Kalendarium

* Od 5 do 30 września 2017 r. - piesza pielgrzymka do Santiago de Compostela
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice

niedziela, 9 grudnia 2018

W złotej klatce

Prawdziwa wolność nie istnieje. Żyjemy w świecie nakazów i zakazów. Toniemy w morzu niepotrzebnej biurokracji. Tracimy dni na zakorkowanych ulicach. Wskazówki zegara liczą każdy nasz wdech i wydech. Poczucie komfortu jest złudzeniem. Im więcej posiadamy, tym mocniej zaciskają się kajdany na naszych dłoniach. Barbeniks zamieszkał w złotej klatce. Każdy podmuch wiatru sprawia, że zaczyna się w niej szamotać. Rajski ptak na darmo podejmuje trud wydostania się ze swojego więzienia. Nawet nie wie, że nie potrafi latać...



czwartek, 6 grudnia 2018

Ptaki mojej wyobraźni

Przyleciały całym stadem. Skrzydłami z filcu miękko przecinały powietrze. Malowały wielobarwne smugi na grudniowej szarości nieba. Przysiadły na parapecie i zaczęły debatować. Postanowiły zostać w tym zimnym i smutnym kraju. Mają misję zaczarowania rzeczywistości. Na razie zdradzić mogę tylko jeden element najnowszego projektu. Ptasi tutorial oraz moje pomysły na dekoracje z Feniksami w roli głównej pokażę niebawem.




sobota, 17 listopada 2018

Bronowicki skarb

Wiecie, że wśród współczesnej architektury wokół nas istnieje niewidzialne miasto sprzed ponad stu lat? Wiele jego elementów zostało bezpowrotnie zniszczonych, chociaż Twierdza Kraków jest unikatem w skali globalnej. Jeden z najcenniejszych zabytków sztuki militarnej, fort 7 "Za Rzeką", kryje się przy Parku Bronowickim.


Zaprosiliśmy mieszkańców do wspólnego odkrywania naszego skarbu. Pomysłodawcą wydarzenia były Zielone Bronowice, których mam przyjemność być liderem. Naszymi przewodnikami po czasach monarchii austro-węgierskiej zgodzili się zostać członkowie Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Historii RAWELIN



Fot. Robert Polański

Niestety, zarządca działek fortecznych konsekwentnie odmawia wyrażenia zgody na zwiedzanie obiektu, więc musiały wystarczyć nam stare mapy, plany fortu oraz nasza wyobraźnia. Pan Piotr Leonowicz przeniósł nas swoimi barwnymi opowieściami w odległą przeszłość, a przedstawiane przez niego fakty i ciekawostki zaskakiwały nawet znawców epoki i wojskowej myśli technicznej. Chciałabym serdecznie podziękować wszystkim obecnym za wspaniałe spotkanie. Mamy w planach zorganizować podobne wydarzenie w przyszłym roku. Może tym razem historyczny spacer doprowadzi nas aż do ceglanych murów.



Aura nie sprzyja już spotkaniom w naszym Parku. Wiosną zarzucimy Was nowymi pomysłami na tworzenie sąsiedzkiej wspólnoty. W tęsknocie za ciepłymi dniami pozostawiam Was z niezwykłym niebem, pod którym odkrywaliśmy forteczne tajemnice.



piątek, 16 listopada 2018

Rzecz o krakusce

Uszyłam pierwszą w życiu czapkę. Model jest oczywiście męski, więc własną głowę jedynie wypożyczam do zdjęć poglądowych. Do oryginału brakuje pawiego piórka i wstążek, które uzupełnię, kiedy nadejdzie sezon na ogony. Mam też pomysł na wersję damską według tego schematu, ale nie wiem, kiedy wykroję czas na realizację.


