Kalendarium

* 17 lipiec 2016 r. - Festiwal Etnomania w Wygiełzowie
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice

wtorek, 17 stycznia 2017

Zaświaty

Życie wydaje się zbyt krótkie i ulotne, aby potraktować je jako skończoną całość. Nawet jeśli ludzkie ciało okazuje się nietrwałe, świadomość, czyli dusza, może przenieść się na inny poziom. Przekonanie o istnieniu mitycznych krain, niewidzialnych dla żyjącego człowieka, oraz światów o radykalnie odmiennym statusie, przenikających się równocześnie w pewien mistyczny sposób ze znaną rzeczywistością, jest jedną z cech charakterystycznych religijnej wyobraźni.  

Badając różne religie, można dostrzec, że myśl o śmierci stanowi istotę wszystkich wierzeń, mitów i misteriów. Najbardziej uporczywymi pytaniami, na które człowiek stara się odpowiedzieć poprzez swoje opowieści o podróżach zaświatowych, są te dotyczące odrodzenia, zmartwychwstania i przyszłego życia: Czy istnieje życie po życiu? Jaka jest relacja między tamtym życiem i tym, w jaki sposób żyjemy teraz? Nie są to wyłącznie dylematy związane z dobrem i złem lub z niebem i piekłem. Pojawiają się również nurtujące kwestie w zakresie rozwoju i poziomu oświecenia, jaki można osiągnąć podczas tego życia. 

Nawet nauka dostarcza dowodów na istnienie innego wymiaru. Pacjenci, którzy przeżyli śmierć kliniczną, w dość spójny sposób zdają relację ze swoich doświadczeń „po drugiej stronie”. W literaturze pięknej i przypowieściach mitologicznych podróże zaświatowe opisywane są znacznie barwniej, ale trwają o wiele dłużej i obejmują charakterystykę miejsc, z których zwykły człowiek nie może już powrócić.

Każda kultura wytworzyła swój własny obraz pośmiertnego królestwa. Zaświaty funkcjonują w relacji do konkretnego modelu kosmosu. Topografia mityczna zazwyczaj miesza się w opisie z topografią naturalną. Fantastyczne krainy często przenikają się w przestrzeni ze swoimi ziemskimi odpowiednikami lub umiejscawiane są gdzieś na obszarze ziemi bez precyzyjnego wskazania konkretnej lokalizacji. Zaświaty podlegają całkowitemu wyłączeniu spod władania czasu lub podlegają innej mierze rytmu jego upływu. W różnych podejściach religijnych inaczej waloryzuje się przestrzeń. Najczęściej „dół” postrzegany jest jako złowieszczy, zaś „góra” kojarzy się ze szczęśliwymi rajskimi krainami. 

W tradycjach, w których idea cykliczności odgrywa istotną rolę, życie i śmierć postrzegane są jako wzajemnie uzupełniające się elementy tej samej rzeczywistości. Jedną z najpiękniejszych metafor ludzkiej duszy odnaleźć można w shintoizmie. Według japońskiego mitu o reinkarnacji, wspólną pasją pewnego małżeństwa było uprawianie ogrodu. Wielką miłość do kwiatów wpoili swojemu synowi. Po ich śmierci z oddaniem pielęgnował ogród. Pewnej nocy chłopiec ujrzał we śnie rodziców zadowolonych z jego pracy. Później zamienili się w motyle i odlecieli. O świcie takie same motyle bohater mitu zobaczył w ogrodzie i zrozumiał, że symbolizują one dusze zmarłych.


* Artykuł opracowany na podstawie książki: M. Sacha-Piekło (red.), Zaświaty i krainy mityczne: Leksykon, Kraków 1999


niedziela, 15 stycznia 2017

Granice ingerencji w kulturę

Podróże po świecie pozwalają na podziwianie odmiennych krajobrazów i poznawanie innych kultur. Przy okazji międzynarodowych wojaży bardzo ważna jest umiejętność zachowania się w określonych warunkach. Ktoś, kto miał już możliwość zbierania doświadczeń z obcym, będzie mógł w sytuacjach interkulturowych reagować w sposób bardziej elastyczny niż ktoś, kto podobnymi doświadczeniami nie dysponuje. Każde działanie implikuje konfrontację uczestników z innymi konwencjami, normatywnymi założeniami i poglądami na świat. Z reguły jest to permanentnie wypracowana i korygowana jakaś wspólna i w tym sensie „trzecia” podstawa działania w procesie współpracy lub współżycia. Dzieje się to z zasady niepostrzeżenia, ale może się także, głównie w sferze ekonomicznej i politycznej, dokonywać w sposób dalece zaplanowany.

Europejczykom trudno jest dostrzec i zrozumieć, że ludzie innych kultur żyją w świecie uporządkowanym, opartym na zasadach zupełnie różnych od ich własnych. Europocentryzm skutkuje istotnym przeoczeniem: brak podobieństwa w obrębie wzorcowych zachowań poczytywać można za nieobecność jakichkolwiek norm. Wiele interkulturowych nieporozumień i problemów wynika z braku wystarczającej świadomości kulturowego uwarunkowania własnego sposobu postrzegania oraz sposobu postrzegania osoby z obcej kultury. Rzeczy i stany rzeczy pojmuje się jako całkowicie „normalne”, chociaż dla drugiego człowieka nie są one zrozumiałe. Postrzeganie dokonuje się na bazie doświadczenia i oczekiwania jako proces poszukiwania, w trakcie którego rzeczywistość nie jest fotografowana tak, jak czyni to kamera, lecz jest w znacznym stopniu konstruowana. Dostarczane dane zostają porównywane z istniejącymi już schematami oraz są im przyporządkowywane. Ta praktyka przyporządkowywania ma na celu ciągłe doskonalenie kategoryzacji, ale pozostaje wciąż praktyką interpretacyjną, a tym samym subiektywną. Procesom postrzegania nieustannie towarzyszą wymogi normalności, zrozumiałości i uporządkowania wrażeń, co wpływa na niedokładność kategoryzacji.

