Kalendarium

* Od 5 do 30 września 2017 r. - piesza pielgrzymka do Santiago de Compostela
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice

środa, 20 lutego 2013

Nie lej wody

Wrocławskie wodociągi ogłosiły konkurs poezji częstochowskiej pod hasłem oszczędzanie (w tym konkretnym przypadku akurat wody) przez rymowanie. Podstawowym warunkiem dopuszczenia wierszowanych zlepków pod obrady jury było użycie w nich sformułowania "nie lej wody". A że uwielbiam wyginać słowa we wszystkich możliwych kierunkach, przystąpiłam zatem do masowej produkcji uwieńczonej gotowymi wyrobami w ilości sztuk ośmiu.

Nie lej wody po próżnicy, 
Bo na świecie jest deficyt.

Aby nie brakło na starość, 
Jeśli zmarnujesz za młodu, 
Myśl teraz perspektywicznie: 
Nie lej wody bez powodu.

Lansujemy nową modę: 
Od dziś oszczędzamy wodę! 
Pożytecznie i przyjemnie 
- nie lej wody nadaremnie!

Razem z nami chroń naturę,
Nie lej wody, zakręć kurek.

Krople są na wagę złota, 
Nie lej wody, nie rób błota!

Kto ty jesteś? Polak mały.
Lejesz wodę? Zbiornik cały. 
Czemu lejesz? Z przyzwyczajeń.
A znasz Wrocław? Przykład daje.
Co promuje? Oszczędzanie.
I co myślisz? To wyzwanie.
Chcesz się zmienić? Mam powody.
Jaki morał? Nie lej wody.

Kap, kap, kap, kap, kap - szlocha kran.
Nie umie się zakręcić sam.
Marnotrawstwa on nie znosi.
- Nie lej wody - grzecznie prosi.

Dwa moje słowotwory znalazły się na stronie konkursowej. Codziennie do poniedziałku 25 lutego 2013 r. bez żadnej zbędnej rejestracji można oddawać po dwa głosiki, wdzięcznie zatem dygam nóżką w podziękowaniu każdemu, który zechce moją twórczość kliknięciem swoim uhonorować.


poniedziałek, 18 lutego 2013

Wyniki fioletowej zagadki

Zacznę od statystyk. Mam nadzieję, że się nie pomyliłam w rachunkach i że nikogo nie pominęłam. Chęć udziału w mojej zabawie zgłosiło w sumie 28 osób na wszystkich trzech dostępnych platformach, często przeskakując między nimi. Niektórzy sypali pomysłami z rękawa jak łupieżem w telewizyjnej reklamie szamponu. Inni ograniczali się do jednej propozycji. Skojarzenia szły we wszystkich możliwych kierunkach. Tylko dwóch panów odważyło się przyłączyć do gry.

Na blogu w regulaminowym terminie widniało 16 komentarzy, z czego 5 z propozycjami konkursowymi. Pod zdjęciem na stronie spotkania robótkowego pojawiło się aż 168 komentarzy autorstwa 15 osób, z czego 72 dotyczyły pomysłów na rozwiązanie zagadki. Natomiast na mojej ośce czasu na FB 16 osób zamieściło 131 komentarzy, w tym 47 propozycji dotyczących bezpośrednio mojego pytania.

Ranking płodności komentatorskiej: Agnieszka Zambrzycka 67, Krawiectwo Melanii 26, Patrycja Lenik 26, Ewa Stępniewska 17, Jola Wojda-Aftyka 16, Agnieszka Flacht 15, Rafał Raphael 14, Aneta Nie Tylko Meble 12, Katarzyna Kowalczyk-Zaleśna 8, Ewa Brzostowska 6, Jola Przyborowska 6, Kasia Biernacka 6, Jola Koncka 6, Moja Bizuteria-Monika 2, Dorota Kowalska 2, mrumru 1, Dusia 1, MammaMai 1, Monika Bajan 1, Spotkania robótkowe online 1, Jadzia Karska 1, Katarzyna Skrzynecka 1, Melania Łukasiewicz 1, Jo Persson 1, Bożena Elżbieta Oleksa 1, Iska Kru 1, Krystian Bubak 1 oraz Malowane Koralikiem 1.

Moja własna koncepcja wykorzystania kulek była jak najbardziej niewinna - zamierzam zrobić filcowe kotki w formie kolczyków i broszek, więc mniejsza kuleczka będzie główką, a większa brzuszkiem. Najsprawniej na wskroś tajemne zakamarki mojego umysłu zostały prześwietlone przez mrumru.

