Najaktywniejszych uczestników zajęć musiałam oczywiście nagrodzić. Nie miałam dostępu do dziennika klasowego, aby wszystkim dzieciom powpisywać szóstki, najchętniej z każdego przedmiotu. Przygotowałam więc drobne upominki: pisanki zdobione w technice decoupage. Więcej nagród szykuję na wielki finał konkursu wiklinowego. Zwycięzca zostanie wyłoniony już w najbliższy poniedziałek.
Kalendarium
* Od 5 do 30 września 2017 r. - piesza pielgrzymka do Santiago de Compostela
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice
piątek, 20 marca 2015
Jajka za koszyki
Jestem kobietą pracującą i żadnej pracy się nie boję. Tym razem przemieniłam się w nauczycielkę w szkole podstawowej. Tematem naszych lekcji były koszyki z papierowej wikliny. Cała klasa IV a dzielnie skręcała i wyplatała rurki. Powstały naprawdę piękne prace.
Najaktywniejszych uczestników zajęć musiałam oczywiście nagrodzić. Nie miałam dostępu do dziennika klasowego, aby wszystkim dzieciom powpisywać szóstki, najchętniej z każdego przedmiotu. Przygotowałam więc drobne upominki: pisanki zdobione w technice decoupage. Więcej nagród szykuję na wielki finał konkursu wiklinowego. Zwycięzca zostanie wyłoniony już w najbliższy poniedziałek.
Najaktywniejszych uczestników zajęć musiałam oczywiście nagrodzić. Nie miałam dostępu do dziennika klasowego, aby wszystkim dzieciom powpisywać szóstki, najchętniej z każdego przedmiotu. Przygotowałam więc drobne upominki: pisanki zdobione w technice decoupage. Więcej nagród szykuję na wielki finał konkursu wiklinowego. Zwycięzca zostanie wyłoniony już w najbliższy poniedziałek.
Etykiety:
Decoupage,
Dekoracje,
Ekosztuka,
Moje prace,
Wiklina
wtorek, 17 marca 2015
Zielono
Zielony kolor kojarzy mi się bardzo pozytywnie. Przede wszystkim to przyroda, którą po prostu uwielbiam. Poza tym, zieleń symbolizuje moje ulubione miejsce na Ziemi, czyli Irlandię. Stąd też dzisiejszy drobiazg dla uhonorowania Dnia Świętego Patryka: leprechaun z rolki po papierze toaletowym. Podobno spotkanie z tym brodaczem przynosi szczęście. Jego strój jest jasnozielony, a otok kapelusza, pasek i buty pomalowałam ciemnozieloną farbą. Dodałam jasnożółte sprzączki oraz mankiety. Broda i monety mienią się ciemnożółtym brokatem. Całości dopełnia buzia i rączki w różowym kolorze. Pomysł na zrobienie takiego irlandzkiego skrzata zaczerpnęłam z tej strony.
W mojej garderobie zieleń pojawia się regularnie, ale jedynie w dwóch wariantach: oliwka oraz khaki. Właśnie te kolory najczęściej towarzyszą mi podczas wypraw trekkingowych, górskich wędrówek lub przy zwiedzaniu fortyfikacji. Pracę zgłaszam do kolorystycznego wyzwania u Danutki. Zapraszam wszystkich do wspólnej zabawy. I jeszcze odpowiedź na ostatnią część zadania: do seledynowego chyba najbardziej pasuje mi écru.
W mojej garderobie zieleń pojawia się regularnie, ale jedynie w dwóch wariantach: oliwka oraz khaki. Właśnie te kolory najczęściej towarzyszą mi podczas wypraw trekkingowych, górskich wędrówek lub przy zwiedzaniu fortyfikacji. Pracę zgłaszam do kolorystycznego wyzwania u Danutki. Zapraszam wszystkich do wspólnej zabawy. I jeszcze odpowiedź na ostatnią część zadania: do seledynowego chyba najbardziej pasuje mi écru.
Etykiety:
Dekoracje,
Ekosztuka,
Moje prace,
Wyzwanie
poniedziałek, 16 marca 2015
Przepis na tort
Zostałam zasypana pytaniami o przepis na fioletowy tort, więc udałam się do źródła, żeby posiąść tą smakowitą tajemnicę. Magda zdradziła mi recepturę, według której przygotowali z Marcinem urodzinową niespodziankę dla mnie. Nie wiem, kiedy sama znajdę czas na eksperymenty w kuchni, ale bardzo chętnie pokosztuję Waszych wypieków, więc możecie śmiało słać zaproszenia.
biszkopt:
- 8 jajek
- 8 kopiatych łyżek mąki
- 8 łyżek cukru pudru
- kakao
- łyżeczka cukru waniliowego
Żółtka oddzielić od białek. Utrzeć je z cukrem oraz kakao. Białka upić na sztywną pianę. Następnie wszystko połączyć.
Piec w nagrzanym piekarniku do 180 stopni przez około 40 minut.
masa:
- 1 duże opakowanie śmietany 30%
- 1 duże opakowanie serka mascarpone
- cukier puder
- 4 łyżeczki żelatyny
Śmietanę ubić na sztywno, dodać cukier i delikatnie połączyć z serkiem (aby masa była bardziej zbita, dodać ostudzoną żelatynę, rozpuszczoną w około 100 ml wody). Wystudzone ciasto przeciąć na pół wzdłuż, naponczować alkoholem, posmarować cienką warstwą powideł śliwkowych lub dowolnej konfitury, a następnie posmarować masą i dodać owoce. Przed podaniem zostawić w lodówce na około 3 godziny. W celu uzyskania kolorowej masy należy dodać odrobinę barwnika spożywczego. Smacznego!
biszkopt:
- 8 jajek
- 8 kopiatych łyżek mąki
- 8 łyżek cukru pudru
- kakao
- łyżeczka cukru waniliowego
Żółtka oddzielić od białek. Utrzeć je z cukrem oraz kakao. Białka upić na sztywną pianę. Następnie wszystko połączyć.
Piec w nagrzanym piekarniku do 180 stopni przez około 40 minut.
masa:
- 1 duże opakowanie śmietany 30%
- 1 duże opakowanie serka mascarpone
- cukier puder
- 4 łyżeczki żelatyny
Śmietanę ubić na sztywno, dodać cukier i delikatnie połączyć z serkiem (aby masa była bardziej zbita, dodać ostudzoną żelatynę, rozpuszczoną w około 100 ml wody). Wystudzone ciasto przeciąć na pół wzdłuż, naponczować alkoholem, posmarować cienką warstwą powideł śliwkowych lub dowolnej konfitury, a następnie posmarować masą i dodać owoce. Przed podaniem zostawić w lodówce na około 3 godziny. W celu uzyskania kolorowej masy należy dodać odrobinę barwnika spożywczego. Smacznego!
Etykiety:
Kuchnia artystyczna
niedziela, 15 marca 2015
Fioletowy tort
Z tęsknoty za beztroskim dzieciństwem kilka lat temu postanowiłam obchodzić wyłącznie trzynaste urodziny. Tradycyjnie zatem w gronie rodziny i najbliższych przyjaciół świętowałam kolejną trzynastkę.
Największym zaskoczeniem był dla mnie niezwykły tort upieczony przez Magdę i Marcina. Lawendowy kolor znakomicie pasował do wystroju mojego mieszkania. Motylki tańczyły radośnie zwiastując wiosnę. A niebiański smak po prostu zachwycił nasze podniebienia. Myślę, że gdyby moi przyjaciele zamienili swoje słodkie hobby w profesjonalną firmę, szybko przebiliby sławą Mikołaja Wierzynka. Uczta była iście królewska.
Największym zaskoczeniem był dla mnie niezwykły tort upieczony przez Magdę i Marcina. Lawendowy kolor znakomicie pasował do wystroju mojego mieszkania. Motylki tańczyły radośnie zwiastując wiosnę. A niebiański smak po prostu zachwycił nasze podniebienia. Myślę, że gdyby moi przyjaciele zamienili swoje słodkie hobby w profesjonalną firmę, szybko przebiliby sławą Mikołaja Wierzynka. Uczta była iście królewska.
Etykiety:
Osobiste,
Urodzinowo
czwartek, 12 marca 2015
Dwa zajączki z jednej rączki
Sezon na wielkanocne rękodzieło w pełni. Nie ulegam wiatrom mody, więc raczej mimochodem pojawiają się u mnie świąteczne ozdoby. Wyplotłam hurtowe ilości koszyków przy okazji cyklu moich warsztatów z papierowej wikliny. Szykuję teraz tematyczne nagrody dla zwycięzcy konkursu. Nie mogłam oczywiście obojętnie przejść wobec wyzwania Ilonki, więc specjalnie dla niej pod osłoną nocy urodziły się dwa kicaje.
Zaskoczenia nie będzie, gdyż tradycyjnie bawię się "śmieciami". Zajączki wielkanocne uszyłam z osieroconej dziecięcej rękawiczki polarowej. Wykorzystałam jej dwustronność - z zewnątrz była fioletowa, zaś od środka bladoniebieska. Zamiast pójść na łatwiznę i przykleić gotowe oczka, zrobiłam własne zezowate ślepia ze skrawków polaru i koralików. Niesforne wąsiki to czarna żyłka jubilerska. Całość przyozdobiłam kwiatuszkami ze wstążki, więc na fotografiach trudno dostrzec, że każdy zajączek swoimi maleńkimi łapkami trzyma koszyczek wypełniony pisankami. Owocowe drażetki imitują tu kolorowe jajeczka. Zajączki stoją stabilnie dzięki kręgosłupom wykonanym z opakowań po kleju w sztyfcie zamocowanych na nakrętkach z opakowań po tabletkach musujących. Jeśli komuś spodoba się ten mój upcyklingowy pomysł na wielkanocną ozdobę, to mogę w wolnej chwili przygotować tutorial.
I chociaż wielkanocna symbolika zająca ma pogańskie korzenie, myślę, że każda okazja do obdarowania bliskich drobnymi upominkami jest dobra. Mam zatem nadzieję, że również do Was ten sympatyczny szarak zajrzy z prezentami. A moją zajęczą parkę zgłaszam na wielkanocne wyzwanie Ilonki.
Zaskoczenia nie będzie, gdyż tradycyjnie bawię się "śmieciami". Zajączki wielkanocne uszyłam z osieroconej dziecięcej rękawiczki polarowej. Wykorzystałam jej dwustronność - z zewnątrz była fioletowa, zaś od środka bladoniebieska. Zamiast pójść na łatwiznę i przykleić gotowe oczka, zrobiłam własne zezowate ślepia ze skrawków polaru i koralików. Niesforne wąsiki to czarna żyłka jubilerska. Całość przyozdobiłam kwiatuszkami ze wstążki, więc na fotografiach trudno dostrzec, że każdy zajączek swoimi maleńkimi łapkami trzyma koszyczek wypełniony pisankami. Owocowe drażetki imitują tu kolorowe jajeczka. Zajączki stoją stabilnie dzięki kręgosłupom wykonanym z opakowań po kleju w sztyfcie zamocowanych na nakrętkach z opakowań po tabletkach musujących. Jeśli komuś spodoba się ten mój upcyklingowy pomysł na wielkanocną ozdobę, to mogę w wolnej chwili przygotować tutorial.
I chociaż wielkanocna symbolika zająca ma pogańskie korzenie, myślę, że każda okazja do obdarowania bliskich drobnymi upominkami jest dobra. Mam zatem nadzieję, że również do Was ten sympatyczny szarak zajrzy z prezentami. A moją zajęczą parkę zgłaszam na wielkanocne wyzwanie Ilonki.
Etykiety:
Dekoracje,
Ekosztuka,
Moje prace,
Wyzwanie
sobota, 7 marca 2015
Serroterror
W nagrodę za filmowe recenzje Etiuda&Anima zaprosiła mnie i Maćka na warsztaty komiksowe. W przyjaznym wnętrzu klubokawiarni Kącik 6 w animowany świat wprowadziły nas Maja Starakiewicz oraz Karolina Styczeń z grupy Dąb i Trzcina. Oprowadziły nas po historii komiksowego rysunku, począwszy od płaskorzeźb na kolumnie Trajana, a na abstrakcyjnych formach współczesnych skończywszy.
Nasze zadanie polegało na indywidualnej pracy nad wyrwanymi z kontekstu zdaniami. Następnie wspólnie mieliśmy ułożyć własną opowieść na podstawie naszych rysunków. Połączyliśmy obrazki wszystkich uczestników: Marty, Agnieszki, Katarzyny, Veliny, Maćka i mój. W ten sposób powstał nasz surrealistyczny komiks.
