Kalendarium

* Od 5 do 30 września 2017 r. - piesza pielgrzymka do Santiago de Compostela
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice

czwartek, 27 czerwca 2013

Wernisaż wystawy w Galerii Rozmaitości

Dom Kultury "Podgórze", mieszczący się przy ulicy Sokolskiej 13, należy do najprężniej działających instytucji kulturalnych w Krakowie. W swojej bogatej ofercie posiada szeroki wachlarz warsztatów artystycznych. Trafiłam tam za namową Krysi Drożdżowskiej, instruktorki technik biżuteryjnych.

Fot. Adam Jastrzębski

W ramach podsumowania roku wypełnionego rękodzielniczymi zmaganiami w dniu 19 czerwca 2013 r. odbył się wernisaż wystawy zatytułowanej "To i owo... warsztatowo!", prezentującej przykładowe prace uczestniczek i instruktorek.


Na wystawie zaprezentowano haft koralikowy tworzony według wskazówek Grażyny Antoń. W czasie zajęć prowadzonych przez Krystynę Drożdżowską można było nauczyć się między innymi tajników filcowania, wire-wrappingu, makramowych splotów, technik upcyklingowych. Iga Pauliczek przekazywała podstawowe zasady sutaszu i wzory koralikowych splotów, prowadziła również zajęcia z decoupage'u i sztukaterii. Wybrane dokonania uczestniczek i instruktorek obejrzeć można poniżej.









Mój aparat fotograficzny nie zawsze odnajduje się w sztucznym oświetleniu, więc poniżej zaprezentuję nieco lepszej jakości zdjęcia moich własnych prac, które znalazły się na wystawie.



















środa, 26 czerwca 2013

Zielone Bronowice

Na wstępie chciałabym wyjaśnić, że nie pretenduję do szczurzego wyścigu, aby zdobyć urzędowe stanowisko ani nie sympatyzuję z żadną partyjną strukturą. Tępię jedynie głupotę, gdyż należy po imieniu nazwać bezmyślne niszczenie zasobów środowiskowych oraz dziedzictwa kulturowego Krakowa. Jestem wyłącznie głosem ludu, rzecznikiem prasowym mieszkańców oszukanych w wyborczych obietnicach. Inicjatywa Zielone Bronowice powstała w odpowiedzi na chorą koncepcję zabetonowania blisko 10 hektarów pięknej, choć zaniedbanej zieleni. Albowiem parafrazując literackie kanony, źle się dzieje w grodzie Kraka.

Fot. Tomasz Borejza

Na niedostępnej dla mieszkańców powojskowej strefie przy ul. Rydla znajduje się, wybudowany w latach 1857-1865, wspaniale zachowany fort reditowy 7 Za Rzeką należący do Twierdzy Kraków. Właśnie dzięki tej militarnej izolacji budowla uniknęła rozmaitych, modą dyktowanych, modernizacji i ingerencji w swoją pierwotną konstrukcję. Z drugiej jednak strony, odseparowanie zabytku sprawiło, że niewiele osób, nawet w najbliższym sąsiedztwie, ma świadomość jego istnienia. Jeszcze mniej osób zdaje sobie sprawę, jakie plany inwestycyjne wobec tego terenu przygotował jego obecny zarządca, czyli Agencja Mienia Wojskowego.

Według historyków, przedmiotowy obszar w całości powinien zostać nieodpłatnie przekazany na rzecz Krakowa. Ziemie te wywłaszczono za rządów austriackich w ramach przenoszenia koszarów z Wawelu z przeznaczeniem na cele wojskowe i obronne. Prace budowlane i porządkowe wykonywali okoliczni mieszkańcy. Zatem, w związku z utratą statusu militarnego, należałoby zwrócić teren spadkobiercom, a więc miastu. Zarządca terenu, kierując się pokrętną logiką, neguje jednak historyczne fakty, gdyż dopiero w 1910 roku wieś Bronowice została przyłączona do Krakowa jako dzielnica katastralna. Argument ten jest po prostu śmieszny, gdyż de facto jedynym terytorialnym dziedzicem jest Rada Dzielnicy VI, a więc jednostka pomocnicza gminy miejskiej Kraków. W grę wchodzą duże pieniądze, ale przecież wszystko finansowane jest z naszych podatków, więc może Wojsko powinno poprawić swój wizerunek gestem na rzecz tych, którzy je utrzymują?

