Kalendarium

* Od 5 do 30 września 2017 r. - piesza pielgrzymka do Santiago de Compostela
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice

środa, 9 października 2019

Limeryk cypryjski

Raz w swoim Jedyna rodzaju
Na Ziemi marzyła o raju.
Na Cyprze kociaki
Stworzyły jej taki,
Lecz trzeba powrócić do kraju...


czwartek, 15 sierpnia 2019

Velum ormiańskie

Niektóre przedmioty przyciągają mnie z niewytłumaczalną siłą. Tak było z kawałkiem haftowanej materiału, który po prostu musiałam zobaczyć. Czułam, że mnie wzywa do Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Maius. Może moje losy w jednym z poprzednich wcieleń splotły się z Armenią? A może to fascynacja jej kulturą?

Fot. Maciej Wojtczak


Prezentowane velum, czyli nakrycie na kielich liturgiczny, datowane jest na XIX w. i było darem mieszkańców pobliskiej wioski dla klasztoru św. Jana Chrzciciela w Muszu. Tkanina wykonana jest z bawełnianego batystu i haftowana nićmi jedwabnymi oraz nićmi i blaszkami ze srebra. Można na niej podziwiać przedstawienia figuralne: Baranka Bożego (Agnus Dei), Chrystusa Zbawiciela Świata (Salvator Mundi), św. Szczepana, św. Jana Chrzciciela, św. Rypsymę oraz aniołów i serafinów.


 



O historii Ormian, nieistniejącym już klasztorze w Muszu i wreszcie o samym velum opowiedzieli nam Krzysztof Stopka, Jakub Osiecki oraz Joanna Sławińska. Na koniec usłyszałam głos ormiańskiego anioła, czyli Hasmik Baghdasaryan, ale to już temat na następną opowieść.






poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Fata Morgana

Zapewne zauważyliście, że w tym roku rzadko można mnie spotkać w kulturalnych salonach Krakowa. Wyjścia z domu ograniczam do tych obligatoryjnych. Pamiętacie sołtysa z Wąchocka, który na noc zwijał asfalt? Nasz prezydent w swojej megalomanii poszedł znacznie dalej. Pozwijał całe ulice na wiele miesięcy. Wybrał te najbardziej strategiczne. Przeraża mnie miasto, które wygląda, jakby zostało zbombardowane. Trudno nazwać to remontem. Komunikacja publiczna, czule nazywana przez swoich użytkowników bydłobusami, porusza się slalomem bez cienia logiki. Zresztą, nazywanie tego poruszaniem się jest mocnym nadużyciem. W organizacji tras objazdowych zabrakło wizji terenowej. Na wąskich uliczkach osiedlowych do zatrzymania ruchu wystarczy jeden niefrasobliwy kierowca, który w przedszkolu nie nauczył się, jak wypełnić kolorowankę bez wychodzenia poza linię. Równie fatalnie przedstawiają się ciągi piesze. Chaos, fuszerka i eksperymenty na ludziach. Nie zauważyłam, że pod świeżo oddanymi do użytku płytami chodnikowymi zamontowano katapultę. Rozbite kolano powoli się goi, ale moi znajomi przeżyli bardziej spektakularne przygody podczas krakowskiego trekkingu i zostali nagrodzeni gipsowymi skarpetkami. Narodowy obowiązek narzekania został wypełniony, przejdźmy zatem do meritum i zatrzymajmy się przy kilku malarskich wizjach.


