Kalendarium

* Od 5 do 30 września 2017 r. - piesza pielgrzymka do Santiago de Compostela
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice

czwartek, 24 kwietnia 2014

Wernisaż wystawy Marcina Gierata

Od 11 do 30 kwietnia br. w Otwartej Pracowni panują prostota i minimalizm. Wystawie czarno-białych fotografii autorstwa Marcina Gierata nawet tytuł nadano krótki i prosty: "6". Prezentowane portrety zachowują surowy, dokumentalny styl.

                                                 Z Marcinem Gieratem                                              

Na zdjęciach uchwyceni zostali artyści: Koji Kamoji, Marek Chlanda, Adam Rzepecki, Piotr Lutyński oraz Ignacy Czwartos. Tak po prostu i bez zbędnych ozdobników. Zachowam więc ten ascetyczny charakter i powstrzymam się od komentarzy.

                                            Piotr Lutyński, Marcin Gierat, Ignacy Czwartos


środa, 23 kwietnia 2014

Szlakiem krakowskich galerii cz. 2

Nasz niedzielny spacer po krakowskich galeriach dostarczył mi tak wiele pozytywnych bodźców, że musiałam podzielić tą relację na dwie części. Mam oczywiście swoich faworytów, ale trzymam się kurczowo chronologii naszego zwiedzania, a najciekawsze, moim zdaniem, zlustrowane przez nas wystawy podsumuję dopiero na końcu.

Galeria Fotografii przy ul. Św. Tomasza 22 jest maleńka. W ramach stałej ekspozycji obejrzeć tam można następujące kompozycje fotograficzne: Anita Andrzejewska "Akt", Piotr Borowicz "Kraków", Jerzy Bednarski "Pejzaż", Nina Kraus "Martwa natura", Paweł Krzan "Widoki krakowskie", Wacław Wantuch "Akt", Natalia Wiernik "Portret Dziewczynki" oraz Piotr Zgodzinski "Portret kobiety". Jako najbardziej dla mnie wrażeniowe dzieło odebrałam pracę Natalii - wizerunek rudowłosej dziewczynki z kotami na tle białych i rdzawych kwiatów. Postaci zlewają się z ornamentalnym otoczeniem, wzajemnie się dopełniają, tworzą kolorystyczną harmonię. W rodzinnym portrecie zwierzęta stają się domownikami, pełnoprawnymi członkami rodu, podstawową więzią okazuje się miłość, a nie stopień pokrewieństwa.


Po sąsiedzku, w tym samym budynku, mieści się Galeria Dyląg. Jej przestrzeń wypełnia malarstwo, rysunek, grafika, fotografia i rzeźba z lat 50 i 60 XX wieku. W ramach III edycji Cracow Weekend Gallery KRAKERS udostępniono tam abstrakcyjne obrazy Andrzeja Meissnera z lat 1955-1958. Mnie jednak bardziej zainteresowało metalowe zwierzątko, wykonane w moim ulubionym kruczkowskim stylu.


Galeria AS znajduje się na ul. Św. Marka 22. Na parterze prezentuje stałe ekspozycje, do piwnic zaś zaprasza na projekty tymczasowe. Trafiliśmy na przygotowania Justyny Mędrali do wernisażu zatytułowanego "Krew, morze". Młoda artystka doszukuje się podobieństw pomiędzy składem chemicznym ludzkiej krwi oraz morza w czasach prehistorycznych. Próbuje odczytać kroniki zapisane w naszym DNA, dokonując ich transkrypcji za pomocą ołówkowych rysunków i maszynowych tekstów oraz budując mozaikę z węgla kamiennego.


Justyna Mędrala i jej instalacja

Jan Fejkiel Gallery od 1991 roku krąży w poszukiwaniu własnego miejsca w obrębie Starego Miasta. Kolejna już siedziba zlokalizowana jest przy ul. Sławkowskiej 14. Pięknemu, przestronnemu wnętrzu brakuje tylko reprezentatywnej frontowej witryny, ale nasze miasto bardziej woli eksponować fast foody niż sztukę. Przestrzeń symbolicznie została podzielona na dwie części: z jednej strony znajdują się grafiki ze stałej oferty, z drugiej zaś - prezentowane są wystawy indywidualne. Malwina Małgorzata Niespodziewana regularnie współpracuje z tą galerią. Obejrzeliśmy jej ilustracje kobiecych motywów, macoszych, wiedźmowatych, odrzuconych, niekochanych, zebrane pod tytułem "Złe".


Graficzna metafora Malwiny Małgorzaty Niespodziewanej

Następnie przemieściliśmy się na ul. Batorego 2, gdzie na drugim piętrze kamienicy zadomowiła się Art Agenda Nova. Do 5 maja br. można tam oglądać artystyczną dokumentację ostatnich zdarzeń na Majdanie. Autorem wystawy zatytułowanej "Zaraz wracam" jest ukraiński stypendysta Sasha Kurmaz. Drugie dno konfliktu pomiędzy Ukrainą i Rosją, postrzegane przez pryzmat elementów kulturowych, pomijane jest w politycznych analizach mass mediów. Niesamowite wrażenie robią prowizorycznie skonstruowane przez protestujących namiotowe miasteczka, quasi-obronna zabudowa, ruchome barykady i elementy partyzanckiego uzbrojenia. 


