Kalendarium

* Od 5 do 30 września 2017 r. - piesza pielgrzymka do Santiago de Compostela
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice

sobota, 2 marca 2013

Fryzjerka (Die Friseuse)

Mimo mojego słynnego postrzegania rzeczywistości wyłącznie od jasnej strony, czasem nagle smutnieję. Wystarczy słowo, gest albo cień wspomnienia i zamykam się szczelnie w swej skorupie, narzucam pelerynę niewidkę i znikam, jak gdyby nigdy mnie nie było. Ale to chyba naturalne, że nawet największy optymista miewa krótkotrwałe przerwy w szczerzeniu zębów do całego świata.

Rzadko oglądam filmy. Mam listę swoich ulubionych, ale w ogólnej pogoni za przygodą trudno zatrzymać mi się na czas projekcji i skupić zmysły na wymyślonej fabule. Dzisiejszy nastrój jednak wyłączył na chwilę wielotorowość moich rozbieganych myśli i absolutnie przypadkowo wylosowałam niemiecką produkcję pod tytułem "Fryzjerka". Nie słyszałam niczego wcześniej o tym obrazie, więc obejrzałam całkowicie na dziko, na zasadzie randki w ciemno.

Jako adoptowane dziecię Fortuny, jak się okazało, trafiłam w dziesiątkę. Film należy do gatunku ameliowatych, czyli dokładnie takich, jakie lubię najbardziej. Główna bohaterka, Kathi, obdarzona została przez naturę ogromnym sercem i równie wielką masą ciała. Niepoprawna optymistka, marzycielka, wciąż malowała na swej twarzy promienny uśmiech i emanowała serdecznością, mimo bolesnych kopniaków, jakimi hojnie obdarowywała ją codzienność i otaczający ludzie. Mąż ją porzucił wiążąc się z jej najlepszą przyjaciółką. Samotnie wychowywała córkę, która zamiast okazać choćby odrobinę miłości, szacunku i wsparcia, ostentacyjnie pokazywała swojej rodzicielce, jak bardzo się jej wstydzi. Kathi nie mogła znaleźć pracy w swoim zawodzie, gdyż nikt nie zwracał uwagi na jej umiejętności, a jedynie ocenie podlegał jej wygląd zewnętrzny - czyli nadmierna tusza i odpustowy, przejaskrawiony styl ubierania się.

Mimo świadomości swojej społecznej marginalizacji, Kathi wierzyła, że do szczęścia potrzeba naprawdę niewiele. Według niej świetna fryzurka w każdej sytuacji zadziała jak generator uśmiechu i rozwiąże wszelkie problemy. Bohaterka konsekwentnie dążyła do realizacji swojego największego marzenia, jakim było otworzenie własnego salonu fryzjerskiego. A łatwo nie było, zwłaszcza, że miała niesamowity dar pakowania się w najbardziej absurdalne kłopoty. Kilka oryginalnych i naprawdę zabawnych gagów rzeczywiście zasługuje na głęboki ukłon w stronę scenarzysty.

I chociaż filmowa opowieść kończy się w odczuciu Kathi zdecydowanie dla niej pozytywnie, czegoś jednak mi osobiście zabrakło. Obniżenie poprzeczki, rezygnacja z własnych ambicji na rzecz wyrobu marzeniopodobnego pozostawia pewien niedosyt, przynajmniej w moim subiektywnym odczuciu, dodatkowo wzmocnionym przez towarzyszący mi w danym momencie smutkowo-refleksyjny nastrój. Niemniej film jak najbardziej polecam, a przy następnej projekcji zapewne bardziej docenię brak cukierkowatego, hollywoodzkiego happy endu.

Informacje dla zainteresowanych: 
reżyseria - Doris Dörrie
scenariusz - Laila Stieler
w roli głównej - Gabriela Maria Scheime
produkcja - Niemcy, 2010


                                                                                                                                                       Źródło: http://www.filmweb.pl


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz