Kalendarium

* Od 5 do 30 września 2017 r. - piesza pielgrzymka do Santiago de Compostela
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice

niedziela, 16 marca 2014

Fioletowe candy - wyniki

Anioły od rana biorą kąpiel. Problem z kanalizacją mają poważny, bo woda z nieba cały czas skapuje. Napoleon przeciągnął się, zjadł śniadanie, poprosił o dokładkę i zapowiedział, że nie ma ochoty na żadne spacery.


Technika mnie nie lubi, więc zdjęcie zamieszczam archiwalne. Zresztą nie tylko aparat odmówił mi posłuszeństwa. Wczoraj pokłóciłam się z drukarką. Fotorelacji nie będzie dzisiaj, ale liczę tu na Waszą wyobraźnię pobudzoną plastycznym opisem. Zresztą, w praniu i tak wyszło, że nie posiadam wystarczającej ilości rąk, żeby udokumentować przebieg kociej akcji wyborczej. Do zabawy zapisały się 23 osoby (jeden komentarz był podwójny, więc się nie liczy). Zgodnie z regulaminem, wpisu do książki skarg i zażaleń dokonać można było do 15 marca, ale nikt już nie zgłosił faktu zaginięcia swojego komentarza.

Pocięłam papier w quillingowe paseczki, na każdym wpisałam jedno imię (lub pseudonim) i zwinęłam w kształcie oczek. Te w jasnym kolorze kryły w sobie imiona wszystkich osób, które zapisały się na candy. Te dodatkowe, ciemniejsze, przeznaczyłam dla moich gaduł, podglądaczy i kręglarzy. Dokładnie instruowałam Napoleona, do której nagrody dobieramy zwycięzcę, po czym podnosiłam garści wypełnione karteczkami w górę i rozsypywałam po podłodze. Kociak natychmiast rzucał się na jedną z nich, a ja zaczynałam gonić go po całym pokoju. I tak w sumie 9 razy. Muszę popracować nad kondycją...

Finalnie wszystkie karteczki zostały wyłapane, wprowadzone do protokołu, przeskanowane pod kątem sprawdzenia ich autentyczności i podbite pieczątką z napisem "za zgodność z oryginałem". Pewnie jesteście ciekawe, co komu przydzielił szacowny juror? A więc w kolejności opublikowanych zdjęć nagród:

1. Nylonova (naszyjnik)
2. Violetta (kapelusz)
3. Barbara Piasecka (kolczyki)
4. Tesa57 (kolczyki)
5. Maszkownia (bransoletka)
6. Kasia (broszka)
7. Ilona Szczęsna (bransoletka)
8. Dom z Mozaikami (broszka)
9. Siostra Amelia (kolczyki)

W planie miałam wykorzystanie wtórne quillingowych elementów, ale ktoś mi je wszystkie pogryzł, kiedy zajęłam się retransmisją z przebiegu procesu podziału łupów. Mam jednak poważniejszy dylemat. Zgodnie z regulaminem, treść komentarzy nie podlegała ocenie. Zresztą wyboru dokonywał analfabeta (chociaż miewam co do tego wątpliwości, kiedy po powrocie do pokoju widzę otwarte nowe okno przeglądarki, zawsze na wyszukiwarce). Mam więc do Was pytanie, co sądzicie, aby dodatkowe wyróżnienie przyznać Adzie? Kto jest "za", łapka w górę.


sobota, 15 marca 2014

Wernisaż wystawy zbiorowej "Coś optymistycznego!"

Polsko-czeski zastrzyk pozytywnej energii zaserwował Małopolski Ogród Sztuki we współpracy z Galerią Malarstwa ASP w Krakowie i Galerią Ściana. Zbiorową wystawę, zatytułowaną "Coś optymistycznego!" otwarto w dniu 7 marca 2014 r., a po swoją porcję nielimitowanej wesołości zgłaszać się można do 20 marca.


Z Wojciechem Ćwiertniewiczem

Swoje recepty na ekstazę zaproponowali: Magda Buczek, Czekalska+Golec, Wojciech Ćwiertniewicz, Jerzy Dobrzański, Janusz Kapusta, Jiri Kovanda (CZ), Ziemowit Kmieć, Kamil Kuskowski, Jagoda Przybylak, Grupa Rafani (CZ), Józef Robakowski, Zygmunt Rytka, Jerzy Skarżyński, Łukasz Skąpski, Grzegorz Sztwiertnia, Krzysztof Wodiczko, Waldemar Wojciechowski oraz Joanna Zemanek.


