Kalendarium

* Od 5 do 30 września 2017 r. - piesza pielgrzymka do Santiago de Compostela
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice

niedziela, 27 lipca 2014

Jezioro Solińskie

Jezioro Solińskie pojawiło się w Bieszczadach w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku jako pochodna budowy zapory i elektrowni wodnej w Solinie. Nie rozumiem zachwytów nad samą konstrukcją zapory, gdyż ten ogromny bury betonowy klocek nie harmonizuje z malowniczymi krajobrazami okolic. W niemym proteście natura powoli zasypuje zbiornik, wprowadzając w procesie abrazji 200000 m3 materiału skalnego rocznie.


Nie odważyłam się zanurzyć w wodzie nawet stopy. Błotniste dno nie wyglądało zachęcająco, a dzicy mieszkańcy podwodnej krainy z pewnością już ostrzyli na mnie swoje zęby. Wędrowałam więc wzdłuż wybrzeża cypla werlaskiego kadrując bogactwo flory i fauny. Obejście całego jeziora zabrałoby 6 dni marszu. Być może kiedyś, jeśli znajdę kompana nie lękającego się używania nóg, zatoczę taką pętlę.






sobota, 26 lipca 2014

Moje Bieszczady

Uwielbiam Bieszczady. Brakuje mi tej dzikości sprzed dwudziestu lat, ale komercja zalewa świat i coraz trudniej znaleźć zakamarki nieokaleczone bliznami cywilizacji. Na kilka dni wynajęliśmy domek w Werlasie, małej wiosce na półwyspie na Jeziorze Solińskim. Sześć niebanalnych osobowości wykluczało nudę nawet w najbardziej deszczowe dni: Ania, Jarek, Leszek, Andrzej, Piotr i oczywiście najbardziej zakręcona z całego towarzystwa ja.

Fot. Piotr Ulatowski

Godzinami spacerowałam samotnie po lesie zapisując na karcie pamięci niezwykłość przyrody. Uciekałam dopiero, gdy na niebie gromadziły się chmury i słychać było złowrogie mruczenie. Pogoda szalała. Boję się burzy, więc ukrywałam się wtedy w bezpiecznym domku wśród przyjaciół.






piątek, 25 lipca 2014

Festiwalowe pamiątki

Wśród atrakcji Festiwalu ETNOmania znaleźć można wiele ciekawych warsztatów rękodzielniczych. Chętnie wzięłabym udział w każdym z nich, ale po prostu zabrakło czasu. W tym roku wykonałam własnoręcznie jedynie dwa pamiątkowe przedmioty, które umilą oczekiwanie na następną edycję.

Fot. Jakub Włodek

Barbara Kossakowska pozostawiła uczestnikom swoich warsztatów pełną swobodę twórczą. Każdy więc samodzielnie projektował swoją etnokoszulkę. Do dyspozycji mieliśmy farby, kawałki tkanin z ludowymi wzorami, koronki, wstążki i cekiny. Postawiłam na prostotę z nutką abstrakcji. Przód koszulki pomalowałam fioletową farbką w rozmaite esy-floresy, ale dokąd ten labirynt prowadzi, pozostanie moją słodką tajemnicą.

Fot. Maciej Trała

Zatrzymałam się również przy warsztatach biżuteryjnych prowadzonych przez Osikową Dolinę. Technika tworzenia z wiórków drewna osikowego przypomina quilling - cieniutkie paseczki zawija się na drewnianym kołeczku i łączy klejem z kolejnymi elementami. Mój asymetryczny wisior zawieszony na rzemieniu jest luźną wariacją na temat szalonego rowerzysty. Wspomnienia ukryte w koszulce i naszyjniku sprawiają, że uśmiecham się za każdym razem, kiedy zawiesza się na nich mój wzrok.



czwartek, 24 lipca 2014

Pokaz etnomody

Tradycyjnie podczas Festiwalu Etnomania 2014 odbył się również pokaz mody. Swoje kolekcje przedstawili: Anna Starosta, Tustela, Uzi Fride, Monika Dąbrowa oraz Monkynaoko. Każdy projektant na swój sposób podszedł do zagadnienia wykorzystania motywów ludowych we współczesnym wzornictwie. Najczęściej pojawiały się pasiaki i kwieciste formy. Nie mogło oczywiście zabraknąć słynnych spódniczek słowiańskich, ale nieskromnie stwierdzam, że w porównaniu z moim egzemplarzem z pracowni Krawiectwo Melanii wypadły one bardzo blado. Zastosowanie białego tiulu jako podszewki jest nie tylko niepraktyczne, ale też po prostu nieciekawie wygląda, niczym wystająca niechlujnie bielizna. Zresztą, sami zobaczcie, że to właśnie czerń pasuje tutaj idealnie.



Zaprezentowane podczas pokazu stroje nie zrobiły na mnie specjalnego wrażenia. Na tle wszystkich kolekcji wyróżniały się jedynie projekty Moniki Dąbrowy. Artystka zachowała surowość formy gładkich tkanin, wprowadzając do nich drobne elementy ozdobne z koronki klockowej. Połączenie takie sprawiło, że właśnie ta odzież ujęła mnie swoją prostotą oraz dyskretną elegancją i tylko te modele mogłabym dobrowolnie na siebie założyć. 

