Kalendarium

* Od 5 do 30 września 2017 r. - piesza pielgrzymka do Santiago de Compostela
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice

sobota, 19 lipca 2014

Wianek

Niewiele ostatnio u mnie prac manualnych. Priorytetem są teraz sprawy rodzinne, choć tęsknię za beztroskim tworzeniem. Filcowy wianek powstał dla uczczenia Nocy Świętojańskiej, a jego kolejna odsłona publiczna odbędzie się już jutro, podczas Festiwalu ETNOmania 2014 w Wygiełzowie.


Bazą jest splot makramowy z grubego zielonego sznurka. Przyszyłam kwiatki oraz listki wycięte z prasowanego filcu i ozdobiłam koralikami. Wianek można rozpiąć i wykorzystać również jako naszyjnik. Na pewno wypatrzycie mnie dzięki niemu w tłumie, bo drugie takie nakrycie głowy nie istnieje.



piątek, 18 lipca 2014

6 Kraków Summer Animation Days

Przez trzy wieczory, od 15 do 17 lipca 2014 r., na Małym Rynku wzrok przyciągał wielki ekran. Nie wiem, jak udało się organizatorom zaczarować pogodę, ale burzowe anomalie omijały wszystkie projekcje. W ramach wydarzenia zaprezentowano najlepsze światowe animacje, obsypane nagrodami na międzynarodowych festiwalach.

Poziom filmowych etiud był bardzo różny. Nie każda technika trafia w mój gust. Nie lubię, na przykład, animacji, które określam mianem "brudnej kreski". Wolę bardziej plastyczne oraz dopracowane formy. Wyświetlono kilka obrazów wybitnych. W moim subiektywnym rankingu niekwestionowanym bohaterem pierwszego dnia pokazu została francuska produkcja z 2013 roku, zatytułowana "Ascension" ("Wniebowstąpienie"). Piękna opowieść zrealizowana przez grupę pięciu studentów (T. Bourdis, M. de Coudenhove, C. Domergue, C. Laubry i F. Vecchione) wspina się po stromych skałach marzeń, asekurowana przez przyjaźń i wspólne pokonywanie trudności. Kilka kadrów możecie zobaczyć na stronie jednego z autorów filmu, Thomasa Bourdisa.

Przebojem drugiego dnia była dla mnie koprodukcja słoweńsko-niemiecka, zatytułowana "Boles" (2013). Jej zwiastun można obejrzeć na stronie autorki. Fantastyczna historia o pisarzu, który nie może odnaleźć weny i zaprzyjaźnia się z sąsiadką, podstarzałą kobietą lekkich obyczajów, zmierza do zaskakującego finału. Špela Čadež zachwyciła mnie również innymi swoimi realizacjami, które znalazłam buszując w Internecie. Polecam takie etiudy jak: "Liebeskrank" ("Lovestick", "Chory z miłości"), "Zasukanec" czy "Dr. Pill".

Nie przepadam za horrorami, ale ten, wyświetlony podczas trzeciego dnia letniego kina, okazał się po prostu rewelacyjny. "O Apóstolo" ("Apostoł", Hiszpania, 2012) w reżyserii Fernando Cortizo to 80 minut wielkiej dbałości o każdy detal. Główny bohater ucieka z więzienia, marząc o spokojnym życiu. Pierwszym etapem podróży jest mroczna wioska, w której kolega z celi ukrył łup. Dziwni mieszkańcy, duchy, nadprzyrodzone zjawiska odciskają piętno na psychice młodego złodzieja i zmieniają jego podejście do świata materialnego. Zwiastun filmu dostępny jest na stronie.