Galeria Ufo, do której się wybraliśmy, mieści się przy ul. Krakowskiej 13. W piątkowy wieczór, 9 sierpnia br., otwarto wystawę zbiorową zatytułowaną "Fata Morgana". W przeglądzie twórczości młodego pokolenia artystów widać wyraźny nacisk na abstrakcję i surrealizm. Najdłużej zatrzymaliśmy się przy "Fortepianie" Radima Korosa, chociaż bez podpisu trudno przełożyć rozszalałe i ociekające jaskrawą cieczą klawisze na ich rzeczywisty pierwowzór. Skojarzenia autora są niezwykle trafne. Znakomicie zilustrował ból przeszywający wnętrze instrumentu, wywoływany każdym uderzeniem palców w muzycznej ekstazie. Do refleksji skłaniają również prace Marcina Dymka. W tych niedopowiedzianych kompozycjach organicznych, w nieoczywistych splotach łodyg, liści i pnączy, budzi się tęsknota za naturą. Przełamanie zieleni żółcią i pomarańczem stworzyło dodatkowy, niezamierzony komentarz do aktualnej sytuacji w światowej gospodarce leśnej. Obrazy przypominają o bezsilności wobec pożarów na Syberii, na Wyspach Kanaryjskich i w Amazonii. Planeta umiera na naszych oczach. Niepokój zasiany w naszych podświadomościach potęgowała obecność dziwnych stworów, szczególnie tych na płótnach Grzegorza Bugaja i Ludmiły Woźniczko. Najsłabszym punktem wystawy w naszej ocenie było coś, co przypominało tandetne poduszki ze skaju, wykonane przez Piotra Kolanko. Pomijam je fotorelacyjnym milczeniem.



W projekcie "Fata Morgana" udział wzięli: Grzegorz Bugaj, Maria Ciborowska, Marcin Dymek, Piotr Kolanko, Radim Koros, Krzysztof Mężyk, Maciej Pęcak, Bartłomiej Radosz, Aleksander Sovtysik, Luka Woźniczko i Bartosz Zaskórski. Obrazy można oglądać codziennie w godzinach od 11:00 do 20:00 do 31 sierpnia 2019 r.


niedziela, 11 sierpnia 2019

Nocna mara w świetle dnia

Zawsze przychodził nocą. Codziennie punktualnie o 21:00 ciemność ogrodu wypełniał szelestem. Z zachwytem patrzyłam na zdjęcia Małgosi. Jej jeże tak pięknie pozowały w naturalnym świetle. Cud wydarzył się w niedzielne popołudnie. Wychylił nosek spomiędzy konwalii.
- Gdzie jest moje jedzenie? Jak długo mam czekać na obsługę? - zapytał.
Szybko nakryłam do stołu. Zjadł głośno mlaskając i na odchodnym pokazał mi język.






wtorek, 6 sierpnia 2019

Strach ma małe oczy

Spowity w ciemnościach ogród zaczyna szeleścić. Zastygam w bezruchu. Nasłuchuję. Czuję, że ktoś mnie obserwuje. Skrada się przez nieskoszone trawy. Jest coraz bliżej. Głośnym mlaskaniem oznajmia, że znalazł przygotowany dla niego poczęstunek: wodę i kocią karmę. A czy Wy wystawiliście miseczki dla jeży?



piątek, 26 lipca 2019

Pomysłowa ptaszyna

Latem infrastruktura narciarska jedynie szpeci krajobraz. Góralom brakuje konceptu na całoroczne jej wykorzystanie. Poza sezonem działa tylko kilka kolei linowych.

- Świetne miejsce na zbudowanie gniazda - powiedział ptaszek i zagospodarował przestrzeń nieczynnej górnej stacji wyciągu.




czwartek, 25 lipca 2019

Takie moje objawienie

Ktoś ustawił małą, przezroczystą figurkę na rozwidleniu drzewa. W mojej fascynacji mariologią to jeden z najpiękniejszych kadrów. Tak właśnie postrzegam prawdziwą pobożność: skromną, bliską natury, pozbawioną zbędnych ozdób, złota i drogocennych świecidełek. Niebo samo domalowało zachwycające tło. O wiele łatwiej w takich miejscach poczuć obecność Boga niż w świątyniach i sanktuariach zamienionych w kolorowe jarmarki. Piękno kryje się w prostocie i umiarkowaniu.