Bawiliśmy się świetnie. Na zakończenie poznaliśmy treść wyjściowego tekstu. Nie da się ukryć, że w naszej krótkiej historyjce bardzo oddaliliśmy się od oryginału.
Karolina Styczeń (druga od lewej), Maja Starakiewicz (trzecia od lewej)
Nasze zadanie polegało na indywidualnej pracy nad wyrwanymi z kontekstu zdaniami. Następnie wspólnie mieliśmy ułożyć własną opowieść na podstawie naszych rysunków. Połączyliśmy obrazki wszystkich uczestników: Marty, Agnieszki, Katarzyny, Veliny, Maćka i mój. W ten sposób powstał nasz surrealistyczny komiks.
Bawiliśmy się świetnie. Na zakończenie poznaliśmy treść wyjściowego tekstu. Nie da się ukryć, że w naszej krótkiej historyjce bardzo oddaliliśmy się od oryginału.
"Wydaje się to niemożliwe, niezwykle, absurdalne: w concorde są rzeczywiście szczury.
Pasażerowie zauważają je idąc do toalety lub po prostu posuwając się wzdłuż przejścia.
Stewardesy boją się obsługiwać podróżnych.
Nierzadko posiłki na tacach są już w połowie nadjedzone.
Oczywiście w pierwszym rzędzie dotyczy to sera.
Zaniepokojona dyrekcja Air France postanowiła stosować politykę strusia.
Owszem, przyznaje niechętnie, że są myszy, ale zdecydowanie dementuje obecność szczurów.
Jeżeli prawdą jest , że podczas kontroli przeprowadzonej przez grupę dziennikarzy nie zauważono ani jednego szczura, sprawy mają się jeszcze gorzej: szczury opuściły samolot - a wiadomo, co to znaczy."
Etykiety:
Historia sztuki,
Komiks
piątek, 6 marca 2015
Mocna kawa wcale nie jest taka zła
Od kawy jestem uzależniona. Wiaderkami ją pochłaniam, chociaż raczej w wersji łagodnej i z dodatkiem dużej ilości mleka. Nie spodziewałam się, że tak bardzo rozsmakuję się w tej wyrazistej esencji, w dodatku polskiej produkcji. Film w reżyserii Aleksandra Pietrzaka, zatytułowany "Mocna kawa wcale nie jest taka zła" zachwycił nie tylko mnie, ale również moich kinowych towarzyszy: Wojtka, Maćka oraz Kubę. Na tą aromatyczną ucztę, połączoną ze spotkaniem z Marianem Dziędzielem, zaprosiła nas Etiuda&Anima.
Błyskotliwe dialogi, świetna gra aktorska i fontanny śmiechu tryskające z komizmu sytuacji - tak w skrócie można podsumować tą opowieść. A jednak gdzieś pod płaszczykiem ironii i lekkości poruszone zostały bardzo poważne tematy. Konflikty pomiędzy rodzicami na trwałe okaleczają psychikę dziecka, w rozbitej rodzinie zatracają się relacje i gubią się uczucia, a o więzach krwi pamięta się już tylko wypełniając urzędowe dokumenty.
Spotkanie Jacka i Łukasza wypełnione jest początkowo całkowitym brakiem zaufania, niedopowiedzeniami i żalami. Zapewne nie udałoby im się przełamać lodów, gdyby nie pomoc doświadczonej życiowo kobiety, Wandy. Bohaterowie powoli odkrywają samych siebie i zaczynają dostrzegać własne błędy. Pozorna komedia, jednak bez zbędnego moralizatorstwa, zaczyna zmuszać do refleksji i przekazuje kilka życiowych prawd.
Podstawową, moim zdaniem, wadą filmu jest jego krótki metraż. Wiele wątków, jak choćby dalszy los małego drugoplanowego uciekiniera, aż się prosi o dodatkowe rozwinięcie. Być może reżyser dopisze w nieodległej przyszłości swój łańcuch zdarzeń. A ja zapraszam Was na kilkadziesiąt minut dobrego kina.