czwartek, 17 lipca 2014

Zaproszenie na Festiwal ETNOmania 2014

Taka impreza zdarza się tylko raz w roku. Już w najbliższą niedzielę, 20 lipca, teren Skansenu w Wygiełzowie wypełni się unikalnym rękodziełem oraz pasją twórczych ludzi. Mam nadzieję spotkać tam również Was. Jeśli jeszcze wahacie się, czy przyjechać, obejrzyjcie zdjęcia z poprzedniej edycji. Naprawdę warto ten dzień spędzić w tym wyjątkowym miejscu. Zapraszam wszystkich, a tym, którzy dotrzeć nie mogą, obiecuję moją fotorelację.



poniedziałek, 30 czerwca 2014

Ulotny romans

gasną neony świata
atramentem nocy
zwierzamy się sobie
wiatr ukrywa szepty w szeleście trawy

na piasku samotności
notujemy słowa
których nam brakuje
fale wzruszeń ślad po nich zacierają

wulkan życia wybucha
podajesz mi rękę
ja podaję swoją
popiół zasypuje nasze emocje

ciała okaleczone
sztyletem podłości
leczymy nadzieją
rany znikają pod bandażem czasu

potrzebujemy siebie
w tej ulotnej chwili
nim ruszymy dalej
śnimy na rozstajach dróg przeznaczenia


niedziela, 29 czerwca 2014

Fantomowy ból

ludzie odchodzą
bez pożegnania

potykam się
o rozsypane pytajniki

nieutulona w żalu


czwartek, 5 czerwca 2014

Uśmiech kota

Prawdziwa miłość jest niepozorna.
Nie lśni diamentem, nie błyszczy złotem.
Pod parasolem nocy się skrada,
A w słońca dłoniach drzemie pod płotem.

Tajemne ścieżki wiodą do raju,
Wystarczy stąpać po śladach kocich.
Od braci mniejszych trzeba się uczyć
Delikatności oraz dobroci.

Już starożytni odkryli sekret
Niezwykłej mocy boskiej istoty:
Troski ogonem zmiata pod dywan,
W darze przynosi czułe pieszczoty.

W puszystym kłębku mruczy nadzieja.
Optymizm tryska we wszystkie strony.
Talizman szczęścia na czterech łapach
Na wąsach uśmiech ma zawieszony.

W schronisku czeka ogrom miłości,
Odzianej w futra z żurnali mody.
Jedno spojrzenie w kocie oczęta
- Początek pięknej, wspólnej przygody.



Tekst niniejszy jest moim ukłonem w stronę Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, które w sobotę 7 czerwca 2014 r. organizuje Festyn Charytatywny dla swoich podopiecznych ze Schroniska. Wystąpię tam w programie artystycznym przygotowanym przez poetów o sercach wrażliwych. Serdecznie zapraszam do udziału w wydarzeniu.



poniedziałek, 26 maja 2014

Sztuka latania

W moim świecie granica pomiędzy normalnością a magią giętka jest niczym wierzbowa gałązka. Nie wierzę w grawitację i nie potrzebuję żadnego sprzętu ani chemii, żeby odfrunąć poza problemy świata doczesnego. Mam oczywiście na myśli te sprawy, na których bieg nie mam wpływu, a które próbują zmiażdżyć moją psychikę. Nie jest to forma ucieczki, ale raczej poszukiwanie poczekalni, zanim los poukłada puzzle rzeczywistości. Czasami moja wyobraźnia okazuje się niewystarczająca. Szczególnie dotyka mnie kruchość życia moich najbliższych i wówczas muszę znaleźć moim myślom absorbujące zajęcie. W takich sytuacjach potrzebuję potężnej dawki adrenaliny. Na terapię antystresową pojechałam do Aeroklubu Krakowskiego w Pobiedniku Wielkim.


