Kalendarium

* Od 5 do 30 września 2017 r. - piesza pielgrzymka do Santiago de Compostela
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice

środa, 18 lutego 2015

Kombucha

Projekt zapowiadał się interesująco. Kilkumiesięczne warsztaty "Odczarowywanie metody twórczej" zrealizowane w Krakowie i dodatkowo uzupełnione afrykańską wizją artystyczną zwiastowały nowatorski finał. W dniu 11 lutego br. wybrałam się w asyście Ewy i Oli do Bunkra Sztuki na wernisaż wystawy zbiorowej zatytułowanej "Kombucha". W profesjonalnym kadrze mnie, Olę i mototalizmany Johna Njoroge Kamau uchwyciła Dorota Ostrowska.

Fot. Dorota Ostrowska

Na miejscu czekało rozczarowanie. Wiele prac posiadało niezwykły potencjał, ale wszechobecny chaos organizacyjny zepsuł cały efekt. Pomijam opóźnienie w otwarciu wystawy. Prace poszczególnych autorów zostały porozsypywane w przestrzeni galerii bez ładu i składu. Brakowało podpisów i tytułów, nie wspomnę już o choćby jednym prostym zdaniu wyjaśniającym koncepcję artysty. Jedynym ratunkiem dla przypadkowego widza podczas wernisażu było odszukanie twórcy w tłumie, oczywiście pod warunkiem jego obecności. Wydrukowana mapka nijak się miała do rzeczywistości, a niektórzy autorzy sami mieli problem ze zlokalizowaniem własnych instalacji. Fuszerka organizatorów widoczna była nie tylko w niewłaściwym oświetleniu, ale doszło nawet do wypadku, gdy jedna osoba poczuła kopnięcie prądu na skutek wadliwie podpiętych przewodów. 


Jak zapowiedzieli organizatorzy, "realizacje uczestników zdefiniowane zostały przez ich własne pragnienia, fantazję, ograniczenia i potrzeby na przykład wytworzenia przestrzeni będącej lustrzanym odbiciem światów niemożliwych". Zabrakło właśnie tych kilku słów przybliżających subiektywny zamysł twórczy. Poziom prac był bardzo zróżnicowany. Najbliżej prawdziwej sztuki znalazła się Agnieszka Wilczyńska-Jaroch ze swoją instalacją zatytułowaną "Uskrzydlacz myśli".

Agnieszka Wilczyńska-Jaroch i "Uskrzydlacz myśli"

Ciekawie prezentowały się również obrazy nieba autorstwa Anny Poduszyńskiej zebrane w cyklu "Świątynia dumania". Najbardziej integrującym kątem w galerii okazał się performance Magdaleny Żmijowskiej i Moniki Stolarskiej pod tytułem "Biały patchwork". Jako pomysłowe odebrałam gniazdko Małgorzaty Król, nazwane "Azylem", chociaż jako jedyna z uczestników wystawy nie pozwoliła nikomu dotknąć swojej pracy i usiąść w środku. Próbowałam dosięgnąć fragmentu pracy Agaty Reichert zatytułowanego "Odloty", nie domyślając się nawet w tym całym organizacyjnym zamieszaniu, że kapelusz stanowi jedynie część tryptyku.





W projekcie udział wzięli:
Iddi Bahir, 
Asia Baś, 
Agnieszka Berezowska, 
Jakub Bolewski, 
Elżbieta Ciępka, 
Szymon Cisek, 
Paul Gitagia, 
John Njoroge Kamau, 
Andrzej Karoń, 
Hiram Ngaithe Kinuthia, 
Joanna Klich, 
Filip Kogut, 
Kacper Kordus, 
Dawid Kosacki, 
Katarzyna Kościelniak, 
Małgorzata Król, 
Krzysztof Maciaszek, 
Kadri Noormets, 
Edwin Mainagathu, 
Perric Mugambiok, 
Kennedy Oluoch, 
George Ouma, 
Anna Poduszyńska, 
Aleksandra Powalacz, 
Prekariat, 
Klaudia Quaranta, 
Agata Reichert, 
Vero Rodowicz, 
Tamara Rohe, 
Anna Sadowska, 
Karolina Spyrka, 
Monika Stolarska, 
Anna Szarwiło, 
Joane Wangari, 
Asia Warchał, 
Tomasz Wiech, 
Agnieszka Wilczyńska-Jaroch, 
Ewelina Zając, 
Magdalena Zawieracz, 
Magda Żmijowska
oraz gościnnie Dawid Misiorny, Joanna Piotrowska i Thomas Hirschhorn.