środa, 24 lipca 2019

Sezon na myszy

Wszystkie wiejskie koty pracowicie przeczesywały pola i łąki w poszukiwaniu myszy. Na nasze kicianie reagowały pogardliwym spojrzeniem i wracały do swoich zajęć. Przecież tyle dobra marnuje się pod trawą. Jedynie rudzielec uznał gryzonie za mniej od nas interesujące i radośnie przybiegł na pieszczoty.





wtorek, 23 lipca 2019

Inwazja osetnika

Na zakończenie przeglądu motyli uchwyconych podczas wakacyjnych spacerów wokół Bukowiny Tatrzańskiej nie może zabraknąć rusałki osetnika (Vanessa cardui), którego populacja w tym roku jest zaskakująco liczna. Wspominałam już o nim kiedyś, ale tak wdzięcznie mizdrzył się do aparatu, że nie potrafiłam odmówić mu jeszcze jednej wzmianki. Zapewne niejeden raz zagości na moich stronach, ponieważ jest najmniej płochliwym właścicielem pięknych skrzydeł.



poniedziałek, 22 lipca 2019

Między nami szkodnikami

Najbardziej destrukcyjnym stworzeniem z perspektywy naszej planety jest człowiek. Zabija zwierzęta dla przyjemności. Niszczy zieleń z chciwości. Zatruwa wodę, glebę i powietrze przez własną głupotę. Globalne ocieplenie jest skutkiem rabunkowej działalności człowieka. Wizja wyjścia na nadmorską plażę w Krakowie staje się coraz bardziej realna. Ludzie nie potrafią myśleć perspektywicznie. Winą za głód, jaki przyniosą zmiany klimatyczne, obarczą innych przedstawicieli łańcucha pokarmowego. Ot, taki bielinek rzepnik (Pieris rapae) będzie idealnym kozłem ofiarnym do oskarżenia o światowe niedobory kapusty...



niedziela, 21 lipca 2019

Sposób na długowieczność

Krótkie jest życie motyli. W swojej dorosłej postaci rozpościerają skrzydła jedynie na kilka tygodni. Szlachetny wyjątek od tej reguły potrafi przeżyć nawet do jedenastu miesięcy. Latolistek cytrynek (Gonepteryx rhamni) należy do rodziny bielinkowatych. Sekret jego długowieczności tkwi w dużej ilości snu, szczególnie w czasie upałów. Gromadzi w swoim ciele maksymalne zapasy nektaru i zapada w diapauzę letnią, określaną jako estywacja. Użyłkowanie skrzydeł do złudzenia przypomina unerwienie listków, dzięki czemu z łatwością może ukryć się w opadłych liściach. Wierzchnią stronę skrzydeł trudno uchwycić na fotografii. Tylko wiosną, w czasie godów, cytrynki pozwalają się oglądać w pełnej krasie.



sobota, 20 lipca 2019

Przestrojnik trawnik

Część ścisła mojego umysłu szybko przeliczyła wszystkie motyle fruwające w zasięgu wzroku podczas lipcowych podgórskich spacerów. Pod względem liczebności przestrojnik trawnik (Aphantopus hyperantus) zajął drugie miejsce. W tym roku rodzina rusałkowatych reprezentowana jest wyjątkowo licznie. Niekwestionowanym liderem pozostaje rusałka osetnik, do której jeszcze powrócę w osobnym poście.



Trawnik prezentuje się nader skromnie. Skrzydła z wierzchu mają zabarwienie brunatne. Jedyną ozdobą są małe fałszywe oczka dla zmylenia drapieżników, żeby w czasie ataku utrudnić im trafienie dziobami w głowę. Spód skrzydeł ma odcień oliwkowobrunatny z dużymi, żółtawo obwiedzionymi, czarnymi oczkami z białą źrenicą. Podobnie jak ja, ten gatunek motyli preferuje kwiaty fioletowe.