Wiele osób spytało mnie, czy nie bałam się usiąść na motolotni. Z pewnością nie należę do odważnych osób, ale obawiam się wyłącznie zagrożeń dla mnie realnych. Przerażają mnie kleszcze, trzaskające piorunami burze, otchłań wody pozbawiona dna i podłość ludzka. Boję się bólu, a na widok krwi tracę przytomność. Innych fobii u siebie nie stwierdziłam. Warto było oderwać się od ziemi nie tylko dla oczyszczenia umysłu, ale również dla tych niesamowitych widoków. Nie opanowałam jeszcze umiejętności prostowania horyzontu, więc te moje zdjęcia wyglądają, jakby były pod wpływem alkoholu. Na swoje wytłumaczenie mam jedynie silne podmuchy wiatru i mnogość pozytywnych emocji utrudniających koncentrację na konkretnym punkcie. Na następną wycieczkę po niebie powinnam chyba zabrać ze sobą poziomicę albo zamontować celownik na obiektywie. Z ogromną przyjemnością ponownie zajrzę pomiędzy chmury.




Oczekujących na posty robótkowe proszę o cierpliwość. Pracuję teraz nad tajnymi projektami, więc wszelkie wycieki informacyjne byłyby niewskazane. Uprasza się zatem o niezaglądanie mi przez ramię oraz trzymanie z daleka ode mnie chińskich siatek (wywiadowczych).


sobota, 24 maja 2014

Wernisaż wystawy Aleksandra Mitki

W codziennym zabieganiu nie zauważamy odprysków cywilizacji, gwałtownie raniących przestrzeń, a później latami się w niej zabliźniających. Asfalt wchłania gubione elementy, przyjmuje niczym oczekiwane dary, otula je czule i integruje się z nimi. Archeologicznej dokumentacji ukrytych pod stopami przedmiotów podjął się Aleksander Mitka. Wystawę cyfrowych zbliżeń pod tytułem "Paleotica-Impositusy" otwarto w dniu 22 maja br. w galerii BIELEC - Dom Fotografii i Malarstwa.

Z Aleksandrem Mitką

Polerowane oponami samochodów, nagrzewane słońcem i opłukiwane deszczem blaszki, śrubki, zawiasy czy korki wlewu do benzyny zmieniają mimikę jezdni. Materia bruku staje się ewoluującym tworzywem bez świadomej ingerencji człowieka. Czasami warto się zatrzymać i spojrzeć w dół. Bogactwo form wrysowanych w powierzchnię okazuje się zaskakujące. Za rok to samo miejsce odmieni się nie do poznania. Przeszklenie prezentowanych prac skutecznie utrudnia mi skopiowanie tych detali wielkomiejskiej tkanki wychwyconych w obiektywie artysty. Zapraszam więc na plac Inwalidów, gdzie oryginały obejrzeć można do 31 lipca 2014 r.



czwartek, 22 maja 2014

Wernisaż wystawy Romualda Oramusa

Galeria Pryzmat przy ul. Łobzowskiej 3 w Krakowie przejęła funkcję pomostu pomiędzy historią, kulturą i duchowością. Od 20 maja do 11 czerwca br. można tam oglądać malarski cykl pod tytułem "Katedra", realizowany w latach 2007-2011 przez Romualda Oramusa. Monumentalna architektura stanowi punkt wyjściowy do rozważań o harmonii i idei piękna.


Z Romualdem Oramusem

Przy wejściu do galerii słyszałam muzykę. A może tylko wydawało mi się, że w moją stronę spływają nuty antyfon, psalmów i hymnów? Obrazy wpisane zostały w kompozycję na wzór czterolinii i nabrały dźwięczności. Tak właśnie nietypowo, bo na czterech liniach, zapisywane były chorały gregoriańskie, do których nawiązuje ekspozycja. Mistyczna melodia, unosząca się nad płótnami, łączy te fragmenty kościelnych wnętrz rozsypane w czasie i przestrzeni.

