Kalendarium

* Od 5 do 30 września 2017 r. - piesza pielgrzymka do Santiago de Compostela
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice

czwartek, 22 sierpnia 2013

Blogowe zabawy

Coraz bardziej wsiąkam w blogosferę i rozmaite zwyczaje z nią związane. Coraz pewniej czuję się w tym świecie i poznaję fantastycznych ludzi, a kilka wspaniałych dziewczyn spotkałam już na żywo. Coraz częściej też zdobywam się na odwagę, żeby napisać komentarz w prywatnej przestrzeni innych osób. Najłatwiej oczywiście na nieznanym gruncie pozostawić swój ślad w ramach blogowego konkursu albo wyzwania. I nie chodzi tutaj o wygraną, ale o wymiar poznawczy. Powoli wciągam się również w inne zabawy. W tym roku wzięłam udział w trzech wymiankach rękodzielniczych. Nadszedł czas na ich podsumowanie.






Wymianka urodzinowa u Agnieszki

Moja pierwsza wymianka miała charakter loterii. Pomysłodawczyni, Agnieszka, postanowiła zrobić 12 spersonalizowanych zakładek dla solenizantek obchodzących urodziny w poszczególnych miesiącach roku. W zamian obdarowane dziewczyny zobowiązały się przygotować w maju swoje prezenty dla organizatorki zabawy. Udało mi się wyciągnąć szczęśliwy los w wymiance urodzinowej i w marcu dostałam piękne prezenty. Jako przewodni motyw wybrałam kociaki, natomiast w konsekwencji kolorystycznej postawiłam na fiolety. Agnieszka wykonała dla mnie nie tylko zakładkę, ale wyhaftowała też fioletowe pisanki, bo moje urodziny zbiegły się z okresem Wielkanocy. Dostałam także zestaw przydasiów i zestaw słodko-herbaciany oraz urodzinowe życzenia w kociej oprawie. Dziękuję !!!





Agnieszka lubi anioły i tonację brązową. Wysłałam jej: anielskie kolczyki wykonane w technice wire wrapping, kolczyki makramowe w różnych odcieniach brązu oraz tęczowe kolczyki wykonane w technice shrink plastic. Dołączyłam też brązowe bransoletki - jedną w stylu shamballa, a drugą zdobioną kwiatuszkami z butelki PET. Do urodzinowej paczuszki dorzuciłam beżowy naszyjnik z polakierowaną muszlą przywiezioną z Portugalii. Przesyłkę dopełniłam oczywiście herbatkami i cukierkami, a moje życzenia spisałam na karteczce własnej produkcji. Więcej zdjęć zobaczyć można w podsumowaniu zakładkowego marca u Agnieszki.










Wymianka recyklingowa u Darii

Do udziału w wymiance recyklingowej namówiła mnie sama Daria. Wahałam się, gdyż czas jak zwykle mi się rozpłynął w niebycie, ale przecież nie potrafię odmawiać. I bardzo cieszę się, że uległam pokuszeniu, ponieważ dostałam śliczne prezenty. Moją parą wymiankową została Kasia. Przysłała mi puszkę i podkładkę ozdobione w technice decoupage'u, własnoręcznie wykonaną karteczkę oraz zestaw słodkościowo-kawowy. Dziękuję !!!



Ode mnie w stronę Kasi poleciały jaskrawe kolczyki ze stoperów do uszu i kwiatuszków z butelek PET, makramowe kolczyki na nakrętkach z butelek i silikonowych podkładkach, zdobione kwiatuszkami z butelek PET oraz kolczyki wykonane w technice shrink plastic i bransoletka z zakrętki od słoika po kawie. Jednym z warunków wymiany było wykonanie karteczki, okazało się to dla mnie najtrudniejszą częścią - po raz kolejny próbowałam zawalczyć z quillingiem. Przebieg wymianki można prześledzić w podsumowaniu Darii, a więcej zdjęć znaleźć można w fotorelacji na blogu Kasi.









Wymianka kocia u Agnieszki

Moja powszechnie znana słabość do kotów przywiodła mnie na kocią wymiankę, w której obdarowane zostały zarówno kocie mamy, jak i ich podopieczni. Status mojej pary wylosowała Marta, dzieląca swoją codzienność z Chajjotem, Biszkoptem i Miśką. Otrzymałam pudełko po brzegi wypełnione prawdziwymi skarbami: nostalgiczną zakładką, serduszkami na fioletowych wstążkach, kolekcją serwetek do decoupage'u, koralikami oraz zestawem smakołyków do picia i pałaszowania. Sentymentalnie uśmiechnęłam się na widok załączonego papierowego listu, pełnego serdeczności i bardzo osobistego. Moje kociaki zostały poczęstowane witaminami, a do zabawy dostały pluszowe myszki. Dziękuję !!! Napoleon i Finlandia również !!!



