Kalendarium

* Od 5 do 30 września 2017 r. - piesza pielgrzymka do Santiago de Compostela
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice

czwartek, 21 sierpnia 2014

Poetyckie pożegnanie

Kawiarnia "Cudowne Lata", zgodnie z nazwą, rzeczywiście zawiera w sobie pierwiastek magiczny. Niezwykła atmosfera comiesięcznych spotkań z poezją ładuje moje wewnętrzne akumulatory. Co prawda Milena zarzuca mi, że w fazie radości wyglądam jak pączek, ale dla mnie ważniejszy jest stan ducha od fizycznej powłoki.

Fot. Arek Łuszczyk

Sierpniowym gościem spotkania z poezją był Bogdan Zdanowicz. W liryczny nastrój tradycyjnie wprowadził nas Jacek Sojan, a pełna integracja zgromadzonych osób nastąpiła poprzez wspólne czytanie wierszy Bogdana, spisanych na pamiątkowym plakacie. Jeśli macie ochotę na dobrą literaturę, zajrzyjcie na oficjalną stronę.

Bogdan Zdanowicz                  Jacek Sojan

Wieczór miał wymiar dualny. Oprócz rozmowy z autorem oraz prezentacji jego twórczości zawierał w sobie również wątek pożegnalny. Po czterech dekadach życia w Krakowie, poeta na stałe wyprowadza się na Pomorze, aby, jak sam stwierdził, "paść kozy i głaskać oślicę". Nie ma w tym stwierdzeniu żadnego przekłamania. Oślica ma na imię Niunia i właśnie spodziewa się potomstwa. Imion kóz nie znam.


poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Wernisaż wystawy Damiana Łobody

W piątek 8 sierpnia 2014 r. wybrałam się na wernisaż do Otwartej Pracowni. W ramach ekspozycji zatytułowanej " Głębia ziewa na powierzchni a powierzchnia okazuje się dnem głębi" przedstawiono dzieła autorstwa Damiana Łobody, artysty, który od wielu lat mieszka i tworzy w Niemczech. Wystawę można oglądać do 19 sierpnia.

Z Damianem Łobodą

Damian Łoboda                                                 Krzysztof Klimek            Damian Łoboda

Tytułowa głębia to, według autora, określenie niezrealizowanej formy. Twórczym tworzywem okazał się styropian. Pozwolił on na uzyskanie trójwymiarowości obrazów i wkomponowanie w nie dodatkowych elementów. Wiele przedmiotów zyskało tutaj nowe życie. Detale opowiadają rozmaite historie, odkrywając coraz to nowe wątki przed odbiorcą. Do najciekawszych pomysłów zaliczam: wyrzeźbioną ceglaną ścianę, pokrytą typowym graffiti, a także kolorowe włóczki zatopione w labiryncie pomiędzy granulkami polistyrenu. Spodobała mi się też miniatura szkieletora wraz z makietą widoku na południową część miasta. Osobiście jednak pomalowałabym konstrukcję na ciemno, aby lepiej imitowała zardzewiały symbol Krakowa.




sobota, 16 sierpnia 2014

Warsztaty dla dzieci

Pomysł zorganizowania kreatywnej rozrywki dla dzieci, które pozostały w czasie letnich wakacji w mieście, wyszedł od Barbary Zajączkowskiej, kierowniczki filii nr 3 Krowoderskiej Biblioteki Publicznej. Moim zadaniem było przeprowadzenie warsztatów artystycznych, bezpiecznych dla księgozbioru oraz o niskim stopniu trudności, dostosowanym do możliwości młodych uczestników. Chciałam też zminimalizować koszty materiałowe i przedstawić taką technikę, która wypełni wolne chwile później, już w zaciszu domowym. Mój wybór padł na papierowe koraliki. Zastanawiałam się nad odpowiednim impregnatem w warunkach warsztatowych i w końcu mnie olśniło: lakier do paznokci. Poza właściwościami zabezpieczającymi cechuje się wygodą podczas nakładania.

Fot. Barbara Zajączkowska

W zajęciach, które odbyły się w dniu 5 lipca br., wzięło udział siedmioro dzieci oraz trzy mamy. Nawet trzylatek dzielnie malował swoje paciorki. W procesie twórczym wykorzystaliśmy: stare gazety lub ulotki reklamowe, linijkę, pisak, klej, nożyczki, drewniane wykałaczki, styropian, sznurek i kolorowe lakiery do paznokci. Qullingowe koraliki nanizaliśmy na sznurek i powstały naszyjniki, wisiorki oraz bransoletki. Poniżej przedstawiam moje materiały instruktażowe, natomiast prace wykonane przez dzieci możecie obejrzeć na stronie biblioteki. Technika jest bardzo prosta, ale jeśli ktoś wyrazi zainteresowanie, mogę przygotować tutorial i zdradzić kilka tricków.



piątek, 15 sierpnia 2014

Zaproszenie na Wegan Piknik 3

Wzięłam udział w realizacji spotu promującego tegoroczną edycję pikniku wegańskiego. Całość cudnie zmontowała Agnieszka Szuścik. Mój filmowy partner, Napoleon, pokonał tremę przed występami publicznymi i zdecydowanie zasługuje na Oscara. Zapraszam do obejrzenia i mam nadzieję, że spotkamy się już jutro, 16 sierpnia br. w Kolektywie Dajwór, gdzie wspólnie zakosztujemy wegańskich smakołyków. Świętowanie rozpocznie się o godzinie 14:00 przy ul. Dajwór 16 w Krakowie.

Zapraszamy na film -------------------> KLIK!!!



środa, 6 sierpnia 2014

Trzmielówka

W ogrodzie moich Rodziców kwitnie w fioletach budleja Dawida (Buddleia Davidii). Wabi swoim zapachem wszystkie łase na słodki nektar owady, a zwłaszcza motyle (stąd też bywa nazywana motylim krzewem). Moją uwagę przykuło to dziwaczne stworzenie, przypominające otyłą osę lub karłowatego szerszenia. Wyjątkowo długo szukałam encyklopedycznych informacji na temat tego gatunku. Polska literatura milczy. Dopiero strony angielskojęzyczne uchyliły rąbka tajemnicy. Sfotografowałam trzmielówkę (Volucella zonaria). Należy ona do bzygowatych i nie stanowi żądlącego zagrożenia.




wtorek, 5 sierpnia 2014

Zamek Sobień w Manastercu

Przyodziałam białą suknię (dla niepoznaki w fioletowe kwiaty), aby punktualnie o 12:00 postraszyć na zamkowym wzgórzu (oczywiście w środku dnia, w celu zapewnienia wysokiej jakości dokumentacji fotograficznej). Na miejscu zastałam jedynie zarośnięte gęstym zielskiem okruchy średniowiecznej warowni. Serce mi się kraja, kiedy patrzę, do jakiego stanu potrafią doprowadzić nasze dziedzictwo narodowe osoby za nie odpowiedzialne.


Ruiny zamku Sobień, znajdującego się we wsi Manasterzec, obok Załuża, odwiedziliśmy w drodze powrotnej z Bieszczad. Nazwa pochodzi od góry (347 m n.p.m.), na której ulokowano założenia obronne. Pierwotnie doliny Sanu strzegła skromna drewniana konstrukcja. W roku 1340, z rozkazu króla Kazimierza Wielkiego, wzniesiono zamek na planie nieregularnego czworoboku z kamieni piaskowcowych. W roku 1389 z nadania króla Władysława Jagiełły właścicielem posiadłości, która obejmowała również bieszczadzkie wsie, został rycerski ród Kmitów.

Historycy spierają się w kwestii okoliczności, które doprowadziły do upadku warowni. Destrukcję przypisuje się najczęściej najazdom Węgrów (1474 r. i 1512 r.), a także atakom Wołochów (1498 r.). Kmitowie przenieśli się do Leska, a opuszczona budowla zaczęły popadać w ruinę. Obie wojny światowe i współcześnie brak gospodarza dopełniły dzieła zniszczenia.

Moja sukienka była nawiązaniem do historii Margarity. Tutejsza Biała Dama tęsknie spogląda w księżycowe noce w stronę południową. Młoda dziewczyna zmuszona została do poślubienia kasztelana Kmity. Zakochała się w węgierskim rycerzu, Andreasie. Zazdrosny mąż zamurował ją w lochach pod wieżą zamkową. Ukochany przybył z odsieczą, lecz Kmita wysadził piwnice grzebiąc pod gruzami niewierną żonę. Legenda przywołuje również Czarną Damę. Anna Kmita zginęła w pożarze podczas oblężenia. W oczekiwaniu na pewną śmierć przywdziała czarny żałobny strój. Wraz z przeprowadzką całego rodu do Leska, przeniósł się tam także duch Anny.



Przy ruinach zamku zamontowano drewnianą platformę widokową, z której przy dobrej pogodzie podziwiać można nawet Bieszczady Wysokie. Wokół, w 1970 roku, utworzono rezerwat przyrody "Góra Sobień". Obejmuje on powierzchnię 5,28 hektara lasów. Nie mogliśmy wybrać się na spacer, gdyż po ulewnych deszczach ścieżki zamieniły się w grzęzawisko.



poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Zamek w Lesku

Zamek w Lesku postrzegam w kategorii architektonicznych dziwolągów. Kompleks składa się z wielu odmiennych w stylu budynków i sprawia wrażenie przypadkowego zestawienia. Nawet dachy na każdej części różnią się kolorem i rodzajem pokrycia. Całość przypomina fatalny trend w budownictwie realizowanym od kilku lat w Krakowie, gdzie bez ładu i składu wciskane są betonowe klocki na każdym wolnym od zabudowy arze, a ich projektanci zapominają o właściwej kompozycji oraz o podstawowych zasadach dobrego sąsiedztwa.


W roku 1491 wzniesiono na wzgórzu drewnianą fortalicję. W 1538 roku rodzina Kmitów, do której należały tutejsze włości, przystąpiła do budowy nowego zamku. Na przestrzeni dziejów rezydencja wielokrotnie była modernizowana i pieczołowicie remontowana po każdym ataku wrogich armii. Lesko szczególnie ucierpiało w wyniku najazdów Szwedów.

Swój pierwotny wygląd warowni na planie czworoboku strzeżonego narożnymi basztami obiekt całkowicie zatracił po 1836 roku w wyniku realizowanej przez 38 lat przebudowy według projektu Wincentego Pola. Klasycystyczno-neorenesansowa budowla z dodatkowymi oficynami i oranżerią nawiązywać miała do architektury włoskiej.



Obecnie w zamkowych przestrzeniach mieści się pensjonat. Wnętrza dostosowano do funkcji hotelowych. Ślady dawnej świetności odnaleźć można jedynie w sali kominkowej i w sali rycerskiej. Do tej drugiej nie mogłam jednak wejść z uwagi na prowadzone tam prace archeologiczne.



niedziela, 3 sierpnia 2014

Kopciuszek zwyczajny

Moja wiedza na temat ptaków pozostawia wiele do życzenia. Rozpoznanie tego maleństwa nastręczyło mi sporo trudności. Znajomy ornitolog uznał moje zapytanie za zbyt trywialne i nakazał samodzielne poszukiwania. Zdradził jedynie, że na fotografii znajduje się samiczka. W końcu udało się. Kopciuszek zwyczajny (Phoenicurus ochruros) zalicza się do ptaków wędrownych. Objęty jest ścisłą ochroną. Gatunek ten uległ synantropizacji, a jedynym warunkiem bytowania w mieście jest dostęp do otwartych terenów zielonych. Wydaje mi się jednak, że na bieszczadzkich łąkach wiedzie szczęśliwsze życie niż w hałasie wielkich metropolii.



sobota, 2 sierpnia 2014

Kowalik zwyczajny

Z identyfikacją tego ptaszka nie miałam problemu. Jako jedyny w Europie potrafi chodzić po drzewach głową w dół. Charakterystyczne jest również opierzenie - czarna, bandycka opaska na oczach, bladoniebieskie skrzydełka i pomarańczowy brzuszek. Kowalik zwyczajny (Sitta europaea) bardzo często kręcił się przy naszym domku. Szczególnie upodobał sobie drewnianą huśtawkę. Na terenie Polski kowalik objęty jest ścisłą ochroną gatunkową.



piątek, 1 sierpnia 2014

Pomrów błękitny

Nie przepadam za ślimakami. Nie grzeszą urodą i z premedytacją niszczą rośliny w moim ogródku. Jako dziecko bawiłam się tymi skorupkowymi. Budowałam dla nich miasteczka, przydzielałam funkcje społeczne, tworzyłam rodziny... Zanim wynaleziono komputery, miałam własną wersję SimCity. Nie zdawałam sobie sprawy z faktu, że ślimaki są hermafrodytami i nie potrafiłam zrozumieć chaosu panującego w moim miasteczku każdego następnego ranka.

Zainteresowanie ślimakami przeminęło bezpowrotnie. Czasami wykorzystuję ten motyw w tworzeniu biżuterii, jak np. w tej broszce. Mój wykrywacz fioletu namierzył w bieszczadzkim lesie nietypowy okaz. Pomrów błękitny (Bielzia coerulans) występuje w wersji niebieskiej, fioletowej oraz brązowej. Ten piękny kolor nie niweluje jednak brzydoty tego gatunku. Polszczyzna jest uboga w ogólnym nazewnictwie tej gromady. W języku angielskim rozróżnia się ślimaki muszlowe (snail) od nagich (slug).