Galeria Sztuki i Studio Fotograficzne BIELEC Dom Fotografii i Malarstwa szczyci się imponującą, 110-cioletnią tradycją. Po przeprowadzce z ul. Karmelickiej firma wpisała się w pejzaż placu Inwalidów pod numerem 6. Nie ukrywam, że mam ogromny sentyment do rodziny Bielców, gdyż śp. Paweł Bielec był autorem mojego zdjęcia do pierwszego dowodu osobistego. Organizowane tam wystawy czasowe promują twórców związanych z krakowskim środowiskiem. Do końca kwietnia br. podziwiać tam można "Gumografie" Aleksandra Mitki. W atelier wyeksponowano cykl zatytułowany "Fryzy", natomiast w pomieszczeniu, w którym mieści się archiwum, cykl pod tytułem "Paleotica - Amonity". Artysta poświęcił nam swój czas i szczegółowo opowiedział o tej zapomnianej technice wykorzystującej gumę chromianową w fotografii.

Aleksander Mitka


Nasza wycieczka obejmowała jeszcze Galerię Stańczyka przy ul. Królewskiej 94, ale, choć jest mi ona lokalnie najbliższa, musiałam się odłączyć od grupy dla znacznie mniej przyjemnych obowiązków. Reasumując, odwiedziłam dziesięć galerii o różnych profilach działalności i odmiennej renomie. Niektóre z nich koncentrują się wyłącznie na organizowaniu wystaw, inne prowadzą również działalność handlową (Galeria Fotografii, Galeria Dyląg, Jan Fenkiel Gallery, Galeria AS), studio fotograficzne (Galeria BIELEC), czy też szkołę malarstwa i artystyczne cykle warsztatów (Galeria Onamato). Ich wspólnym mianownikiem jest promocja sztuki i problemy, z jakimi borykają się w zmaterializowanym świecie, często też zawirowania lokalowe i brak wsparcia ze strony miejskich jednostek odpowiedzialnych za kulturę.

W moim subiektywnym rankingu do czołówki trafiły wystawy, które obejrzałam w Onamato i w Galerii BIELEC. Pomijając niezwykłe prace artystów, unikalne w światowej skali, takie jak marionetki Bei Ihnatowicz i gumografie Aleksandra Mitki, bezcenne dla mnie były rozmowy z twórcami i spijanie przepełnionych pasją słów z ich ust.


wtorek, 22 kwietnia 2014

Szlakiem krakowskich galerii cz. 1

Pierwszy kwietniowy weekend pokłonił się nisko sztuce współczesnej. KRAKERS już po raz trzeci zorganizował gallery weekend. Udało mi się wykroić te kilka godzin na niedzielny spacer po tętniących artyzmem zakamarkach Krakowa. Do współudziału w obnażaniu galeryjnych sekretów namówiłam Mariusza. Naszą przewodniczką była Ewa Kawecka.

                                                                             Ewa Kawecka

Galeria Opcja mieści się przy ul. Piłsudskiego 38, a wchodzi się do niej przez... okno. Na wystawie zatytułowanej "Ckliwy romantyk" prace swoje zaprezentowali: Przemysław Branas, Justyna Górowska, Adam Gruba, Natalia Janus-Malewska, Artur Malewski, Jolanta Nowaczyk, Małgorzata Orysiak (Butterwick) oraz Piotr Urbaniec. Symbole romantycznej miłości często nabierają tandetnych kształtów. Nadmiar cukru w wyznaniach okazuje się być szkodliwy. Golizna zawsze świetnie się sprzedaje, ale w masowej skali uprzedmiotawia się oraz zatraca swój pierwotny wymiar subtelności i intymności.


Pod egidą Fundacji New Era Art działa Pracownia Pod Baranami przy Rynku Głównym 27. Obejrzeliśmy tam "Opowieści", które niespokojnym, ekspresyjnym pędzlem napisał Bartosz Kaproń. Obrazy, traktowane przez artystę jako już zamknięte rozdziały, stanowią pretekst do snucia własnych historii.


Lubię zaglądać do kamienicy przy ul. Brackiej 7, gdyż galeria Onamato konsekwentnie wybiera fascynujących twórców. Autorką prac przedstawionych na aktualnej wystawie "Magia marionetek i nie tylko" jest Bea Ihnatowicz. Bea jest świetną portrecistką, ale prawdziwą sztuką są jej lalki. Odwzorowane z niesamowitą precyzją, często także z humorem, po prostu zachwycają i nie dziwię się, że z zamówieniami zgłaszają się kolekcjonerzy z całego świata.