Walka z nitką i igłą miała miejsce w ŻyWej Pracowni w ramach projektu "Rzecz o krakusce czyli warsztaty o strojach krakowskich dla Krakowiaków i Krakowianek". Cały przebieg zmagań z czerwonym suknem udokumentowałam krok po kroku. Mam nadzieję, że na tyle czytelnie, że nie wymaga dodatkowego opisu. Jeśli jednak macie jakieś wątpliwości, pytajcie, postaram się je rozwiać. Możecie także skorzystać z pomocy fachowców albo poznać inne krakowskie motywy na warsztatach.







niedziela, 11 listopada 2018

Quest niepodległościowy

Quest to gra terenowa, w której uczestnicy rozwiązują wierszowane zagadki i w dowolnym terminie pokonują trasę. Z okazji Święta Niepodległości wzięłam udział w dwóch krakowskich zabawach z historią w tle. Pierwsza z nich nosi tytuł "Śladem Ziuka po Krakowie - do niepodległości!" W rolę narratora wciela się sam Józef Piłsudski. Quest jest dostępny w internecie w formie pdf do wydruku albo w aplikacji mobilnej. Podobno w punktach informacji miejskiej można dostać gotowe ulotki, ale nie udało mi się na nie trafić. Polecam wszystkim taką formę plenerowej aktywności, a moje własne wrażenia przedstawię w konwencji rymowanej.


W labiryncie miejskiej prozy
Ktoś wyznaczył wierszem szlaki,
Cenny skarb złożył w depozyt,
W strofach ukrył jasne znaki...

Spacery po mieście lubię,
Dzielnie przemierzam ulice,
Wśród wskazówek się nie zgubię
I odkryję tajemnicę.

Ruszam w drogę żądna chwały.
Rozpoczynam na Wawelu,
Odczytuję inicjały
Na pomniku, jednym z wielu.

Jeszcze pokłon w krypcie składam,
gdzie spoczywa Patryjota
i ruszam po jego śladach.

Przekraczam zamkowe wrota.
Czytam zachowane słowa.
Remont był darczyńców dziełem.
W charakterze podziękowań
Mury zdobi wzór z cegiełek.




Kolumna nazwisko zdradza
Na pobliskim małym placu.

Idę dalej, tam gdzie władza,
Urząd kryje się w pałacu.
Odwiedzam jego podwórze.
Szukam słów, na jasnym tynku
Tablicę ukryto w murze.

Dalej pójdę w stronę rynku.
W miejscu dawnego odwachu
Odczytam kolejne frazy.
Spojrzę w paszczę lwu bez strachu
Bo obydwa śpią jak głazy.




Idę w zachodnim kierunku,
Szukam znaków na fasadach,
Gdzie napis na grawerunku
O cywilach opowiada,
Dzielnych członkach komitetu.

Skręcam w prawo, patrzę w lewo
Na gmach Uniwersytetu.
Rośnie przed nim wielkie drzewo,
Symbol wolnościowych dążeń.

Na rogu rozczarowanie,
Przez chwilę bezradnie krążę,
Treść zasłania rusztowanie,
Lecz w pamięci mam tablicę.
Odtwarzam braki w przestrzeni,
Bo znam Marszałka ulicę.

Omijam ciągi kamienic,
Zmierzam do następnej płyty
Bohaterstwu poświęconej.
Szukam w literach wyrytych
I idę w pomnika stronę,
Gdzie cyfry na mnie czekają.

Zaglądam w moje notatki,
Już zagadkę odsłaniają.
Uzupełniam puste kratki.




Zbliża się kres mojej drogi
W tym historycznym spacerze.
Witają mnie domu progi,
Skąd wyruszyli żołnierze.




Kroki dzielą od nagrody,
Czytam datę przy schronisku,
Przede mną ostatnie schody.

Zerkam do moich zapisków,
Bo kto starannie zgromadzi
Wszystkie słowa w questu zdaniach,
Temu hasło tytuł zdradzi,
Poda jego rok powstania.

Na recepcję muszę skręcić,
Skarb zdobyty popisowo:
Mam już portret na pieczęci.
Pora ruszyć w trasę nową.


wtorek, 23 października 2018

Niewidzialni przyjaciele

Mój Brat twierdzi, że otaczam się niewidzialnymi przyjaciółmi. Często z nimi rozmawiam, wystukujemy na klawiaturze naszą codzienność, wysyłamy sobie prezenty albo dobre słowo. Dzieli nas odległość, ale o wiele silniej łączą wspólne pasje. To cudowne uczucie, że gdzieś jest ktoś, kto wyczuwa naszą obecność, chociaż wcześniej nie spotkaliśmy się w prawdziwym życiu. Aż nadchodzi moment, że kręte ścieżki się krzyżują. Marzenka przyjechała do Krakowa, więc mogłyśmy się w końcu zobaczyć. Wrażenia z wizualizacji wirtualnej przyjaźni okazały się całkowicie pozytywne i mam nadzieję, że to dopiero początek długiej serii spotkań poza komputerem.



