Kalendarium

* Od 5 do 30 września 2017 r. - piesza pielgrzymka do Santiago de Compostela
* bezterminowo: Akcja społeczna Zielone Bronowice

czwartek, 31 stycznia 2013

Podaj dalej

Nie przepadam za wszelkiego typu łańcuszkami szczęścia, ale ta zabawa ma bardziej osobisty charakter z uwagi na tworzone sercem przedmioty przekazywane kolejnym uczestnikom, więc jako pasjonatka rękodzieła musiałam się przyłączyć.

Zabawa nazywa się "Podaj dalej", a zasady pokrótce wyglądają tak: zapisując się u mnie na blogu ochotnik wyraża chęć otrzymania ode mnie małej paczuszki z drobiazgami, które własnoręcznie tworzę, natomiast po ich otrzymaniu zobowiązuje się przeprowadzić tą samą zabawę u siebie.

Czy znajdzie się jakiś desperat? Proszę w komentarzu wyrazić chęć udziału w zabawie. Trzy pierwsze osoby, obdaruję prezencikiem :)

W łańcuszkowe gierki zostałam wciągnięta przez mrumru, którą możecie odwiedzić pod tym adresem: http://mrumru89.blogspot.com/.

I oczywiście muszę pochwalić się, co sama dostałam:

Dziękuję Ci, Magdaleno ;)

środa, 30 stycznia 2013

Medal za życie

W bohaterstwie życia człowiek
Przez los został odznaczony,
Ale jak to w życiu bywa,
Każdy medal ma dwie strony.

Czasem wszystko się układa,
Gdy fortuna puszcza oko,
Więc marzenia się spełniają
I uśmiechasz się szeroko.

Gdy szczęście zapada w drzemkę,
Zdarzają się ciężkie chwile,
Klęski na parady chodzą,
Zaskakując cię niemile.

Dużo trudniej przejść przez życie
W kategorii kobiecości,
Bowiem szara rzeczywistość,
Piętrzy poziomy trudności.

Żony, matki, pracownice,
Zaplątane w wiecznym stresie,
Uśmiechu powinny szukać
W każdym codziennym sukcesie.

Gdy pogodzisz się ze sobą
I otrząśniesz się z mgły żalów
Będziesz mogła czerpać radość
Z tej jasnej strony medalu.



wtorek, 29 stycznia 2013

Inwazja serduszek

Klamka zapadła i w tym tygodniu pełną parą ruszy u mnie produkcja serduszek. Z jednej strony, zostałam zmotywowana przez Srebrnolistkę, z drugiej zaś, do mojej wyobraźni nagle zapukał genialny pomysł lekkiej modyfikacji mojego równie genialnego pomysłu upcyklingowego z ubiegłego roku.

Prototyp, który powstał minionej nocy, jak najbardziej pokrywa się z moimi wyobrażeniami, co nie zdarza się często. Zdjęć z premedytacją nie pokażę, dopóki nie zrealizuję całego projektu.

Aby jednak dodać mojemu anemicznemu blogowi kolorków, pochwalę się królisiem, który dzisiaj do mnie przykicał. Szkoda, że metryka moja nie pozwala mi się z nim beztrosko pobawić, ale mam w najbliższej Rodzinie śliczną dziewuszkę, u której króliś zamieszka na stałe i będą żyli długo i szczęśliwie.


Za śliczny prezent dziękuję Kasi, którą możecie odwiedzić na Wyspie Snów:  http://www.wyspasnow.blogspot.com/



niedziela, 27 stycznia 2013

Być Kobietą - wyzwanie pierwsze

W mojej głowie miliony słów stoją w kolejce, w nadziei, że zostaną utrwalone na piśmie. A jednak wciąż brakuje mi systemu motywacyjnego i bezpowrotnie gubię je w chaosie niepamięci. Stąd pomysł wzięcia udziału w wyzwaniach tafcika, wdzięcznie zatytułowanych "Być Kobietą, być Kobietą". Może te kilka tygodni obudzi we mnie wolę konsekwencji?

Wyzwanie pierwsze: zanurzenie się, nawet "po godzinach", w świecie swojej ulubionej biżuterii.