W mojej przesyłce dla Marty i dla jej zwierzaczków znalazły się kolczyki z kocimi motywami wykonane w technice shrink plastic oraz kocie kolczyki z lakierowanego drewna. Wysłałam również makramową bransoletkę i filcowany na mokro naszyjnik. Na dżinsowym etui na telefon wyhaftowałam karykaturę kociaka. Chciałam, aby pupile mogły wszędzie symbolicznie towarzyszyć swojej właścicielce, więc uszyłam breloczkowe myszki z ich imionami. Całość dopełniłam twórczymi przydasiami: serwetkami i koralikami oraz tradycyjnym zestawem herbat i słodyczy. Do pyszczków kociego stadka trafiły kiełbaski i witaminki. Zapraszam na fotorelację Marty, gdzie zobaczyć można przecudne wykorzystanie jednej z moich serwetek.










I na koniec chciałabym jeszcze podziękować Kasi za wyróżnienie i odpowiedzieć na towarzyszące mu pytania. Tradycyjnie dalej nie przekazuję, po prostu nie czuję idei takich łańcuszków, ale można częstować się do woli. 

1. Pies czy kot? - zdecydowanie kot, a nawet dwa ;)
2. Filiżanka czy herbata? - filiżanka, ogromna, wypełniona kawą z mlekiem ;)
3. Słone czy słodkie? - słodkie i bardzo dużo czekolady ;)
4. Poranek czy wieczór? - wieczór ;)
5. Horror czy komedia? - komedia ;)
6. Książka czy film? - książka ;)
7. Zrobione czy kupione? - zrobione )
8. Morze czy góry? - góry do łazęgi, a jeśli morze, to tylko plaża i zbieranie muszelek bez zanurzania do wody ;)
9. Rodzina czy kariera? - rodzina ;)
10. Wino czy drink? - wino ;)
11. Rower czy samochód? - nogi najchętniej, samochód jako zło konieczne, rower ostatnio - za mało ;)



Kolejne wyróżnienie dostałam od Patrycji, dziękuję i tutaj również pozostawiam pełną swobodę w częstowaniu się i zachęcam do samonominacji. A poniżej moje odpowiedzi na zestaw związanych z nim pytań.
1. Dlaczego prowadzisz bloga? - lubię pisać ;)
2. Jak opiszesz siebie jednym słowem? - artystyczna ;)
3. Potrawa której nie cierpisz to? - mięso we wszelakiej postaci ;)
4. Ulubiona piosenka? - "Kocie sprawy" Buzu Squat ;)
5. Jakie jest Twoje wymarzone miejsce na śniadanie? - nie jadam śniadań ;)
6. Jeśli miałabyś okazję zjeść pyszną kolację z jakąkolwiek znaną osobą, żyjącą lub nie, kto by to był? - Terri Hatcher ;)
7. Ulubiona bajka z dzieciństwa? - Garfield ;)
8. Jest coś czego chciałabyś się nauczyć? - nowe techniki rękodzielnicze ;)
9. Czy masz jakiś konkretny cel w życiu - jaki? - uszczęśliwianie ludzi ;)
10. Na co zwracasz uwagę poznając nowych ludzi? - sami piszą swoją historię ;)
11. Jesteś bardziej osobą bujającą w obłokach czy twardo stąpającą po ziemi? - zdecydowanie obłoki ;)


wtorek, 20 sierpnia 2013

Ukamienowanie

stoję 
na pogorzelisku
kiedyś rosła tutaj 
wiara w ludzi

ona 
ubiera żółtą koszulę zazdrości
na swoje niekształtne ciało
wybiera
najbrzydsze i najbrudniejsze słowa
z głębi rynsztoka
niczym balista
ciska 
nimi we mnie
z całą mocą
własnych frustracji i niespełnienia

on
ze służalczym uśmiechem uzależnienia
szuka
słów najbardziej fałszywych
oprawionych w tombak
jak marionetka
na niewidocznych nitkach aprobaty
w zgniłej zieleni jej oczu
trafia 
z zaskakującą celnością
w najczulsze punkty mojego istnienia