Ale ideą mojej zabawy był wybór pomysłu najbardziej oryginalnego i najciekawszego w subiektywnej ocenie Mitsu. Jurorka miała tak ogromny dylemat, że dwukrotnie prosiła mnie o przedłużenie czasu do namysłu. W końcu zdecydowała się nagrodzić Agnieszkę Zambrzycką za komentarz zamieszczony na osi czasu: "dzieci z probówki - widok z góry :D". Agnieszce serdecznie gratuluję. Wszystkim dziękuję za udział w akcji wyciskania ze śmiechu moich łez.


niedziela, 17 lutego 2013

Być Kobietą - wyzwanie czwarte

Na wstępie podziękowania dla Doci i dla Gosi-Stare Pianino za wyróżnienia. Nadal nie wiem, o co chodzi. I nadal nie przekazuję, chyba, że ktoś sam się zgłosi.

Meteoryty mają ogłupiający wpływ na mój komputer, więc tym razem relacja w telegraficznym skrócie i bez ilustracji. Tafcik zobowiązał nas do realizowania tygodnia piękności. Przez kilka godzin (oczywiście na raty) poddawana byłam torturom u ekstremalnego i pozbawionego wrażliwości rzeźnika. Tym sposobem mam piękne pięć i pół zęba (ta połówka to leczenie kanałowe, więc w następnym tygodniu jeszcze czeka mnie sadystyczna kontynuacja). Mało kobiece i subtelne, ale nie da się ukryć, że zęby to zdecydowanie była najbrzydsza część mojego ciała. Tak to bywa, kiedy próg bólu oscyluje poniżej zera, a na sam dźwięk słowa "dentysta" człowiek salwuje się ucieczką z piskiem opon. Wieczorkiem natomiast planuję poznęcać się nieco nad moimi włosami, oczywiście jak zwykle w wersji chałupniczej i rękodzielniczej. Eksperymentować będę Palette, jedynym kryterium wyboru był napis "promocja". Chciałam jeszcze nałożyć lawendowy toner, ale ponieważ w środę czeka mnie zawodowa konfrontacja z kamerą, szaleństwo o kilka dni muszę przesunąć. Nie wszyscy bowiem rozumieją moją fioletową słabość.


czwartek, 14 lutego 2013

Fioletowa zagadka

Od kilku dni włóczy się po mojej głowie pewien pomysł. Zaczęłam więc tworzyć półprodukty do jego realizacji. W zimowej stagnacji wciąż brakuje mi czynnika motywacyjnego do jakiegokolwiek działania i tu właśnie pojawia się pole do popisu dla Was. Rozchichoczcie moje ciało, żeby mi się chciało tak, jak mi się nie chce. Oczywiście dla lidera przewidziana jest nagroda.

Reguły gry:

1. Należy napisać w jak najbardziej kreatywny sposób, co może powstać z półproduktów przedstawionych na fotografii.

2. Komentarz ze swoim pomysłem należy pozostawić w jednym z trzech dowolnie wybranych przez siebie miejsc: 
- na moim blogu pod postem z zagadkową fotką,
- na FB na mojej osi czasu pod tym samym zdjęciem,
- na FB na stronie wydarzenia Spotkanie robotkowe nr 115 pod postem z moją fotką zagadkową.

3. Ilość komentarzy, mnogość pomysłów i abstrakcyjność myślenia - nieograniczone.

4. W mojej zagadkowej zabawie może wziąć udział każdy bez względu na miejsce zamieszkania.

5. Pomysły można przedstawiać od chwili publikacji niniejszej zagadki do niedzieli 17 lutego 2013 r. do godziny 23:59.

6. Wyboru najciekawszego pomysłu dokona wyjątkowo wredne, złośliwe, nieprzekupne, pozbawione poczucia humoru i obiektywizmu jury w osobie Milenki, a nad prawidłowością procesu wyboru zwycięzcy czuwać będą Napoleon i Finlandia.

7. Wyniki ogłoszę w poniedziałek 18 lutego 2013 r. w godzinach wieczornych w każdym z trzech miejsc, w których możecie pozostawiać swoje komentarze.