piątek, 19 lipca 2019

Rusałka kratkowiec

Jeden z najbardziej podstępnych motyli z łatwością oszukał Karola Linneusza, ojca obecnego systemu nazewnictwa tego gatunku. Szwedzki przyrodnik był przekonany, że forma wiosenna i forma letnia są jedynie swoimi dalekimi krewnymi, a nie najbliższą rodziną. W ubarwieniu wierzchu skrzydeł rusałki kratkowca (Araschnia levana) występuje wyraźny dymorfizm sezonowy. Jedynie spód skrzydeł jest podobny, z bladożółtą przepaską na brunatnym tle i siatkowatym, białawym deseniem. W wersji wiosennej, Araschnia levana f. levana, na ceglastoczerwonych wierzchnich skrzydłach czarny deseń przypomina mapę. Pokolenie letnie, Araschnia levana f. prorsa, przybiera kolor ciemnego brązu bliskiego czerni, a przez środek obu par skrzydeł biegnie jasna przepaska oraz cieńsze rdzawe linie, bliżej krawędzi. Spotykana jest również forma pośrednia łącząca oba typy kratkowca, a nawet, jak widać na moich zdjęciach, letnicy spotkani na tym samym obszarze mogą mieć zróżnicowane odcienie przepasek, od białej aż do pomarańczowej.



czwartek, 18 lipca 2019

Górówka boruta

Wierzchnia powierzchnia przednich skrzydeł górówki boruty (Erebia ligea) jest czarnobrązowa z pomarańczowymi przepaskami, na których znajdują się 4 lub 3 czarne oczka z białymi źrenicami. Trzecie oczko miewa tendencję do zanikania, co pięknie zaprezentował drugi model. Na tylnych skrzydłach także widać po 3-4 czarne oczka z białymi źrenicami w pomarańczowych otoczkach. Zewnętrzne brzegi zakończone są strzępiną w białe i czarnobrunatne prążki. Dość łatwo pomylić borutę z innymi górówkami. Od najbliższych krewnych odróżnia ją biała przepaska na spodzie tylnych skrzydeł. Motyl preferuje kwiaty fioletowe, żółte i białe.



środa, 17 lipca 2019

Osadnik kostrzewiec

Na polance natura przygotowała dla mnie ławeczkę. Usiadłam na wygrzanym w słońcu przewróconym pniu w oczekiwaniu na resztę ekipy, która mozolnie wspinała się po stromej leśnej ścieżce. W mgnieniu skrzydeł ktoś usiadł obok.
- To moja miejscówka - motyl próbował mnie przestraszyć oczkiem z białą źrenicą w obszarze subwierzchołkowym. 
Nacisnęłam spust migawki. Odleciał onieśmielony perspektywą blogowej sławy.


Osadnik kostrzewiec (Lasiommata maera) należy do rusałek z podrodziny oczennicowatych i jest typowym gatunkiem palearktycznym. Na wierzchniej stronie skrzydeł motyla dominuje barwa brunatna z rdzawopomarańczową, przerywaną przepaską zewnętrzną. Charakterystyczne oczka z białymi źrenicami pełnią funkcję odstraszającą wobec potencjalnych wrogów. Na miłośników przyrody działają wprost przeciwnie - kusicielsko i przyciągająco. Na zdjęciu uwieczniłam samca. U samicy pomarańczowe strefy są większe i silniej zaznaczone.


poniedziałek, 8 lipca 2019

Ważka płaskobrzucha

Desant powietrzny na terytorium mojej prywatnej przestrzeni w 80% generuje ból i destrukcję. Najgorsza i najliczniejsza jest oczywiście armia komarów. Do niedawna każde natarcie poprzedzone było torturami w postaci brzęczenia o najbardziej denerwującej częstotliwości. W tym roku bestie się wycwaniły. Skradają się bezszelestnie i atakują znienacka. Bliskie spotkanie ze zmutowanymi potomkami wampirów zdradzają dopiero płomienie na skórze i bąble wielkości główek kapusty. Jestem alergikiem, więc reaguję nasilonymi odczynami po każdym ukąszeniu. Zupa z komarów mogłaby mnie zabić.

Drugie pod względem liczebności wrogie siły to mole. Nie próbują mnie wprawdzie zjeść, ale przerobienie mojego ulubionego płaszcza na sitko uznałam za przegięcie. Wypowiedziałam wojnę na śmierć i życie. Na razie przegrywam. Ciągle przylatują nowe oddziały. Prawdopodobnie włamują się przez przewody wentylacyjne. Omijają pułapki, nie boją się kulek, w pokrowcach antymolowych urządzają sobie kongresy. 