tłum
gromadzi się wokół nas
obserwuje
gęstnieje
zaczyna wrzeć
jak zahipnotyzowany
bezwolnie
kopiuje gesty
podnosi odłamki słów
i sypie w moją stronę
gradem niezrozumienia

umieram
na krwistoczerwonym dywanie
złej sławy
porażona dotykiem
toksycznego języka
przypadkowa
ofiara linczu
w imię
emocjonalnego niezrównoważenia

miłość
ukryta między wierszami
została sformatowana
jednym klawiszem manipulacji
nie można 
odzyskać danych

kto jest bez winy
niech pierwszy rzuci słowo


niedziela, 18 sierpnia 2013

Kreatywne zabawy słowem

Podczas moich nocnych wędrówek po blogosferze natrafiłam na bardzo kocie miejsce - zapiski Atoma i Antka. W przeciwieństwie do moich domowych sierściuchów, tamtejsze zwierzaczki wyglądają jak stali bywalcy salonów depilacji. Tak to już bywa w przypadku wyższej sfery, jednak nigdy nie zamieniłabym mojego ukochanego pospólstwa na najbardziej nawet szlachetne pochodzenie i genealogiczne certyfikaty.

Jeszcze tylko przez kilka dni można tam przyłączyć się do kreatywnej zabawy: potyczki słownej na temat niezaprzeczalnej magicznej wyższości kota w pudełku nad królikiem w kapeluszu. A zatem kociarze wszystkich krajów - łączcie się i przytaczajcie kolejne dowody tejże wyższości. Moja argumentacja już została przekazana. Najlepszy filozoficzny wywód zostanie oczywiście nagrodzony. Szczegóły na blogu konkursowym:



Przy okazji przypominam, że w moim konkursie do 31 sierpnia 2013 r. możecie dopisywać swoje pomysły nazw dla przedmiotów, które jeszcze nie istnieją, ale bardzo chcielibyście je mieć. Najciekawszy wytwór Waszej wyobraźni zostanie nagrodzony kompletem ręcznie wykonanej biżuterii, a zerkając ukradkiem na błyskotliwość dotychczasowych komentarzy, nie wykluczam większej ilości upominków. Oczywiście nie mogę żadnej presji wywierać na moje bezstronne jury, ale gorąco zachęcam do pobawienia się słowami. Zasady gry i przestrzeń na Wasze zapiski w poście konkursowym:



sobota, 17 sierpnia 2013

Romek robi meble

Na pięć wakacyjnych dni - od 12 do 16 sierpnia 2013 r. - piękny ogród przy Małopolskim Instytucie Kultury, ukryty w głębi podwórza przy ul. Karmelickiej 27, zamienił się w otwartą pracownię młodego twórcy Romasza Indyka. Współorganizacji tej plenerowej wystawy, zatytułowanej "Romek robi meble", podjął się Zbiornik Kultury, cykliczna inicjatywa coraz bardziej widoczna na artystycznej mapie Krakowa i obejmująca swym zasięgiem coraz większą przestrzeń miasta.  

Z Romaszem Indykiem

Uwielbiam ludzi z pasją. Romek, poproszony o złotą myśl, którą mogłabym rozesłać światłowodem po świecie, zaapelował, żeby robić to, co się lubi, realizować się we własnych zainteresowaniach, rozwijać swoje zamiłowania, podsycać żar. Sam siebie określa jako jednoosobową manufakturę. Niekłamaną przyjemność sprawia obserwowanie Romka podczas pracy. W jego oczach widać, jak tańczą iskierki radości, kiedy kolejny projekt nabiera kształtów. Balansuje pomiędzy intrygującym designem, a praktycznością oraz wygodą tworzonych przedmiotów. Do wyrobu swoich autorskich mebli używa rozmaitych, często przypadkowo znalezionych materiałów, jak choćby zwykłe gałęzie. Taboret, widoczny na poniższych fotografiach, wbrew pozorom nie trafi do fakira - po zakończeniu montażu, siedzisko zostanie zeszlifowane i wygładzone.

Romasz Indyk w trakcie pracy


Romkowe meble idealnie wkomponowały się w układ ogrodu. Ich naturalność i kolorystyka ukazują, że przyroda pozostaje niekończącym się źródłem inspiracji. Pogoda dopisała, co w przypadku imprez plenerowych okazuje się połową sukcesu. Na drugą połowę zapracował sam Romek. Mam nadzieję, że zauważyli to również organizatorzy i podobne wydarzenia na stałe wejdą do kalendarium pomysłów na wykorzystanie tego miejsca. 