Kultury, które nie są wystarczająco silne, aby bronić swojej autonomii, ulegają rozmyciu, a w skrajnym przypadku nawet całkowitemu zniszczeniu. W wymiarze politycznym padają ofiarą zaborców i kolonizatorów. W Europie od czasów wędrówki ludów upowszechniona była forma ustrojowa zwana monarchią patrymonialną. Podbite państwo traktowano jako łup wodza-zwycięzcy. Stanowiło własność prywatną władcy i stawało się rzeczą prywatnoprawną, którą władca mógł dysponować. Dotyczyło to zarówno samej ziemi, jak i zamieszkującej ją ludności. Podobnie postępowano we wszystkich koloniach zamorskich. Postęp cywilizacyjny nie zdołał powstrzymać wojen. W aspekcie ekonomicznym ogromnym zagrożeniem dla kultur staje się globalizacja i komercjalizacja. Międzynarodowe koncerny odbierają miejscom ich wyjątkowość. Unifikacja deformuje egzotykę. Standardy zadeptują oryginalność.

Granice wpływania na kulturę nie zostały określone w prawodawstwie. Dla mnie bulwersujące są tradycyjne praktyki obrzezania dziewczynek i zmuszanie ich do zawierania małżeństw z dorosłymi mężczyznami. Zewnętrzny sprzeciw uważam tutaj za uzasadniony. W przypadku, kiedy w grę wchodzi suwerenność partnerów, wtrącanie się nie ma większego sensu. Jestem przeciwnikiem interwencji zbrojnych, ale istnieją sytuacje, w których ingerencja wydaje się wręcz konieczna, a więc łamanie praw człowieka: ludobójstwo, przestępstwa wojenne i przestępstwa przeciwko ludzkości.


* Artykuł opracowany na podstawie książki: J. Bolten, Interkulturowa kompetencja, Poznań 2006


sobota, 14 stycznia 2017

Na progu śmierci

Pacjent z chorobą nowotworową wymaga podejścia wieloaspektowego. W wymiarze medycznym jednoznaczność wyników badań laboratoryjnych wyjaśnia pogarszające się samopoczucie, konstytuuje intuicyjnie przeżywany lęk przed najgorszym, niezrozumienie terminów i procedur oraz łączy się z nadzieją, a w konsekwencji z koniecznością działania, czyli podjęcia leczenia. W wymiarze społecznym nowotwór traktowany jest jako wyrok, często wykluczenie, ale też uzasadnienie prawa do jak najlepszej opieki. Konteksty medyczny i społeczny przechodzą w wymiar indywidualny, czyli przekładają się na osobisty sposób przeżywania choroby. W kryzysie wymagającym weryfikacji dotychczasowego systemu wartości i światopoglądu pojawia się szereg pytań z zakresu filozofii życia i śmierci. Wymiar psychiatryczny wiąże się z depresją, szansami, jakie daje farmakoterapia (i równocześnie jej skutkami ubocznymi) oraz koniecznością szybkiej pomocy uwzględniającej kondycję psychiczną i stan somatyczny. Marginalizowanie tego faktu utrudnia skuteczną opiekę medyczną. Staje się źródłem cierpienia dla chorego i jego bliskich. Wymiar psychologiczny obejmuje szeroko rozumiane wsparcie na każdym etapie choroby, które powinno być poprzedzone indywidualną diagnozą osobowości zarówno pacjenta, jak i jego rodziny.

Fizycznie choroba nowotworowa może przebiegać według określonych prawidłowości, jednak każdy przypadek może być zupełnie inaczej przeżywany emocjonalnie przez różnych pacjentów. Ze względu na nieuchronność strat istotne w obliczu ciężkiej choroby stają się mechanizmy radzenia sobie z nimi. Elisabeth Kubler-Ross wymienia podstawowe etapy, przez które przechodzą pacjenci: szok, zaprzeczenie i izolacja, gniew, targowanie się, depresja i pogodzenie się. W stadium szoku wyodrębnić można dodatkowo nieświadomość i niepewność. Negacja może mieć charakter zaprzeczenia pośredniego lub wyraźnego. Pojawiają się tu dwa rodzaje depresji: reaktywna i przystosowawcza. Pomiędzy fazami mogą wystąpić nagłe przesunięcia i przemieszczenia. Nie każdy przechodzi przez wszystkie w powyższej kolejności, czy w jakimś przewidywalnym tempie. Postawa chorego i jego reakcje na otoczenie zależą od fazy przeżywanej w danym momencie. Paradygmat ten, wykorzystywany elastycznie w sposób rozwijający wnikliwość i intuicję, może być wartościowym narzędziem rozumienia, dlaczego pacjent zachowuje się tak, a nie inaczej.

SZOK – NIEŚWIADOMOŚĆ:
Pacjent jeszcze nie jest świadomy swojej sytuacji. Proces chorobowy drąży ciało, lecz on sam o tym nie wie i nie odczuwa z tego powodu dyskomfortu  na poziomie psychiki. Trudności jednak już się pojawiły i tkwią w fakcie nieuleczalnej choroby. Po pewnym czasie docierają one do świadomości pacjenta i zaczynają powodować wątpliwości związane z objawami choroby i zmową milczenia powstała wokół jego stanu. 

SZOK – NIEPEWNOŚĆ: 
U chorego pojawiają się chwile lęku i smutku przeplatane nadzieją i oczekiwaniem, że będzie się uleczonym. Odczuwa potrzebę rozmowy z kimś, komu mógłby powierzyć swoje obawy i wątpliwości. Zauważa pewne sygnały dotyczące śmiertelnego zagrożenia, ale spycha je do podświadomości, w zamian odbierając z niej sygnały zaprzeczenia. 

ZAPRZECZENIE POŚREDNIE: 
Chory wyczuwa swoją sytuację, ale nie chce, aby to była prawda. Negację dostrzec można w snuciu nierealnych marzeń. Reakcja taka jest jednak ucieczką od rzeczywistości i pewną formą samoobrony. Pacjent potrafi długo opowiadać o abstrakcyjnych planach, ale finalnie uznaje, że „to przecież bez sensu”. Dla tego stwierdzenia, które jest urealnieniem i pierwszym krokiem ku prawdzie, warto poświęcić wiele godzin, wsłuchując się w opowiadania o planach na przyszłość. 

ZAPRZECZENIE WYRAŹNE:
„Nie, nie ja” - to typowa reakcja pacjenta na informację o nieuleczalnej chorobie. Pomaga zamortyzować uderzenie nieuchronności śmierci w świadomość pacjenta. Brutalny przekaz o chorobie może wywołać równie gwałtowną reakcję na zaistniałą sytuację. Opiekunowie powinni uzbroić się w cierpliwość i wspierać pacjenta, aby mógł się on z tym faktem pogodzić i przemyśleć. Gdy zaprzeczanie pacjenta nie jest potwierdzane przez jego otoczenie, może się on na pewien czas odizolować od niego. Niekiedy pacjent długo zaprzecza rzeczywistości i po kolejnych stadiach powraca ponownie do zaprzeczenia. 

GNIEW I ZŁOŚĆ (BUNT, AGRESJA):
„Dlaczego ja?”. Pacjent czuje się urażony, że inni pozostaną w pełni zdrowia, podczas gdy on musi umrzeć. Najczęściej wyraża się w szukaniu tak zwanego „kozła ofiarnego”, którym może stać się każdy: przyjaciele, rodzina, lekarz lub sam pacjent. Szczególnym obiektem złości dla osób religijnych może być Bóg, ponieważ postrzegany jest jako ten, który, kierując się wyłącznie własną wolą, wydaje wyroki śmierci. Nawet po pogodzeniu się z losem chory może ponownie zacząć się buntować. Sprzeciw manifestowany jest w różny sposób. Wina za stan zdrowia, wyrzuty z uczynionego kiedyś zła czy niespełnionego obowiązku nasilają się na tym etapie i są trudne do przejścia zarówno dla samego chorego, jak i osób się nim opiekujących. Stadium to wymaga umiejętności słuchania, która ma doprowadzić do oczyszczenia się z agresywnych myśli i nastawień. 

NEGOCJACJE (TARGOWANIE SIĘ Z LOSEM):
„Dobrze, ale…”. Chory akceptuje fakt śmierci, ale próbuje wynegocjować więcej czasu. Najczęściej pertraktuje z Bogiem. Często robią to nawet ludzie niewierzący, którzy nigdy wcześniej nie chcieli się modlić. Pacjent obiecuje być dobry lub deklaruje zrobić coś w zamian za kolejny tydzień, miesiąc czy rok życia. Nie ma to znaczenia, ponieważ i tak nie dotrzyma swojej obietnicy. Na tym etapie, w którym bunt i depresja nawzajem się przeplatają, pomocą może służyć duszpasterz. Zachowanie pacjenta często połączone jest z poczuciem winy wobec Boga, na którym choremu w życiu niewiele zależało. 

DEPRESJA REAKTYWNA:
„Tak, ja”. Człowiek opłakuje porażki z przeszłości, przypomina sobie niedokończone sprawy i rozpamiętuje popełnione błędy. Następnie rozpoczyna stan „smutku przygotowującego” do nadchodzącej śmierci. Rozwija się w samotności i ciszy, nie chce, aby go odwiedzano. Przychodzi zwątpienie, a pacjent przestaje dostrzegać sens życia, odmawia przyjmowania leków, spożywania posiłków i unika rozmów. 

DEPRESJA PRZYSTOSOWAWCZA:
Pacjent uświadamia sobie perspektywę utraty wszystkiego, co kocha. Dodawanie otuchy przestaje być potrzebne, gdyż dotyczy strat przyszłych, może wynikać, przykładowo, z troski o dzieci. Należy umożliwić choremu wyrażanie bólu i żalu, co ułatwi pogodzenie się z rzeczywistością. Osoby opiekujące się chorymi często wpadają w podobny stan obniżenia nastroju i bezcelowości działania. W takich przypadkach również rodzinie może potrzebna być pomoc. 

AKCEPTACJA (PRZYZWOLENIE, POGODZENIE SIĘ Z FAKTEM ŚMIERCI):  
„Przyjmuję, że mój czas zbliża się ku końcowi”. Nie można nazwać tego stanem szczęścia, lecz nie jest również nieszczęściem. Pacjent zostaje pozbawiony uczuć, jednak nie poddaje się rezygnacji, a to prawdziwe zwycięstwo. Następuje uspokojenie i wyciszenie. U niektórych przybiera ono formę pragnienia śmierci, chociaż właściwie nie wiadomo, czy pragną jej rzeczywiście, czy raczej oczekują jedynie zakończenia cierpień. Pacjent, który potrafi zaakceptować i pogodzić się z faktem umierania, będzie również gotów do retrospekcji swojego życia. Niektórzy zaczynają wydawać dyspozycje dotyczące okresu, który nastąpi po ich odejściu. Takie życzenia nie powinny być zbywane stwierdzeniem: „Wszystko będzie dobrze”. Okres ten może wzbogacić nie tylko chorego pogodzonego ze śmiercią, ale także wszystkie osoby pomagające mu w jej przyjęciu.


* Fragment mojej pracy semestralnej w ramach kursu "Psycholog, lekarz, kapłan w trosce o zdrowie psychiczne człowieka" na Uniwersytecie Jagiellońskim. Opracowanie na podstawie książki:
R. Mikuła, S. Lipiec, Wybrane zagadnienia opieki psychiatryczno-psychologicznej u chorych na choroby nowotworowe, [w] Szpiczak mnogi, t.2, red. A. Jurczyszyn, A.B. Skotnicki, Kraków 2011


piątek, 13 stycznia 2017

Depresja reaktywna

Nastroje zilustrować można jako swoistą tęczę. Każdy jest inny, a w pewnym miejscu następuje jego zmiana. Zimne odcienie wahają się od ciężkiej depresji, przez łagodną, zwykły smutek, codzienne humory, aż do hipomanii i manii, euforii połączonej z zaburzeniami zachowania. Każdy człowiek inaczej porusza się w tej palecie. Jako zjawisko naturalne należy potraktować rozpaczliwą reakcję na takie wydarzenia jak wypadek, choroba, utrata pracy czy śmierć bliskiej osoby, ale nasilające się przygnębienie, które zaczyna utrudniać codzienne życie, określa się już jako zaburzenie nastroju. We wszystkich swoich postaciach depresja zniekształca sposób postrzegania samego siebie, innych ludzi i świata.  