piątek, 19 października 2018

Wybory Samorządowe 2018

W niedzielę 21 października 2018 r. odbędą się wybory samorządowe. Serdecznie zachęcam wszystkich do wzięcia w nich udziału. Szczególnie ważne są dla mnie wyniki wyborów w Krakowie, które mogą pozytywnie zmienić jakość naszego życia. Mieszkańcom trzech krakowskich dzielnic: Bronowice, Dębniki i Zwierzyniec, a więc okręgu nr 3, polecam moją kandydaturę do Rady Miasta Krakowa. Zachęcam do postawienia krzyżyka na liście 19, pozycja 2. Nie zawiodę Państwa zaufania.






czwartek, 11 października 2018

Kulisy wyborów samorządowych

Do prowadzenia własnej kampanii wyborczej się nie nadaję. Poszłam rozdawać ulotki. W ciągu godziny wręczyłam... 8 sztuk. Zamiast agitować i zachwalać swoje kompetencje, słuchałam opowieści o problemach innych ludzi. Wrzucanie materiałów do skrzynek odpada, bo nie chcę nikomu śmiecić. Z tego samego powodu nie zdecydowałam się na billboardy, banery ani plakaty. Pozostaje mi tylko internet, w którym pozostawię najmniejszy ślad ekologiczny. Ale sieć ma ograniczony zasięg, a najbardziej zdyscyplinowany elektorat nie korzysta z dobrodziejstw komputerowych. Skuteczność nie ogranicza się jednak do kampanii wyborczej. Kilka lat temu pewna Bardzo Wysoko postawiona osoba w strukturach Urzędu Miasta Krakowa, podczas jednego z naszych spotkań w sprawie utworzenia Parku Bronowickiego, powiedziała do mnie: "urzędnicy mają obowiązek śledzenia pani aktywności w sieci". I rzeczywiście tak jest. Wczoraj opublikowałam film i złożyłam deklarację, że jeśli dostanę się do Rady Miasta, przetnę kłódkę, która dzieli mieszkańców od wywalczonego przez nich Parku Zakrzówek. Dzisiaj Pan Dyrektor Zarządu Zieleni Miejskiej oficjalnie ogłosił, że jutro wszystkie kłódki w tym miejscu zostaną usunięte. Jestem pod ogromnym wrażeniem błyskawicznej reakcji. Wirtualne przecięcie kłódki zamieniło się w rzeczywistość.

Zdecydowanie wolę prezentować się działaniem, a nie słowami. Idealnie odnajduję się w prowadzeniu wydarzeń społecznych, które z wyborami nic nie mają wspólnego. Tworzę nową przestrzeń w dialogu z mieszkańcami, w miejscu, o powstanie którego walczyłam przez wiele lat. Myślę, że dobrze mi to wychodzi, skoro mieszkańcy proszą o kolejne spotkania. Owszem, w czasie takich konsultacji mogłabym poprosić o oddawanie na mnie głosów, ale bardziej zależy mi na wypracowaniu wspólnej wizji nowego parku i integracji lokalnej społeczności.

Fot. Mariusz Waszkiewicz

Kampania wyborcza płynie obok mnie, ale czasami się o nią potykam. Zazwyczaj działania konkurencji, mające na celu dyskredytację mnie jako Bardzo Poważnego Kandydata, wywołują u mnie rozbawienie. W świecie uprzejmych doniesień dostałam obrazek, który na mój temat gdzieś krąży. Nie poczułam się urażona. Wręcz przeciwnie, uważam, że zostałam przedstawiona w całkiem sympatycznym kontekście. Wolałabym w tej narracji być Kotem w Butach, ale rzeczywiście Anonimowy Artysta ma rację, że Osiołek celniej opisuje moje podejście do świata. "Prezent" przyjęłam z uśmiechem i pełnym podziwem dla umiejętności graficznych Autora.


Ciemnych stron kampanii w aspekcie mojego kandydowania wymienię kilka.