środa, 14 sierpnia 2013

Efa Supertramp & Dangle Manatee

W poszukiwaniu pomysłu na poniedziałkowy wieczór natrafiłam na zapowiedź koncertu w knajpce mi wcześniej nie znanej, a mianowicie Domówka Cafe przy ul. Miodowej. Na scenie w rytmach folkowego punku pojawić się mieli: walijska solistka Efa Supertramp oraz dwuosobowy zespół z Anglii - Dangle Manatee. Szpiegostwo po internetowych zasobach przekonało mnie, że warto wybrać się na krakowski Kazimierz. Do posłuchania na żywo wraz ze mną dźwięków niszowej wyspiarskiej muzyki w dniu 12 sierpnia 2013 r. namówiłam mojego przyjaciela Rafała.


Nazwa kafejki okazała się w stu procentach trafiona. Rzeczywiście panuje tam przyjacielska, wręcz relaksująca atmosfera, a subtelne, przyćmione oświetlenie lokalu potęguje wrażenie spokoju i domowości. Muzyczne tło, idealnie stonowane, nie przeszkadza w rozmowach, o czym, niestety, często zapominają właściciele innych barów. Rozsiedliśmy się wygodnie na miękkich fotelach, przeglądając zawartość książkowego regału w oczekiwaniu na przybycie bohaterów wieczoru.

Na wstępie Efa Supertramp oczarowała mnie swoim szczerym uśmiechem. Nie ma w niej nic z celebrytki, ani cienia pychy czy gwiazdorstwa, wręcz przeciwnie - spontaniczność, serdeczność, ciekawość świata i radość z życia. Młodzieńczy bunt przekłada się na teksty piosenek: wyrażają niechęć do chciwości, polityki, władzy, wojny, a równocześnie afirmują miłość, równość, pokój. Ideologia punkowej anarchii splata się z wartościami hippisowskimi. Efa studiuje dziennikarstwo i mam nadzieję, że w przyszłości również te treści promować będzie w swoich artykułach.


Na scenie ta drobniutka dziewczynka zamienia się w energetyczny wulkan. Szarpie struny gitary, jakby chciała ją rozerwać na strzępy. Wykrzykuje swój gniew wobec zła tego świata z taką mocą, że aż widać jej migdałki. Śpiewa po angielsku oraz po walijsku i, chociaż tego drugiego języka nie znam, emocje wyrażone na twarzy i w gestach artystki zastępują najlepsze tłumaczenie. Przez cały czas trwania koncertu odnosiłam wrażenie, że jestem podpięta pod kroplówkę z płynną pozytywną energią. Poniższa fotorelacja nie oddaje żaru podczas występu live. Mojej próby amatorskiego nagrania posłuchać można w serwisie youtube, a więcej o walijskiej piosenkarce dowiedzieć się można na jej oficjalnej stronie.  




Równie spontaniczni i bezstresowi okazali się członkowie drugiej wymienionej na koncertowym afiszu kapeli - angielski duet Dangle Manatee. Nie bacząc na zdziwione spojrzenia przypadkowych przechodniów, Pippa i Hugh usiedli sobie na chodniku i zaczęli stroić swoje instrumenty. A potem przebojem wkroczyli na scenę, zaśpiewali z przytupem i zagrali na: skrzypcach, gitarze, harmonijce, tamburynie oraz na moich sentymentach. Obudzili we mnie wielką tęsknotę za brytyjskimi i irlandzkimi pubami, w których przed laty spijałam magiczne nuty celtyckiej kultury. W ich tekstach słychać, jak tworzy się poezja, między wersami biegają zwierzęta, a całość okraszona jest przesłaniem, jak trudno być miłym w świecie, w którym serdeczność, bezinteresowność i altruizm wyrzucane są do lamusowni. Więcej o zespole poczytać można na ich oficjalnej stronie, a ja dołączam kilka moich koncertowych kadrów.




wtorek, 13 sierpnia 2013

Zapiski na weselnej serwetce

W sobotę 10 sierpnia 2013 r. w Bazylice Św. Floriana w Krakowie na miłości Martyny i Andrzeja zalakowano pieczęć wieczności. O moich weekendowych planach ślubno-weselnych wspominałam już wcześniej, więc teraz macie okazję porównać moje embossingowe portrety pamięciowe z prawdziwymi twarzami głównych gwiazd tego wyjątkowego dla Młodej Pary wydarzenia.