Kombucha to kolonia bakterii i specjalnej kultury drożdży. Dodana do posłodzonej herbaty inicjuje proces fermentacji, w wyniku którego powstaje napój, reklamowany jako eliksir życia, uniwersalny środek leczniczy i panaceum na niemalże wszystkie schorzenia. Smakuje koszmarnie i właśnie ten smak definiuje organizacyjny wymiar wystawy. Możecie sami skosztować tej dziwnej mieszanki do 15 marca br.



niedziela, 15 lutego 2015

Frywolitka

Frywolitki to jeden z najpiękniejszych rodzajów koronki. Wbrew pozorom i swojemu delikatnemu wyglądowi, przedmioty wykonane w tej technice są wyjątkowo trwałe. Wymagają one jednak ogromnej cierpliwości i niezwykłej precyzji. Przymierzam się do tej techniki od dawna. Magda, nasz krakowski ekspert w tej dziedzinie, podjęła się wyzwania, aby wprowadzić mnie w arkana frywolitkowej krainy, ale mój zaplątany czas wciąż nie pozwala skrzyżować naszych ścieżek. Na moją własną radosną twórczość w tej dziedzinie trzeba będzie zatem jeszcze poczekać. Fioletowym cudeńkiem obdarowała mnie Kasia. Jestem oczarowana tą bransoletką i jeszcze raz dygam nóżką w podziękowaniu za tak piękny prezent.




czwartek, 12 lutego 2015

Czarny koszyk

W dziedzinie papierowej wikliny jestem samoukiem. Zdarzyło mi się już co nieco powyplatać, ale nigdy wcześniej nie analizowałam czasu ani niezbędnej ilości rurek. W warunkach warsztatowych takie informacje mogą się okazać niezwykle przydatne, więc intensywnie testuję różne sploty, szukając przy okazji najłatwiejszego dla dzieci. Miejsce na stole zaczęło się gwałtownie kurczyć, więc gotowe koszyczki przełożyłam na wersalkę. Wystarczyło na chwilę wyjść z pokoju, by pojawiło się na niej coś czarnego i udawało, że śpi. Do zdjęć pozować nie lubi, ale jeśli widzi inny obiekt mojego zainteresowania, od razu odnajduje swoje miejsce w kadrze.




wtorek, 10 lutego 2015

Kwiatowe wyzwanie

Odłożyłam na bok papierową wiklinę, aby zasiać kilka kwiatków dla Ilonki. Przyznaję, że wahałam się, czy pokazać Wam tą pracę po nieprzyjemnościach, jakie spotkały mnie ze strony pewnej wrednej osoby. W weekend odwiedziła mnie moja przyjaciółka, Kasia. Buszowałyśmy po moim śmieciowym królestwie i Kasi spodobały się decoupage'owe wazoniki. Naturalną koleją rzeczy było, że dwa wybrane upcyklingowe słoiczki trafiły w jej ręce. Pochwaliła się nimi na facebooku, niechcący uruchomiając nagonkę na mnie ze strony zawistnej Ewy. Ewa zaczęła pluć jadem, że "obdarowanie kogoś czymś tak brzydkim powinno natychmiast przyjaźń zakończyć", że "jej dzieci w przedszkolu tworzą piękniejsze przedmioty niż ja", że "za grosz nie mam poczucia estetyki", że "w ogóle nie powinnam prowadzić bloga, bo o sztuce nie mam bladego pojęcia" itd. Pomijam fakt, że Ewa skłócona jest z całą swoją rodziną, nie pracuje zawodowo, a monotonię między obiadkami i kupkami wypełnia obgadywaniem i krytykowaniem swoich krewnych lub dziewczyn spełnionych w rękodziele,  poznanych na robótkowych stronach. Przede wszystkim było mi przykro, że swoimi chamskimi tekstami zraniła Kasię, stwierdzając u niej całkowity brak gustu. Nie miałam siły i ochoty zniżać się do poziomu Ewy, więc po prostu zablokowałam ją, ale niesmak pozostał. Mam teraz poważniejsze sprawy niż uczestniczenie w chorych zabawach tej sfrustrowanej intrygantki. Priorytetem jest dziecko, które po wypadku musi przejść serię skomplikowanych, bolesnych i kosztownych operacji. Przepraszam Was za ten przydługi wstęp, ale cytując klasyka "podłość ludzka nie zna granic" i czasem trzeba skomentować takie prymitywne zachowania. 