Najbardziej jednak boję się szerszeni. Już dwóch bandziorów bezczelnie wśliznęło się przez uchylone okno do naszej sypialni. Panny koty za każdym razem chciały same usunąć zagrożenie, ale pozwalam im bawić się wyłącznie z muchami. Otworzyłam okno i argumentując nieskoordynowanymi wymachami z użyciem rolek z gazet nakazałam zbirom opuścić nasz dom. Odlecieli. Pozostał niepokój. Gdzieś muszą mieć gniazdo...

Oczywiście, miewam również latających gości, których wizyty niezwykle mnie cieszą. Pszczoły i motyle pracowicie spijają nektar z kwiatów lawendy, kocimiętki i budlei. Niespodziewanie do ogrodu wpadła ważka płaskobrzucha (Libellula depressa). Mieszkam w wyjątkowo suchej okolicy. Nawet oczka wodnego w pobliżu nie można znaleźć. Jedyną rzeczkę, Młynówkę Królewską, zasypano w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Stawy hodowlane zniknęły znacznie wcześniej, ustępując miejsca zabudowie. Deweloperka współcześnie dokończyła zniszczenia. Czego ważka szukała na betonowej pustyni?



środa, 3 lipca 2019

Farbowany kot

Odrobina barwnika sprawiła, że jeszcze trudniej na pierwszy rzut oka zdefiniować materiał wyjściowy. W drugiej fazie eksperymentu postawiłam na przypadkowy kolor odległy od naturalnego namaszczenia. Żaden kot nie ucierpiał, ale moja prawa noga już tak. W zaaferowaniu twórczym nie zauważyłam, że pojemnik z farbą się przewrócił i jedna stopa wygląda teraz jak przeszczepiona od kosmity. Uważam jednak, że kolczyki warte były poświęcenia. Do zabawy w kolory pewnie jeszcze wrócę po wyczesaniu odpowiedniej ilości futra. Zamierzam również przetestować właściwości dekoracyjne świnek morskich, ale to dopiero po spotkaniu z Zosią.



wtorek, 2 lipca 2019

Biżuteria z kota

Zanim posypie się grad krytycznych komentarzy, spieszę z wyjaśnieniem, że żadne zwierzę w procesie produkcji nie ucierpiało. Wprost przeciwnie, intensywne głaskanie, którego celem było pozyskanie surowca, wywoływało kocią aprobatę, wyrażającą się głośnym mruczeniem. Ostatnia fala upałów sprawiła, że wszystkie powierzchnie płaskie w domu pokrywają dywany z kociej sierści. Podobieństwo do wełny czesankowej kusiło do przeprowadzenia eksperymentu. 


Produkt finalny recyklingowego filcowania na mokro niewiele różni się od wyrobów z prawdziwej wełny czesankowej. Bez podpisu zapewne trudno byłoby się domyślić, chociaż alergicy po pierwszej serii kichania odkryliby podstęp. Kocia sierść jest nieco sztywniejsza od czesanki, ale kulki toczy się równie łatwo. Estrella, trikolorka, jest bardziej puszysta i zdecydowanie mocniej linieje. Anillo, czarno-biała, wykazuje mniejszą wydajność. Zastanawiam się, jaki efekt można uzyskać z sierści kotów długowłosych, ale nie posiadam żadnego w zasięgu wzroku. Mam za to jeszcze jeden pomysł, którego realizacją z pewnością pochwalę się w następnym poście. Nasuwa się tylko pytanie, czy jakiś śmiałek odważyłby się nosić taką biżuterię?


środa, 26 czerwca 2019

Sardana

Terminem katalonizm, utożsamionym z nacjonalizmem, po raz pierwszy posłużył się w 1886 r. Valentín Almirall, polityk, dziennikarz, eseista i prawnik, twórca organizacji Centre Català oraz „Diari Català”, pierwszego czasopisma wydawanego w języku katalońskim. Naród, zgodnie z koncepcją Herdera, buduje swoją tożsamość poprzez ścisłą relację języka i kultury. Duch narodu zachowany jest przez lud, zatem folklor stanowi jego emanację. Na esencję ducha narodu składają się pieśni, tańce, mity, baśnie i zwyczaje kultywowane przez grupy etniczne. Sztuka narodowa sięga do kultury tradycyjnej jako do źródła. W społecznościach zurbanizowanych taniec ludowy można uznać za kultywowaną formę historyczną, celowo włączoną do innego kontekstu kulturowego. Pokazy folkloru należą do świadomie celebrowanej treści dziedzictwa narodowego.