Oczywiście nie obyło się bez ogromnych dylematów wyboru. Jestem sentymentalna. Serduszko pika szybciej na widok wielu biżuteryjnych cacuszek, bo te sprezentowane mi mają twarz tak ważnych dla mnie ich twórców, a te zrobione przeze mnie noszą w sobie okruszek mojego serca.

Ostatecznie wybrałam bransoletkę od Violi Baranowskiej. To moja przyjaciółka poznana na artystycznych studiach, a więc w jednym z najpiękniejszych okresów mojego życia. Bransoletka posiada dodatkowo dwie najważniejsze dla mnie cechy piękna: jest kocia i jest fioletowa. Wykonana została techniką makramy szydełkowej, a jest to umiejętność pozostająca wciąż poza moją jurysdykcją.


A że wypadki chodzą po ludziach, większość czasu w tym tygodniu spędziłam w łóżku. Towarzyszyło mi jednak miłe wrażenie, że moja przyjaciółka mimo dzielących nas kilometrów jest tuż przy mnie, a przez to gips wydawał się o wiele lżejszy.

Niniejszym zatem dziękuję tafcikowi za fantastyczny pomysł na wyzwanie.



piątek, 25 stycznia 2013

Złapałam numerek

Leżę w łóżku przykuta gipsem. Swoim zwyczajem dostrzegam wyłącznie blaski zaistniałej sytuacji. Dobrze, że noga, a nie ręka, bo ręce do szczęścia o wiele bardziej mi są potrzebne. Czuję się zwolniona z odśnieżania podwórka, co przecież uważam za jedno z najmniej przyjemnych zajęć. Mam internet, więc wcale nie odczuwam potrzeby wychodzenia z domu. Szperam po niesamowitych zasobach sieci, na śmierć zagaduję moich przyjaciół na gg i FB, dla których w normalnych okolicznościach przyrody nie miałabym tak wiele czasu. Ogarnia mnie błogość, spokój i zadowolenie z chwilowego zwolnienia z szalonego pędu przez życie. Głaskam koty, które leżą przy mnie, choć przecież wcale nie muszą. Ich mruczące towarzystwo zapewnia mi pełną satysfakcję.

Lubię wyzwania. Przyczaiłam się, żeby złapać numerek u Srebrnolistki. I udało się - trafiłam w dwudziestotysięczne odwiedziny! Dziękuję za świetną zabawę ;) Radość tym większa, że przy moim roztrzepaniu i antymatematycznym podejściu do życia nie jest łatwo opanować świat cyferek. Owszem, jestem inżynierem, ale wszystkich przedmiotów ścisłych uczyłam się pamięciowo jak wierszy albo w formie skojarzeń mnemotechnicznych. Koronnym dowodem, że zupełnie nie zrozumiałam zasad grawitacji jest przecież gips na mojej prawej nodze...




środa, 23 stycznia 2013

Skute lodem, zasypane...

W taką pogodę nie powinno się nawet przekraczać progu domu. Ale wszechpotężna złośliwość przedmiotów martwych (czyli uwzględnić w tym należy również rozmaite urzędy i instytucje, gdyż pierwiastka ludzkiego tam nie dostrzegam) sprawia, że trzeba na przekór sobie opuścić swoją prywatną, bezpieczną przystań. Ubrana w niechęć i niezadowolenie zrealizowałam stan obowiązkowego stawiennictwa w biurokratycznej indolencji. Bezradnie przyglądałam się, jak mój bezcenny czas deptany jest w imię chorych procedur, które nawet mnie nie dotyczą. Absurdy polskiej rzeczywistości - zmuszanie kogoś do bycia świadkiem w sprawie, o której nie ma bladego pojęcia, zero wyjaśnień i wypytywanie o zupełnie obce osoby przypadkowo przed laty napotkane w życiu, doszukiwanie się na siłę abstrakcyjnych wzajemnych powiązań tylko i wyłącznie po to, aby zrealizować bezsensowne statystyki. Nigdy tego nie zrozumiem...