1. Pan X. jest moim konkurentem i reprezentuje jedną z największych partii politycznych. Szanuje mnie jednak jako człowieka i bardzo ceni moją działalność w obrębie dzielnicy. Spotkaliśmy się przypadkowo w drodze na przystanek tramwajowy. Pan X. ściszył głos:

- Bo wie pani, mój komitet bardzo długo szukał osoby, która nazywa się podobnie jak pani. Liczą na to, że ludzie będą się mylić przy urnach. Ta kandydatka nic sobą nie reprezentuje i nie ma żadnych osiągnięć, ale wie pani... Takie samo imię, w nazwisku minimalna różnica. Ludzie są prości, nie zwracają uwagi na detale. Mówię pani o tym tylko dlatego, że sam uważam, że to oszustwo. Kiedy ktoś ją pyta, "czy to pani z Zielonych Bronowic?", ona potwierdza... I wtedy ludzie dziękują jej za wywalczenie parku i obiecują oddanie głosów.

W całej tej dwuznacznej moralnie sytuacji doceniam uczciwość pana X. Poglądy polityczne nas różnią, ale zgadzamy się w wizji naszego miasta. W każdym, nawet najbardziej zdeprawowanym środowisku, można spotkać dobrego człowieka. A moja reakcja? Kreatywna. Zaczęłam zastanawiać się nad hasłami, które mogą mnie wyróżnić od uzurpatorki w moim okręgu wyborczym. Przykład?

DĘBniki głosują na DĘBowską!


2. Jestem współautorem wielu operatów środowiskowych dla samorządów na szczeblu gminnym, powiatowym i wojewódzkim. Tworzenie takich dokumentów wymaga ścisłej współpracy z urzędnikami i radnymi. W ten sposób poznałam przed laty pana Y., Bardzo Ważnego Dyrektora Jednostki Miejskiej. Pan Y. próbował się ze mną "zaprzyjaźnić". Zaprosił mnie na wycieczkę, która, jak się okazało, nie miała nic wspólnego z pozyskiwaniem danym do realizowanego przeze mnie zlecenia. Pan Y. zaoferował mi zakup nieruchomości w niezwykle korzystnych cenach: samowoli budowlanej w otulinie Lasku Wolskiego ("jak pani kupi, od razu zalegalizujemy i wartość budynku wzrośnie dwudziestokrotnie"), rezydencji w malowniczej części Woli Justowskiej ("jak pani kupi, to posprzątamy w księgach wieczystych i odsprzeda pani z zyskiem 80%") oraz willi z ogrodem na terenie Krowodrzy ("jak pani kupi, wymażemy z papierów spadkobierców, to świetna inwestycja pod wynajem, tuż obok uczelni"). W proponowanych przez Pana Y. cenach w Krakowie nie kupi się nawet jednego pokoju, ale nie skorzystałam. Grzecznie odmówiłam, argumentując ówczesnymi wydatkami na wymianę instalacji CO we własnym domu. Skończyłam projekt dla urzędu, a tym samym ucięłam kontakty z panem Y. 

Pan Y. przypomniał o sobie o mnie w aktualnej kampanii:

- Tworzymy koalicję najlepszych radnych, mamy wielkie fundusze na ich promocję. Pozyskaliśmy już chętnych do współpracy z Partii Jednej i z Partii Drugiej. Pani się zgodzi, my sprawimy, że pani wygra. Potrzebujemy poparcia w kilku inwestycjach... Mamy przygotowane projekty uchwał, które trzeba przegłosować...

Podziękowałam i poszłam własną ścieżką. Pozytywny wydźwięk sytuacji? Dodatkowa motywacja dla mnie. Pan Y. przypomniał mi, jak wiele trzeba będzie zmienić w skorumpowanych strukturach Krakowa. Mój start w wyborach to walka z takimi układami...


3. Pani Z. sama podeszła zainteresowana ulotkami w moich rękach. Nawiązał się taki dialog:

- Co pani rozdaje?
- Kandyduję do Rady Miasta, tutaj jest mój program...
- Ulotki nie chcę, co pani rozdaje?
- ?
- Kandydat Komitetu Numer Taki dał mi kubek termiczny. Kandydatka Komitetu Numer Inny dała notes i długopisy. Kandydat Komitetu Numer Kolejny rozdawał cebulki kwiatów. A co pani rozdaje?
- Przykro mi, ale ja nie kupuję głosów.
- No to mojego pani nie dostanie.