Moje skromne przywołanie wiosny to wsuwka do włosów w kształcie kapelusza. Powstała z nakrętki od butelki PET i podkładki z nakrętki od słoika kawy. Otoczkę zrobiłam z sutaszowego sznurka, kwiatki i listki zszyłam z cienkiej wstążki, a woalka powstała z woreczka na czosnek. Całość wkleiłam na gotową bazę wsuwki. Fascynatory przeżywają teraz renesans, więc mój kapelusik wpisuje się w obecne trendy mody. 



Pracę zgłaszam na kwiatowe wyzwanie Ilonki. Koniecznie zajrzyjcie, jak zrobiło się tam teraz kolorowo.



poniedziałek, 9 lutego 2015

Wernisaż wystawy Konrada Przebindowskiego

Wybraliśmy się z Maćkiem w podróż po zjawiskowym Nowym Jorku. Nie mieliśmy wiz ani biletów, ale dzięki Konradowi Przebindowskiemu mogliśmy na chwilę przenieść się do Ameryki. Od 5 do 28 lutego 2015 r. w Pracowni pod Baranami przy Rynku Głównym 27 podziwiać można niezwykłe fotografie Konrada, zebrane na wystawie zatytułowanej po prostu "Nowy Jork".


Z Konradem Przebindowskim
Fot. Wacław Laba

Niektóre fotografie, zwłaszcza te wykonane w sztucznym oświetleniu, wydają się baśniowe i nierzeczywiste. Artysta często posługuje się techniką HDR, dzięki której uzyskuje malarski wymiar zdjęć. Poza nowojorskimi ikonami, takimi jak choćby brookliński most czy wieżowiec Flatiron potocznie nazywany "Żelazkiem", pojawiają się również mniej pocztówkowe kadry, uchwycone na zwykłych ulicach, gdzie wyznacznikiem miejsca stają się charakterystyczne dla tego miasta żółte taksówki lub radiowozy. W zapisie wspomnień Konrada wyraźnie zaznacza również się jeden z najbardziej amerykańskich symboli, a więc wolność.






piątek, 6 lutego 2015

Zimowy fort

Przyroda wokół fortu reditowego w Bronowicach zasnęła cichutko otulona zimową pierzynką. Czasem można usłyszeć miarowe stukanie dzięcioła. Zasiane ziarenko nadziei powoli kiełkuje w naszych sercach. Od kilku lat w ramach inicjatywy społecznej Zielone Bronowice walczymy o uratowanie tego terenu przed bezwzględnymi developerami. Szansę dla części działki przyfortecznej stanowi inicjatywa Akademii Sztuk Pięknych, aby zbudować tutaj swój kampus. Budynki dydaktyczne, które zostaną wtopione w enklawę zieleni i uzupełnione rzeźbami pracowników, studentów oraz absolwentów tej uczelni, pozwolą na spełnienie marzeń mieszkańców o przestrzeni parkowej, tak bardzo potrzebnej pogrążonemu w smogu miastu.

Fot. Miłosz Horodyski

Chcielibyśmy, aby inwestycja ASP uwzględniła również sam fort 7. Uczelnia obawia się jednak kosztów remontu tego, popadającego w ruinę od chwili opuszczenia przez wojsko, obiektu. Najprostszym rozwiązaniem byłoby nieodpłatne przekazanie przez Ministerstwo Obrony Narodowej fortu i terenów przyfortecznych na rzecz Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Zaoszczędzone w ten sposób środki można by przeznaczyć na rewaloryzację zabytku. Twierdza Kraków zna taki przypadek z historii, że mądra decyzja zapadła na szczeblu władz centralnych. Wzgórze wawelskie zostało zwrócone mieszkańcom, zaś wojsko przeniosło się na rozbudowane pierścienie fortyfikacji. Nasuwa się pytanie, czy współcześnie możemy liczyć na otwarte umysły w naszym rządzie, dzięki którym przyszłe pokolenia będą mogły zachwycić się bronowicką zielenią i podziwiać idealnie zachowane elementy Twierdzy Kraków?







czwartek, 5 lutego 2015

Wernisaż wystawy absolwentów Otwartego Studium Fotografii

Szczerze mówiąc, zastanawiam się nad profesjonalnym podszlifowaniem mojego warsztatu fotograficznego. Zdjęcia robię intuicyjnie, "po japońsku", aby już w domowym zaciszu, na komputerze, wybrać te subiektywnie najlepsze. 30 stycznia br. wybrałam się do Galerii A1 przy ul. Kanoniczej 1 na wernisaż wystawy dokonań absolwentów ostatniej edycji Otwartego Studium Fotografii Politechniki Krakowskiej.