Od niegroźnego, chwilowego poczucia nieszczęścia depresję odróżnia potrzeba izolowania się i budowania muru pozornie chroniącego przed otoczeniem. Z czasem zamienia się on w więzienie. Chory staje się równocześnie cierpiącym skazańcem i okrutnym strażnikiem.

Wyróżnia się trzy główne przyczyny powstawania depresji:
- biologiczne, czyli zmiany w chemii mózgu lub wahania w wydzielaniu hormonów;
- genetyczne, czyli dziedziczna skłonność do tej choroby;
- emocjonalne i środowiskowe, czyli związane z sytuacjami stresogennymi.

Depresja reaktywna uważana jest za najbardziej reprezentatywną postać depresji psychogennych. Podstawowe znaczenie etiologiczne przypisuje się „uchwytnemu” urazowi psychicznemu, bezpośrednio poprzedzającemu wystąpienie objawów chorobowych. Depresja ma w tym przypadku określone znaczenie dla człowieka nią dotkniętego. Stanowi formę obrony, ucieczki lub spełnienia pragnień. Jej przebieg zależy od osobowości chorego i jego doświadczeń z przeszłości. 

Na umysł i emocje wpływa wiele czynników zewnętrznych, np. relacje z innymi ludźmi, wychowanie, wszelkie zmiany w życiu, ponoszone straty, odnoszone sukcesy, przeżywane kryzysy. Nieprawidłowe funkcjonowanie mózgu może zmieniać reakcje na wydarzenia, powodując dostrzeganie wyłącznie złej strony w każdej sytuacji. Pojedyncze bolesne przeżycie, takie jak rozwód, choroba czy śmierć w rodzinie może stać się katalizatorem depresji. Im bardziej traumatyczne dla danej osoby jest takie wydarzenie, tym większe jest prawdopodobieństwo, że wywoła ono u niej całkowite spustoszenie emocjonalne. Nagłą wiadomość o śmiertelnej chorobie niewątpliwie można zaliczyć do kategorii najsilniejszych wstrząsów psychicznych.

Jednym z aspektów depresji jest pragnienie zachowania możliwości wyboru. Schorzenia i dolegliwości, takie jak niewydolność serca, anemia, przewlekły ból, infekcje czy nowotwory, wiążą się z niskim poziomem energii lub do niego prowadzą. Chory, tracąc nadzieję na wyleczenie, stwierdza, że gdyby miał więcej sił, mógłby żyć z takim bólem. Takie życzenie byłoby kompromisem, określeniem możliwego do zaakceptowania minimum, targiem z losem czy Bogiem. W stanach depresyjnych pacjenci nie myślą o całkowitym wyleczeniu, ale skupiają się na zmianie tylko niektórych manifestacji choroby.

Depresja stanowi mechanizm obronny zabezpieczający przed bólem i lękiem. Uruchamia się w czasie kryzysu, kiedy następuje rozdźwięk pomiędzy subiektywnymi wyobrażeniami o własnym życiu a tym, jakie jest ono w rzeczywistości. Stanowi konsekwencję postrzegania siebie oraz świata. Szansą na wyjście z depresji jest modyfikacja interpretacji doświadczeń. Pacjent samodzielnie musi podjąć decyzję, czy chce podjąć się tego trudu. Może na całe życie uczynić depresję swoim więzieniem, w którym rzadko dojrzy przebłyski słońca. Może też potraktować chorobę jako dobrą szkołę, która uczy mądrości.


* Fragment mojej pracy semestralnej w ramach kursu "Psycholog, lekarz, kapłan w trosce o zdrowie psychiczne człowieka" na Uniwersytecie Jagiellońskim. Bibliografia:
- American Medical Association, Depresja. Zwięzły poradnik,Warszawa 2002, 
- P. D. Kramer, Czym jest depresja, Poznań 2007,
- S. Pużyński, Depresje, Warszawa 1988,
- D. Rowe, Depresja. Jak skruszyć mury więzienia swojego umysłu, Poznań 2014.


sobota, 7 stycznia 2017

Mrożone ptactwo

To nie jest moja pora roku. Rtęć coraz bardziej pikuje. Krakowskie termometry rejestrują ujemne temperatury. Moja energia witalna uległa całkowitemu zamrożeniu. Wychodzę spod kota wyłącznie pod przymusem. Wiem, że na zewnątrz czekają na mnie przepiękne obrazy, ale wolałabym zanurzyć się w zimowym śnie i obudzić dopiero w ciepłych promieniach wiosny. I tylko ptaki sprawiają wrażenie, jakby nie przeszkadzała im lodowata woda.



piątek, 6 stycznia 2017

Czarno-biały folk

Nie zamierzam krytykować miłośników ludowości. Sama w folkowych wzorach nie dostrzegam elegancji. Po prostu, nie mój styl. Nie pasuje do mnie pstrokacizna. Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie efekt wykorzystania takiego motywu w wersji czarno-białej. Po etniczne wydanie serwetki sięgnęłam z powodu niedostępności koronkowej, zamówionej przez Basię. Zwykły słoik po kawie zamieniłam w technice decoupage w całkiem miły dla oka wazonik.



czwartek, 5 stycznia 2017

Królewskie złoto

Jakie dary przynieśli dzieciątku Trzej Królowie, Kacper, Melchior i Baltazar? W dzisiejszych czasach mirra i kadzidło wydają się bezwartościowe, a jedynie złoto pozostało niezwykle cenne. Symboliczne znaczenie mirry jako zdrowia oraz kadzidła jako modlitwy unoszącej się do Boga całkowicie zatarło się na przestrzeni dzielących nas od narodzin Jezusa wieków. Lśniący kruszec nadal utożsamiany jest z bogactwem i najwyższą pozycją społeczną. W innych interpretacjach mirra oznaczała zapowiedź śmierci Chrystusa, kadzidło - jego boską naturę, a złoto podkreślało, że jest on władcą świata.


