Kalendarium

* Od 5 do 30 września 2017 r. - piesza pielgrzymka do Santiago de Compostela
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice

poniedziałek, 14 listopada 2016

Przepraszam, którędy na Giewont?

Słowackie szlaki kołyszą do snu niedźwiedzie, więc wybraliśmy się z Piotrkiem i Maćkiem na spacer po polskiej stronie Tatr. 

Fot. Piotr Jantos

Już sama droga wyglądała zjawiskowo. Fotografie robiłam w trakcie jazdy i przez szybę, ale musicie przyznać, że góry kusiły swoim pięknem.





Oczywiście, to nie Giewont był tym razem celem naszej wyprawy, chociaż towarzyszył nam na horyzoncie. Przeszliśmy zielonym szlakiem przez Halę Ornak i Dolinę Tomanową w stronę Ciemniaka, a od Chudej Przełęczy schodziliśmy czerwonym. Zostawiam Was ze zdjęciami, cuda natury nie wymagają komentarza.












niedziela, 13 listopada 2016

Jestem stąd. Polska wielu narodów

Twórcy wystawy "Jestem stąd. Polska wielu narodów" jako główny cel postawili sobie przybliżenie mniejszości narodowych i etnicznych żyjących w naszym kraju. Ekspozycja w swojej misji edukacji międzykulturowej krąży po szkołach, uczelniach, muzeach oraz instytucjach kultury. W listopadzie zagościła na Uniwersytecie Jagiellońskim. Funkcjonuje też w przestrzeni wirtualnej, więc mam rzadką sposobność pokazania jej w całości osobom mieszkających za granicą. O kulisach tego projektu, zrealizowanego przez Stowarzyszenie Centrum Polsko-Niemieckie oraz Dom Anny Frank w Amsterdamie, opowiedział nam Mateusz Trojański.

Z Mateuszem Trojańskim

Wielu ludzi nie zna swoich sąsiadów. W codziennym pędzie rzadko interesują się, co dzieje się poza ich własnym domem. Inność postrzegają tylko przy egzotycznym wyglądzie zewnętrznym lub przy nietypowym sposobie ubierania się. Zasymilowane kultury wtapiają się w otoczenie i przestają być zauważane. Mapka ilustrująca tożsamości zadeklarowane w spisie ludności w 2011 roku pozwala dostrzec ich skalę i różnorodność. Liczba cudzoziemców, którzy wiążą swoją przyszłość z Polską, stale rośnie. Na mojej ulicy mieszka jeden Amerykanin, z kilkoma innymi spotykam się na płaszczyźnie wydarzeń kulturalnych. Przyjaźnię się z innymi krakowianami: Litwinką, Ukraińcami, Holendrem, Anglikami, Irlandczykami, Niemcem i Cyganem. Wbrew pozorom nie popełniłam błędu w tej ostatniej nazwie. Jędrek sam podkreśla, że jest Cyganem, a nie Romem. Narzucenie odgórnej nomenklatury na pierwotną, rzekomo kojarzącą się pejoratywnie, zaakceptowane zostało jedynie przez niektóre żyjące w Polsce grupy.


Szczerze mówiąc, w dzieciństwie bardzo bałam się Cyganów. Wynikało to wyłącznie z mojego osobistego doświadczenia. Wybrałyśmy się kiedyś z siostrą na rynek i zostałyśmy na środku ulicy złapane przez herszta ulicznych grajków. Nie chciał nas przepuścić, dopóki nie zapłacimy "za słuchanie muzyki". Z trudem wyrwałyśmy się. Uciekłyśmy, ale trauma pozostała na długo. W koszmarach wracała demoniczna brodata twarz i te ogromne, brudne ręce szarpiące nasze ramiona. Bałam się także Żydów. W szkole straszono nas, że nie powinniśmy bez opieki zapuszczać się na krakowski Kazimierz, bo nas "złapią i przerobią na macę".

Źródło stereotypów wyjaśnia teoria kategoryzacji społecznych. Uznawane są one za uboczny skutek normalnego funkcjonowania ludzkiego umysłu. Spotykani ludzie dzieleni są na kategorie w szufladkach gromadzonej wiedzy na ich temat. Pozwala to zaoszczędzić czas i energię w kontaktach z nieznanymi osobami, gdyż można wykorzystać usystematyzowane wcześniej informacje. Na społeczeństwo składa się zbiór ludzi o zróżnicowanym światopoglądzie. Nie zawsze znajdują platformę porozumienia. Często odgradzają się od siebie. Stereotypy pozwalają patrzeć przez pryzmat przekonania o dobrym wzajemnym poznaniu się. Ocenie poddawane są nie tylko inne narodowości czy wyznawcy różnych religii, ale także cechy związane z płcią. Kobietom i mężczyznom przypisywane są określone role społeczne. Każde wyjście poza ich ramy poddawane jest ostrej krytyce przez jednostki podporządkowane stereotypowi.