Informacje dla zainteresowanych:
reżyseria - Aleksander Pietrzak
scenariusz - Aleksander Pietrzak
w rolach głównych - Marian Dziędziel, Wojciech Mecwaldowski, Dorota Pomykała
produkcja - Polska, 2014
Błyskotliwe dialogi, świetna gra aktorska i fontanny śmiechu tryskające z komizmu sytuacji - tak w skrócie można podsumować tą opowieść. A jednak gdzieś pod płaszczykiem ironii i lekkości poruszone zostały bardzo poważne tematy. Konflikty pomiędzy rodzicami na trwałe okaleczają psychikę dziecka, w rozbitej rodzinie zatracają się relacje i gubią się uczucia, a o więzach krwi pamięta się już tylko wypełniając urzędowe dokumenty.
Spotkanie Jacka i Łukasza wypełnione jest początkowo całkowitym brakiem zaufania, niedopowiedzeniami i żalami. Zapewne nie udałoby im się przełamać lodów, gdyby nie pomoc doświadczonej życiowo kobiety, Wandy. Bohaterowie powoli odkrywają samych siebie i zaczynają dostrzegać własne błędy. Pozorna komedia, jednak bez zbędnego moralizatorstwa, zaczyna zmuszać do refleksji i przekazuje kilka życiowych prawd.
Podstawową, moim zdaniem, wadą filmu jest jego krótki metraż. Wiele wątków, jak choćby dalszy los małego drugoplanowego uciekiniera, aż się prosi o dodatkowe rozwinięcie. Być może reżyser dopisze w nieodległej przyszłości swój łańcuch zdarzeń. A ja zapraszam Was na kilkadziesiąt minut dobrego kina.
Informacje dla zainteresowanych:
reżyseria - Aleksander Pietrzak
scenariusz - Aleksander Pietrzak
w rolach głównych - Marian Dziędziel, Wojciech Mecwaldowski, Dorota Pomykała
produkcja - Polska, 2014
Źródło: http://www.filmweb.pl
wtorek, 3 marca 2015
Do kompletu
Zrobiłam naszyjnik, który nie tylko się spodobał, ale poprosił również o kolczykowe rodzeństwo. Z doborem tego samego sznurka i tych samych koralików nie miałam problemu. Gorzej było z pomysłem na wzór. Naszyjnik układa się "na bogato", więc raczej pasują do niego skromniejsze kolczyki. Przygotowałam dwie wersje i mam nadzieję, że przypadną do gustu swojej nosicielce.
Etykiety:
Kolczyki,
Makrama,
Moje prace
poniedziałek, 2 marca 2015
Konkurs wiklinowy
W lutym było u mnie bardzo wiklinowo. Ambitny plan uplecenia 28 koszyków w 28 dni został zrealizowany. Dwukrotnie przeprowadziłam też warsztaty wyplatania papierowej wikliny, raz ogólnie dostępne w zaciszu bibliotecznym, ponownie zaś nieoficjalne w mojej firmie po godzinach pracy. Teraz w wolnych chwilach maluję i lakieruję moją małą kolekcję koszyczków. Oczywiście, niebawem pochwalę się efektami.
Wspólnie z Krowoderską Biblioteką Publiczną w Krakowie organizujemy konkurs na najpiękniejszy koszyczek wypleciony z papierowej wikliny. Udział może wziąć każdy, kto w terminie do piątku 20 marca 2015 r. dostarczy swoją pracę, wraz z dołączoną wizytówką zawierającą imię, nazwisko oraz wiek autora, do Filii nr 3 mieszczącej się przy ul. Komorowskiego 11 w Krakowie. Godziny otwarcia biblioteki:
Osoby, które nie uczestniczyły w warsztatach, mogą skorzystać z przygotowanego przeze mnie tutoriala. Sposób malowania oraz zdobienia koszyczków zależy od inwencji ich autorów. W razie pytań i wątpliwości możecie skorzystać z mojej pomocy, telefonicznie lub drogą mailową.
Jednodniową wystawę zgłoszonych do konkursu prac oglądać będzie można w poniedziałek 23 marca 2015 r. w siedzibie biblioteki. Tego samego dnia o godzinie 18:00 ogłosimy zwycięzcę i uhonorujemy go upominkami: zestawem ręcznie wykonanych ozdób świątecznych mojego autorstwa i nagrodą książkową, ufundowaną przez Krowoderską Bibliotekę Publiczną w Krakowie. Serdecznie zapraszam do udziału w konkursie.