Pomyślałam, że idealnym podarkiem na świąteczną wizytę będzie złoto wyprodukowane w mojej domowej pracowni alchemicznej. Koszyki z papierowej wikliny polakierowałam błyszczącym sprayem. Chciałam w ten sposób powiedzieć, że prawdziwa przyjaźń to największy skarb.


niedziela, 1 stycznia 2017

Noworoczne postanowienie

Na styku lat zawsze pojawiają się refleksje. W ogólnym bilansie to był dobry dla mnie rok. Sporo rzucało mnie po Polsce. Odwiedziłam wielu wspaniałych ludzi. Zawarłam nowe przyjaźnie. Odkrywałam kolejne zakątki świata. Zwiedzałam Litwę, Łotwę, Estonię, Rosję, Ukrainę oraz Albanię, a na Słowację wracałam niczym bumerang. Pakowałam do głowy tomy akademickiej wiedzy na temat historii, religii, kultury, psychologii i filozofii. Zaglądałam do muzeów i galerii. Realizowałam rozmaite twórcze projekty. A jaka była ciemna strona minionego roku? Choroby nazbyt blisko podchodziły do osób, które kocham. Bezsilność w takich sytuacjach podcina skrzydła, ale zawsze z nadzieją patrzę w przyszłość. Nie planuję niczego. Zmiany przyjdą same. Najważniejszą będzie przeprowadzka. Postanowienie noworoczne mam jedno: w tym roku odwiedzę wszystkich* przyjaciół, którym moją wizytę obiecałam. Życie jest zbyt krótkie, aby przekładać spotkania w nieskończoność i brukować piekło dobrymi chęciami.


Moje jedyne pragnienie, w którego spełnieniu odnajdę szczęście, wychodzi poza moje ego: chciałabym, żeby mojej Rodzinie nadchodzący rok przyniósł zdrowie. 
A Wam z całego serca życzę spełnienia najskrytszych marzeń, odkrycia najpiękniejszych tajemnic świata oraz skutecznej realizacji planów na 2017 rok.


* Nie dotyczy osób, przed odwiedzeniem których powstrzymuje mnie biurokracja wizowa. Ale co się odwlecze, to nie uciecze.


sobota, 31 grudnia 2016

Zagadkowa zabawa - pytanie 12

Systematyczność nie jest moją mocną stroną, ale udało mi się zrealizować cały zagadkowy plan na ten rok. Przed Wami finałowe zadanie.









Regulamin w stałym miejscu. Na Wasze odpowiedzi czekam w komentarzach pod tym postem do 31 stycznia 2017 r. do godziny 23:59.









Spryciarze mogą poszukać odpowiedzi w moich ubiegłorocznych postach na blogu. A może ktoś zapamiętał podobną kompozycję...



Pytanie nr 1:
Co znajduje się na fotografii?

Pytanie nr 2:
Ilustracją do czego miało być to zdjęcie?


środa, 28 grudnia 2016

Projektowanie wnętrz

W przyszłym roku przeprowadzam się do innej części Krakowa. Łatwo dla mojej psychiki z pewnością nie będzie, bo domowa przestrzeń życiowa skurczy się przynajmniej trzy razy. Najbardziej będzie mi brakowało własnego ogrodu. Niedogodności rekompensować powinna świadomość zmniejszenia powierzchni do sprzątania, eliminacja plewienia, zamiatania liści i odśnieżania podjazdów do garaży i zmiana odległości do Rynku Głównego, mierzona już w krokach, a nie w kilometrach. Aranżacja mojego nowego mieszkanka powoli wykluwa się z mojej wyobraźni. W kamienicy znajdują się 3 bliźniacze metrażowo mieszkania, jedno dwupoziomowe i jeden lokal usługowy. Znam wszystkich moich przyszłych sąsiadów, więc nie nakręcę remake'u przygód Kargula i Pawlaka. Na każde piętro bez zapowiedzi będę mogła wprosić się na kawę, chociaż na razie tylko u mnie pełną parą ruszyły prace wykończeniowe.


Projekt wnętrza zaproponowany przez wykonawcę przeraził mnie. Koszmarny labirynt drzwi gwarantował zdobycie Nagrody Darwina. Z każdą kolejną osobą w mieszkaniu rosłoby prawdopodobieństwo zamienienia się w dwuwymiarową postać z kreskówki i pozostawienia pamiątkowego odcisku własnego ciała w skrzydle. Szczęśliwie na etapie budowy miałam możliwość wprowadzenia mojej autorskiej wersji. Ograniczały mnie warunki techniczne: cztery filary nośne na samym środku mieszkania, instalacja wodno-kanalizacyjna możliwa jedynie w północnej części i dostęp do światła naturalnego wyłącznie od strony wschodniej i południowej. O rozmieszczeniu funkcjonalności zadecydowała również bliskość wyjątkowo hałaśliwej ulicy od południa.


Na plan naniosłam własne nawyki. Najwięcej czasu spędzam w sypialni. Wiem, że może to zabrzmieć dwuznacznie, lecz moja dotychczasowa przerasta swoją powierzchnią całe nowe mieszkanie. Mieści się w niej nie tylko łóżko, ale również biblioteka, garderoba i kącik radosnej twórczości. Przyzwyczaiłam się także do prywatnej łazienki. Wygospodarowałam maksymalne duże pomieszczenie w najcichszej części lokalu na potrzeby snu i wypoczynku. Łazienka dla gości pełni równocześnie funkcję pralni. Najmniejszy pokój przeznaczony został na biuro i pracownię, chociaż wcześniej planowałam trzymać tam kozę (znacie ten dowcip?). Kuchenne potrzeby odczuwam znikome, więc ograniczyłam się do wyspy w pokoju dziennym. Narożny, słoneczny pokój zostawiłam dla dziecka, gdyby zupełnie przypadkowo zatęskniło za nami i zapragnęło odpocząć od dorosłego życia. Brakuje mi przedpokoju. Najchętniej zastąpiłabym nim windę, ale współmieszkańcy kamienicy nie wyrazili zachwytu moim pomysłem. Niestety, nie da się jej przeprojektować tak, aby omijała pierwsze piętro.

