Kalendarium

* 17 lipiec 2016 r. - Festiwal Etnomania w Wygiełzowie
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice

piątek, 5 sierpnia 2016

Kocia magia

Potęga ludzkiej myśli bywa niewiarygodna. Podczas pobytu w Przemyślu bardzo chciałam się spotkać z koleżanką, z którą dawno straciłam kontakt. Nie znałam aktualnego numeru telefonu ani adresu i nawet nie wiedziałam, czy gdzieś nie wyjechała. Postanowiłam pójść w okolice, które zwizualizowałam jako jej ścieżki na podstawie strzępów dawnych opowieści. Marzyłam o tym, żeby w końcu poznać jej białą kotkę, o której tyle słyszałam.

Lidkę spotkałam na ulicy. Tak po prostu. Nagle poczuła, że musi wyjść do sklepu. Coś niewytłumaczalnego podszepnęło jej, żeby wybrać inną drogę niż zwykle. Magia? Telepatia? A może sama księżniczka Selima maczała w tym palce, żebym mogła uwiecznić ją na okładce w albumie najpiękniejszych kotów świata?





wtorek, 2 sierpnia 2016

Pałac Lubomirskich w Przemyślu

Wiele razy przez szybę samochodu podziwiałam urokliwy pałacyk ukryty wśród zieleni na przemyskich peryferiach. Przypadkowo dowiedziałam się, że park jest ogólnodostępny. Moja decyzja o ataku na bramę założenia była nieunikniona.


Pierwotnie istniał tu dwór obronny i zwierzyniec. W letniej rezydencji wypoczywali starostowie przemyscy. Zachowany pałac wzniesiono w latach 1885-1887 na polecenie księcia Hieronima Lubomirskiego według projektu Maksymiliana Nitscha. Wybudowany w stylu eklektycznym łączy elementy stylów: neobarokowego, neogotyckiego i neoromańskiego. Po wojnie przeznaczony został na potrzeby edukacyjne. Mieściło się tu technikum rolnicze. Obecnie całe założenie pałacowo-parkowe należy do Państwowej Wyższej Szkoły Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu. Studiowanie w tak pięknym otoczeniu musi być ogromną przyjemnością.





Wokół pałacu rozciąga się park krajobrazowy z pozostałościami dobrze funkcjonującego folwarku, w którym istniał browar i hodowla koni. Przez chwilę goniłam wiewiórkę, ale ukryła się w gęstwinie liści na wysokim drzewie. W zwiedzaniu pomagał mi niesamowity towarzysz. Na moim ramieniu przysiadł motyl i razem spacerowaliśmy po parku. Przypadkowi przechodnie, którzy robili mi zdjęcia, nie mogli uwierzyć, że jest prawdziwy.




niedziela, 31 lipca 2016

Zagadkowa zabawa - pytanie 7

Wybiła godzina zadania Wam siódmej zagadki. Do zabawy można dołączyć w każdej chwili. Nowicjuszy odsyłam do regulaminu. W sierpniu przygotuję ranking półfinałowy, ale, oczywiście, końcowa punktacja może okazać się całkowicie inna. Podam również poprawne odpowiedzi do pierwszych sześciu pytań.







Na Wasze odpowiedzi czekam w komentarzach pod tym postem do 31 sierpnia 2016 r. do godziny 23:59.







Oko ludzkie inaczej postrzega rzeczywistość niż aparat fotograficzny. Podczas wieczornego spaceru po Przemyślu zobaczyłam coś, co zupełnie nie pasuje do miejskiej przestrzeni. I właśnie tego dotyczyć będzie pierwsze pytanie. Drugie związane będzie z samym miastem.



Pytanie nr 1:
Co chciałam uchwycić na zdjęciu?

Pytanie nr 2:
Jakie rozproszone zabytkowe obiekty historycznie łączą Przemyśl z Krakowem?

wtorek, 26 lipca 2016

Na łące

W niedzielę czarne chmury zawiesiły się nad słowackimi szczytami, więc wędrówkę zamieniliśmy na piknik na trawie. Koniczyna spojrzała na mnie prowokacyjnie. Podobno pewnych umiejętności nabytych w dzieciństwie nigdy się nie zapomina. Szybko wyplotłam sobie wianuszek.

Fot. Piotr Jantos


Chłopcy już się przyzwyczaili, że daleko mi do powagi. Wianek posłużył do aranżacji scenek rodzajowych. Niestety, zdjęć Maćka w wianku nie mogę pokazać, bo obawiam się, że byłaby to moja ostatnia wycieczka w tym fantastycznym towarzystwie. Piotrek nie odważył się przymierzyć, jednak dzielnie asystował w próbach uchwycenia wianka w locie.







poniedziałek, 25 lipca 2016

Radośnie w stronę Smutnej Doliny

Zazwyczaj jestem twardzielem, ale podczas tej wyprawy chłopcom naprawdę udało się mnie zmęczyć. Dziewięć godzin wspinaczki zmieniło moje nogi w galaretę. Początek niebieskiego szlaku miał smak jagodowy. Piotrek i Maciek nie mogli oderwać się od krzaczków. Nie skusiłam się na dzikie frykasy wyłącznie z pobudek estetycznych. Na fotografiach wolę mieć białe zęby, a nie fioletowe, pomimo mojej ogromnej słabości do tego koloru.


Fot. Piotr Jantos


Zmęczenie miało oczywiście wymiar jedynie fizyczny. Akumulatory mojej psychiki najszybciej ładują się w kontakcie z naturą. W dolinę zeszliśmy przed Smutną Przełęczą. Nie wiem, czemu Słowacy tak posępnie nazwali okoliczne części Tatr Wysokich - smutne lub płaczliwe. Dla mnie wszystkie były radosne.







niedziela, 24 lipca 2016

Brestová nad skanzenom

Następnego dnia planowaliśmy się pomoczyć w basenach, ale ilość samochodów na parkingu jednoznacznie wskazywała, że wewnątrz jest więcej ciał niż wody. Zamieniliśmy termy na spacer po lesie i objadanie się smażonym serem w gospodzie w Brestovej.


Fot. Piotr Jantos

Prawdziwa zabawa zaczęła się, kiedy znalazłam ogromny drewniany młot. Oczywiście był to tylko kawałek ściętego drzewa, ale od czego jest moja fantazja?