Wbrew własnej woli zaplątałam się w pajęczynie państwowej paranoi. Dystans między moim domem, a miejscem przesłuchania pełen jest pułapek. Od lat moje ukochane miasto słynie z całkowitej nieświadomości magistratu wobec cyklicznych ataków zimy. Skute lodem, zasypane... Wilcze doły ukryte pod śnieżną pierzynką... I nagle zobaczyłam orła cień... Przez moment podziwiałam wszystkie gwiazdozbiory... Ból na wskroś przeszył moje ciało... Podobne odczucie towarzyszy zapewne wdepnięciu na minę, kiedy części ciała zamieniają się w rozżarzone węgle i rozpadają w nicości. Powrót do domu przypominał ekstremalną wspinaczkę po pionowej ścianie, bez żadnego punktu zaczepienia, bez żadnego punktu podparcia, bez asekuracji. Ale zawzięłam się, zacisnęłam zęby, doczołgałam się do granicy mojego świata, gdzie przecież czekały opioidy dla chwilowego ukojenia...

Jednak ból, niczym podstępny kleszcz, przyssał się do mojego ciała. Noga zaczęła pęcznieć i zmieniać kolory. A przecież nie chcę, aby gipsem unieruchomili teraz moje skrzydła. Mam ważniejsze zajęcia niż bycie bezbarwnym numerkiem w drewnianych kolejkach do lekarzy. Bezczynne wylegiwanie się również nie leży w moje naturze. Każdy mój dzień po brzegi wypełnia grafik spotkań i wydarzeń. Często natrafiam na opór materii, gdyż nie udało mi się opanować umiejętności bilokacji i wciąż towarzyszy mi ogromny głód dodatkowych minut w ogryzionej do kości dobie. Stagnacja jest antonimem mojego jestestwa...

Próbuję uleczyć się siłą własnego umysłu. Degraduję ból do poziomu drobiny kurzu, niedostrzegalnej, niepotrzebnej, łatwej do usunięcia. Tak zresztą zawsze wypisuję moją receptę na zdrowie, gdyż na klucz skuteczności każdej terapii składają się wewnętrzna radość i nieograniczony optymizm jako bezwzględne blokery wszelkich czynników chorobotwórczych czy innych zaburzeń w prawidłowym funkcjonowaniu organizmu:

Niepotrzebna żadna dieta,
Byle tylko w duszy grało,
Leki wtedy są zbyteczne
- zdrowy duch uzdrawia ciało.




poniedziałek, 21 stycznia 2013

Krople liliowej rosy

Ostatnie dni przybijały swoją ponurowatością. Zmroziło moją energię witalną. Dookoła domu zrobiło się ogromne lodowisko, zastanawiam się, czy nie wyciągnąć łyżew. A jednak na mojej twarzy promienieje uśmiech w rozmiarze XXL, a to za sprawą Joasi, której niniejszym serdecznie dziękuję.

Krople liliowej rosy - to mój pomysł w konkursie na nazwę prześlicznej kolii i rozpiera mnie duma, że akurat on się spodobał. A już  niedługo to cudeńko przyozdobi moją miarkę szczęścia ;) 

http://joasiaart.blogspot.com/2013/01/wyniki-konkursu.html.



sobota, 19 stycznia 2013

Na pohybel zimie

Zanim tradycją stała się choinka, popularną ozdobą w dawnych domostwach były pająki zawieszone u powały. Dekoracje te nawiązywały do znanych wcześniej bożonarodzeniowych podłaźniczek, czyli zielonych gałęzi zdobionych opłatkami i owocami oraz kulistych, klejonych z opłatka, światów. Stanowiły one symbol płodności, urodzaju i szczęścia w nowym roku, więc ściśle wiązały się z polską obrzędowością. 

Do ich wykonania wykorzystywano dostępne surowce pochodzenia miejscowego, takie jak: słoma, fasola, groch, pióra, wydmuszki jaj, nici, włóczka czy postrzępione płótno. Z czasem, na przełomie XIX i XX wieku, w ludowych pająkach pojawiły się również kolorowe bibuły i papier w formie rozmaitych kul, jeżyków, harmonijek, gwiazdek, kwiatów lub postrzępionych tasiemek. 