Przede mną stoi konieczność zakupu rozmaitych materiałów budowlanych, armatury i elementów dekoracyjnych. Na razie nabyłam drzwi przesuwne do łazienek, designerskie toalety i bidet, jasnowrzosowe płytki ścienne oraz drzwi i drewniane podłogi do pokoi. Bliska jestem podjęcia decyzji w kwestii wyboru idealnych płytek podłogowych. Ale o tym opowiem Wam w następnym odcinku z życia mojego nowego mieszkanka.


poniedziałek, 26 grudnia 2016

Pusty talerz

nie lubię świąt

czarne myśli
wieszają się na gałęzi
z której opadły najmniejsze nawet nadzieje

puste nakrycie
wywołuje imiona tych
którzy odeszli na zawsze

zamkniętymi drzwiami
majestatycznie wchodzi
procesja cieni z przeszłości

w drobinach kurzu 
wirują wyblakłe postaci
których twarzy nie potrafię sobie przypomnieć

zwierciadła ich oczu
pękają uderzone wskazówką zegara
i już nie mogę się w nich przejrzeć

okruchami wspomnień
boleśnie kaleczę
opuszki moich palców

krople krwi
rozpryskują się w powietrzu
i zastygają w nim jak bombki, gwiazdki i sople

czerwone dekoracje
wypełniają całą przestrzeń
i zamykają w klatce bezsilności

nie lubię świąt


sobota, 24 grudnia 2016

Pan kotek był chory

Podczas standardowej dawki pieszczot wyczułam coś niepokojącego na brzuchu mojego kociaka. Początkowo podejrzewałam skutki ugryzienia, ale obca forma, zamiast znikać, powiększała się. Ciążę wykluczyłam, bo Napoleon fabrycznie był chłopcem. Zaniepokojona dziwnym guzem pobiegłam na sąsiednią ulicę, ale w lokalizacji gabinetu weterynaryjnego znalazłam sklep motoryzacyjny. Miałam dwie opcje: zdobyć aktualny adres lekarki lub poszukać nowej przychodni. Wybrałam trzecie wyjście. Postanowiłam zawieźć kota do najlepszego specjalisty, jakiego znam. Edyta Bieńko przyjmuje w Polkowicach i Lubinie. Oczywiście, pojawiły się komentarze o nierównościach pod moją kopułą. Podobno dla zwierzaka nie warto pokonywać odległości 350 km w jedną stronę. "Życzliwi" zapomnieli jednak o niesamowitym komforcie psychicznym, jaki zapewnia oddanie pupila w najbardziej zaufane ręce. Nie pomyśleli również o wartości dodanej w postaci spotkań z przyjaciółmi w czasie podróży.


Podczas zabiegu Napoleon wyglądał przerażająco. Szklane oczy, wyszczerzone zęby, łapki przywiązane do stołu. Przypominało to taksydermię. Uciekłam przed skalpelem do innego pomieszczenia. Bałam się, że zemdleję. Na widok krwi zawsze tracę przytomność.


Z narkozy wybudzał się słodki jak niemowlę. Dostał nawet specjalny kaftanik, aby zabezpieczyć szwy przed jego zbytnim zainteresowaniem.


Wykorzystałam okazję, aby zawrzeć nowe znajomości. Do gabinetu zaglądały przepiękne dziewczyny i przystojni kawalerowie. Z wizytą wpadł również zjawiskowy Szafir, którego poznałam w sierpniu. Na fotografiach pominęłam jedynie pacjentów, których uroda powróci dopiero po zakończeniu leczenia.

Bubu z Polkowic                                                                            Bruno z Polkowic

Ogoniasty z Polkowic                                                                    Fiona z Polkowic

Szafir z Parszowic                                                                               Filip z Lubina

Koty towarzyszyły nam przez cały weekend. Mieszkaliśmy u Kacpra, Sary i Maniusia. Odwiedziliśmy Sylwestra. Na koniec pojechaliśmy do Milki i Kleszcza.

Maniuś z Lubina                                                                                 Sara z Lubina

Kacper z Lubina                                                                         Sylwester z Lubina

Milka z Wrocławia                                                                      Kleszczu z Wrocławia

Po powrocie do domu Napoleon przeszedł w tryb snu dwudziestoczterogodzinnego. Wynosiłam go do misek i do kuwety. Zainteresowanie jedzeniem było znikome. Głodomór pojawił się dopiero dzisiaj. Kiedy zdjęłam kaftanik, kot momentalnie wyzdrowiał i zaczął radośnie biegać po całym domu zapominając o swoim sędziwym wieku. Pewnie o wszystkim mi opowie już za kilka minut. Wigilijna noc to idealny czas na wysłuchanie kocich zwierzeń. I pewnie niektórzy w tym miejscu zaczną znacząco pukać się w czoło, ale nie ma nic piękniejszego niż bezinteresowna miłość. Tak właśnie kochają domowe zwierzaki. Życzę Wam wszystkim, abyście takiej miłości zaznali. Wesołych Świąt!


piątek, 23 grudnia 2016

Muzyczna bombka

Przez kilka dni bombka choinkowa grała w mojej głowie. Sam pomysł jest banalnie prosty, ale wymaga kilku minut wolnego czasu. W przedświątecznej gorączce wracałam do domu w stanie skrajnego wyczerpania po bliskich spotkaniach z koszmarnymi korkami. Dopiero dzisiaj udało mi się urealnić moje wyobrażenie.


Bazą bombki jest zwykła rolka po papierze toaletowym. Tutorial znajdziecie u mnie na blogu. Dodatkowo pocięłam w paski stare nuty mojego dziecka i okleiłam konstrukcję z zewnątrz. Na koniec polakierowałam bezbarwnym lakierem w sprayu.


niedziela, 18 grudnia 2016

Kolonializm

Dla kolonializmu znajduję tylko jeden synonim: okupacja. Wielcy podróżnicy w imieniu swoich arystokratycznych sponsorów zajmowali nowo odkryte ziemie. Nie przejmowali się tym, że były już od wieków zamieszkane. Kulturę tubylców traktowali jako prymitywną, a ich religię - jako pogaństwo. Pod pretekstem nawracania podbitych ludów rabowali ich dobra.

Podczas konferencji w Berlinie w latach 1884-1885 kraje europejskie podzieliły się Afryką. Nowe władze zreorganizowały dotychczasowe systemy polityczne silnie ingerując w tożsamość lokalnej społeczności i często generując konflikty etniczne. Społeczeństwa, które nie miały wcześniej kontaktu z innymi grupami, zostały wplecione w siatkę globalnych powiązań. Wprowadzone w ten sposób kontakty kulturowe zmieniały tradycje, często całkowicie je niszcząc i wytwarzając nowe.

