Kalendarium

* Od 5 do 30 września 2017 r. - piesza pielgrzymka do Santiago de Compostela
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice

poniedziałek, 15 lipca 2013

Teatr mody

Argumentów, aby w piątkowy wieczór, 12 lipca, nie wychodzić z domu, uzbierała się cała litania. Głównym powodem była pogoda nieadekwatna do pory roku. Równie istotnym okazał się dyskomfort estetyczny po konfrontacji lewej połowy mojej twarzy ze skalpelem. Ogólnie czułam się podle i szaroburo, a jednak pokusa obejrzenia pokazu kolekcji wytwornych sukni zaprojektowanych przez Laurę Obrzut przyćmiła wszelkie przeciwwskazania i rozwiała wątpliwości.


Dzięki uprzejmości Arona w Restauracji Ratuszowej na krakowskim Rynku Głównym zarezerwowano stolik dla naszej żądnej artystycznych wrażeń piątki: Basi, Marty, Ewy, Piotrka i mnie. Laura przeniosła nas w świat kawiarni i kabaretów rodem z lat dwudziestych ubiegłego wieku. W ramach pokazu zatytułowanego "Teatr mody" obejrzeliśmy sześć kreacji zainspirowanych międzywojennym seksapilem, ponieważ nie tylko modelki z agencji BELLA models zaprezentowały się w stylizacjach Laury. Na muzycznej scenie również w sukni autorstwa tej projektantki wystąpiła Dagny Cipora. Zwiewne, uwodzicielskie, choć dość ekscentryczne stroje, przykuwały wzrok dbałością o detale, lśniły cekinami, koralikami i pozłotą tkanin, intrygowały frędzelkami, piórkami i asymetrią.


Laura Obrzut i modelki z agencji BELLA models

Oprawę muzyczną do wydarzenia zapewnił zespół Dabada Trio w składzie: wokal - Dagny Cipora, kontrabas - Bartłomiej Chyla, akordeon - Dawid Sytniowski. Francuskie melodie idealnie uzupełniały prezentowaną kolekcję, przywołując wręcz skojarzenia z Moulin Rouge. Jedynym mankamentem były kaprysy aury, gdyż ataki deszczu i przenikliwy chłód podczas tej plenerowej imprezy przeszkadzały nie tylko skąpo odzianym modelkom, ale także zgromadzonej publiczności.






sobota, 13 lipca 2013

Drugie danie

Adaptację sztuki Sławomira Mrożka pod tytułem "Drugie danie" będzie można obejrzeć dopiero po studenckich wakacjach, jednak już teraz mogę uchylić rąbka tajemnicy. Teatr Graciarnia zaprosił nas bowiem w dniu 7 lipca na przedpremierową otwartą próbę. Tym razem w wyprawie na ul. Praską, gdzie mieści się Scena Tęcza, towarzyszyli mi Ewa i Rafał. 

Z moją siostrą Ewą

Tekst Mrożka powstał w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, ale z racji zawartości niepoprawnych politycznie treści, długo nosił status "półkownika". Pozornie lekka opowieść o relacjach damsko-męskich kryje drugie dno, wyśmiewające Nieomylnych Wodzów i Poprawiaczy Świata, a, jak powszechnie wiadomo, władza lubi szydzić wyłącznie ze swoich poddanych, których często traktuje jak błaznów. Młodzi artyści zasłużyli na wielkie brawa za udaną interpretację trudnych charakterologicznie postaci. Znakomicie poruszali się w oparach absurdu. Fabuły nie zdradzę, pokażę za to kilka fotografii. Pełne erotyzmu napięcie na scenie budują: Anna Miśta, Jakub Kalemba, Radosław Misiewicz oraz Michał Pastuszczak. 








piątek, 12 lipca 2013

Opactwo Benedyktynów w Tyńcu

W dniu 4 lipca 2013 r. wybrałyśmy się z Ewą, Kaliną i Jagodą do jednego z najbardziej mistycznych zakątków Krakowa, przesiąkniętego duchowością i spokojem Opactwa Benedyktynów w Tyńcu. Czterdzieści lat temu ta podkrakowska wieś została wchłonięta w struktury administracyjne miasta, ale w pełni zachowała swój specyficzny, typowo podmiejski koloryt. Obecność mnichów nadaje temu miejscu szczególny wymiar i pozwala na wypoczynek od zgiełku i chaosu panujących w betonowych labiryntach. Nakłania do wyciszenia i medytacji. Benedyktyńska maksyma "módl się i pracuj, a nie bądź smutny" jest znakomitym przepisem na odnalezienie szczęścia w codziennych obowiązkach.


Fundacja benedyktyńskiego opactwa w Tyńcu owiana jest mrokiem tajemnicy. Według kroniki Jana Długosza zostało ono założone w 1044 r. Sam kościół klasztorny został poświęcony przez papieskiego legata dopiero ok. 1124 roku. Pomimo pożarów i wojennych zniszczeń dokonanych przez najeźdźców zachowały się romańskie fundamenty, elementy rozbudowy w stylu gotyckim oraz barokowe ściany i sklepienia. Podziwiałyśmy kunszt malowideł, które przetrwały na klasztornych krużgankach.


