Kalendarium

* 17 lipiec 2016 r. - Festiwal Etnomania w Wygiełzowie
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice

niedziela, 11 października 2015

Przepis na magiczną kawę

Październik to okres żniw dla koneserów niekonwencjonalnej kawy. Studia zjadły resztki mojego wolnego czasu, zatem będę się posiłkować ubiegłoroczną dokumentacją fotograficzną. W Krakowie dębów mamy pod dostatkiem, ale poziom zanieczyszczenia wyklucza, moim zdaniem, ich zdatność do spożycia. Pojechałyśmy z Olą na wioskę po zdrową żywność. 


Tubylcy popatrzyli na nas jak na przybyszów z kosmosu i popukali się w głowę, ale humorki nam dopisywały i zebrałyśmy dwa wiaderka. Żołędzie muszą być wyługowane w popiele z dębiny, więc dodatkowo przywiozłam trochę suchych gałązek.


Gałęzie spaliłam w grillu. Towarzystwo czarnego kota dodało szczypty magii, a ogień zerkał na mnie zdziwionymi oczami. Niesamowite zjawisko, zupełnie nie planowane. Gdybym sama nie zrobiła tego zdjęcia, podejrzewałabym fotomontaż.


Straszono nas, że większość żołędzi będzie trzeba odrzucić. Upodobał je sobie słonik żołędziowiec. W naszych zbiorach jedynie marginalna część okazała się zamieszkała przez te chrząszcze. Wieczorami, niczym koło gospodyń wiejskich, zasiadaliśmy z Olą i Robertem w garażu. Uzbrojeni w młotki oraz noże, snując rozmaite opowieści, obieraliśmy dębowe owoce z łupin.


Nasiona dębu zawierają szkodliwy dla ludzi barwnik - taninę. Usuwa się go w procesie ługowania. Do słoiczka wsypuje się łyżkę popiołu z dębiny, wrzuca obrane żołędzie i zalewa się wrzątkiem. Po 24 godzinach należy odlać zabarwioną na pomarańczowo wodę i opłukać. Czynność powtarza się co najmniej trzy razy.


Wyługowane i wysuszone żołędzie rozdrabnia się w maszynce do orzechów, a następnie mieli się w młynku do kawy. Na koniec sproszkowane żołędzie należy delikatnie uprażyć na suchej patelni, aż się lekko zarumienią. Prażenie dodaje karmelowego posmaku do kawy.



9 komentarzy:

  1. W Twoim opisie brzmi niezwykle apetycznie, a że własnie sączę kubeczek kawy, miałabym ochotę podmienić szklaneczki jednak ... miałam wątpliwą przyjemność spróbować takiej kawy i albo była źle zrobiona, albo moje kubki smakowe były na urlopie. Dodam, że była kupiona.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. hm nigdy nie robiłam kawy zołędziówki, ale gdzies czytałam , że jest bardzo smaczna i jest podobna do zwykłej kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  3. No pierwsze słyszę o takiej kawie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Piję kawę, ale takiej jeszcze nie piłam. Smakowicie brzmi Twój opis. Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. WOW ale super!!!
    Co prawda pierwszy raz słyszę o takiej kawie, ale chętnie bym spróbowała.

    OdpowiedzUsuń
  6. Fantastyczne. Nigdy bym nie pomyślała o takim zastosowaniu dla żołędzi.

    OdpowiedzUsuń
  7. No też jeszcze nie słyszałam o takiej kawie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też pierwszy raz coś takiego słyszę :) Ale bardzo interesujące :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jaki zbieg okolicznosci, ostatnio czytalam, ze lekarz przypisal taka wlasnie kawe z zoledzi Szopenowi, ktory cierpial na cala mase roznych chorob, od gruzlicy po gastryczne. Juz nie pamietam, na co miala mu pomoc, ale tak sie leczyl. Czyli pomysl znany od wiekow , warty przypomnienia i ciesze sie, ze o tym piszesz :-)

    OdpowiedzUsuń