Pani Z. odeszła kilka kroków, ale nagle odwróciła się i zapytała:

- a nie wie pani, gdzie rozdaje Kandydat Komitetu Numer Jeszcze Inny?

Szczerze mówiąc, nie żałuję, że straciłam poparcie Pani Z. Takie materialistyczne podejście całkowicie odebrało mu wartość. Dla mnie najcenniejsze głosy pochodzą od osób, które wierzą w moje ideały, doceniają to, co chcę dla miasta robić, chcą współtworzyć naszą wspólną przestrzeń.


Zastanawiałam się, czy przytoczyć moją ostatnią "przygodę" w czasie kampanii wyborczej. Moją intencją nie jest pogłębianie konfliktów. Mam nadzieję, że to pojedynczy przypadek. Mieszkańcy poprosili mnie o nagłośnienie wydarzenia, które dla nich organizuję. Niefortunnie kolejny termin spotkania zbiegł się w czasie z kampanią wyborczą. Podeszłam do Księdza Proboszcza Parafii Numer Jeden z prośbą o podanie informacji w czasie ogłoszeń parafialnych, uczciwie informując o moim starcie w wyborach samorządowych, chociaż dla samego tematu spotkania nie ma on żadnego znaczenie:

- Pani zapisała się do niewłaściwej partii.
- Przecież nie zapisałam się do żadnej!
- No właśnie.

I to właśnie był najbardziej dla mnie przykry moment w tym przedwyborczym okresie. Na szczęście Ksiądz Proboszcz Parafii Numer Dwa zareagował zupełnie inaczej:

- Bardzo chętnie udostępnimy informację, powiesimy też ogłoszenie w naszej gablocie. Wspaniała inicjatywa!


I tym optymistycznym akcentem zakończę moją refleksję nad kulisami wyborów samorządowych w Krakowie.


poniedziałek, 17 września 2018

Kultura i Subkultura. Część 14

21 października 2018 r. odbędą się w Polsce wybory samorządowe. Kraków bardzo potrzebuje zmian, ponieważ w ciągu ostatnich lat poziom życia mieszkańców uległ drastycznemu pogorszeniu. Miastem powinni zarządzać pełni empatii wizjonerzy, którzy, z jednej strony, potrafią wskazać właściwe kierunki rozwoju Krakowa, z drugiej natomiast, wykazują wolę wsłuchania się w głos zwykłego mieszkańca i chęć szukania sposobów na zaspokojenie jego potrzeb. W kampaniach wyborczych dominuje nienawiść wobec kontrkandydatów. Zamiast przedstawiać własne pomysły, komitety nawzajem obrzucają się błotem. Dziennikarze szukają taniej sensacji, a poziom ich artykułów i audycji nawet nie wznosi się ponad bruk. Gdzie się podział obiektywizm? Na ile wyceniono dziennikarską uczciwość? Czy naprawdę warto obrażać ludzi, którzy chcą poświęcić swój prywatny czas dla dobra wspólnoty?

Nie tędy droga. Władze Krakowa powinny integrować mieszkańców, a nie dzielić ich. Już na etapie kampanii wyborczych wszystkie działania muszą się koncentrować wokół realnych potrzeb krakowian. Koncepcję rozwoju miasta należy wypracować w dialogu z mieszkańcami. Kraków nie może stać się poletkiem doświadczalnym partii politycznych i, moim zdaniem, idealne władze samorządowe to osoby niezależne, wybrane przez swoich sąsiadów i reprezentujące interesy wyłącznie tych, którzy w Krakowie mieszkają. Ruchy miejskie nie są fanaberią. Powstały w odpowiedzi na arogancję i brak szacunku ze strony władz. Aktywiści najlepiej znają skalę lokalnych problemów i potrafią wypracować dla nich rozwiązanie. Właśnie tacy ludzie powinni zarządzać miastem.