Joanna Zemanek, Jerzy Dobrzański, Grzegorz Sztwiertnia, Jan Trzupek

Twórcy wybrali różnorodne formy przekazu swoich pozytywnych emocji: grafiki, rysunki, obrazy, obiekty trójwymiarowe, fotografie oraz prezentacje audiowizualne. Można obejrzeć między innymi sfilmowany przez Wojciecha Ćwiertniewicza taniec baletowy w wykonaniu Jerzego Birczyńskiego. Jerzyk, kiedyś zawodowy tancerz, a potem wieloletni choreograf Baletu Form Nowoczesnych, stracił figurę młodzieńca, ale zachował poczucie humoru i lekkość ruchów. W nagraniu nie słychać muzyki, ale ekspresja wykonawcy pozwala na wyobrażenie sobie ścieżki muzycznej.



Po obejrzeniu plakatu reklamującego to wydarzenie, spodziewałam się bardziej ekstrawaganckich projektów. Okazuje się jednak, że nie trzeba szokować, aby wywołać uśmiech na twarzy. Prace pozbawiono podpisów, ale dzięki wydrukowanej mapce można zidentyfikować poszczególnych autorów. Podobała mi się kulista kostka Waldemara Wojciechowskiego, ale moim zdecydowanym faworytem została haftowana historia Joanny Zemanek pod tytułem "Ride my bike".




środa, 12 marca 2014

Zając wielkanocny

Zając skakał mi po głowie przez kilka dni. Ogólnie nie przepadam za projektami sezonowymi i wolę te bardziej uniwersalne, ale zając był uparty. Przekonywał mnie, że nie schowa się do pudełka, kiedy przeminie gloria atmosfery Świąt Wielkiej Nocy. Postanowiłam zatem zmaterializować moją koncepcję. O wystąpienie w charakterze modelki poprosiłam ogrodową sosnę.


Powstała wesoła torebka w kształcie zająca. Julka spojrzała swoimi wielkimi oczami na skrojoną formę i powiedziała: "ciociu, ale przecież fioletowe zające nie istnieją!" O mało nie spadłam z chmury mojej wyobraźni. W miarę postępu procesu twórczego młoda dama coraz bardziej przekonywała się do mojego pomysłu. Początkowo co prawda twierdziła, że, owszem, może nosić taką torebkę, ale nie w miejscach publicznych. Finalnie jednak wielkanocny zając został w pełni zaakceptowany.


Torebka uszyta została ręcznie z grubego filcu. Wszystkie elementy pyszczka oraz wypełnienie uszu powstały z cienkich arkuszy, które udało mi się zdobyć w bardzo korzystnej cenie u godnego polecenia sprzedawcy. Wzdłuż krawędzi wykonałam tunel, w który wprowadziłam na całości sznur jako pasek, dzięki czemu nie zerwie się on nawet po wypełnieniu wnętrza cięższymi kobiecymi skarbami. Długość można regulować wiążąc ozdobny supełek na ramieniu, zasadniczo torebka powinna opierać się na bioderku, aby łatwo można sięgnąć po każdy potrzebny w danej chwili przedmiot.



poniedziałek, 10 marca 2014

Życie jest przygodą

Mam wrażenie, że jestem zaprzeczeniem wszelkich praw oraz reguł wynikających z nauk ścisłych. Czas biegnie na oślep, a ja wciąż pozostaję gdzieś w tle poza jego jurysdykcją i lat mi ciągle ubywa. Dzisiaj jest mój dzień, więc zbuduję dla siebie ołtarzyk.

Zaczęło się, jak zwykle, niewinnie... Mój wykrywacz wrażeń zapikał przy słowie "konkurs" na stronie Pasja Sposobem Na Życie. Należało werbalnie ująć kwintesencję kobiecości. Rozczesałam myśli moje. I tak powstał ten wiersz. Nie spodziewałam się nawet, że to on podbije serca komisji, choć oczywiście po cichutku marzyłam o głównej nagrodzie, czyli o metamorfozie i sesji fotograficznej. Moje ego cierpi na bardzo poważną i nieuleczalną chorobę, naukowo określaną jako zespół CNZW (czyli chroniczny niedobór zdjęć własnych).