Niestety, Magistrat nie wykazuje żadnej woli współpracy z mieszkańcami. Jestem zbulwersowana postawą pani Elżbiety Koterby, zastępcy prezydenta ds. rozwoju miasta. Jako urbanista powinna sobie zdawać sprawę z konsekwencji, jakie przyniesie zabudowa tego terenu. Jeszcze w piątek, 14 czerwca, podczas spotkania z naszymi przedstawicielami na zadane wprost pytanie oświadczyła, że nie będzie żadnych zmian w Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego, a teren zostanie zachowany jako zieleń miejska. Tymczasem kilka dni później podczas wyłożenia projektu do publicznego wglądu okazało się, że zgodnie z załącznikiem K1 teren przy ul. Rydla do wysokości ul. Halczyna przemianowany został na MNW - tereny zabudowy mieszkaniowej jednorodzinnej i wielorodzinnej niskiej intensywności. Nie toleruję hipokryzji i nie wierzę, żeby urzędnik wysokiego szczebla składał podpis pod dokumentem bez zapoznania się z jego treścią. Moim zdaniem, osoba która już wcześniej dopuściła do zabudowy chronionego obszaru parku Młynówka Królewska, nie nadaje się do piastowania tak odpowiedzialnego stanowiska. Nie wiem, jakie układy wiążą ją z pomysłodawcą degradacji bronowickiej zieleni, skoro jego prywatne interesy okazują się dla niej ważniejsze od dobra mieszkańców. Przeraża mnie ich poczucie bezkarności. Mimo protestów społeczeństwa, pan Grzegorz Stawowy nadal równocześnie reprezentuje miasto jako Radny i Agencję Mienia Wojskowego jako jej dyrektor. To skandal, że przedstawicielem mieszkańców jest człowiek, który nawet na antenie Radia Kraków powiedział, że dla niego ważniejsze jest pozyskanie środków na sfinansowanie uzbrojenia dla armii w Afganistanie niż jakość życia Krakowian. Jak można dopuścić do sytuacji, że przewodniczącym Komisji Planowania Przestrzennego i Ochrony Środowiska zostaje osoba, która planuje wycięcie drzewostanu i zabetonowanie 10 hektarów terenów zielonych?

Jestem ekspertem w zakresie ochrony środowiska i gospodarki odpadami, więc z pełną odpowiedzialnością wytknąć mogę bezmyślność magistrackich decyzji i działanie z premedytacją na szkodę społeczeństwa. Przykładem może być tutaj systematycznie pogarszająca się jakość powietrza w mieście i narastające zjawisko smogu. Zdaniem pana Stawowego, całkowitą odpowiedzialność za stan krakowskiego powietrza ponoszą mieszkańcy. Teoria ta jest skrajnie niedorzeczna. Owszem, emisja niska, związana z ogrzewaniem domostw poprzez palenie w piecach, zatruwa powietrze, ale w tym przypadku jest czynnikiem marginalnym. Każdego roku coraz więcej osób zmienia system grzewczy na ekologiczne piece gazowe lub decyduje się na przyłącze do sieci miejskiej, a, nawet mimo upadku przemysłowych trucicieli, zjawisko smogu drastycznie narasta. To właśnie nieprzemyślane decyzje urzędników, zapominających o położeniu Krakowa w niecce i konieczności przewietrzania miasta, pozwalających na zabudowę korytarzy powietrznych, wycinkę już nadmiernie przetrzebionego drzewostanu, niedostosowanie infrastruktury komunikacyjnej do istniejącego ruchu samochodowego sprawiają, że jesteśmy jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast.

Bronowice przez Magistrat traktowane są po macoszemu. W dzielnicy, która była kolebką Młodej Polski, w zasadzie jedyną kulturalną instytucją jest Muzeum Rydlówka. Jestem wizjonerką i, w przeciwieństwie do urzędników, myślę też o przyszłych pokoleniach. Zachwyciła mnie postawa Wojciecha Bednarskiego i właśnie takie osoby powinny zarządzać miastem. Przedmiotowy teren mógłby funkcjonować jako park zrównoważonego rozwoju - choćby pod roboczą nazwą Artystyczne Bronowickie Centrum Ekologii i Edukacji. Jego zagospodarowaniem chętnie zajmą się sami mieszkańcy pod czujnym okiem Rady Dzielnicy i w pełnej, już zadeklarowanej, współpracy z krakowskimi uczelniami, fundacjami oraz instytucjami z kulturą związanymi.

