Kalendarium

* Od 5 do 30 września 2017 r. - piesza pielgrzymka do Santiago de Compostela
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice

niedziela, 15 marca 2015

Fioletowy tort

Z tęsknoty za beztroskim dzieciństwem kilka lat temu postanowiłam obchodzić wyłącznie trzynaste urodziny. Tradycyjnie zatem w gronie rodziny i najbliższych przyjaciół świętowałam kolejną trzynastkę. 


Największym zaskoczeniem był dla mnie niezwykły tort upieczony przez Magdę i Marcina. Lawendowy kolor znakomicie pasował do wystroju mojego mieszkania. Motylki tańczyły radośnie zwiastując wiosnę. A niebiański smak po prostu zachwycił nasze podniebienia. Myślę, że gdyby moi przyjaciele zamienili swoje słodkie hobby w profesjonalną firmę, szybko przebiliby sławą Mikołaja Wierzynka. Uczta była iście królewska.



czwartek, 12 marca 2015

Dwa zajączki z jednej rączki

Sezon na wielkanocne rękodzieło w pełni. Nie ulegam wiatrom mody, więc raczej mimochodem pojawiają się u mnie świąteczne ozdoby. Wyplotłam hurtowe ilości koszyków przy okazji cyklu moich warsztatów z papierowej wikliny. Szykuję teraz tematyczne nagrody dla zwycięzcy konkursu. Nie mogłam oczywiście obojętnie przejść wobec wyzwania Ilonki, więc specjalnie dla niej pod osłoną nocy urodziły się dwa kicaje.


Zaskoczenia nie będzie, gdyż tradycyjnie bawię się "śmieciami". Zajączki wielkanocne uszyłam z osieroconej dziecięcej rękawiczki polarowej. Wykorzystałam jej dwustronność - z zewnątrz była fioletowa, zaś od środka bladoniebieska. Zamiast pójść na łatwiznę i przykleić gotowe oczka, zrobiłam własne zezowate ślepia ze skrawków polaru i koralików. Niesforne wąsiki to czarna żyłka jubilerska. Całość przyozdobiłam kwiatuszkami ze wstążki, więc na fotografiach trudno dostrzec, że każdy zajączek swoimi maleńkimi łapkami trzyma koszyczek wypełniony pisankami. Owocowe drażetki imitują tu kolorowe jajeczka. Zajączki stoją stabilnie dzięki kręgosłupom wykonanym z opakowań po kleju w sztyfcie zamocowanych na nakrętkach z opakowań po tabletkach musujących. Jeśli komuś spodoba się ten mój upcyklingowy pomysł na wielkanocną ozdobę, to mogę w wolnej chwili przygotować tutorial.



I chociaż wielkanocna symbolika zająca ma pogańskie korzenie, myślę, że każda okazja do obdarowania bliskich drobnymi upominkami jest dobra. Mam zatem nadzieję, że również do Was ten sympatyczny szarak zajrzy z prezentami. A moją zajęczą parkę zgłaszam na wielkanocne wyzwanie Ilonki.



sobota, 7 marca 2015

Serroterror

W nagrodę za filmowe recenzje Etiuda&Anima zaprosiła mnie i Maćka na warsztaty komiksowe. W przyjaznym wnętrzu klubokawiarni Kącik 6 w animowany świat wprowadziły nas Maja Starakiewicz oraz Karolina Styczeń z grupy Dąb i Trzcina. Oprowadziły nas po historii komiksowego rysunku, począwszy od płaskorzeźb na kolumnie Trajana, a na abstrakcyjnych formach współczesnych skończywszy.

Karolina Styczeń (druga od lewej), Maja Starakiewicz (trzecia od lewej)

Nasze zadanie polegało na indywidualnej pracy nad wyrwanymi z kontekstu zdaniami. Następnie wspólnie mieliśmy ułożyć własną opowieść na podstawie naszych rysunków. Połączyliśmy obrazki wszystkich uczestników: Marty, Agnieszki, Katarzyny, Veliny, Maćka i mój. W ten sposób powstał nasz surrealistyczny komiks.


Bawiliśmy się świetnie. Na zakończenie poznaliśmy treść wyjściowego tekstu. Nie da się ukryć, że w naszej krótkiej historyjce bardzo oddaliliśmy się od oryginału.