Z Anitą Andrzejewską
Fot. Andrzej Pilichowski Ragno

Zajęcia trwają jeden semestr, a grono pedagogiczne wypełniają specjaliści z krakowskich uczelni oraz znane w świecie fotografii nazwiska, takie jak: Andrzej Pilichowski Ragno, Anita Andrzejewska czy Zbigniew Wikłacz. Podoba mi się pełne humoru i luzu podejście do cyfrowego zapisu rzeczywistości. Uczestnicy zajęć nie nabrali niepotrzebnej maniery, o czym świadczy różnorodność prac i szerokie spektrum wyboru fotografowanych obiektów. Do serca najbardziej przypadły mi drzewa uchwycone przez Marka Dworzańskiego. Ciekawie na żółtych tonach zagrał Maciej Krawczyk. Marcela Pietrzak zanurkowała w basenie. Najbardziej wzruszającym dla mnie portretem była praca Kingi Kukuły-Rutkowskiej.

Andrzej Pilichowski Ragno, Anita Andrzejewska, Zbigniew Wikłacz



Na wystawie zaprezentowali swoje fotografie, w kolejności alfabetycznej, następujący autorzy:
Beata Szelc Anastasi,
Michał Bachulski,
Paulina Biedroń,
Halina Boniszewska,
Anna Cygan,
Marek Dworzański,
Jakub Tadeusz Gadek,
Anna Gawlik,
Joanna Hojda-Pepaś,
Kamila Kała,
Katarina von Nacht,
Maciej Krawczyk,
Martyna Kronenberger,
Kinga Kukuła,
Natasza Moszkowicz,
Claudia Moszynski,
Aneta Napieraj,
Marcela Pietrzak,
Andrzej Seremak, 
Robert Siemiński, 
Anna Tomasik,
Dorota Wnuk,
Maciej Wróbel,
Małgorzata Zieba,
Marcin Złotnicki.


środa, 4 lutego 2015

Skradzione anioły

Do Bieńkówki pojechaliśmy w interesach, ale nie byłabym sobą, gdybym nie szukała przy okazji wrażeń artystycznych. Wieś została założona przez Kazimierza Wielkiego w 1366 roku. Leży pomiędzy północnym zboczem Koskowej Góry a południowym Babicy.

Fot. Wojciech Jantos

Znajduje się tam barokowy jednonawowy kościół z czworościenną wieżą pod wezwaniem Przenajświętszej Trójcy, konsekrowany w 1797 roku. Proboszcz parafii, ksiądz Roland, oprowadził nas po wnętrzach. Została tutaj ochrzczona błogosławiona Rozalia Celakówna i o jej wstawiennictwo proszą w modlitwach parafianie. Zdobiące świątynię figury i obrazy pochodzą z różnych okresów. Wiele z nich powstało jeszcze przed 1895 rokiem. Najstarszą rzeźbą jest ukrzyżowany Chrystus. Ołtarz główny eksponuje słynący z łask wizerunek Matki Boskiej Bieńkowskiej. W kościele znajdują się również dwa rokokowe ołtarze boczne. W późnobarokową ambonę wkomponowano wizerunki ewangelistów.





Kościół wypełniony jest aniołami. Ten uskrzydlony maluszek, widoczny na fotografii powyżej, to jedna z niewielu zachowanych tutaj oryginalnych rzeźb. Pewnemu kolekcjonerowi z Niemiec znudziły się ogrodowe krasnale, więc postanowił przystroić swoje domostwo zabytkowymi rzeźbami sakralnymi. Apogeum tych zleconych kradzieży w kościołach przypadło na lata 2001-2003. Wiele figur zostało bezpowrotnie zniszczonych. Znajdowano porzucone skrzydła i rozbite korpusy. Nie toleruję złodziejstwa, ale kradzież aniołów przekracza wszelkie granice. Przecież to nie są zwykłe dzieła sztuki. Mają wymiar bezcenny, mistyczny i duchowy.


niedziela, 1 lutego 2015

Temat na luty

Luty zapowiedział się wiklinowo. W ramach ferii w mieście będę prowadzić bezpłatne warsztaty dla dzieci. Zajęcia odbędą się 24 lutego 2015 r. od godziny 12:00 w Krowoderskiej Bibliotece Publicznej w Filii nr 3 przy ul. Komorowskiego 11. Serdecznie zapraszam.

A ja szykuję materiały instruktażowe. Półprodukcja wre. Oczywiście, wszystkie rurki skręcam ręcznie. W najbliższych dniach pokażę Wam przykładowe koszyczki.