A w ramach rekompensaty za zanudzanie lokalnymi problemami, pokażę moich kilka zdjęć fortu reditowego 7 Za Rzeką, nazywanego potocznie Fortem Bronowice. Bez specjalnego pozwolenia niestety zobaczyć go nie można.







I, aby ukazać urok tego miejsca, dołączam poniżej jeszcze kilka zjawiskowych fotografii autorstwa Piotra Opalińskiego. Czy możemy pozwolić, aby zwykła chciwość urzędników i developerów doprowadziła do całkowitej degradacji tego mistycznego zakątka?




niedziela, 23 czerwca 2013

19. Południk

Ponownie zajęliśmy miejsca na widowni Sceny Tęcza. Naszym drugim spektaklem wybranym w ramach krakowskiej Nocy Teatrów 2013 była adaptacja sztuki autorstwa Juliusza Machulskiego, komedia political fiction zatytułowana "19. Południk". Na fotelu reżyserskim również tym razem zasiadł Tomasz Smykalski, a po scenicznych deskach stąpali pełni młodzieńczej pasji i utalentowani aktorsko studenci rozmaitych krakowskich uczelni: Jakub Kalemba, Miłosz Majchrzak, Michał Pastuszczak, Radosław Misiewicz, Dorota Sarba, Klaudia Urban, Tomasz Katra, Maciej Iljaszewicz, Maciej Bałamut, Eliza Bielińska, Maria Buksa oraz sam Tomasz Smykalski. Niekwestionowaną gwiazdą przedstawienia okazała się Matka Boska Grzybiczna - rzeźba, wokół której toczyły się losy bohaterów. Przedstawienie zakończyło się lawiną oklasków. Cała nasza czwórka opuściła podwoje teatru w stanie euforycznego zachwytu nad aktorskimi popisami.


Historia, choć wymyślona, wydaje się wielce prawdopodobna, gdyż żądza władzy często ogarnia jednostki kompletnie się do tego nie nadające. Narzucające się skojarzenia z realnymi współczesnymi politykami sprawiły, że telewizyjna premiera sztuki pół roku czekała na swoją emisję. Po serii dziwnych zjawisk atmosferycznych, na prezydenckim tronie zasiada tyran i despota. Likwiduje opozycję i z prostackim wdziękiem rozwiązuje wewnętrzne i zewnętrzne problemy kraju. Przestępców pozbywa się w "zupełnie przypadkowych" katastrofach. Bezrobocie eliminuje zatrudniając ludzi przy budowie na granicy wschodniej muru, tak potężnego, aby był widoczny z księżyca. Zrywa wszelkie stosunki z Niemcami, Rosją i Stanami Zjednoczonymi, łamiąc układy i umowy międzynarodowe. Nie przebierając w środkach, dąży do ustanowienia "oświeconej dyktatury". Interwencji podejmują się Amerykanie i Polska zostaje podzielona między Rosję a Niemcy. Granicą podziału ma być tytułowy dziewiętnasty południk, który dzieli terytorium Polski na dwie niemal równe części. 





sobota, 22 czerwca 2013

Gwałtu, co się dzieje!

W sobotę 15 czerwca 2013 r., tuż po zachodzie słońca, można było obejrzeć perełki aktorskich popisów w ramach Nocy Teatrów. W siódmej edycji krakowskiego nocnego teatrobrania prezentację swoich topowych przedstawień zapowiedziało ponad 30 instytucji. Wybrałam dla mojej ekipy miejsce mniej znane i zdecydowanie bardziej niszowe, ale rozkręcane z ogromną pasją, którą tak bardzo sobie cenię. Wraz z Ewą, Jagodą oraz Maćkiem wybraliśmy się na teatralny maraton na ul. Praską 52, gdzie mieści się Scena Tęcza.