"Wydaje się to niemożliwe, niezwykle, absurdalne: w concorde są rzeczywiście szczury. 
Pasażerowie zauważają je idąc do toalety lub po prostu posuwając się wzdłuż przejścia. 
Stewardesy boją się obsługiwać podróżnych. 
Nierzadko posiłki na tacach są już w połowie nadjedzone. 
Oczywiście w pierw­szym rzędzie dotyczy to sera. 
Zaniepokojona dyrekcja Air France postanowiła stosować politykę strusia. 
Owszem, przyznaje niechętnie, że są myszy, ale zdecydowanie dementuje obecność szczurów. 
Jeżeli prawdą jest , że podczas kontroli przeprowadzonej przez grupę dziennikarzy nie zauważono ani jednego szczura, sprawy mają się jeszcze gorzej: szczury opuściły samolot - a wiadomo, co to znaczy."


piątek, 6 marca 2015

Mocna kawa wcale nie jest taka zła

Od kawy jestem uzależniona. Wiaderkami ją pochłaniam, chociaż raczej w wersji łagodnej i z dodatkiem dużej ilości mleka. Nie spodziewałam się, że tak bardzo rozsmakuję się w tej wyrazistej esencji, w dodatku polskiej produkcji. Film w reżyserii Aleksandra Pietrzaka, zatytułowany "Mocna kawa wcale nie jest taka zła" zachwycił nie tylko mnie, ale również moich kinowych towarzyszy: Wojtka, Maćka oraz Kubę. Na tą aromatyczną ucztę, połączoną ze spotkaniem z Marianem Dziędzielem, zaprosiła nas Etiuda&Anima.

Błyskotliwe dialogi, świetna gra aktorska i fontanny śmiechu tryskające z komizmu sytuacji - tak w skrócie można podsumować tą opowieść. A jednak gdzieś pod płaszczykiem ironii i lekkości poruszone zostały bardzo poważne tematy. Konflikty pomiędzy rodzicami na trwałe okaleczają psychikę dziecka, w rozbitej rodzinie zatracają się relacje i gubią się uczucia, a o więzach krwi pamięta się już tylko wypełniając urzędowe dokumenty. 

Spotkanie Jacka i Łukasza wypełnione jest początkowo całkowitym brakiem zaufania, niedopowiedzeniami i żalami. Zapewne nie udałoby im się przełamać lodów, gdyby nie pomoc doświadczonej życiowo kobiety, Wandy. Bohaterowie powoli odkrywają samych siebie i zaczynają dostrzegać własne błędy. Pozorna komedia, jednak bez zbędnego moralizatorstwa, zaczyna zmuszać do refleksji i przekazuje kilka życiowych prawd.

Podstawową, moim zdaniem, wadą filmu jest jego krótki metraż. Wiele wątków, jak choćby dalszy los małego drugoplanowego uciekiniera, aż się prosi o dodatkowe rozwinięcie. Być może reżyser dopisze w nieodległej przyszłości swój łańcuch zdarzeń. A ja zapraszam Was na kilkadziesiąt minut dobrego kina.

Informacje dla zainteresowanych: 
reżyseria - Aleksander Pietrzak
scenariusz - Aleksander Pietrzak
w rolach głównych - Marian Dziędziel, Wojciech Mecwaldowski, Dorota Pomykała
produkcja - Polska, 2014

Źródło: http://www.filmweb.pl


wtorek, 3 marca 2015

Do kompletu

Zrobiłam naszyjnik, który nie tylko się spodobał, ale poprosił również o kolczykowe rodzeństwo. Z doborem tego samego sznurka i tych samych koralików nie miałam problemu. Gorzej było z pomysłem na wzór. Naszyjnik układa się "na bogato", więc raczej pasują do niego skromniejsze kolczyki. Przygotowałam dwie wersje i mam nadzieję, że przypadną do gustu swojej nosicielce.




poniedziałek, 2 marca 2015

Konkurs wiklinowy

W lutym było u mnie bardzo wiklinowo. Ambitny plan uplecenia 28 koszyków w 28 dni został zrealizowany. Dwukrotnie przeprowadziłam też warsztaty wyplatania papierowej wikliny, raz ogólnie dostępne w zaciszu bibliotecznym, ponownie zaś nieoficjalne w mojej firmie po godzinach pracy. Teraz w wolnych chwilach maluję i lakieruję moją małą kolekcję koszyczków. Oczywiście, niebawem pochwalę się efektami.


Wspólnie z Krowoderską Biblioteką Publiczną w Krakowie organizujemy konkurs na najpiękniejszy koszyczek wypleciony z papierowej wikliny. Udział może wziąć każdy, kto w terminie do piątku 20 marca 2015 r. dostarczy swoją pracę, wraz z dołączoną wizytówką zawierającą imię, nazwisko oraz wiek autora, do Filii nr 3 mieszczącej się przy ul. Komorowskiego 11 w Krakowie. Godziny otwarcia biblioteki:
pon.     12.00 - 19.00
wt.         9.00 - 16.00
śr.        12.00 - 19.00
czw.     11.00 - 16.00
pt.        12.00 - 19.00

Osoby, które nie uczestniczyły w warsztatach, mogą skorzystać z przygotowanego przeze mnie tutoriala. Sposób malowania oraz zdobienia koszyczków zależy od inwencji ich autorów. W razie pytań i wątpliwości możecie skorzystać z mojej pomocy, telefonicznie lub drogą mailową.