Pająki przybierały różne kształty i jedyną ich cechą wspólną była przestrzenna forma konstrukcji zawieszanej pod sufitem na belce stropowej. Zasadniczo wyróżnić można następujące rodzaje pająków:


  • pająki krystaliczne - ażurowe graniastosłupy;
  • pająki kuliste - patyczki wbijane w kuliste warzywa;
  • żyrandole - przestrzenne formy, wykonane głównie z fasoli, grochu i słomek;
  • pająki tarczowe - w kształcie cztero-, sześcio- i ośmiobocznych tarcz.

Mój pająk ludowy wykonany został z plastikowych butelek PET. Mam nadzieję, że feeria barw odstraszy w końcu zimę i już niedługo oczy nasze będą cieszyć się widokiem prawdziwych kwiatów.






czwartek, 17 stycznia 2013

Zima

To najgorsza pora roku,
Co zakłóca błogi spokój
I odbiera życia chęci,
Kiedy spada słupek rtęci.

Zima to czas narzekania:
Nienawidzę odśnieżania!
Po odwilży - wszędzie błoto
Tylko straszy swą brzydotą!

Zginął blask na niebie burym,
Marznie każdy skrawek skóry,
Nos na kwintę opuszczony,
Opuchnięty i czerwony.

W pełni sezon chorobowy,
Bóle mięśni, bóle głowy,
Katar, kaszel, osłabienie,
Marazm i ciągłe zmęczenie...

Wszystko białe i nijakie,
Wypełnione sensu brakiem...
Gdzie są kwiaty? Gdzie motyle?
Najsmutniejsze w roku chwile...

Chciałabym odwołać zimę,
Choćby na ziemi rodzimej.
Niech gdzieś w górach się zatrzyma,
Dla narciarzy tworząc klimat...

Jest nadzieja w tej niemocy,
Jak dzień przychodzi po nocy,
Tak wiosna w końcu powróci,
Pozwoli ptakom zanucić.

Uwolni zmrożone pąki,
Umai ogrody, łąki
I ogrzeje moje serce
- o niczym nie marzę więcej!



środa, 16 stycznia 2013

Zaproszenie na kawę

W konkursie fotograficznym obdarowano mnie pół kilogramową paczką kawy. A kawa najlepiej smakuje w miłym towarzystwie. Zapraszam zatem na degustację :) 

Po wypiciu kawy pozostają słoiki. Większość ludzi wyrzuca je. Dla mnie są twórczym wyzwaniem. Wymyśliłam więc sobie bransoletkę z plastikowej nakrętki, która wygląda jakby była zrobiona z mosiądzu. Dopiero jej lekkość zdradza prawdziwy surowiec. Szkło zamieniam w wazoniki zdobiąc w technice decoupage lub malując.







wtorek, 15 stycznia 2013

Na poprawę nastroju

Miałam nie pisać o smutkach. Ale nawet mój wyidealizowany świat czasem pęka i staje się mokry od łez. Dopiero kilka życzliwych zdań, na które natrafiłam podczas nocnego spaceru po Internecie, sprawiło, że przypomniałam sobie o uśmiechu.

Wiadomość, że odeszła jedna z najważniejszych osób w moim życiu - bardzo zabolała. Ciepły, serdeczny człowiek, prezes mojej firmy, który przez ostatnie siedem lat był dla mnie jak drugi ojciec. Wiedziałam, że chorował, ale nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogłoby go kiedyś zabraknąć. Przeraża mnie ulotność istnienia, kruchość, przemijalność... Na zawsze jednak pan Jerzy pozostanie w moim sercu.

Moim wiatrem do odganiania czarnych chmur są moje pasje: sztuka oraz ekologia. Papier okazuje się świetnym tworzywem w moim artystycznym zaciszu domowym. Każdego dnia przybywają nowe skrawki, niepotrzebne i najczęściej dostarczane mi wbrew mojej woli. Do pocztowej skrzynki trafiają ulotki reklamowe, rozmaite pisma urzędowe, w większości pozbawione sensu, rachunki. Gazeta po przeczytaniu traci na wartości, a informacje się dezaktualizują. W sklepach zasypują mnie ciągle paragonami i kilogramami niepotrzebnych opakowań o znaczeniu wyłącznie marketingowym. Sama też produkuję w pracy sterty papierzysk.