Sobota, 8 marca 2014 r., była najbardziej kobiecym dniem w moim dotychczasowym życiu. Przez kilka godzin czułam się jak prawdziwa gwiazda filmowa. Stylizacją i makijażem zajęła się Iwona Miernik, a niesamowite fotografie wykonała Katarzyna Rudnik. Na co dzień nie mam cierpliwości, aby zatrzymać się przed lustrem dłużej niż na kilka sekund. Szybka kreska pod okiem, kilka wymachów szczotką do włosów i biegnę dalej. Nigdy nie zastanawiałam się nad własną urodą, ale patrząc na te kadry uchwycone przez Kasię, byłabym hipokrytką, gdybym zaprzeczała swojemu zjawiskowemu wręcz wyglądowi. Dziewczyny wyczarowały przepiękną wersję mnie. Jako przedsmak pokażę Wam jedno zdjęcie, ale na pewno nic mnie nie powstrzyma przed pochwaleniem się całą sesją.

Fot. Katarzyna Rudnik, wizaż: Iwona Miernik 

Czasami ludzie pytają, skąd we mnie tyle optymizmu. Myślę, że to po prostu tkwi w mojej podświadomości, stanowi niewidzialny szkielet mojej osobowości, pulsuje w moich żyłach, wybija rytm mojego serca. Pewnego dnia postanowiłam sobie, że będę szczęśliwym człowiekiem. Zerwałam kajdany, wyzwoliłam się spod autorytarnych rządów i zaczęłam realizować własne pasje. Złożyłam papiery na uczelnię artystyczną. Zapomniałam o własnej nieśmiałości. Usunęłam napis: "Co ludzie powiedzą?!" Życie jest zbyt krótkie, aby błądzić w labiryncie konwenansów.

Owszem, zdarza się, że potykam się o urzędniczy beton i ludzką głupotę, upadki bywają bardzo bolesne, ale podnoszę się, otrzepuję z kurzu i idę dalej. Jak magnes przyciągam rozmaitych psychopatów, którzy próbują wyssać ze mnie energię witalną i snują chore wizje, według których powinnam tkwić w pajęczynie ich urojeń, ale wyrywam się, rozpościeram skrzydła i frunę we własnym kierunku, ignorując brzęczenie telefonu w przekonaniu, że nawet najbardziej namolny "wielbiciel" w końcu się znudzi. Przyciągam też hieny, żywiące się resztkami moich emocji, z braku własnych pasji kąpiące się w popłuczynach mojego życia, ale te moje cienie bardziej mnie bawią niż męczą, więc zamiast przeganiać, próbuję im otwierać oczy szeroko zamknięte. Zamiast mówić, że się komuś zazdrości barwnego życia, należy wyciągnąć kredki i pokolorować własne. Oczywiście, nie zawsze mam wpływ na wystrój swojego dnia. Są miejsca, w których być muszę, i mam obowiązki, których nie mogę na nikogo scedować. Ale w każdej sytuacji szukam jej jasnej strony, tej uśmiechniętej. Moją tajną bronią są wyobraźnia i poczucie humoru.

Dziękuję wszystkim za życzenia. Już palce mnie bolą od odpisywania na Wasze ciepłe wyrazy sympatii. Dorosnąć nie zamierzam. Świat postrzegany oczami dziecka jest zachwycający. Życzę Wam wszystkim wewnętrznej radości, która zawsze rozproszy nawet najbardziej gęsty mrok.


sobota, 8 marca 2014

Fioletowe upominki dla Was

Przypominam, że zapisy na moje candy trwają do 10 marca 2014 r. Zdjęcia nagród i zasady zabawy znajdziecie w poście konkursowym i tam należy się zapisywać. Nie trzeba nic polubiać, obserwować ani udostępniać, warunkiem udziału w rozdaniu jest wyłącznie napisanie komentarza zgłoszeniowego.


-----------------------------------> ZAPISY NA CANDY (klik!!!)




Uwaga !!! 

W związku z sygnałami, że blogger samowolnie cenzuruje Wasze komentarze i nie podsyła mi ich do moderacji, proszę wszystkie osoby, których zgłoszenie na candy nie wyświetliło się w ciągu 12 godzin od chwili jego napisania, o przesłanie jego treści do mnie na adres mailowy: charmonia@gazeta.pl (albo w prywatnej wiadomości na FB). Opublikuję w Waszym imieniu.