Kreacje pozostałych twórców były w większości, niestety, przejaskrawione i przeładowane wzorzystością. Przesyt jest odwiecznym wrogiem estetyki, a ludowość nie musi przecież być synonimem pstrokacizny i tandety. Pikowane spódnice skojarzyły mi się z kurtkami modnymi na targowiskach w latach osiemdziesiątych, a te ze ściągaczem na dole wyglądały, jakby modelka ubrała na siebie... szeroki rękaw. Równie szpetne, moim zdaniem, były "rogate" spódniczki. Te udziwnione kształty nie dość, że są niewygodne, to jeszcze dodatkowo deformują sylwetkę. Ale oczywiście o gustach nie należy dyskutować.






Spośród ubiorów, jakie znaleźć można było na stoiskach wystawców, spodobała mi się jedna czarna dziergana suknia, chociaż ten czerwony kwiat uważam tutaj za zbędny dodatek. Kreacja pochodzi z butiku Wesołe Szydełko.




środa, 23 lipca 2014

Festiwal ETNOmania 2014

Minęło kilka dni od festiwalowego szaleństwa, a moje emocje z nim związane nie chcą opaść. Najważniejszym dla mnie komponentem ETNOmanii są ludzie, których mogę tam spotkać. Niektórych osobiście poznałam już wcześniej, z kolejnymi połączyła mnie wirtualna nić przyjaźni, a jeszcze z innymi dopiero nawiązuję kontakt, dzięki niezwykłej atmosferze serdeczności stworzonej przez organizatorów. Wspólnym mianownikiem tych wszystkich osób jest pasja tworzenia i radość, jaką daje praca własnych rąk. Krążyłam między stoiskami, zachwycając się unikalnymi wyrobami i częstując się rozmową.


Agata i Łucja z Polskiej Wierzby wyplatały żywą wiklinę oraz uczyły dzieciaki, jak wyhodować własną wiklinową rybkę. Magda i Małgosia z Żywej Pracowni zachęcały festiwalowych gości do wspólnego haftowania ogromnej kanwy rozwieszonej między drzewami.

                                      Agata Knop                Łucja Malec-Kornajew                                           Haftowanie z Żywą Pracownią

Magda, tworząca cudeńka pod marką Magbod, jest niekwestionowaną królową frywolitki. Te artystyczne koronki urzekają filigranową wręcz delikatnością. Jeszcze bardziej skomplikowana wydaje mi się koronka klockowa wykonywana przez Monikę z Igielnika. Już samo urządzenie wygląda dla mnie abstrakcyjnie.

Magdalena Bodnarowska                                                                                  Monika Dąbrowa

Edyta kusiła kolorową biżuterią, sygnowaną marką EMUshop.pl. Równie barwnie było u Małgosi, która przyozdobiła jedną ze skansenowych stodół swoimi gobelinami, haftami oraz koronkami. Przykładowe prace tej autorki można obejrzeć w galerii na facebookowym profilu.

Edyta Kania                                                                 Małgorzata Polańska-Kubiak


wtorek, 22 lipca 2014

Flora i fauna

Kreatywne dłonie potrafią każde tworzywo zamienić w piękny przedmiot. Podczas Festiwalu Etnomania na stoiskach wystawców zobaczyć można było niesamowite dekoracje. Wielu autorów czerpało inspirację z flory i fauny, również tej bardziej abstrakcyjnej, baśniowej. Rękodzieło to prawdziwa uczta dla oczu. Obejrzyjcie kilka prac, które przykuły mój wzrok. Ceramiczne kotki, szydełkowy smok, ptak z pracowni kowalskiej, ptaszek wyrzeźbiony z drewna, bukiety z bibuły i kwiaty wykute z metalu. Jestem pełna podziwu dla artystów. A więcej moich wrażeń z tego fantastycznego wydarzenia już jutro.

autor: Iwona Płoskonka                                                   autor: Joanna Groele

autor: Jacek Włodarczyk                                           autorzy: Zofia i Edward Góreccy

autor: Dorota Kisiel-Szynal                                       autor: Waldemar Kuniczuk


poniedziałek, 21 lipca 2014

Stylizacja na ludowo

Nie mam żadnych ciągotek w kierunku stylu ludowego. Wręcz przeciwnie, tradycyjne wzory przywołują wspomnienia arcyważnych i wyjątkowo nudnych uroczystości, podczas których musiałam występować w stroju krakowskim. Jednak Festiwal Etnomania, niezwykłe dla rękodzielników wydarzenie, wymaga nietypowej oprawy także w ubraniu. Po drugiej stronie obiektywu podczas mojej sesji zdjęciowej stanął Maciej Trała.


Rozważałam założenie białej bluzki, ale względy praktyczne wykluczyły taką opcję. Dziewięć godzin słonecznej kąpieli w plenerze sprawiłoby, że z minuty na minutę coraz bardziej przypominałabym Kopciuszka. Torturom poddałam więc zwykłą czarną koszulkę bez rękawów i odsłoniłam biel mojego brzucha. Słowiańską spódniczkę "Cleo" pożyczyłam od mojej córki. Ta kwiecista mini w fioletach uszyta została przez Krysię, tworzącą pod marką Krawiectwo Melanii. Całość uzupełniłam lekkimi, wygodnymi sandałkami, fioletową plecioną torbą przywiezioną kiedyś znad ciepłego morza oraz filcowym wiankiem mojego autorstwa.