Dawniej wywoziłam to wszystko do punktu skupu makulatury. Ale moja abstrakcyjna wyobraźnia znalazła w końcu bardziej twórcze zastosowanie dla papieru. Z ulotek reklamowych robię koraliki. Wycinam trójkątne paseczki i zwijam na wykałaczce. Polakierowane do złudzenia przypominają drewno. Długie, proste paseczki pocięte w niszczarce wykorzystuję do quillingu. Grubszy papier splatam na zakładkę formując bransoletki. Nadrukowany na nich wzór maskuję w technice decoupage. Wyglądają jak drewniane i dopiero ich lekkość zdradza prawdziwe tworzywo.

Biżuteria z papierowych koralików z ulotek reklamowych

Bransoletki z makulatury zdobione w technice decoupage


poniedziałek, 14 stycznia 2013

Epilog weekendowy

Błogość mnie ogarnęła, kiedy tak zostałam obsypana prezentami, więc zamiast tradycyjnego prysznica otuliłam się w wannie pianą całkowicie zapominając o czasoprzestrzeni. A kiedy zrelaksowana zasiadłam z powrotem do komputera, nastąpił kolejny upadek mojej szczęki. Tym razem zaskoczyła mnie Livia nagradzając moje abstrakcyjne myślenie najpiękniejszym stołeczkiem, jaki w życiu widziałam. Moja słabość do fioletu jest powszechnie znana, więc to naturalne, że cudne kwiatuszki zdobiące ryczkę od razu mnie oczarowały: http://www.liviakreatywnie.blogspot.com/2013/01/wyniki-candy.html.

Z uwagi na fakt, że powoli wchodzę na blogowy grunt i coraz częściej zdarza mi się coś opublikować, chciałabym przedstawić kilka zasad obowiązujących w moim fioletowym świecie. Po pierwsze, jest to miejsce wyłącznie na pozytywne emocje, stąd też moja cenzura w komentarzach. Zbyt wiele zła panoszy się wokół nas, aby dopuszczać je do prywatnej wirtualnej przestrzeni. Oczywiście, możecie konstruktywnie krytykować zarówno tworzoną przeze mnie biżuterię, jak i moje wstawki literackie, ale nie toleruję zawiści, wulgaryzmów, narzekania i nieuczciwości. Po drugie, kiedy w końcu nauczę się wstawiać znak wodny na fotografiach i je tutaj upublicznię, proszę o szacunek dla moich praw autorskich - możecie korzystać do woli, traktować jako inspirację, ale proszę, nie podpisujcie moich prac własnym nazwiskiem. Po trzecie, zawsze pamiętajcie u uśmiechu, bo to jest klucz do każdego serca :)


niedziela, 13 stycznia 2013

Weekend przyjemności

Trzynastka okazała się dla mnie szczęśliwa i dodatkowo jeszcze opromieniowała cały weekend. Najpierw Jamilka nagrodziła moje dziwactwo cudną bransoletką: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=583835688300657&set=a.225239427493620.79513.220821077935455&type=1&theater, potem wstrzeliłam się śliczności dziergane przez Terenię: http://lubieleniuchowac.blogspot.com/2013/01/trzynastego-godz-1313.html#comment-form, a świętować powyższe słodkie prezenty będę piwkiem od Grzesia: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=396152277145769&set=a.321244214636576.75247.321219174639080&type=1&theater&notif_t=photo_reply.

