystycznych sław, okraszając ją anegdotami i wspomnieniami emocji z fotograficznych sesji.


Ściana Czułego Barbarzyńcy stała się kroniką ostatnich 60 lat. Najstarsza fotografia pochodziła z 1953 roku, a najmłodsze zdjęcie powstało w roku ubiegłym. Jedne portrety ograniczały się do wydobycia wyrazistości samej twarzy, kiedy indziej ukazywały się całe sylwetki. Czasami równie istotna dla wizerunku okazywała się sceneria lub atrybuty związane z danym modelem. Artysta uwzględniał sugestie fotografowanych postaci, często też wykorzystywał przypadkową aranżację, jak choćby zbita przeciągiem szyba w drzwiach, która została potraktowana jako rama dla portretu. Dla zachęty dołączam więc moje przykładowe zdjęcia i zapraszam do osobistego odwiedzenia wystawy, gdyż, do 31 października br., obejrzeć można aż (policzyłam!) 122 fotosy z dorobku Wojciecha Plewińskiego. 











7 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Może zdążysz obejrzeć oryginały - do końca października wystawa jest czynna ;)

      Usuń
  2. Widać że lubi ludzi, portretuje ich z pobłażliwą miłością

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialne zdjęcia. Takie ciche, melancholijne. Ten nastrój. I ten subtelnie puszczone do widza oko w niektórych:-) Dzięki, że je pokazałaś!

    OdpowiedzUsuń