Kalendarium

* 17 lipiec 2016 r. - Festiwal Etnomania w Wygiełzowie
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice

piątek, 8 kwietnia 2016

Medycyna magiczna

W lecznictwie ludowym splatają się ze sobą elementy mistyczno-magiczne i religijne. Na gruncie średniowiecznego oddziaływania Kościoła ugruntowało się przekonanie, że każda choroba jest karą za grzech. Dla odwrócenia losu należało zjednać sobie boską opatrzność. Służyły temu modlitwy, ofiary, śluby oraz poświęcone krzyże, figurki, obrazki i zioła. Każdemu schorzeniu przypisywano patronat świętego. Modlitwy do św. Apolonii miały zapobiegać bólowi zębów, właściwości ochronne w chorobach oczu przypisywano św. Otylii, natomiast św. Walenty miał powstrzymywać choroby nerwowe.

Powszechnie dominowało przeświadczenie, że odpowiedzialność za wszystkie choroby ponoszą czynniki nadprzyrodzone. Diagnozy dokonywano najczęściej oglądając tęczówkę lub badając język, wydaliny i wydzieliny człowieka, a nawet przedmioty należące do niego. W swoich praktykach znachorzy wykorzystywali rekwizyty, również religijne: święte obrazy, krucyfiksy czy gromnice. Odmawiali modlitwy lub wypowiadali tajemne formuły. Stosowali mieszanki ziół, okadzając chorego ich dymem albo podając mu napary. Wykonywali teatralne gesty, rysowali figury geometryczne i obmywali święconą wodą.

Pamiętam historię, która rozbawiła mnie w dzieciństwie. Kilka dekad wcześniej baran w podsandomierskiej wiosce przestraszył małą dziewczynkę, a rodzice bezskutecznie próbowali powstrzymać ją od płaczu. Wezwali na pomoc kobietę parającą się ludową magią, która nakazała przelanie jajka nad dzieckiem. Ku ogromnemu mojemu zdziwieniu, tradycja nadal jest żywa w tych okolicach, gdyż niedawno koleżanka opowiedziała mi, że w ten sposób uspokajano jej brata.

Moda na alternatywny, "naturalny" styl życia, przywróciła powszechność magicznych sposobów leczenia. Przyczyną zwracania się o pomoc do uzdrowicieli jest również bezradność medycyny konwencjonalnej wobec wielu ciężkich chorób. W przypadku niemożności wykonania zabiegów operacyjnych i stosowania terapii farmakologicznej, w obliczu nieuchronnej śmierci człowiek chwyta się wszelkich kół ratunkowych, nawet tych najbardziej irracjonalnych.


* Artykuł opracowany na podstawie książki: W. Piątkowski, Lecznictwo niemedyczne w Polsce, tradycja i współczesność, Lublin 2008


1 komentarz:

  1. Pamiętem, że teściowa opowiadała o odczynianiu uroku. To dzisiaj u nas, na wsiach, jeszcze funkcjonuje. Tyle, że w mniejszym stopniu. Pewnie brak odpowiednich ludzi. Ogólnie ludzie chodzą normalnie do lekarza, ale gdy znajoma miała różę i wieloletnie wizyty u lekarzy nie pomagały, udała się do pani, która odżegnała modlitwą chorobę.
    Wierzyć, nie wierzyć. Widziałam na własne oczy, to znaczy gładką twarz znajomej :)

    OdpowiedzUsuń