Jednodniową wystawę zgłoszonych do konkursu prac oglądać będzie można w poniedziałek 23 marca 2015 r. w siedzibie biblioteki. Tego samego dnia o godzinie 18:00 ogłosimy zwycięzcę i uhonorujemy go upominkami: zestawem ręcznie wykonanych ozdób świątecznych mojego autorstwa i nagrodą książkową, ufundowaną przez Krowoderską Bibliotekę Publiczną w Krakowie. Serdecznie zapraszam do udziału w konkursie.



niedziela, 1 marca 2015

Perfekcyjna pani domu

Wieczorową porą wróciliśmy z gór i nagle wszystkim zamarzyły się ciasteczka. Okoliczne sklepy były już pozamykane. Nie wypadało mi zostawić gości, aby jechać do całodobowego supermarketu. Nie do końca jestem zresztą przekonana co do jakości sieciowych wypieków. A jednak znalazłam sposób, aby zaspokoić wybredne podniebienia. W ciągu 20 minut wyczarowałam dwa talerze pełne ciepłych ciastek.


Chętnie podzielę się moim przepisem. Po ostatnich eksperymentach z zupą cebulową został kawałek ciasta francuskiego. Mam też sporo ubiegłorocznych owoców ukrytych w słoiczkach lub przechowywanych w zamrażalniku.

Potrzebne są następujące produkty:
- opakowanie ciasta francuskiego
- pokrojone lub starte owoce, np. jabłka
- jajko
- cukier puder

Ciasto tnę w kwadraty (o długości boków ok. 10 cm), a następnie każdy kwadrat przecinam po przekątnej, aby uzyskać dwa równe trójkąty. Na jednym z trójkątów układam na samym środku owoce, przykrywam drugim trójkątem i sklejam boki, dociskając je wzdłuż krawędzi czubkiem widelca. Na środku nakłuwam widelcem dziurki, aby zapewnić dostęp powietrza do nadzienia. Z wierzchu smaruję ciastko surowym jajkiem. Wstawiam do rozgrzanego do 200 stopni piekarnika i zapiekam przez ok. 10 minut. Podaję przyprószone cukrem pudrem. Smacznego!


sobota, 28 lutego 2015

Pomarańczowo

Bez przekonania zabrałam się za kolejną wsuwkę. Nie należę do wielbicieli koloru pomarańczowego, a właśnie on dominuje w cyklicznym wyzwaniu u Danutki. Wybrałam wersję wprowadzającą mój ukochany fiolet, ale nie jestem specjalnie zachwycona tym zestawieniem.


Wsuwka do włosów w kształcie kapelusika powstała z pomarańczowej nakrętki z kartonu soku naklejonej na podkładkę spod nakrętki słoika kawy. Uplotłam makramowy otok z pomarańczowego sznurka i dokleiłam pomarańczowe paski prasowanego filcu. Całość przyozdobiłam kawałkiem pomarańczowej siatki z opakowania cebuli i dwudziestoma różyczkami z cienkiej fioletowej wstążeczki.



Pracę zgłaszam na lutowe wyzwanie Danutki. Wskazując mojego faworyta kolorystycznego do następnej zabawy nikogo nie powinnam zaskoczyć, gdyż wiadomo powszechnie, że każdy miesiąc dla mnie mógłby być fioletowy.



piątek, 27 lutego 2015

Koszyczkowe warsztaty

Kierowniczka jednej z filii Krowoderskiej Biblioteki Publicznej w Krakowie, Barbara Zajączkowska, poprosiła mnie o poprowadzenie warsztatów z papierową wikliną w roli głównej. We wtorek 24 lutego br. przestrzeń pomiędzy regałami wypełniła się szelestem gazet zmieniających się w rurki do wyplatania koszyczków.

Z Barbarą Zajączkowską
Fot. Wojciech Jantos

Przez kilka godzin uczestnicy zajęć cięli papier, skręcali i pletli. Relację z pracy twórczej możecie obejrzeć na zdjęciach autorstwa Wojciecha Jantosa. Powstało osiem koszyczków, które pomalowane zostaną według własnej fantazji. A zaraz po weekendzie ogłoszę wiklinowy konkurs z nagrodami.






środa, 25 lutego 2015

Leśna ścieżka

Jeden dzień poza Krakowem nie wystarczy, aby zapewnić płucom odpowiednią dawkę tlenu. W nieco odmienionym składzie pojechaliśmy do Skały, gdzie swój początek ma urokliwa leśna ścieżka. To magiczne przejście pokazała mi kiedyś Ania, więc zaprosiłam Wojtka i Piotrka na spacer do Ojcowa. O samym zamku wspominałam już wcześniej. Tym razem skupiliśmy się nie na historii, ale na podziwianiu przyrody.