Skąd się biorą uprzedzenia? Teoria rzeczywistego konfliktu interesów zakłada, że do stereotypizacji dochodzi w czasie współzawodniczenia o trudno dostępne dobra. Wygrana jednej strony to równoczesna przegrana drugiej. Negatywne sądy o przeciwnikach podwyższają komfort psychiczny podczas konfliktu. Dzięki stereotypom wzrasta samoocena. Własną grupę postrzega się wtedy w pozytywnym świetle, traktując ją jako lepszą. Teoria przeniesienia agresji zakłada, że ludzie przenoszą frustrację na grupy mniejszościowe, kiedy sprawca agresji nie może być bezpośrednio zaatakowany. Powodem może być jego abstrakcyjność, zbyt duża siła lub po prostu fakt, że jest nieznany. 

Dla wielu ludzi stereotypy są drogowskazem ułatwiającym poruszanie się w społeczeństwie. Sprawiają, że tak postrzegany świat wydaje im się bezpieczniejszy. W kontaktach z ludźmi szablonowe myślenie daje wrażenie przewidywalności zachowań innych. Iluzja posiadanej wiedzy zapewnia poczucie kontroli. Schematy takiego myślenia przekazywane są z pokolenia na pokolenie z przeświadczeniem o ich uniwersalności i nieomylności. Niestety, nie dostrzega się różnorodności. Stereotypy zamykają umysł na poznanie innych ludzi, ich kultury i zwyczajów. Wiedza czerpana z uprzedzeń pogłębia wzajemną przepaść, wzmacniając tym samym niechęć względem siebie. Jest to przyczyną licznych konfliktów, które mogą doprowadzić do jawnej dyskryminacji. 

Wystawa próbuje przełamać stereotypy nakładane na mniejszości żyjące w Polsce. Każdej z 15 grup poświęcono dwa panele. Na indywidualnych przedstawiciele opowiadają o sobie, swoich zainteresowaniach i wkładzie własnej kultury w tradycję Polski. Druga część ma charakter opisowy. Wyjaśnia genezę danego narodu na ziemiach polskich, przybliża sylwetki znanych ludzi i przypomina, że największy wpływ na wielokulturowość miały historyczne zmiany granic. Zaskoczeniem była dla mnie obecność Karaimów w Polsce. Po raz pierwszy usłyszałam o nich na Litwie. Z pewnością zgłębię tę małą znaną religię. A Was zapraszam do zapoznania się ze wszystkimi naszymi polskimi sąsiadami na stronie projektu "Jestem stąd.".


czwartek, 10 listopada 2016

Spacer po Lublinie

Niektóre miasta mają imiona i konkretne twarze. Kiedy mówię "Lublin", widzę Patrycję i Grzesia. Na północ mam zawsze pod górkę, więc spotykamy się, kiedy oni przyjeżdżają do Krakowa. Nadarzyła się okazja, że w końcu ja mogłam ich odwiedzić. Spędziliśmy razem cudowny wieczór, a piękna pogoda w następnym dniu zachęciła do zwiedzania.





Najdroższego alkoholu w Lublinie nie skosztowałam, ale przynajmniej wiem, gdzie można go spożyć. Na sennym Rynku spotkałam równie senne służby porządkowe, ukryte na ławeczce za swoim rydwanem. Znacznie bardziej ożywiona była Cyganka, która ambitnie goniła mnie po wszystkich zaułkach próbując sprzedać mi moją predestynację. Ale mnie interesowała tylko teraźniejszość. Zresztą, sama wiem, co mnie czeka w przyszłości. Na następny raz wezmę wygodniejsze buty, gdyż na wysokich obcasach ciężko ucieka się po kocich łbach.


Z zachwytem przespacerowałam się po fasadach kamienic Starego Miasta. Zaskakują różnorodnością zarówno pod względem zastosowanych technik zdobniczych oraz materiałów, jak i samej formy. Na gzymsach ryczą kute w kamieniu lwy. Każde sgraffito wykonane jest w innym stylu. Przedstawiają głównie scenki rodzajowe. Ściany udekorowane są fryzami oraz malowidłami z motywami roślinnymi i zwierzęcymi. Medaliony upamiętniają słynnych lublinian. Najbardziej przypadł mi do gustu lazurowy przykład manieryzmu - Kamienica Konopniców, odbudowana po pożarze w 1575 r. Wyróżnia się płaskorzeźbami z wapienia, portretującymi między innymi dawnych właścicieli budynku i ukrywającymi głowy smoków wśród roślinnych dekoracji.