Szczerze mówiąc, nie nadaję się na wesela. Nie lubię wódki, a na słowo taniec włącza mi się wsteczny bieg. Pewne obawy wiązałam również z lokalizacją przyjęcia, zupełnie nie czując sentymentu do atmosfery wiejskich wesel. Jednak restauracja Skorpion w Grodkowicach okazała się spełniać wszelkie standardy nowoczesności. Szczególnie spodobało mi się oddzielenie sali biesiadnej od sali tanecznej. Państwo Młodzi zrezygnowali z typowo weselnej kapeli na rzecz zespołu karaoke i sami, z pełnym sukcesem, zainicjowali śpiewne partie. Każdy odważny mógł wystąpić na scenie.



Bawiłam się świetnie, choć wśród gości przewijało się niewiele znajomych twarzy. Martyna i Andrzej zarażali wszystkich swoimi uśmiechami. Alternatywa w postaci czerwonego wina rozwiązywała języki i praktycznie całą noc przegadałam z Sylwią i Bogdanem, mimo iż spotkaliśmy się po raz pierwszy. Ślę zatem serdeczności i podziękowania dla Nowożeńców, z życzeniami, aby każdego dnia odkrywali swoją miłość na nowo.



niedziela, 11 sierpnia 2013

Zamek w Ojcowie

Jedną z perełek na Szlaku Orlich Gniazd stanowią ruiny zamku w Ojcowie. Według archeologicznych opracowań budowę rozpoczęto około 1354 roku z polecenia Kazimierza Wielkiego. Nazwa warowni, w historycznej formie brzmiąca Ociec u Skały, została nadana przez samego króla, dla uczczenia walki o tron krakowski jego ojca, Władysława Łokietka, właśnie w okolicznych jaskiniach znajdującego schronienie.



Do czasów współczesnych przetrwały, niestety, jedynie cienie dawnej świetności tej fortyfikacji, czyli ośmioboczna wieża, brama wjazdowa, pozostałości murów obronnych oraz kilka fragmentów murowanych filarów mostowych. Zamiast dbać o dziedzictwo kulturowe i rewaloryzować cenne zabytki, możni tego kraju wolą budować kolejne stadiony. Do kontemplacji prawdziwego piękna tej średniowiecznej budowli potrzebna okazuje się zatem nietuzinkowa wyobraźnia. 



Rycina rekonstruująca wygląd zamku w XV wieku wskazuje, że do bramy wjazdowej prowadził rozpięty nad głęboką fosą drewniany most, oporęczowany i wsparty na trzech parach murowanych filarów. Dwukondygnacyjny budynek bramy z przejazdem na dole i izbą na piętrze wieńczył łamany dach polski. Mur biegnący od bramy w kierunku wschodnim krył w swojej górnej partii ciąg komunikacyjny, natomiast na prawo od niego na prostokątnym cyplu skalnym wznosił się okazały dwukondygnacyjny gmach mieszkalny z łamanym dachem. Część mieszkalna parteru składała się z przedsionka sieni głównej, sześciu izb oraz dwóch alkierzy. Od strony północnej przylegała kaplica, której rzut stanowił wydłużony prostokąt, wybiegający częściowo poza wschodnią elewację budynku głównego. Podobny układ miało jego piętro, jednak od strony zachodniej zamiast dwóch izb usytuowano jedną dużą o charakterze reprezentacyjnym. 

Wzdłuż muru otaczającego obszerny dziedziniec stały zabudowania gospodarcze: psiarnia, szopa, dwie stajnie, a za nimi oparkaniony ogród, kuchnia oraz kurnik. Na środku dziedzińca znajdowała się wykuta w skale i ocembrowana studnia o pierwotnej głębokości 48 metrów. Nad całym założeniem dominowała dwupiętrowa wieża, w której często przetrzymywano więźniów. U podnóża zamku zlokalizowany był również folwark z rezydencją dla ekonoma, piekarnią, chlewami, wozownią, browarem, gorzelnią, karczmą, młynem i tartakiem. Pośród otaczających górę zamkową drzew dostrzec można figurę Matki Boskiej pochodzącą z 1863 r., ustawioną przez Jana Zawiszę, jednego z dawnych właścicieli Ojcowa. 




Z ruin zamku rozciąga się zapierający dech w piersiach widok na malowniczą panoramę Doliny Prądnika. W okolicznych zaroślach napotkać można także ślady zębów dzikich drwali, ale nie udało mi się spotkać żadnego Bobra Budowniczego. Jedynie cudne fioletowe kwiatuszki uśmiechały się do mnie z leśnej ściółki.