Pierwszym przedstawieniem tego wieczoru była adaptacja sztuki Aleksandra Fredry pod tytułem "Gwałtu, co się dzieje!" Spektakl zrealizowany przez studencki Teatr Graciarnia wyreżyserował Tomasz Smykalski. Na scenie wystąpili wyłącznie amatorzy - młodzi ludzie studiujący na kierunkach, które z aktorstwem nic wspólnego nie mają: Michał Pastuszczak, Tomasz Katra, Maciej Iljaszewicz, Jakub Kalemba, Joanna Kolasa, Klaudia Urban, Anita Warkiewicz, Bartłomiej Kiraga oraz Maria Buksa. A jednak zagrali tak wiarygodnie, że kiedy zabłąkany turysta chaotycznie poruszał się po teatralnym podeście z papierową torbą na głowie, ciszę przeciął przerażony, piskliwy głosik jednego z najmłodszych widzów: "proszę pana, niech pan uważa, zaraz pan spadnie".


Fabuła pokrótce przedstawia się następująco: wszystkie kobiety w mieście przejmują nagle przywództwo, zmuszając swoich mężów do przebieranek i zajęć typowo niewieścich. Sterroryzowani i poddanie domowej przemocy mężczyźni w sukienkach zaczynają się w tej roli jednak powoli odnajdywać. Zmaskulinizowane kobiety, opętane żądzą władzy, ustanawiają dziwaczny sąd, w którym najpierw należy oskarżonego ukarać, a dopiero potem doszukać się jego ewentualnej winy i uzasadnienia dla wyroku. Niepewne swojej pozycji, na każdym kroku wietrzą podstęp i zagrożenie. Kres groteskowym rządom przynieść może jedynie młodość niesiona na skrzydłach miłości.


Prapremiera tej fredrowskiej komedii miała miejsce w 1832 r., a jednak najważniejsze przesłanie sztuki nic nie straciło ze swojej aktualności. Do władzy nadal najchętniej pchają się osoby, które w zakresie zarządzania okazują się kompletnymi beztalenciami. Przykładów daleko szukać nie trzeba, ostatnie popisy krakowskiego Magistratu (paradoksalnie właśnie do Krakowa Tomek przeniósł akcję sztuki, w oryginale rozgrywającą się w Osieku) w zakresie wydawania pozwoleń na niszczenie terenów zielonych i bezmyślne zalewanie miasta betonem, znakomicie ilustrują morał płynący z tego przedstawienia.


czwartek, 20 czerwca 2013

Piknik ParkuJeMyEko

Wbrew prognozom pogody, w sobotę 15 czerwca 2013 r. podgórski Park Bednarskiego przyodział przepiękną, utkaną z delikatnych słonecznych promieni szatę. Dla imprezy plenerowej była to oprawa idealna. Podczas ekologicznego pikniku towarzyszyła mi moja przyjaciółka Agnieszka i jej córka Gosia.


W zestawie przygotowanych przez organizatorów atrakcji znaleźć można było między innymi: rozmaite warsztaty kulinarne, muzyczne i artystyczne, jogowe medytacje, dawkę oczyszczającego tanecznego ruchu budzącego ciało i uwalniającego umysł pod okiem certyfikowanej instruktorki techniki 5Rytmów Joanny Hussakowskiej, ćwiczenia sprawnościowe oraz plenerowe kino. Nasza Gosia dzielnie zawalczyła o cukierki podczas gry terenowej i ćwiczyła równowagę spacerując po linie. Piknik ParkuJeMyEko miał na celu propagowanie idei głębokiej ekologii poprzez zabawę i wspólne działania.



Dla mnie osobiście genialną akcją była wymiana opakowań po napojach na owoce. Moje kartoniki przetransformowałam na rabarbar i pomarańcze, natomiast Agnieszka wybrała banany. Oczywiście, dopatruję się pewnej nieścisłości w nazwie, gdyż na całym świecie, za wyjątkiem Stanów Zjednoczonych, rabarbar uznawany jest za warzywo. Organizacji tego przedsięwzięcia podjął się Dominik Dobrowolski i należą mu się za to ogromne brawa. Prawidłowa gospodarka odpadami ma sens tylko wtedy, gdy stworzy się jej podwaliny na poziomie elementarnym. Społeczeństwo potrzebuje edukacji, gdyż nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że opakowania wielomateriałowe również podlegają recyklingowi. Podobna akcja zaplanowana została w ramach Festiwalu Filmowego "Lasy świata i ich mieszkańcy" i już teraz gorąco namawiam do wzięcia w niej udziału. Na miejscu można było również zakupić zdrową żywność na stoiskach sklepu ekologicznego Pana Zielonki, ekologicznej cukierni Zielony Talerz oraz Spółdzielni, ekologicznej restauracji.



