Kalendarium

* Od 5 do 30 września 2017 r. - piesza pielgrzymka do Santiago de Compostela
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice

czwartek, 31 stycznia 2013

Podaj dalej

Nie przepadam za wszelkiego typu łańcuszkami szczęścia, ale ta gra ma bardziej osobisty charakter z uwagi na tworzone sercem przedmioty przekazywane kolejnym uczestnikom. Jako pasjonatka rękodzieła musiałam się przyłączyć. Zabawa nazywa się "Podaj dalej", a zasady pokrótce wyglądają tak: zapisując się u mnie na blogu ochotnik wyraża chęć otrzymania ode mnie małej paczuszki z drobiazgami, które własnoręcznie tworzę, natomiast po ich otrzymaniu zobowiązuje się przeprowadzić tą samą zabawę u siebie. W łańcuszkowe gierki zostałam wciągnięta przez mrumru i oczywiście muszę pochwalić się, co sama dostałam.


Czy znajdzie się jakiś desperat? Proszę w komentarzu wyrazić chęć udziału w zabawie. Trzy pierwsze osoby obdaruję prezencikiem :)


środa, 30 stycznia 2013

Medal za życie

W bohaterstwie życia człowiek
Przez los został odznaczony,
Ale jak to w życiu bywa,
Każdy medal ma dwie strony.

Czasem wszystko się układa,
Gdy fortuna puszcza oko,
Więc marzenia się spełniają
I uśmiechasz się szeroko.

Gdy szczęście zapada w drzemkę,
Zdarzają się ciężkie chwile,
Klęski na parady chodzą,
Zaskakując cię niemile.

Dużo trudniej przejść przez życie
W kategorii kobiecości,
Bowiem szara rzeczywistość,
Piętrzy poziomy trudności.

Żony, matki, pracownice,
Zaplątane w wiecznym stresie,
Uśmiechu powinny szukać
W każdym codziennym sukcesie.

Gdy pogodzisz się ze sobą
I otrząśniesz się z mgły żalów
Będziesz mogła czerpać radość
Z tej jasnej strony medalu.



wtorek, 29 stycznia 2013

Inwazja serduszek

Klamka zapadła i w tym tygodniu pełną parą ruszy u mnie produkcja serduszek. Z jednej strony, zostałam zmotywowana przez Srebrnolistkę, z drugiej zaś, do mojej wyobraźni nagle zapukał genialny pomysł lekkiej modyfikacji równie genialnego pomysłu upcyklingowego z ubiegłego roku. Prototyp, który powstał minionej nocy, jak najbardziej pokrywa się z moimi wyobrażeniami, co nie zdarza się często. Zdjęć z premedytacją nie pokażę, dopóki nie zrealizuję całego projektu. Aby jednak dodać mojemu anemicznemu blogowi kolorków, pochwalę się królisiem, który dzisiaj do mnie przykicał. Szkoda, że metryka moja nie pozwala mi się z nim beztrosko pobawić, ale mam w najbliższej Rodzinie małą dziewuszkę, u której długoucha piękność zamieszka na stałe i będą żyli długo i szczęśliwie.


Za śliczny prezent dziękuję Kasi, którą możecie odwiedzić na Wyspie Snów.


niedziela, 27 stycznia 2013

Być Kobietą - wyzwanie pierwsze

W mojej głowie miliony słów stoją w kolejce, w nadziei, że zostaną utrwalone na piśmie. A jednak wciąż brakuje mi systemu motywacyjnego i bezpowrotnie gubię je w chaosie niepamięci. Stąd pomysł wzięcia udziału w wyzwaniach tafcika, wdzięcznie zatytułowanych "Być Kobietą, być Kobietą". Może te kilka tygodni obudzi we mnie wolę konsekwencji.

Wyzwanie pierwsze: zanurzenie się, nawet "po godzinach", w świecie swojej ulubionej biżuterii.

Oczywiście nie obyło się bez ogromnych dylematów wyboru. Jestem sentymentalna. Serduszko pika szybciej na widok wielu biżuteryjnych cacek, bo te sprezentowane mi mają twarz tak ważnych dla mnie ich twórców, a te zrobione przeze mnie noszą w sobie okruchy mojego serca. Ostatecznie wybrałam bransoletkę od Violi Baranowskiej. To moja przyjaciółka poznana na artystycznych studiach, a więc w jednym z najpiękniejszych okresów mojego życia. Bransoletka posiada dodatkowo dwie najważniejsze dla mnie cechy piękna: jest kocia i jest fioletowa. Wykonana została techniką makramy szydełkowej, a jest to umiejętność pozostająca wciąż poza moją jurysdykcją.