Kultura i Subkultura apelują: przerwijmy tę falę nienawiści. Odnośmy się do siebie z szacunkiem, na który zasługuje każdy człowiek. Łączy nas wspólna przestrzeń i tylko od nas zależy jej przyszły kształt. Zamiast toczyć niepotrzebne wojny, kochajmy się i pomagajmy sobie nawzajem. Szczęśliwe miasto to zadowoleni mieszkańcy.




sobota, 15 września 2018

Rozdarta na pół

Szukam Ciebie na krawędziach tak nierównych,
Ostrych, zimnych, jak kamienie nad urwiskiem.
Już nie skleję dwóch serc pieśni w czar melodii.
Płynę sama łez leniwym rozlewiskiem.

Na tej skale dla mnie zamek stawiać chciałeś.
W fundamentach czas odsłania falsyfikat.
Mur z kłamstw pęka, więc nie patrzę już za siebie.
Płynę dalej, a ruiny kontur znika.

Nie przywołuj mnie ze starej fotografii.
Wciąż odbijasz się górami w szkle jeziora.
Twoje słowa, choć już zgasły, tworzą wiry,
A ja płynę... Nie utonę w gry pozorach...







* Oświadczam, że podczas tworzenie ilustracji do wiersza nie ucierpiała żadna fotografia. Podobnie jak słowa, obraz jest tylko iluzją.


poniedziałek, 10 września 2018

Wyzwanie międzykulturowe #5 Rzym

Kultura antyku wywarła niebagatelny wpływ na całą Europę. Zazwyczaj nieświadomie podążamy drogami wytyczonymi przed wiekami przez Rzymian. W różnych zakątkach kontynentu napotykamy na wzniesione przez nich budowle lub dzieła lokalnych architektów, którzy czerpali inspiracje z rzymskiej sztuki. Język łaciński ukształtował podstawy wielu współczesnych języków. Posługujemy się rzymskimi cyframi. Wpływ starożytnej literatury, filozofii czy prawa na kolejne pokolenia ma charakter ponadczasowy. Artyści chętnie odwołują się do mitycznych wątków w swoich dziełach. Zapraszam do eksploracji rzymskiej kultury i stworzenia na jej podstawie własnej pracy. Regulamin wyzwania dostępny jest TUTAJ.




Inspiracja, którą dla Was przygotowałam do tego etapu zabawy, pochodzi z mitologii. Feniks jest symbolem uniwersalnym i można go odnaleźć w wierzeniach Egipcjan, Greków, Rzymian, Słowian czy Chińczyków. W tym przypadku naszymi przewodnikami będą Pliniusz i Tacyt, którzy rozwijali motyw odradzania się feniksa z własnych popiołów. Ptak w mojej wizji powstał w technice origami, bez użycia kleju, ale zamiast papieru wykorzystałam arkusze filcu. Kolorystyką nawiązuje, z jednej strony, do żaru ognia, z drugiej natomiast, spłowiały odcień oznacza wypalenie i wyciszenie. Cykl życia się odrodzi i wypełni się słońcem, a potem znów zgaśnie. Feniks już siedzi na walizkach, bo odleci niebawem do Martyny w dowód uznania za zaangażowanie w międzykulturowe zmagania.





Serdecznie zapraszam do zmierzenia się z tym tematem. We wrześniu zostawiam Wam czas na szukanie pomysłów. W zakresie interpretacji zadania obowiązuje pełna dowolność, ale praca musi być wykonana własnoręcznie. Żabka, pod którą będziecie mogli zostawić linki do swoich dzieł, aktywna będzie przez cały październik.




niedziela, 9 września 2018

Grecja - podsumowanie

Nie zwracałam uwagi na kulinarne upodobania bohaterów literackich. Okazuje się, że można w nich odnaleźć odniesienia do mitów i tradycji. Martyna odkryła na kartach młodzieżowej powieści złote jabłka Hesperyd, zmaterializowała je i tym samym wygrała walkowerem mały upominek w moim wyzwaniu. Jaki? Opowiem o nim więcej w następnym poście, wprowadzając Was w temat nowego wyzwania, czyli starożytny Rzym.



wtorek, 28 sierpnia 2018

W moim kocim świecie

Oswajamy się. Powoli. Pozwalamy się pogłaskać. Poziom zaufania wzrasta w pobliżu miseczek z karmą. Zwłaszcza wtedy, kiedy akurat się napełniają...