                                                              Romuald Oramus                                      Stanisław Tabisz, Ewa Gołogórska-Kucia, Romuald Oramus

Epoką katedr zdecydowanie pozostaje zachodnioeuropejskie średniowiecze. Dla statusu prawno-kanonicznego wielkość i struktura świątyni nie ma żadnego znaczenia. Symbolem autorytetu biskupa jest tron znajdujący się we wnętrzu i dowolny kościół może być podniesiony do rangi katedry. Artysta skupił się na budowlach z czasów, kiedy to Boga postrzegano jako postać groźną, niedostępną i niezrozumiałą dla zwykłego śmiertelnika. Charakterystyczny mrok przełamał jednak radosną grą kolorowych szkiełek z witraży. Ten barwny melanż złagodził również geometrię sklepień i masywnych murów. Polecam obejrzenie wystawy w całości, aby poczuć tą sakralną duchowość, nieuchwytną w wersji cyfrowej. 





poniedziałek, 19 maja 2014

Dwór Dąbrowskich w Michałowicach

Do czynników stymulujących mój poziom wewnętrznej radości należą spotkania z serdecznością, pasją, kulturą, sztuką i naturą. Kumulacja tych zjawisk doprowadza mnie do ekstazy. Taka właśnie była niedzielna oferta XVI Małopolskich Dni Dziedzictwa Kulturowego. Wyjazd do Michałowic sprawił, że wyrosły mi skrzydła. 



Dwór w Michałowicach został zaprojektowany przez Teodora Talowskiego. Z dzieciństwa pamiętam, przez mgłę, wizytę w tym miejscu niedługo po pożarze i przygnębiające osmalone ruiny ścian. Ogromne zaangażowanie obecnych właścicieli w odbudowę zabytku sprawiło, że coraz bardziej upodabnia się on do rysunku, który wykonałam na podstawie fotografii z lat dwudziestych ubiegłego wieku. 




Rodzina Dąbrowskich nabyła majątek w Michałowicach od Kołłątajów. Murowana rezydencja została wzniesiona w latach 1892-1897. Charakterystycznymi cechami stylu Talowskiego, uwidocznionymi w michałowickim dworze, było zastosowanie spatynowanej cegły, manierystyczny szczyt w kształcie dzwonu, zdobiony po obu stronach wolutami, żelazne kotwy, wbite w elewację kule, wieżyczki, neorenesansowe, półkoliście zakończone okna oraz neogotyckie łuki nad drzwiami i okienkami w wieży. Regres rozpoczął się w 1947 roku, kiedy to znacjonalizowano pałacyk. Został on doprowadzony do skrajnej ruiny, a zniszczeń dopełnił pożar w 1979 roku i brak należytego zabezpieczenia pogorzeliska.

W 1985 roku nieruchomość nabyli Stanisław i Maria Lorenzowie. W pracach remontowych uczestniczyła cała rodzina: syn Jacek, synowa Monika oraz wnuczęta, Barbara i Aleksander. Gospodarze przejęli rolę przewodników. Przypadkiem dwór zwiedziliśmy w wersji oficjalnej oraz w wariancie prywatnym i bardzo osobistym. Zostaliśmy zaproszeni do niedostępnych pomieszczeń dla turystów, gdzie podzielono się ze nami sekretnymi historiami. Oczarowała mnie ta niezwykła życzliwość. Tajemnice oczywiście zachowam dla siebie, ale z Wami podzielę się zdjęciami tego urokliwego zakątka.  

Stanisław Lorenz                                               Z Marią Lorenz






W programie nie zabrakło rozrywki kreatywnej. Warsztaty malowania farbami akwarelowymi poprowadziła przedstawicielka najmłodszego pokolenia gospodarzy, Basia, razem ze swoimi koleżankami ze studiów, Julią i Martą. Zaplanowany plener malarski został przerwany przez gwałtowną ulewę, zatem przenieśliśmy się na dworskie podłogi, wypełniając je kolorami i potęgą naszych wyobraźni. I właśnie ta artystyczna kropka nad "i" sprawiła, że ten dzień był dla mnie po prostu doskonały.

                                         Barbara Lorenz, Marta Muszyńska, Julia Gmosińska