A że wypadki chodzą po ludziach, większość czasu w tym tygodniu spędziłam w łóżku. Towarzyszyło mi jednak miłe wrażenie, że moja przyjaciółka mimo dzielących nas kilometrów jest tuż przy mnie, a przez to gips wydawał się o wiele lżejszy. Niniejszym dziękuję Alicji za fantastyczny pomysł na zabawę.


piątek, 25 stycznia 2013

Złapałam numerek

Leżę w łóżku przykuta gipsem. Swoim zwyczajem dostrzegam wyłącznie blaski zaistniałej sytuacji. Dobrze, że noga, a nie ręka, bo ręce do szczęścia o wiele bardziej mi są potrzebne. Czuję się zwolniona z odśnieżania podwórka, co przecież uważam za jedno z najmniej przyjemnych zajęć. Mam internet, więc wcale nie odczuwam potrzeby wychodzenia z domu. Szperam po niesamowitych zasobach sieci, na śmierć zagaduję moich przyjaciół na gg i FB, dla których w normalnych okolicznościach przyrody nie miałabym tak wiele czasu. Ogarnia mnie błogość, spokój i zadowolenie z chwilowego zwolnienia z szalonego pędu przez życie. Głaskam koty, które leżą przy mnie, choć przecież wcale nie muszą. Ich mruczące towarzystwo zapewnia mi pełną satysfakcję.

Lubię wyzwania. Przyczaiłam się, żeby złapać numerek u Srebrnolistki. I udało się - trafiłam w dwudziestotysięczne odwiedziny! Dziękuję za świetną zabawę ;) Radość tym większa, że przy moim roztrzepaniu i antymatematycznym podejściu do życia nie jest łatwo opanować świat cyferek. Owszem, jestem inżynierem, ale wszystkich przedmiotów ścisłych uczyłam się pamięciowo jak wierszy albo w formie skojarzeń mnemotechnicznych. Koronnym dowodem, że zupełnie nie zrozumiałam zasad grawitacji jest przecież gips na mojej prawej nodze...



środa, 23 stycznia 2013

Skute lodem, zasypane...

W taką pogodę nie powinno się nawet przekraczać progu domu. Ale wszechpotężna złośliwość przedmiotów martwych (czyli uwzględnić w tym należy również rozmaite urzędy i instytucje, gdyż pierwiastka ludzkiego tam nie dostrzegam) sprawia, że trzeba na przekór sobie opuścić swoją prywatną, bezpieczną przystań. Ubrana w niechęć i niezadowolenie zrealizowałam stan obowiązkowego stawiennictwa w biurokratycznej indolencji. Bezradnie przyglądałam się, jak mój bezcenny czas deptany jest w imię chorych procedur, które nawet mnie nie dotyczą. Absurdy polskiej rzeczywistości - zmuszanie kogoś do bycia świadkiem w sprawie, o której nie ma bladego pojęcia, zero wyjaśnień i wypytywanie o zupełnie obce osoby przypadkowo przed laty napotkane w życiu, doszukiwanie się na siłę abstrakcyjnych wzajemnych powiązań tylko i wyłącznie po to, aby zrealizować bezsensowne statystyki. Nigdy tego nie zrozumiem... 

Wbrew własnej woli zaplątałam się w pajęczynie państwowej paranoi. Dystans między moim domem, a miejscem przesłuchania pełen jest pułapek. Od lat moje ukochane miasto słynie z całkowitej nieświadomości magistratu wobec cyklicznych ataków zimy. Skute lodem, zasypane... Wilcze doły ukryte pod śnieżną pierzynką... I nagle zobaczyłam orła cień... Przez moment podziwiałam wszystkie gwiazdozbiory... Ból na wskroś przeszył moje ciało... Podobne odczucie towarzyszy zapewne wdepnięciu na minę, kiedy części ciała zamieniają się w rozżarzone węgle i rozpadają w nicości. Powrót do domu przypominał ekstremalną wspinaczkę po pionowej ścianie, bez żadnego punktu zaczepienia, bez żadnego punktu podparcia, bez asekuracji. Ale zawzięłam się, zacisnęłam zęby, doczołgałam się do granicy mojego świata, gdzie przecież czekały opioidy dla chwilowego ukojenia... 

Jednak ból, niczym podstępny kleszcz, przyssał się do mojego ciała. Noga zaczęła pęcznieć i zmieniać kolory. A przecież nie chcę, aby gipsem unieruchomili teraz moje skrzydła. Mam ważniejsze zajęcia niż bycie bezbarwnym numerkiem w drewnianych kolejkach do lekarzy. Bezczynne wylegiwanie się również nie leży w moje naturze. Każdy mój dzień po brzegi wypełnia grafik spotkań i wydarzeń. Często natrafiam na opór materii, gdyż nie udało mi się opanować umiejętności bilokacji i wciąż towarzyszy mi ogromny głód dodatkowych minut w ogryzionej do kości dobie. Stagnacja jest antonimem mojego jestestwa... 