Katalończycy postrzegają sardanę jako symbol kreowania i podtrzymywania swojej tożsamości etnicznej. Równocześnie jest to oficjalny narodowy taniec Katalonii. Stanowi jeden z dwóch najważniejszych fenomenów socjologicznych i kulturowych, posiadających silne społeczne znaczenie dla większości mieszkańców regionu. Castells, drugi obyczaj, polegający na budowaniu ludzkich zamków, również posiada rodowód taneczny. Wywodzi się ze średniowiecznych tańców, popularnych od XV w., których punkt kulminacyjny stanowiło tworzenie konstrukcji, składających się z ludzi.

Sardana ewoluowała z sardana curta (sardany krótkiej), lokalnej tradycji wywodzącej się z północnych terenów Katalonii. W XIX w. został zmodyfikowany do istniejącej współcześnie formy przez Pepa Venturę i Miquela Pariasa. Na początku XX w. nacjonaliści poszukiwali symboli, z którymi Katalończycy mogliby się identyfikować. Sardana doskonale wpisywała się w tożsamościową narrację katalonizmu. Dodatkowo wzmocniono znaczenie tańca, mityzując historię jego powstania i akcentując jego rolę jako elementu etnicznego dziedzictwa. Podbudowana ideologicznie sardana stała się naturalnym dopełnieniem ulic i placów katalońskich miejscowości. Młode zespoły rywalizują w licznych konkursach na jej wykonanie. Od 1959 r. w maju obchodzony jest corocznie oficjalny „Dzień Sardany”.

Skład zespołu muzycznego akompaniującemu tancerzom jest ściśle określony. Równie skrupulatnie opracowane zasady dotyczą sekwencji kroków. Tancerze tworzą krąg i trzymają się za ręce. Zwykle rozpoczyna mała grupa, do której stopniowo dołączają nowi uczestnicy, tworząc jeden duży krąg lub kilka kręgów koncentrycznych. Poszczególne kręgi mogą się różnić tempem i poziomem znajomości układu choreograficznego. Do publicznego wykonania sardany chętnie dołączają turyści.

Koło bogów jest metaforą wszelkich twórczych działań zawierających element ruchu obrotowego i tańca. Rytualny ruch należy do aktów społecznych i magicznych. Tradycyjne ugrupowanie kołowe zawsze odgrywało kluczową rolę w tańcach towarzyszących dawnym obrzędom religijnym. Symbolika kręgu jest ponadczasowa. Koło integruje we wspólnym celu. Wszyscy tancerze mają w nim równorzędne zadania i jednakowy status. Poczucie wspólnoty nie zanika podczas rozwijania się koła w luźny prosty szereg lub łańcuch trzymających się za ręce osób. Powstaje jednak pewna hierarchia.

Krąg posiada duchowe, mistyczne znaczenie. Wszyscy uczestnicy znajdują się w jednakowej odległości od środka. Krążenie wokół czegoś lub kogoś może oznaczać przywłaszczenie go sobie, branie w niewolę, poddanie się jego oddziaływaniu lub pozyskanie mocy płynącej z centralnego punktu kręgu. We wczesnych kulturach oddających cześć słońcu obserwuje się ruch koła w prawo. Tubylcy na Celebes tańczą w lewo, żeby złożyć hołd zmarłym. Przeciwny kierunek często uchodzi za niebezpieczny. Forma drogi tanecznej może zmieniać się, stosując na przemian oba kierunki. W przypadku znacznej ilości uczestników i ryzyka zbyt dużego promienia pojedynczego koła tworzy się podwójny krąg. Podział na krąg zewnętrzny i wewnętrzny wiąże się również z koniecznością oddzielenia płci. W symbolice przeciwnego ruchu obu kół wyrażać się może bieg księżyca. Potrójny krąg w znaczeniu sakralnym obrazuje bieg słońca, księżyca i gwiazd. Ilustracją mogą być tutaj tańce derwiszów, które interpretuje się jako nawiązanie do krążenia i ruchu ciał niebieskich.