Bezprecedensowa ekspansja procesów kulturowych, zainaugurowana przez Krzysztofa Kolumba w 1492 roku, zapoczątkowała rozwój globalizacji, chociaż sama kolonizacja w ograniczonym technologicznie stopniu istniała już w czasach prehistorycznych i antycznych. Wyprawy piętnastowiecznych podróżników nadały jednak zupełnie inny trend temu zjawisku, wprowadzając świadomą i konsekwentną politykę przejmowania nowych terytoriów, zwiększania produktywności gospodarki i poprawiania efektywności administracji oraz szeroko pojętą działalność misyjną.

Kolonializm europejski nie był jednowymiarowy. W podstawowym podziale wyróżnić można kolonie osadnicze oraz kolonie eksploatacyjne. Klasycznym przykładem kolonii osadniczych były Stany Zjednoczone. Rdzenne ludy wysiedlano, marginalizowano i niszczono. Potomkowie kolonistów stawali się większością na podbitym terytorium, a ich kultura całkowicie zastąpiła kulturę wcześniejszych mieszkańców. W przypadku kolonii eksploatacyjnych celem było jedynie dostarczanie do Europy tanich nieprzetworzonych produktów, takich jak bawełna, guma czy kawa. Masowe osadnictwo było zbędne, gdyż wystarczało zorganizowanie ludności tubylczej w "produktywną" siłę roboczą.

W ślad za odkrywcami na podbój nowych terytoriów wyruszali misjonarze. Jedną z najbardziej prężnych grup było Towarzystwo Jezusowe, katolicki zakon znany jako jezuici. Swoim nauczaniem, nie pozbawionym przemocy, wymuszali wiele zmian w rdzennych kulturach. Jednocześnie jednak pozostawiali po sobie szereg prac opisowych na temat miejsc, tradycji i religii, które bezpowrotnie zniknęły w procesach akulturacyjnych. Szczególnie cenne są dokumenty z zakresu językoznawstwa, ponieważ misjonarze spisywali słowniki w celu przekładu chrześcijańskiej Biblii na języki lokalne.

Epoka kolonializmu dobiegła końca, ale jej wpływy pozostały widoczne do dziś. Z popłuczynami wprowadzania przez Europejczyków własnego systemu wartości na afrykańskim gruncie spotkałam się w Kenii. Już na lotnisku w Nairobi obsiadła nas chmara tubylców, z których każdy uzurpował sobie prawo do zajęcia konkretnego stanowiska w programie naszej podróży: kierowca, kucharz, zaopatrzeniowiec, tragarz, pucybut itd. Nam jednak wystarczył tylko kierowca.


* Artykuł opracowany na podstawie książki: J. D. Eller, Antropologia kulturowa. Globalne siły, lokalne światy, Kraków 2012


środa, 14 grudnia 2016

Kultura i Subkultura. Część 9

Wszyscy szykują się już do wielkiego świętowania. Moje fioletowe kociaki podchwyciły ten nastrój i wpadły w gorączkowy rytm przygotowań.



niedziela, 4 grudnia 2016

Zaproszenie do dyskusji

Jednym z przedmiotów z moim programie studiów są "spotkania kultur i religii we współczesnym kinie". Jako temat pracy semestralnej wybrałam komedię, pełną absurdów, ale przemycającą w swojej fabule bardzo trafne przesłanie. Pod mój mikroskop warsztatowy, uzbrojony w szkiełka psychologiczne, kulturoznawcze i religioznawcze, trafiła indyjska produkcja z 2014 roku zatytułowana "PK". Reżyserem jest Rajkumar Hirani. W rolach głównych występują cenione bollywoodzkie gwiazdy: Aamir Khan, Anushka Sharma oraz Sushant Singh Rajput.

Obraz podzielony jest na dwie części. Pierwsza z nich porusza temat miłości przedstawicieli zwaśnionych krajów, podzielonych przez historię, tradycję i wierzenia. Druga, oparta na gagach wynikających z niekompetencji kulturowej, to przegląd religii z punktu widzenia obiektywnego obserwatora. Zdradzę jedynie, że jest nim... przybysz z kosmosu. Zachęcam Was do obejrzenia filmu, dostępnego z polskimi napisami na cda.pl. Ciekawa jestem, czy Wasze spostrzeżenia pokryją się z moimi akademickimi rozważaniami, które opublikuję w przyszłym miesiącu.


sobota, 3 grudnia 2016

Nie idź tam człowieku!

Wybieramy się z Dagmarą na pielgrzymkę do Santiago de Compostela. Taka wyprawa wymaga przygotowań nie tylko w zakresie kondycji fizycznej, ale również zebrania ogromnej wiedzy, na jakie niespodzianki musimy być przygotowane podczas pieszej wędrówki w 818 kilometrach nieznanego terenu. Droga wzdłuż północnego wybrzeża Hiszpanii, Camino del Norte, uznawana jest za najtrudniejszą, ale też za najpiękniejszą trasę.

Na początek sięgnęłam po książkę "Nie idź tam człowieku! Santiago de Compostela". Po lekturze miałam ochotę zrezygnować z pielgrzymki. Nie, nie przeraziły mnie trudy wędrowania. Wystraszyłam się, że mogę tam spotkać kogoś takiego, jak autor tego pseudoprzewodnika. Andrzej Kołaczkowski-Bochenek reprezentuje zestaw najgorszych cech charakteru, jakie potrafię sobie wyobrazić. Egoizm w czystej postaci. Małostkowość. Bezpardonowa walka o dostępne dobra. Pycha. Postawa roszczeniowa. Wachlarz pretensji w każdej dziedzinie. Przekonanie o nieomylności. Podkreślanie własnej wyższości. Żądza pochwał. Krytykowanie wszystkich oraz wszystkiego. Szukanie w każdej sytuacji powodów do narzekania. Skąd biorą się tacy aspołeczni ludzie?