                                                                                               Bea Ihnatowicz



Istnienie galerii Szara Kamienica przy Rynku Głównym 6, z nieznanych przyczyn, zwyczajnie przeoczyłam. Trwająca tam wystawa, zatytułowana "Niebo bardzo ciężkie", jest swoistą dokumentacją myśli i emocji Eweliny Kaliszczuk, zrzucanych na kartki, notowanych na marginesach, rysowanych, malowanych lub filmowanych.

                                            Katarzyna Wąs                   Ewelina Kaliszczuk


c.d.n.

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Tajemniczy projekt specjalny

Projekt był wyjątkowo pracochłonny, ale jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego. Niekłamaną przyjemność sprawia mi zabawa gipsem, a jedyną uciążliwością był zbyt długi czas oczekiwania na wyschnięcie jego poszczególnych warstw, farby, kleju i lakieru. Sprowokowana konkursem ogłoszonym przez Muzeum Historyczne wykonałam drzewko emausowe. W końcu mogę pochwalić się efektami mojego tajnego projektu. Za moją pracę zdobyłam II miejsce w kategorii dorosłych. Moja córcia w kategorii młodzieżowej zgarnęła nagrodę publiczności i III miejsce w punktacji jury.


Dawne zabawki w niczym nie przypominają tych współczesnych, zwłaszcza tych jednorazówek z chińskiego plastiku. Drzewkami życia nazywano kijki z drewnianymi listkami i figurkami ptaszków lub ptasimi gniazdami. Symbolizowały one powrót przyrody do życia po zimowej stagnacji. Nawiązywały także do przedchrześcijańskich obrzędów zadusznych. Według pogańskich wierzeń, dusze zmarłych pod postacią ptaków szukały schronienia wśród gałęzi drzew. Właśnie takie przedmioty oferowali kiedyś kramarze podczas dorocznego odpustu na krakowskim Zwierzyńcu w Poniedziałek Wielkanocny. 

Podstawę mojego drzewka życia odlałam z gipsu. Uformowałam szkielet z patyczków i oklejałam go kolejnymi warstwami gipsowej gazy. Można w ten sposób świetnie wymodelować idealny kształt. Co prawda, czasami czuję się jak kaczka-dziwaczka, kiedy po półprodukty do moich kreatywnych pomysłów zaglądam do apteki, jednak opaski gipsowe są po prostu genialnym tworzywem. Całość pomalowałam brązową farbą akrylową i zabezpieczyłam lakierem bezbarwnym. Listki wycięłam z arkusza filcu prasowanego i przykleiłam klejem Magik. Filcowa trawa nie była planowana, ale nie zdałam testu na cierpliwość i musiałam awaryjnie zamaskować te ślady moich niespokojnych rąk. Gniazdko uwiłam z zielonej wikliny i wypełniłam wydmuszkami z przepiórczych jajek. Akcentu wiosennej radości dodały kolorowe piórka. 

Niesamowicie zaskoczyło mnie moje dziecię, które samo z siebie również postanowiło wykonać emausową zabawkę. Szkielet powstał z rolki po folii do pakowania i rolek po papierze toaletowym. Całość została szczelnie opleciona miękką, guzełkowatą włóczką i przyozdobiona bibułowym gniazdkiem oraz ptaszkami z modeliny. Takie fioletowe przytulankowe drzewko życia o wiele bardziej podoba mi się od pierwowzoru.



niedziela, 20 kwietnia 2014

SLOT Fest Azja Centralna

Tegoroczna edycja Festiwalu SLOT wydała mi się jakaś taka wychudzona i pozbawiona blasku. Zaskoczyły mnie pustki podczas tego wydarzenia, pomimo bardzo atrakcyjnego programu. Tematem wiodącym była Azja Centralna. Tradycyjnie już prowadziłam warsztaty decoupage'owe. Na chwilę zajrzałam na zajęcia Agnieszki, która pokazywała alternatywne zastosowanie metalowych podkładek oraz nakrętek i zrobiłam sobie bransoletkę.


Fot. Agnieszka Czubala



Na ścianach powieszono fotografie z azjatyckich podróży, w laboratorium produkowano radość w miednicach, inteligentów kuszono ciekawymi wykładami, aktywni mogli poćwiczyć żonglerkę i cyrkowe sztuczki, leniwi natomiast mogli odpoczywać w Czajowni. Nie mogę rozgryźć zagadki tak niskiej frekwencji.




Największe wrażenie na mnie zrobił malarz Stanisław Kmiecik. Uwielbiam ludzi, którzy, zamiast narzekać na kłody, jakie los lubi podrzucać, po prostu omijają je i realizują własne pasji. Malowanie ustami i nogami to dla mnie sztuka niedościgła. Artysta zademonstrował niedowiarkom, że jest to możliwe.


Stanisław Kmiecik i jego obrazy