piątek, 24 sierpnia 2018

Armia Krajowa

Nie ukrywam, że do Armii Krajowej mam bardzo osobisty stosunek. Mój Dziadziuś śp. Stanisław Szczepka, brat mojej Babci śp. Józef Marzec-Marczyński oraz wielu członków mojej dalszej rodziny współtworzyli struktury Inspektoratu Miechowskiego. Niestety, w "nagrodę" za walkę o niepodległą Ojczyznę byli prześladowani przez komunistyczne władze powojennej Polski. W mojej pamięci zachowały się przeszywające dreszczem opowieści Dziadziusia o bitwach, w których brał udział, przepełnione tęsknotą za przyjaciółmi, którzy odeszli na zawsze w czasie walk lub zginęli w obozach śmierci. Bolesne wspomnienia powracają zawsze, kiedy przechodzę ulicą Pomorską, bo właśnie tam komuniści więzili i torturowali mojego Dziadziusia.

Historia potrzebowała kilku dekad do swojej weryfikacji. Idole komunizmu spadli z cokołów. Przyjaźń naszego wielkiego wschodniego brata okazała się wyrachowaną grą pozorów. Okupanci udawali wybawców. Niewątpliwie należy uhonorować prawdziwych bohaterów, ale burza, która rozpętała się w Krakowie, jest zupełnie niepotrzebna. Dla żołnierzy Armii Krajowej najwyższą wartością był pokój, nie tylko na arenie międzypaństwowej, ale także wewnątrz społeczeństwa. Pomysłem doskonałym, moim zdaniem, jest usypanie kopca. Taka forma idealnie koresponduje z tradycyjnymi metodami stosowanymi w celu uczczenia zasłużonych dla narodu osób. Posiada też funkcję edukacyjną, wzmacniającą postawy patriotyczne. Nawet małe dzieci w Krakowie znają nazwiska Kościuszki i Piłsudskiego, a starsze do zapisanego w pamięci krajobrazu potrafią dodać konkretne wydarzenia historyczne. 





Jestem przeciwnikiem pomnikozy, ale rozumiem i szanuję cudze poglądy. Kluczowym problemem pozostaje kontrowersyjna lokalizacja pomnika. Zawsze można znaleźć kompromis. Powstała inicjatywa, żeby wykorzystać pusty cokół, z którego przed laty na Bronowice spoglądał marszałek Koniew. Wszyscy mieszkańcy dzielnicy, z którymi rozmawiałam, przychylnie odnoszą się do tego pomysłu. Moim zdaniem, to genialne w swojej prostocie rozwiązanie dla toczącego się konfliktu. Po pierwsze, w wymiarze symbolicznym. Armia Krajowa już raz pokonała przekłamania historii odbierając marszałkowi nazwę ulicy. Lokując właśnie tam upamiętniający naszych żołnierzy monument, dokończymy proces przywracania prawdy w pamięci zbiorowej. Po drugie, cokół znajduje się na zielonym skwerze, a ten kolor działa na deweloperów jak płachta na byka. Owszem, nie słyszałam o planach zabudowy tego skrawka, ale w Krakowie o nowych blokowiskach dowiadujemy się najczęściej dopiero w chwili, gdy podjeżdżają buldożery, a drzewa zaczynają przewracać się jak zapałki. Lokalizacja Pomnika Armii Krajowej w tym miejscu zagwarantuje mieszkańcom osiedla Widok zachowanie istniejących terenów zielonych. Po trzecie, budowa pociągnie za sobą zagospodarowanie przyległego obszaru i zniknie kruszejący ze starości beton. Po czwarte, Kraków nie może koncentrować się wyłącznie w obrębie Starego Miasta. Należy dążyć do dywersyfikacji ruchu turystycznego i rozproszyć przestrzennie atrakcje, z powodu których ludzie odwiedzają nasze miasto. Po piąte, każda dzielnica powinna mieć sprawiedliwy dostęp do wydarzeń upamiętniających historię czy publicznych spotkań o charakterze kulturalnym i oświatowym. Imprezy plenerowe są najlepszą okazją do integracji mieszkańców. Proponowany przez władze miasta "taras widokowy" na cokole uważam za porażkę. Trudno doszukać się wrażeń estetycznych w panoramie zakorkowanej ul. Armii Krajowej... A co pod Wawelem? Posadźmy piękne drzewo, a pod nim ustawmy biało-czerwoną ławkę z tabliczką pamiątkową.