Osoby anonimowe, które nie chcą podawać swojego adresu e-mail publicznie, mogą również pisać w tej sprawie na moją skrzynkę, wskazując komentarz swojego autorstwa. Kontakt ten potrzebny jest do ustalenia adresu wysyłki w przypadku wygranej i nikomu nie zamierzam udostępniać Waszych danych.

Na informacje o wszystkich zaginionych komentarzach czekam do dnia 15 marca 2014 r., potem nastąpi uroczysty podział łupów, więc reklamacje po ogłoszeniu zwycięzców nie będą mogły zostać uwzględnione.


piątek, 7 marca 2014

Wernisaż wystawy Wojtka Kaczówki

Wojtek Kaczówka patrzy na Kraków moimi oczami. Jego obiektyw wychwytuje magię, tajemniczość i niezwykłość naszego miasta. Odkrywa sekrety historycznych murów. Przyłapuje wieże Kościoła Mariackiego, kiedy przeglądają się w kałużach. Portretuje czas, który w Krakowie płynie własnym nurtem. W dniu 6 marca 2014 r. w Krowoderskiej Bibliotece Publicznej, przy ul. Królewskiej 59, otwarto wystawę zatytułowaną "takie moje krakowskie... fotografie". Ekspozycję, składającą się z trzydziestu wydruków, można podziwiać do końca marca.

Z Wojtkiem Kaczówką

W życiu Wojtka dominują trzy miłości - do żony, do Krakowa i do fotografii. Szczęśliwie wszystkie akceptują się wzajemnie, chociaż autor nie ukrywa, że idealne ujęcie wymaga wielu godzin polowania z aparatem. Często zdjęcia wykonywane były późną nocą lub o wschodzie słońca, a wystarczył jeden podmuch wiatru, aby mgła, niczym zblazowana modelka, odmówiła pozowania. Niezwykłe wrażenie robi seria czarno-białych fotografii z wyciszonych, opustoszałych miejsc, które większość mieszkańców postrzega z perspektywy zatłoczonej, zakorkowanej i hałaśliwej codzienności. 

Wojtek Kaczówka

Moja wernisażowa fotorelacja nie odtwarza uroku obrazów skadrowanych przez Wojtka. W przeszklonych pracach bardziej można było dojrzeć kontur mojej osoby niż krakowskie budowle i zaułki, a do tych zdjęć zawieszonych wysoko nie mogłam dosięgnąć. Odsyłam Was więc na wystawę, a jeśli czas i odległość stanowią barierę, koniecznie zajrzyjcie do internetowej galerii Wojtka na Facebooku albo obejrzyjcie jego profil w serwisie onePhoto.




środa, 5 marca 2014

Kurdyjski Miesiąc w Krakowie

Pochwaliłam Galerię "Bronowice" za wychodzenie poza schemat komercji. Właściciele Centrum Handlowego nie spoczęli na laurach, lecz przygotowali kolejną gratkę dla miłośników doznań duchowych. Interesuję się kulturą i sztuką nie tylko na własnym podwórku, ale również tymi odległymi i mniej znanymi. W dniu 1 marca 2014 r. w przestrzeni Galerii "Bronowice" zapoczątkowano cykl wydarzeń pod tytułem "Kurdyjski Miesiąc w Krakowie". Po raz pierwszy miałam zatem okazję poznać z bliska Kurdów i ich tradycje. 


Kurdowie zamieszkują na terenach Turcji, Iraku, Iranu i Syrii. Niesamowite wrażenie wywarł na mnie, obecny na otwarciu, ambasador Iraku w Polsce, Assad S. Abo Gulal. Nie tylko zgodził się na wspólną fotografię, ale również opowiedział mi, z własnej inicjatywy, o pięknych kurdyjskich strojach, charakterystycznych dla poszczególnych guberni.

Z ambasadorem Iraku - Assad S. Abo Gulal

Podczas inauguracji spotkać można było wielu znamienitych gości z Polski i zza granicy. Ziyad Raoof, Pełnomocnik Rządu Regionalnego Kurdystanu w Polsce, opowiedział nam o mieście Erbil, wybranym w roku 2014 na Stolicę Turystyki Krajów Arabskich. Wojciech Kozak, Wicemarszałek Województwa Małopolskiego, podzielił się wspomnieniami ze swojego pobytu w tym kraju. Przybyli również konsulowie generalni Francji i Słowacji. Mogliśmy też posłuchać koncertu muzyki kurdyjskiej.