W granicach rasowo zamkniętych społeczeństw powstają określone typy tańców, odpowiadających temperamentowi i upodobaniom większości członków wspólnoty. Po pewnym czasie, poprzez utrwalenie się w obyczaju i tradycji, taniec staje się wspólnym dobrem narodowym. Przykłady tańców cyrkularnych odnaleźć można na całym świecie. O ile tańce derwiszów odwołują się do kosmologii, o tyle dwa kolejne przykłady, osuochaj i jokhor, budują ideologię mniejszości etnicznej i podkreślają zachowaną odrębność kulturową.

Osuochaj jest narodowym tańcem Jakutów, narodu tureckiego zamieszkującego rosyjską Syberię. Genezy należy doszukiwać się w dawnych kultach płodności. Tancerze trzymają się za ręce i przemieszczają w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara. Pieśniarz intonuje kolejne wersy, a wszyscy uczestnicy je powtarzają. Wzajemne trzymanie dłoni służy przekazywaniu i wzmacnianiu energii. Krąg zapewnia kontakt z całym wszechświatem i symbolizuje harmonię z naturą.

Buriaci to naród mongolski, żyjący w północnej Azji, głównie na terytorium Rosji w pobliżu jeziora Bajkał. Do ich dziedzictwa kulturowego należy jokhor, który tańczy się zgodnie z ruchem słońca. W klasycznej formie towarzyszy mu pieśń a cappella, intonowana przez zapiewajłę i powtarzana chóralnie przez wszystkich tancerzy. Podczas refrenu następuje przyspieszenie, a kroki są zastępowane skokami, co nawiązuje do ruchu konia. Tancerze poruszają się ramię w ramię, trzymając się za ręce. Z archaicznych rytuałów wywodzi się uświęcająca, magiczna siła odwołująca się do szamanizmu. W tym znaczeniu taniec w kręgu symbolizuje odrodzenie się zbiorowości.

Religijne korzenie przywołanych tańców azjatyckich zeszły na plan dalszy wobec współczesnej funkcji, jakie pełni każde spotkanie w tanecznym kręgu. Odgrywanie etniczności stanowi jeden z przejawów pamięci zbiorowej, integruje, zacieśnia więzi społeczne i wzmacnia poczucie tożsamości. W odmiennych kontekstach sytuacyjnych, kulturowych i politycznych, w jakich zaistniały poszczególne przypadki, można zauważyć zaskakujące podobieństwa sekwencji zachowań w obrębie tańców cyrkularnych. Fizyczna bliskość uczestników oraz powtarzalny, identyczny ruch ciała wywołują psychologiczne i społeczne zjawisko, które Turner opisał w kategorii pojęciowej communitas. Grupa osiąga stan tymczasowy, w którym jedność efemerycznej wspólnoty staje ponad społecznym zróżnicowaniem i niweluje nierówności w obrębie własnej struktury wewnętrznej.

Przyjmując, że narracja nacjonalistyczna zakłada ubóstwienie narodu, w sardanie można dostrzec podobieństwo do sufickiej sakralizacji przestrzeni i religijnego aspektu wzmacniania poczucia więzi z bóstwem przez akt taneczny. Następuje zespolenie z ideałem, dla którego wykonywany jest taniec, ale także zjednoczenie samych uczestników. W tańcu zbiorowym uwydatniają się takie wartości jak: harmonia, braterstwo czy demokracja.

Ludowe tańce azjatyckie wywodzą się z dawnych wierzeń, jednak współcześnie pełnią podobne funkcje społeczne jak sardana dla mieszkańców Katalonii: wzmacniają poczucie wspólnoty, manifestują siłę tradycji i podkreślają tożsamość etniczną. Sardana i castells wprowadzają dodatkowo perspektywę „komentarza cielesnego” na temat sytuacji społeczno-politycznej. Taniec jako tekst jest modelowany przez kulturę. Marzenia Katalończyków o niepodległości naniosły specyficzny rys na formach tanecznych. W Polsce na kanon narodowy składa się pięć tańców – polonez, mazur, krakowiak, oberek i kujawiak – jednak żaden z nich nigdy nie osiągnął symbolicznej rangi na miarę katalońskiej sardany.