O najstarszej lubelskiej świątyni, kościele farnym Świętego Michała przypomina model wykonany z brązu i labirynt wyeksponowanych fundamentów.


Zwieńczeniem spaceru było wzgórze zamkowe. Spojrzałam jeszcze z perspektywy lwa na skąpane w słońcu kamieniczki i przenieśliśmy się do... Czech. Pożegnalny obiad - w moim przypadku, oczywiście, smażony ser - zjedliśmy w Ceskiej Pivnicy. Mam teraz ulubioną restaurację w Lublinie.



Szkoda, że nie mogliśmy zostać dłużej u moich przyjaciół. A moje serce skradła ich prześliczna kotka, Mia. 



środa, 9 listopada 2016

Metafory niewerbalne w ikonografii indyjskiej

Ze wszystkich referatów przedstawionych w ramach piątego Sympozjum Religioznawczego najbardziej zaciekawiło mnie wystąpienie Joanny Jurewicz pod tytułem "Conceptual Blending nad Mystic Experience". Po pierwsze, problematyka dotyczyła ikonografii, a jak wiadomo, sztuka znajduje się na szczycie piramidy moich zainteresowań. Po drugie, ostatnio wczytuję się w literaturę dotyczącą metafor pojęciowych i, chociaż przede mną jeszcze długa droga do zrozumienia ich niewerbalnych ekspresji, zaintrygował mnie ukryty kontekst przedstawień indyjskich bóstw.

Pierwszym zaskoczeniem było zwrócenie uwagi na analogię malarstwa Picassa do hinduskiego panteonu. Wschodni bogowie ukazywani są nie tylko jako formy półczłowieka i półzwierzęcia, ale również posiadają zwielokrotnione części ciała. Jako przykład może tutaj posłużyć Ganeśa - nadprzyrodzona istota, której przypisuje się niezwykłą mądrość i spryt oraz patronat nad uczonymi i nauką. Przedstawiany jest zwykle jako czteroręki mężczyzna o głowie słonia z jednym kłem. Z kolei Mahakali, jako wyższy aspekt Mahadevi, Wielkiej Bogini pilnującej kosmicznego porządku prezentowana jest błękitnoskóra postać z trzema oczyma, dziesięcioma głowami, dziesięcioma ramionami i dziesięcioma nogami. Podobieństw do obrazów Picassa można się dopatrywać również w próbach jednoczesnego przedstawiania boskich istot w różnych perspektywach - z profilu i en face.

Kolejnym ciekawym zagadnieniem było omówienie metafor zawartych w najbardziej charakterystycznym wizerunku Śiwy. Nataradźa, czyli Śiwa jako mistrz i władca tańca, zawiera w sobie pięć kosmicznych działań boga. Akt tworzenia reprezentowany jest przez brzmienie bębna, podniesiona ręka zapewnia ochronę, ogień symbolizuje zniszczenie świata, a podniesiona stopa - zbawienie. W referacie co prawda całkowicie pominięto znaczenie piątego elementu, a więc mocno osadzonej drugiej stopy oznaczającej schronienie dla duszy uwikłanej w trudach ludzkiego życia, ale nie sprowokowało mnie to do udziału w dyskusji. Zajęcia z hinduizmu będę mieć dopiero w przyszłym roku i wtedy osiągnę odpowiedni poziom do publicznego zadawania pytań.

Myśl hinduska eksplorowała możliwości wykorzystania pojęcia ciała do wyrażenia abstrakcyjnych i złożonych pojęć. Finalnie pojęcie ciała i jego resztek stało się domeną źródłową umożliwiającą zrozumienie istniejących w społeczeństwie podziałów oraz zbudowanie systemu normatywnego nakazującego ich przestrzeganie. Cechy poszczególnych części ciała ludzkiego sprowadzono do najbardziej podstawowych. Głowa to poznanie, mówienie i jedzenie. Ramiona to ochrona. Lędźwie to pomnażanie. Stopy to podtrzymywanie ciała. Pojęciowa metafora pozwala dostrzec głębię myślenia leżącego za konkretnymi obrazami, odwołującymi się do codziennego doświadczenia. Kulturowe uwarunkowanie doboru domen źródłowych wymaga odbicia się od dosłowności, aby uchwycić to, co jest przez nie wyrażane, ale, w swojej subtelności i złożoności, nie jest bezpośrednio dostępne.