W benedyktyńskim lapidarium można również obejrzeć artefakty świadczące o obecności Celtów na tych terenach, zanim mnisi przybyli do Polski. Zresztą sama nazwa Tyniec pochodzi od celtyckiego słowa "tyn", oznaczającego ogrodzenie albo mur. Można więc wnioskować, że już ok. 1000 lat wcześniej na naturalnej skale istniało obwarowanie.








Naszym przewodnikiem po klasztornych zakamarkach był Ojciec Jan Paweł Konobrodzki, emanujący szczerą wewnętrzną radością, charyzmatyczny, zachwycający czystością spojrzenia, rozległą wiedzą historyczną, krystalicznym śpiewem oraz umiejętnością żonglowania anegdotkami. Zwiedzanie zabytku było dla mnie najważniejszym punktem popołudnia, chociaż oficjalnie przybyłyśmy do Tyńca na spotkanie inwestorskie Benedictus Memes sp. z o.o.




czwartek, 11 lipca 2013

Zaproszenie do Pani Niteczki

Nasza robótkowa koleżanka, Jolanta Radomska, znana też jako Pani Niteczka, zaryzykowała na przekór różnym losowym przeciwnościom i otworzyła sklepik ze swoimi szyjątkami. Jeśli szukacie słodkiej przytulanki dla własnej dziatwy albo niebanalnego prezentu, zajrzyjcie tam koniecznie.

Wypożyczyłam od Pani Niteczki jednego z jej prześlicznych kociaków - spójrzcie tylko na tą słodycz widoczną na zdjęciu poniżej. Więcej Niteczkowych rękoczynów obejrzeć możecie na jej blogu lub na stronie fejsbukowej.



poniedziałek, 8 lipca 2013

Karbido w Małopolskim Ogrodzie Sztuki

Jak powszechnie wiadomo, mam słabość do konkursów, a jeszcze większą do ich wygrywania. W rywalizacji na refleks i trafność odpowiedzi, ogłoszonej na stronie Małopolskiego Ogrodu Sztuki, zdobyłam podwójny karnet na, odbywający się w ramach cyklu Tylko NIE Teatr, dwudniowy audio-performance wrocławskiego zespołu Karbido. Widowisko okazało się rewelacyjne i nietuzinkowe. Pod numerem dwunastym na ulicy Rajskiej rzeczywiście poczuliśmy się jak w niebie.

Z zespołem Karbido

Trzon Karbido tworzą Paweł Czepułkowski, Igor Gawlikowski, Michał Litwiniec oraz maot (Marek Otwinowski), których wspierają ukryci za konsolą realizatorzy: Jacek Tuńczyk Fedorowicz i Tomasz Sikora. Gwiazdą przedstawień jest stół, prosty, drewniany, kwadratowy, pozornie siermiężny i nie zdradzający swoim wyglądem ukrytego wewnątrz potencjału. W efekcie dwóch miesięcy współpracy z lutnikami, stolarzami i akustykami powstał niezwykły wynalazek. Każde muśnięcie zamienia się w dźwięk. Każda deska wyśpiewuje inną nutę na innej pięciolinii.


Podczas spektaklu "Stolika" ("The Table") w dniu 2 lipca towarzyszyła mi moja siostra Ewa. Na centralnie zlokalizowanej scenie oprócz stołu i czterech krzeseł - nie było nic. Potem zjawiło się czterech panów, usiedli i zaczęli rzucać, pozornie niedbale, nożykami. A każdy rzut uwalniał melodię. Powoli pojawiały się nowe gesty wydobywające cudowną muzykę z drewnianego blatu. Całości dopełniło czarujące zawodzenie na wschodnią nutę, wirtuozersko przeplecione ludową pieśnią i perfekcyjnie przechodzące w ostrzejsze, rockowe brzmienie. 



W dniu 3 lipca do Małopolskiego Ogrodu Sztuki zaprosiłam Rafała. Podczas przedstawienia, zatytułowanego "Table Around Cage", mieliśmy możliwość podejrzenia stolikowych sekretów. Okazało się, że mieści się on w jednej skrzyni. Na naszych oczach muzycy sprawnie dokręcili wszystkie śrubki. Tym razem koncert był jedną wielką improwizacją w dialogu 
z metodami kompozytorskimi Cage'a. Zabrakło mi jednak uwodzicielskiego wokalu z poprzedniego wieczoru, więc w moim subiektywnym rankingu pierwszą pozycję zdecydowanie zajmuje "Stolik".




Udało mi się przez chwilę porozmawiać z Pawłem Czepułkowskim. Przede wszystkim interesowała mnie awaryjność tak precyzyjnego sprzętu, gdyż po serii tortur, jakim muzycy poddają stolik podczas przedstawienia, złośliwość przedmiotu martwego byłaby w pełni uzasadniona. Okazało się, że nawet podczas oglądanego przez nas spektaklu jedna deska postanowiła się zbuntować, ale nawet tego nie zauważyliśmy...

Z Pawłem Czepułkowskim