Dla autora pielgrzymka jest synonimem taniej wycieczki. Paradoksalnie stawia bardzo wysokie wymagania odnośnie jakości noclegów i obsługi turystycznej na trasie. Jego największym życiowym dylematem jest... brak haczyków w łazienkach. Wyśmiewa ideę składania wotum, aby za chwilę w swoim zakłamaniu poszukać w najbliższych krzakach kamienia i dołożyć do tych, które prawdziwi pielgrzymi przez wiele kilometrów nieśli ze sobą. Zdobycie łóżka w schronisku traktuje jako efekt własnego sprytu i cieszy się, że osoby, które przyszły później, muszą szukać miejsca gdzieś dalej. Prowadzi swoisty ranking albergues, bez świadomości, że przecież podstawą pielgrzymki jest ubóstwo i pokora, a każde wyrzeczenie przybliża do celu.

Wydawać by się mogło, że jeden raz "nasz bohater" zdobył się na ludzki gest. Pożyczył swoje skarpetki innemu pielgrzymowi. Niestety, przez kolejne karty książki ciągnęło się pasmo narzekania, jak bardzo mu tej zapasowej pary brakuje... I nawet rzekoma przemiana pod wpływem tej niezwykłej drogi, wielokrotnie deklarowana przez tego człowieka, umacnia mnie w przekonaniu o jego zakłamaniu. Nie zmienia się jego pełna pretensji ocena zaplecza dla pielgrzymów. Dowodem arogancji było dla mnie wymądrzanie się wobec hospitalero, że jego prośba o gaszenie światła po opuszczeniu pomieszczenia wcale nie prowadzi do oszczędności energii. Zamiast okazać wdzięczność za gościnę, kolejny raz próbował pokazać swoją wyższość. Miarka przebrała się, kiedy naskoczył na młodą dziewczynę, że jej plany rocznego wolontariatu wyrządzą więcej szkody niż pożytku, gdyż, streszczając jego pokrętną logikę, "jest zbyt ładna i doprowadzi do konfliktów wśród młodych mężczyzn w tamtejszej społeczności". Spowiedź, która była zwieńczeniem owej przemiany, nie miała nic wspólnego z rachunkiem sumienia, postanowieniem poprawy i pokutą. Hiszpańskojęzyczny ksiądz pokazał kartkę z dziesięcioma przykazaniami, na której należało palcem wskazać te, przeciwko którym się zgrzeszyło...

Przykładów odpychających zachowań oraz niestosownych wypowiedzi autora mogłabym przytoczyć znacznie więcej. Nie znam jego biogramu i nie uważam, aby wart był mojego zainteresowania. Próbę interpretacji takiej roszczeniowej postawy mogę podjąć jedynie czytając między wierszami. Autor przedstawia się jako uchodźca polityczny. Przy jego megalomanii z pewnością pochwaliłby się "swoimi wielkimi czynami" dla dawnej ojczyzny. Jednak milczy w tej kwestii. Odnoszę wrażenie, że to zwykły migrant ekonomiczny, który wykorzystał zawieruchę w naszym państwie do poprawy swojego statusu materialnego. Związek z Polską ogranicza do możliwości rozmowy w rodzimym języku. Wciąż krytykuje Niemcy, kraj, który udzielił mu azylu. Nie mogę oprzeć się tutaj analogii do zachowań przedstawicieli współczesnej fali syryjskich uchodźców, którzy nie proszą o pomoc, ale żądają pakietów socjalnych i innych przywilejów. Ludzie, którzy dostają wszystko bez minimum wkładu pracy, tracą świadomość stanowienia części społeczeństwa. Nie potrafią się dzielić swoimi zasobami, nie chcą bezinteresownie pomagać innym, skupiają się na upominaniu się o luksus nawet w warunkach, które z definicji powinny być surowe. Moim zdaniem, prawdziwa pomoc w takich przypadkach nie polega na podaniu usmażonej ryby, ale na wręczeniu wędki. Własny dobrobyt należy stworzyć samodzielnie. Nikt nie potrafi docenić życia podanego na tacy.


środa, 30 listopada 2016

Zagadkowa zabawa - pytanie 11

Powolutku zbliżamy się do finału zagadkowej zabawy. Przedostatnie pytania to przede wszystkim test na spostrzegawczość. Czekam na Wasze odpowiedzi w komentarzach pod tym postem do 31 grudnia 2016 r. do godziny 23:59.






Przypominam o regulaminie, ale poza konkursem możecie jeszcze zmierzyć się ze wszystkimi poprzednimi zagadkami.






Pytanie nr 1:
Jakie gatunki ptaków widać na fotografii?

Pytanie nr 2:
Przed którym muzeum zostało zrobione zdjęcie?


środa, 23 listopada 2016

Perspektywa

Muzeum Etnograficzne w Krakowie zaprosiło wszystkich zainteresowanych na niezwykłe rysunkowe spotkania z eksponatem. Otwarty cykl "Etnograficznym okiem" podzielony został na cztery bloki tematyczne: przedmiot, przestrzeń, detal i faktura. Udało mi się zajrzeć na jedne zajęcia.

Z Agnieszką Lisowską

Prowadząca warsztaty, Agnieszka Lisowska, omówiła zagadnienia związane z przedstawianiem trójwymiarowych obiektów na płaszczyźnie. Przedstawiła sposoby tworzenia szkiców za pomocą ołówka, grafitu, węgla oraz sangwiny. W muzealnych zbiorach mogliśmy obejrzeć zarówno proste projekty, jak i rysunki zaskakujące dbałością o szczegóły.




Na zakończenie sami zawalczyliśmy z węglem, aby uzyskać różne jego odcienie. W jednej z muzealnych izb powstał również mój "szkic nakolanowy". 



wtorek, 22 listopada 2016

W Podziemiach

Czy zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądalibyście żyjąc kilkaset lat temu? Poprosiłam Mitsu o komputerową rekonstrukcję mojego wyglądu jako średniowiecznej mieszczki. Nie mogę teraz powstrzymać się od chichotu. Te brwi są po prostu epickie.


Podziemia Rynku w świetny sposób łączą prezentacje archeologicznych wykopalisk z nowoczesnymi technikami audiowizualnymi. Już samo wejście do muzeum przenosi nas w czasie. Pozwala wmieszać się w tłum historycznych postaci. Godzina to za mało, żeby przekopać się przez wszystkie zebrane tam skarby. Przy najbliższej okazji chętnie powtórzę podziemny spacer. Zresztą, sami zobaczcie, że warto zajrzeć do tego oddziału krakowskiego Muzeum Historycznego.