                                 Assad S. Abo Gulal, Ziyad Raoof, Iwona Sitko, Ahmed Majid

W pawilonie "Stolice Kultury" zaprezentowano panoramę Erbilu oraz fotografie przedstawiające mieszkańców Kurdystanu. Zgromadzono typowe kurdyjskie stroje, torebki, dywany, naczynia, samowary. Strefa relaksu kusi, aby na chwilę usiąść na miękkiej podłodze i odpocząć od cywilizacyjnego pędu. Małe księżniczki, zajęte zabawą, zapomniały tam o całym świecie. Mogłam również skosztować wielbłądziego mleka. Ku mojemu zaskoczeniu miało kwaskowy, orzeźwiający smak i bardziej przypominało śmietanę. Najbardziej zainteresowały mnie suknie oraz nakrycia głowy. Delikatne materiały, bogato zdobione cekinami, koralikami, złotą i srebrną nitką, szczelnie osłaniają ciało, a mimo to podkreślają kobiecość. Biżuteria wydaje się dość masywna, ale mnogość zawieszek dodaje jej lekkości. Warto zwrócić uwagę na dekoracyjne paski, utrzymane w tym samym, biżuteryjnym, stylu.





Wystawę oglądać można do końca marca. Galeria "Bronowice" zaprasza również na wydarzenia towarzyszące, takie jak: koncerty, warsztaty kulinarne, warsztaty taneczne, warsztaty plastyczne, prezentacje multimedialne, spotkania z literaturą czy językiem. W programie zabrakło mi warsztatów tworzenia biżuterii. Potrafię odtworzyć w mojej pracowni te intrygujące wisiory, naszyjniki i pasy, ale ciekawa jestem ich symboliki. Może kiedyś wybiorę się po tą wiedzę do Kurdystanu?


niedziela, 2 marca 2014

Zerwane z tęczy

Wybrałam się na drugi koniec tęczy, aby nazrywać dla Was bukiet soczystych kolorów i umilić Wam ten bury dzień... Upssssss... Słyszę miarowe pukanie w głowę. Rzeczywiście, w niedzielę tęcza jest zamknięta... Zeszłam więc do kuchni. W procesie codziennego zmartwychwstawania zawsze uczestniczy wiaderko kawy, które osładzam sobie mlekiem. Pod zakrętką kartonika znajduje się zawleczka, idealna baza pod pierścionek.



Kółeczka oplotłam makramowym wzorem i wprawiłam oczka z koralików. Moje pierścionki mają jedną wadę - brak możliwości regulowania rozmiarów. Można jedynie pomanipulować za pomocą sznurków. Im grubszego użyję, tym mniejszy będzie obwód. Powiększenie natomiast jest niemożliwe. Siostry Kopciuszka zalecają, aby się tym faktem nie przejmować. Przecież można ociosać paluszek, żeby książę założył na niego obrączkę.







sobota, 1 marca 2014

Kobiecość

te zmierzwione włosy o poranku
krople kawy spijane w pośpiechu
bluzka ubrana na lewą stronę
makijaż zrobiony z uśmiechu

szczebiot rozmów o wszystkim i niczym
spacer w labiryncie roztargnienia
gdzieś w kąciku z rzeczami do prania
odłożone plany, marzenia

niezbadana kobieca natura
bardziej kocia niż ludzka psychika
spragniona pieszczot, czuła, wrażliwa
niemieszcząca się w statystykach

na sinusoidzie codzienności
pomiędzy sprzecznością a harmonią
huśtawka zawieszona w obłokach
rozkołysana męską dłonią

w pył rozsypane puzzle emocji
zagubione w bezkresie kosmosu
projekty rutynowych czynności
zmienione w świątynię chaosu

serce przebite strzałą nadziei
złożone na ołtarzu ofiarnym
uniesiony w kierunku nieznanym
wiatrem ożywiony - puch marny


piątek, 28 lutego 2014

Zaproszenie

Stowarzyszenie Twórców Biżuterii Ręcznie Robionej zaprasza wszystkie chętne osoby na spotkanie, które odbędzie się w najbliższy czwartek 6 marca 2014 r. o godzinie 18:30 w Dworku Białoprądnickim przy ul. Papierniczej 2 (budynek po lewej stronie - Zajazd Kościuszkowski, Sala Galeria na parterze).


Osoby zainteresowane przystąpieniem do Stowarzyszenia, proszone są o zabranie ze sobą dowodu osobistego.