8. Prezentacja mojej własnej wizji artystycznej przy pomyślnych wiatrach powinna nastąpić w nieodległej przyszłości.

9. Nagrodą oczywiście będzie to coś, co na razie istnieje dopiero w szkicu na moim zwoju mózgowym.

Zatem powodzenia i lotnych umysłów wszystkim życzę.



wtorek, 12 lutego 2013

Jeszcze jedno wyróżnienie

Nadal nie wiem, o co chodzi, ale dostałam kolejne wyróżnienie. Tym razem od Anny, której niniejszym bardzo dziękuję. Nagroda wygląda tak:


Instrukcji obsługi nie znalazłam. Zgaduję, że powinnam przekazać dalej, ale z racji braku doświadczenia i swobody poruszania się w blogowej społeczności, mogę oddać jedynie tym, którzy sami się do mnie zgłoszą.


poniedziałek, 11 lutego 2013

Wyróżnienie

Nie do końca rozumiem, o co z tymi wyróżnieniami chodzi, ale takowe od Srebrnolistki otrzymałam i oczywiście bardzo dziękuję. Nagroda wygląda tak:


Gorzej będzie z dopełnieniem formalności. Blogowanie w wieku niemowlęcym oprócz kompromitujących braków w edukacji wiąże się również z brakiem wystarczającej puli znajomości. A wyróżnieniowe zasady przedstawiają się następująco:
1. Podziękować nominującemu blogerowi u niego na blogu,
2. Pokazać nagrodę Versatile Blogger Award u siebie na blogu,
3. Ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie,
4. Nominować 15 blogów, które jego zdaniem na to zasługują,
5. Poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów.

Punkty 1 i 2 - wykonane. Przechodzimy do trójki. Na siedem moich grzechów głównych składają się: uzależnienie od czekolady, uzależnienie od sera żółtego, uzależnienie od wszystkich odcieni fioletu, uzależnienie od kotów, uzależnienie od rękodzieła z tendencją narastającą w stronę coraz to nowych technik, obsesyjnie chorobliwy optymizm oraz serce o kilka rozmiarów za duże. I teraz, Houston, zaczynają się problemy. Nie mam pojęcia, kogo mogłabym nominować, a tym samym poinformować go o tejże nominacji. Pozostaje zatem nadzieja, że jacyś desperaci sami się zgłoszą. W przeciwnym wypadku, wyróżnienie zawiśnie obok znaku informacyjnego "ślepa ulica".



niedziela, 10 lutego 2013

Być Kobietą - wyzwanie trzecie

Taniec... Ta strefa rozrywki zawsze pozostawała dla mnie zamknięta. W końcu nie można być geniuszem w każdej dziedzinie. Mój poziom muzykalności ogranicza się do rozróżniania ciszy od melodii, ale już wyłapywanie poszczególnych dźwięków zdecydowanie mnie przerasta. Z twardego drewna wyciosane ciało nie panuje nad koordynacją ruchową i jedynie ręce pozostają giętkie, tworzeniem wciąż nienasycone. Antytanecznie tłumaczy mnie też ostatnia kontuzja. Co prawda, w poniedziałek pozbyłam się gipsu, ale medyk zalecił jeszcze kilkutygodniowe unikanie wszelkiego typu harców.

Zadanie scedowałam na Julcię, siedmioletni żywioł energetyczny. Dziecię z zapałem przedstawiało swoim Rodzicom kolejne układy choreograficzne. A ja w ramach zapłaty uplotłam serduszkowy naszyjnik w Julciowym kolorze.



środa, 6 lutego 2013

Bo (miłość) nie jedno ma imię

Podjęłam rękawicę rzuconą przez Srebrnolistkę. Temat miłosny. Pozornie banalny i oklepany, a jednak wciąż nie do końca zrozumiały, każdorazowo zaskakujący, posiadający niebotycznych rozmiarów arenę do fantastycznych nowych odkryć. Pierwszą koncepcją była eksploracja dziedziny najbardziej mi bliskiej, a więc stworzenie miłosnego wątku w biżuterii ze śmieci. Bajkowa kuleczka genialnej myśli zastukała do mojej głowy. Już wcześniej oplatałam nakrętki z butelek. Dwa dodatkowe gesty i powstało serduszko. Wielce z siebie zadowolona uruchomiłam upcyklingową linię produkcyjną.

A jednak w międzyczasie narodził się nowy pomysł. Los przypadkowo skrzyżował moje ścieżki z Pawłem, który podzielił się ze mną swoją historią miłosną. Powiało egzotyką. Ewelina uwielbia pandy i kolekcjonuje wszystko, co z nimi jest związane. A Paweł przy każdej okazji obsypuje ją maskotkami i innymi gadżetami właśnie z tym motywem. Teraz szykuje nową pandową niespodziankę dla swojej dziewczyny polując na kolejne egzemplarze pluszowych misiaczków. I tak zostałam zainspirowana do stworzenia pary zakochanych pand w hołdzie dla tego zagrożonego wyginięciem gatunku. Kolczyki Pan i Pani Panda wykonane zostały metodą filcowania na sucho z wełny czesankowej. Wyglądają na dobrze wykarmione, ale wbrew pozorom są leciutkie i nie obciążają ucha.