 
Park imienia Bednarskiego należy do reliktów wspaniałej koncepcji Miasta-Ogrodu, niestety całkowicie zaprzepaszczonej przez brak umiejętności perspektywicznego myślenia obecnych władz Krakowa, aprobujących wciskanie betonu na każdym skrawku krakowskiej zieleni. Otworzony został w 1896 roku dzięki wizjonerskiej idei Wojciecha Bednarskiego, miejskiego radnego, a równocześnie społecznika i założyciela Towarzystwa Upiększania Miasta Podgórza. Właśnie takich osób brakuje wśród miejskich zarządców. Ludzi, którzy dostrzegają coś więcej niż czubek swojego nosa i zawartość własnej kieszeni. Bednarski nie tylko sam działał na rzecz miasta, ale również zarażał swoją pasją innych. Organizował ochotnicze zespoły młodzieżowe aktywne zarówno podczas prac związanych z zakładaniem parku, jak i później w ramach pielęgnacji tego terenu, propagując tym samym umiłowanie przyrody i szacunek do własności społecznej.

Na koniec mam bardzo smutne wieści, gdyż dotarły do nas informacje, że Magistrat, wbrew woli mieszkańców, postanowił zniszczyć Zielone Bronowice: zalać betonem ostatnią, dziesięciohektarową enklawę zieleni, wyciąć zadrzewienie, które powinno podlegać ochronie jako pomniki przyrody oraz przyczynić się do drastycznego obniżenia jakości powietrza w północno-zachodniej części miasta. 



niedziela, 16 czerwca 2013

Wernisaż wystawy Bogumiła Książka

Zamiast, jak donoszą media, miotać się w chaosie na lotnisku, na piękne włoskie wakacje polecam wybrać się do Otwartej Pracowni. Od 14 do 30 czerwca 2013 r. można tam dosłownie poczuć subtelny dotyk słonecznych promieni oraz usłyszeć melodię szumu ciepłego morza na wystawie autorstwa Bogumiła Książka, pod tytułem "Eneasz i Diogenes". Kuratorem najnowszej ekspozycji został Michał Hankus.

Z Bogumiłem Książkiem

Bogumił Książek ukończył krakowską Akademię Sztuk Pięknych. Po studiach przez siedem lat mieszkał we Włoszech, a obecna wystawa jest właśnie pokłosiem fascynacji tamtejszą kulturą. W swoich pracach Bogumił często odwołuje się do dziewiętnastowiecznego akademizmu. Dopatrzeć się można również baśniowości antyku, barokowych inspiracji formą, renesansowych gestów, impresjonistycznej zabawy delikatnością barw, niekiedy nawet twórca zahacza o konwencję popartu. Nie ukrywam, że zostałam oczarowana pastelowym kolorytem płócien i uchwyconym przez pędzel mistycyzmem.

Michał Hankus, Bogumił Książek                                                                                 Bogumił Książek

Wystawę podzielono na dwie części. Pierwszy cykl zadedykowany został mitologicznemu bohaterowi Eneaszowi. Trudno jednak dopatrywać się jednoznacznych nawiązań. Czynnikiem łączącym jest włoskie miasteczko Acaya, tworzące tło dla płócien, w pobliżu którego, zgodnie z przekazem legendy, zakotwiczył okręt Eneasza. Współcześni plażowicze wpleceni zostali w tajemniczą przestrzeń niedopowiedzeń, wakacyjna radość i beztroska przenika przez zadumę i nostalgię. Realistycznie namalowane postaci w abstrakcyjnej sferze zawieszają postrzeganie obrazów pomiędzy jawą a snem.



Bohaterem drugiego cyklu jest grecki filozof Diogenes. Jak zdradził Bogumił, idealnego modela szukał przez rok i zupełnie przypadkowo spotkał go właśnie w Otwartej Pracowni. Wierząc w boskie znaki, postanowił zatem w przestrzeni tej właśnie galerii zorganizować premierowy pokaz swojej wizji antycznego myśliciela. Diogenes w rzeczywistości okazał się Hermesem, gdyż pod takim właśnie pseudonimem ukrywa się żyjący poza schematem Lech Krzewicki, często spacerujący ze swoimi końmi po krakowskich ulicach. Na wernisażu sprawiał wrażenie onieśmielonego nagłym zainteresowaniem, gdyż jest to człowiek niezwykle skromny, do salonów nieprzyzwyczajony.