* Fragment mojej analizy porównawczej katalońskiej sardany i wybranych azjatyckich tańców cyrkularnych.


czwartek, 6 czerwca 2019

Cosmopoly

Moja głowa przypomina szpital położniczy. Przez całą dobę nowe pomysły wrzaskiem oznajmiają swoje narodzenie, domagają się bezwzględnej uwagi, karmienia, pielęgnacji, poświęcenia dla nich każdej chwili. Życie z wyobraźnią w rozmiarze XXXL nie jest łatwe. Wystarczy mglisty obraz lub wyszeptane słowo, aby inspiracja zaczęła drążyć tunel wśród szarych komórek, żywiąc się wiedzą i doświadczeniem ukrytymi w fałdach mózgu, popijając abstrakcją, groteską i ekstrawagancją... Myśl nieuczesana rozwija się gdzieś poza moją świadomością. Odkrywam ją, kiedy już w głowie się nie mieści. Rozrywa czaszkę i pożera każdą napotkaną sekundę. Mikroskopijne ziarenko przeistacza się w potwora. Tak właśnie powstała Cosmopoly, gra planszowa o charakterze rozrywkowym i edukacyjnym. Monstrum skradło tydzień mojego życia, ale chyba było warto. Podczas oficjalnej premiery w dniu 5 czerwca projekt zaskoczył wszystkich.




Cosmopoly zaprasza w podróż dookoła świata. Do wyboru są trzy osie narracji: wycieczka dla turystów, wyprawa dla podróżników albo konfrontacja na trasie turysty i podróżnika. O ruchu po białych polach decyduje rzut kostką. Sytuacja zmienia się, kiedy gracz trafi na pole oznaczone flagą danego kraju. Czekają tam zagadki, problemy i szanse. W każdym kraju pojawiają się rozmaite zagrożenia, zróżnicowane dla turysty i podróżnika: naturalne – powiązane z siłami przyrody: klęski żywiołowe (powodzie, huragany, śnieżyce), trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, tsunami; polityczne – związane z walką o władzę: wojny, konflikty lokalne wewnętrzne, konflikty graniczne, zamachy stanu, przewroty polityczne, akty terrorystyczne; religijne – konflikty o podłożu religijnym, zwłaszcza na obszarach z mniejszościami religijnymi; ekonomiczne – strajki generalne, strajki służb publicznych, komunikacji; społeczne – manifestacje; kryminalne – zabójstwa, rozboje, kradzieże; chorobowe – przenoszone przez owady, obecne w wodzie, na warzywach i owocach, innej żywności; uszkodzenia ciała – ukąszenia, pogryzienia. Gracz losuje kartę z pytaniem z wiedzy ogólnej na temat danego państwa. Jeśli nie zna odpowiedzi, traci kolejkę. Jeśli odpowie poprawnie, losuje kartę szansy, która (często humorystycznie) podpowiada różne rozwiązania i wskazuje dalszy ruch – do przodu lub do tytułu. Wygrywa oczywiście ten, kto pierwszy pokona całą trasę.

Gra istnieje wyłącznie w jednym egzemplarzu. Obejmuje 30 państw, różne kontynenty, odmienne przygody. Pudełko oznaczone literką "T" kryje w sobie karty problemów, karty pytań oraz karty szans dla turysty. Analogicznymi kartami w wersji dla podróżnika wypełnione jest pudełko z literką "P". Gracz porusza się zgodnie z ruchem wskazówek zegara po planszy z polami naniesionymi na polityczną mapę świata. Za wyjątkiem kostki, każdy element jest rękodziełem. To właśnie te wycinanki i wyklejanki okazały się największym czasopożeraczem.

Autorem projektu logo jest Marcin Czeczótko.