Moją zakochaną parkę można obejrzeć na blogu u Srebrnolistki, tam też można wyrazić swoją opinię na ich temat, a po obejrzeniu prac innych osób, wykonanych w ramach miłosnego wyzwania - do 13 lutego zagłosować na najlepszą.



niedziela, 3 lutego 2013

Być Kobietą - wyzwanie drugie

Ostatnio moje godziny urzędowania przestały pokrywać się z zegarami biologicznymi normalnych ludzi, a jedynym oknem na świat był ekran monitora. W normalnych okolicznościach przyrody porywisty wiatr niesie mnie z wielką siłą w nieznanych kierunkach. Ale czasem na morzu życia cisza ster przejmuje, więc na chwilę zatrzymuję się w bezkresie samotności z dala od słów, gestów, grymasów twarzy.

Drugie wyzwanie tafcika polegało na przeprowadzeniu akcji wykopaliskowej zapomnianych przyjaźni. Do Ewki napisałam maila zaczepnego, oddzwoniła, kiedy obudził się dzień. Z Martą poGGadałam, gdyż w ferworze pakowania się i dopinania spraw przed wyjazdem do Norwegii trudno jej wykroić minuty na beztroskie towarzyskie wypady. Jednak prawdziwą dywersję zaplanowałam na sobotę. "Nie uczęszczane ścieżki przyjaźni zarastają..." Od miesiąca szykowałam przedarcie się przez prawdziwy busz. 

Miliony lat świetlnych dzieliły mnie od czasów szkoły podstawowej, więc ciekawość, co się stało z naszą klasą rozrosła się do niebotycznych rozmiarów. Na moje zaproszenie odpowiedziały Anita i Monika. Wieczór sentymentalny przyozdobiony był perłami śmiechu i bursztynami wzruszeń. Aż trudno uwierzyć, że przez tyle lat się nie widziałyśmy. Opróżnienie 3,5 butelki wina mogę wytłumaczyć jedynie tym, że w połowie spotkania dołączył do nas jeszcze Michał. W zasadzie ten ostatni zmienił się najbardziej i zgodnie stwierdziłyśmy, że żadna z nas nie rozpoznałaby go na ulicy. Było tak miło, że nie będziemy czekać kolejnych dekad do następnego spotkania.



piątek, 1 lutego 2013

Wernisaż wystawy Edyty Sokół

Jak długo można tkwić w gipsowym więzieniu? Pomijając dyskomfort cielesny, najbardziej uwierał niedobór wrażeń towarzyskich, artystycznych i kulturalnych. Teoretycznie w czwartek powinnam była odzyskać wolność, ale zasiadający na plastikowym tronie chirurg nie miał czasu udzielić mi amnestii. W końcu zbuntowałam się przeciwko zbiurokratyzowanej służbie zdrowia, wyciągnęłam własny zestaw narzędzi i samodzielnie pozbyłam się balastu. Odzyskaną lekkość bytu należało zatem uhonorować ucztą dla duszy. Zaczęłam rozglądać się za ciekawym wydarzeniem

Podczas nocnych spacerów po Internecie przypadkiem natknęłam się na Edytę Sokół. Zainteresowała mnie z pobudek lokalnie patriotycznych, gdyż reprezentuje moje ukochane Bronowice. A kiedy zapoznałam się z jej pracami, z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że godnie kontynuuje młodopolskie tradycje naszej dzielnicy. W dniu 1 lutego w siedzibie osiedlowego klubu Jordanówka miałam zaszczyt uczestniczyć w wernisażu wystawy Edyty. Artystka postanowiła pomóc rodzinom wielodzietnym i właśnie na ten cel przeznaczony został całkowity dochód ze sprzedaży jej dzieł. Jak sama wyjaśniła, od podszewki zna problemy, z jakimi zmagają się takie rodziny.

Zaskakuje wszechstronność młodej malarki, balansowanie na krawędzi rozmaitych technik oraz rozległa tematyka prac. W jej dorobku znaleźć można pejzaże, portrety, karykatury, martwą naturę, a nawet  bajkowych bohaterów. Szczególnie spodobały mi się znakomicie skomponowane przestrzennie obrazy trzyczęściowe.







Warto wspomnieć, że na wernisażowych gości czekało wiele miłych niespodzianek. Oprócz poczęstunku na suto zastawionych stołach, prezenty w postaci ręcznie wykonanej biżuterii przygotował dla każdego odwiedzającego jeden ze sponsorów tego przedsięwzięcia.