Kalendarium

* Od 5 do 30 września 2017 r. - piesza pielgrzymka do Santiago de Compostela
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice

środa, 23 stycznia 2013

Skute lodem, zasypane...

W taką pogodę nie powinno się nawet przekraczać progu domu. Ale wszechpotężna złośliwość przedmiotów martwych (czyli uwzględnić w tym należy również rozmaite urzędy i instytucje, gdyż pierwiastka ludzkiego tam nie dostrzegam) sprawia, że trzeba na przekór sobie opuścić swoją prywatną, bezpieczną przystań. Ubrana w niechęć i niezadowolenie zrealizowałam stan obowiązkowego stawiennictwa w biurokratycznej indolencji. Bezradnie przyglądałam się, jak mój bezcenny czas deptany jest w imię chorych procedur, które nawet mnie nie dotyczą. Absurdy polskiej rzeczywistości - zmuszanie kogoś do bycia świadkiem w sprawie, o której nie ma bladego pojęcia, zero wyjaśnień i wypytywanie o zupełnie obce osoby przypadkowo przed laty napotkane w życiu, doszukiwanie się na siłę abstrakcyjnych wzajemnych powiązań tylko i wyłącznie po to, aby zrealizować bezsensowne statystyki. Nigdy tego nie zrozumiem...

Wbrew własnej woli zaplątałam się w pajęczynie państwowej paranoi. Dystans między moim domem, a miejscem przesłuchania pełen jest pułapek. Od lat moje ukochane miasto słynie z całkowitej nieświadomości magistratu wobec cyklicznych ataków zimy. Skute lodem, zasypane... Wilcze doły ukryte pod śnieżną pierzynką... I nagle zobaczyłam orła cień... Przez moment podziwiałam wszystkie gwiazdozbiory... Ból na wskroś przeszył moje ciało... Podobne odczucie towarzyszy zapewne wdepnięciu na minę, kiedy części ciała zamieniają się w rozżarzone węgle i rozpadają w nicości. Powrót do domu przypominał ekstremalną wspinaczkę po pionowej ścianie, bez żadnego punktu zaczepienia, bez żadnego punktu podparcia, bez asekuracji. Ale zawzięłam się, zacisnęłam zęby, doczołgałam się do granicy mojego świata, gdzie przecież czekały opioidy dla chwilowego ukojenia...

Jednak ból, niczym podstępny kleszcz, przyssał się do mojego ciała. Noga zaczęła pęcznieć i zmieniać kolory. A przecież nie chcę, aby gipsem unieruchomili teraz moje skrzydła. Mam ważniejsze zajęcia niż bycie bezbarwnym numerkiem w drewnianych kolejkach do lekarzy. Bezczynne wylegiwanie się również nie leży w moje naturze. Każdy mój dzień po brzegi wypełnia grafik spotkań i wydarzeń. Często natrafiam na opór materii, gdyż nie udało mi się opanować umiejętności bilokacji i wciąż towarzyszy mi ogromny głód dodatkowych minut w ogryzionej do kości dobie. Stagnacja jest antonimem mojego jestestwa...

Próbuję uleczyć się siłą własnego umysłu. Degraduję ból do poziomu drobiny kurzu, niedostrzegalnej, niepotrzebnej, łatwej do usunięcia. Tak zresztą zawsze wypisuję moją receptę na zdrowie, gdyż na klucz skuteczności każdej terapii składają się wewnętrzna radość i nieograniczony optymizm jako bezwzględne blokery wszelkich czynników chorobotwórczych czy innych zaburzeń w prawidłowym funkcjonowaniu organizmu:

Niepotrzebna żadna dieta,
Byle tylko w duszy grało,
Leki wtedy są zbyteczne
- zdrowy duch uzdrawia ciało.




6 komentarzy:

  1. Ojoj... przykra sprawa... ale czuję tu pokrewną duszę...tak trzymać. Fajnie, że wzięłaś udział w moim rozdawnictwie. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dziękuję za zabawę. Bez takiego słodkiego systemu motywacyjnego trudno byłoby się zmobilizować do rozszyfrowywania sekretów bloggera ;) Pozdrowionka ;)

      Usuń
  2. Dzięki za wizytę u mnie:)
    Polskie absurdy to niestety nasza codzienność. Mam nadzieję że mimo wszystko trzymasz się i szybko dojdziesz do pełni władz fizycznych i umysłowych po ostatnich doświadczeniach:))

    OdpowiedzUsuń
  3. Na razie projektuję, jak artystycznie przyozdobić mój gipsik ;) Pozdrawiam cieplutko ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Nie zatrzymuję się nad sprawami, na które nie mam wpływu. Niedługo nóżka będzie sprawna, a ja odzyskam pełną władzę nad życiem towarzyskim ;)

      Usuń