Wspólnie z Krowoderską Biblioteką Publiczną w Krakowie organizujemy konkurs na najpiękniejszy koszyczek wypleciony z papierowej wikliny. Udział może wziąć każdy, kto w terminie do piątku 20 marca 2015 r. dostarczy swoją pracę, wraz z dołączoną wizytówką zawierającą imię, nazwisko oraz wiek autora, do Filii nr 3 mieszczącej się przy ul. Komorowskiego 11 w Krakowie. Godziny otwarcia biblioteki:
pon. 12.00 - 19.00
wt. 9.00 - 16.00
śr. 12.00 - 19.00
czw. 11.00 - 16.00
pt. 12.00 - 19.00
Osoby, które nie uczestniczyły w warsztatach, mogą skorzystać z przygotowanego przeze mnie tutoriala. Sposób malowania oraz zdobienia koszyczków zależy od inwencji ich autorów. W razie pytań i wątpliwości możecie skorzystać z mojej pomocy, telefonicznie lub drogą mailową.
Jednodniową wystawę zgłoszonych do konkursu prac oglądać będzie można w poniedziałek 23 marca 2015 r. w siedzibie biblioteki. Tego samego dnia o godzinie 18:00 ogłosimy zwycięzcę i uhonorujemy go upominkami: zestawem ręcznie wykonanych ozdób świątecznych mojego autorstwa i nagrodą książkową, ufundowaną przez Krowoderską Bibliotekę Publiczną w Krakowie. Serdecznie zapraszam do udziału w konkursie.
Etykiety:
Dekoracje,
Ekosztuka,
Moje prace,
Rozdawajka,
Wiklina
niedziela, 1 marca 2015
Perfekcyjna pani domu
Wieczorową porą wróciliśmy z gór i nagle wszystkim zamarzyły się ciasteczka. Okoliczne sklepy były już pozamykane. Nie wypadało mi zostawić gości, aby jechać do całodobowego supermarketu. Nie do końca jestem zresztą przekonana co do jakości sieciowych wypieków. A jednak znalazłam sposób, aby zaspokoić wybredne podniebienia. W ciągu 20 minut wyczarowałam dwa talerze pełne ciepłych ciastek.
Chętnie podzielę się moim przepisem. Po ostatnich eksperymentach z zupą cebulową został kawałek ciasta francuskiego. Mam też sporo ubiegłorocznych owoców ukrytych w słoiczkach lub przechowywanych w zamrażalniku.
Potrzebne są następujące produkty:
- opakowanie ciasta francuskiego
- pokrojone lub starte owoce, np. jabłka
- jajko
- cukier puder
Ciasto tnę w kwadraty (o długości boków ok. 10 cm), a następnie każdy kwadrat przecinam po przekątnej, aby uzyskać dwa równe trójkąty. Na jednym z trójkątów układam na samym środku owoce, przykrywam drugim trójkątem i sklejam boki, dociskając je wzdłuż krawędzi czubkiem widelca. Na środku nakłuwam widelcem dziurki, aby zapewnić dostęp powietrza do nadzienia. Z wierzchu smaruję ciastko surowym jajkiem. Wstawiam do rozgrzanego do 200 stopni piekarnika i zapiekam przez ok. 10 minut. Podaję przyprószone cukrem pudrem. Smacznego!
Chętnie podzielę się moim przepisem. Po ostatnich eksperymentach z zupą cebulową został kawałek ciasta francuskiego. Mam też sporo ubiegłorocznych owoców ukrytych w słoiczkach lub przechowywanych w zamrażalniku.
Potrzebne są następujące produkty:
- opakowanie ciasta francuskiego
- pokrojone lub starte owoce, np. jabłka
- jajko
- cukier puder
Ciasto tnę w kwadraty (o długości boków ok. 10 cm), a następnie każdy kwadrat przecinam po przekątnej, aby uzyskać dwa równe trójkąty. Na jednym z trójkątów układam na samym środku owoce, przykrywam drugim trójkątem i sklejam boki, dociskając je wzdłuż krawędzi czubkiem widelca. Na środku nakłuwam widelcem dziurki, aby zapewnić dostęp powietrza do nadzienia. Z wierzchu smaruję ciastko surowym jajkiem. Wstawiam do rozgrzanego do 200 stopni piekarnika i zapiekam przez ok. 10 minut. Podaję przyprószone cukrem pudrem. Smacznego!
Etykiety:
Kuchnia artystyczna
Subskrybuj:
Posty (Atom)






