Próbuję uleczyć się siłą własnego umysłu. Degraduję ból do poziomu drobiny kurzu, niedostrzegalnej, niepotrzebnej, łatwej do usunięcia. Tak zresztą zawsze wypisuję moją receptę na zdrowie, gdyż na klucz skuteczności każdej terapii składają się wewnętrzna radość i nieograniczony optymizm jako bezwzględne blokery wszelkich czynników chorobotwórczych czy innych zaburzeń w prawidłowym funkcjonowaniu organizmu:

Niepotrzebna żadna dieta,
Byle tylko w duszy grało,
Leki wtedy są zbyteczne
- zdrowy duch uzdrawia ciało.


poniedziałek, 21 stycznia 2013

Krople liliowej rosy

Ostatnie dni przybijały swoją ponurowatością. Zmroziły moją energię witalną. Dookoła domu zrobiło się ogromne lodowisko, zastanawiam się, czy nie wyciągnąć łyżew. A jednak na mojej twarzy promienieje uśmiech w rozmiarze XXL, a to za sprawą Joasi, której niniejszym serdecznie dziękuję za niezwykły naszyjnik. "Krople liliowej rosy" to mój pomysł w konkursie na nazwę tej prześlicznej kolii i rozpiera mnie duma, że akurat on się spodobał.



sobota, 19 stycznia 2013

Na pohybel zimie

Zanim tradycją stała się choinka, popularną ozdobą w dawnych domostwach były pająki zawieszone u powały. Dekoracje te nawiązywały do znanych wcześniej bożonarodzeniowych podłaźniczek, czyli zielonych gałęzi zdobionych opłatkami i owocami oraz kulistych, klejonych z opłatka, światów. Stanowiły one symbol płodności, urodzaju i szczęścia w nowym roku, więc ściśle wiązały się z polską obrzędowością.

Do ich wykonania wykorzystywano dostępne surowce pochodzenia miejscowego, takie jak: słoma, fasola, groch, pióra, wydmuszki jaj, nici, włóczka czy postrzępione płótno. Z czasem, na przełomie XIX i XX wieku, w ludowych pająkach pojawiły się również kolorowe bibuły i papier w formie rozmaitych kul, jeżyków, harmonijek, gwiazdek, kwiatów lub postrzępionych tasiemek.

Pająki przybierały różne kształty i jedyną ich cechą wspólną była przestrzenna forma konstrukcji zawieszanej pod sufitem na belce stropowej. Zasadniczo wyróżnić można następujące rodzaje pająków:
  • pająki krystaliczne - ażurowe graniastosłupy;
  • pająki kuliste - patyczki wbijane w kuliste warzywa;
  • żyrandole - przestrzenne formy, wykonane głównie z fasoli, grochu i słomek;
  • pająki tarczowe - w kształcie cztero-, sześcio- i ośmiobocznych tarcz.

Mój pająk ludowy wykonany został z plastikowych butelek PET. Mam nadzieję, że feeria barw odstraszy w końcu zimę i już niedługo oczy nasze będą cieszyć się widokiem prawdziwych kwiatów.



czwartek, 17 stycznia 2013

Zima

To najgorsza pora roku,
Co zakłóca błogi spokój
I odbiera życia chęci,
Kiedy spada słupek rtęci.

Zima to czas narzekania:
Nienawidzę odśnieżania!
Po odwilży - wszędzie błoto
Tylko straszy swą brzydotą!

Zginął blask na niebie burym,
Marznie każdy skrawek skóry,
Nos na kwintę opuszczony,
Opuchnięty i czerwony.

W pełni sezon chorobowy,
Bóle mięśni, bóle głowy,
Katar, kaszel, osłabienie,
Marazm i ciągłe zmęczenie...

Wszystko białe i nijakie,
Wypełnione sensu brakiem...
Gdzie są kwiaty? Gdzie motyle?
Najsmutniejsze w roku chwile...

Chciałabym odwołać zimę,
Choćby na ziemi rodzimej.
Niech gdzieś w górach się zatrzyma,
Dla narciarzy tworząc klimat...

Jest nadzieja w tej niemocy,
Jak dzień przychodzi po nocy,
Tak wiosna w końcu powróci,
Pozwoli ptakom zanucić.

Uwolni zmrożone pąki,
Umai ogrody, łąki
I ogrzeje moje serce
- o niczym nie marzę więcej!



środa, 16 stycznia 2013

Zaproszenie na kawę

W konkursie fotograficznym obdarowano mnie półkilogramową paczką kawy. A kawa najlepiej smakuje w miłym towarzystwie. Zapraszam zatem na degustację.

Po wypiciu kawy pozostają słoiki. Większość ludzi wyrzuca je. Dla mnie są twórczym wyzwaniem. Wymyśliłam sobie bransoletkę z plastikowej nakrętki, która wygląda, jakby była zrobiona z mosiądzu. Dopiero w dotyku można rozpoznać prawdziwy surowiec. Szkło zamieniam w wazoniki zdobiąc w technice decoupage lub malując.