Mimo pory roku, której pasjami nie znoszę, moje serduszko emanuje radosnym ciepełkiem i mam nadzieję, że taka sama atmosfera wewnętrznej szczęśliwości panuje u Was ;)


wtorek, 8 stycznia 2013

Wygrana rozdawajka

Rozpiera mnie tak wielka radość, że muszę to uzewnętrznić. Wygrałam słodkości w candy!!! Co ciekawsze - wylosował mnie kot!!! W tych zwierzakach jest jakaś magia... Na rozdawajkę trafiłam przez facebooka, bo jeszcze nie umiałam wklejać bannerków ;-) Organizatorce (a zarazem twórczyni cudeniek składających się na nagrodę) Onlyhope oraz kociakowi o wdzięcznym imieniu Prince - ślicznie dziękuję ;-)

http://onlyhope-art.blogspot.com/2013/01/wyniki-noworocznego-candy.html?showComment=1357669673109#c4879983446716290521

czwartek, 3 stycznia 2013

Historia złotnictwa w zarysie

Od najdawniejszych czasów rzemiosło złotnicze otoczone było aurą szczególnego uroku i tajemniczości, a zawód złotnika stawiano na piedestale w hierarchii rzemieślniczej. Umiejętność przetapiania złota, obróbki metali i kamieni szlachetnych oraz wykonywania z nich drogocennych, artystycznych przedmiotów wzbudzała podziw i uznanie.

Patronem rzemiosła złotniczego jest św. Eligiusz, złotnik i biskup w Noyon, urodzony w 588 r. w Limoges, we Francji. Jego kult był bardzo rozpowszechniony w cechach złotniczych dawnej Polski, a nabożeństwa ku jego czci odprawiano wyjątkowo uroczyście.

Podczas eksploracji artefaktów odnaleziono rozmaite cechy i wzory stylów charakterystyczne dla zdobnictwa danych epok. Niezależnie od wartości artystycznych i piękna antycznych wyrobów złotniczych, szczególnie zaskakuje technika ich wykonania. Przy niezwykle prostym, skromnym wyposażeniu w narzędzia i aparaturę złotnik egipski, etruski, czy nawet średniowieczny, wykonywał tak wspaniałe wyroby, że obecnie niewielu jubilerów podjęłoby się takiego wyzwania.

Niestety, wysoka wartość metali szlachetnych przekładała się wielokrotnie na barbarzyńskie niszczenie dzieł sztuki złotniczej. Wyroby te były rabowane i przetapiane dla finansowania prowadzonych wojen. Dlatego też przedmiotów złotych i srebrnych z dawnych czasów zachowało się mniej niż innych, wykonanych z tańszych materiałów, nawet mniej trwałych.

W starożytności złotnictwo obejmowało wytwarzanie luksusowych przedmiotów codziennego użytku: świeczników, srebrnych zastaw, szkatułek, wazonów, figurek, diademów, naszyjników, broszy, klamer, naramienników, pierścieni, oraz przedmiotów służących kultowi religijnemu: złotych lub srebrnych relikwiarzy, monstrancji, kielichów, puszek, paten.

Biżuteria starożytnego Egiptu pełniła głównie funkcję magiczną i religijną. Amulety miały chronić przed złem i przynosić szczęście. Dla niezamożnych wykonywano je z fajansu i szkła, dla bogatych - ze złota i kamieni szlachetnych. Moc amuletu posiadał pektorał, czyli duża ozdobna zawieszka, noszona przez faraonów na piersi. Powszechnie wytwarzano bransolety na ręce i nogi oraz szerokie naszyjniki ze złota i kamieni lub z kilku rzędów fajansowych kolorowych paciorków. Do przystrajania głów księżniczek służyły złote diademy w formie opasek. Wykorzystywano złoto z uwagi na łatwość jego wydobycia z płytko leżących złóż w piasku rzecznym Nilu. Początkowo wyroby miały proste formy, gdyż wykuwane były na zimno. Wytapianie i precyzyjna obróbka rozwinęły się dopiero w IV w. p.n.e. Z czasem nauczono się wytapiać miedź z malachitu, a także srebro, cynę, ołów i żelazo. W biżuterii wykorzystywano szlachetne kamienie: karnelian, jasper, lapis lazuli, malachit i turkus oraz barwione szkło.

W Grecji najwspanialsza biżuteria powstała ok. V–IV wieku p.n.e. Ozdoby wytwarzano ze złota, srebra i ze złoconego brązu. Wzorami przewodnimi były kwiaty, liście i zwierzęta. W późniejszym okresie biżuterię wzbogacono kamieniami szlachetnymi. Bogatsi pozwalali sobie na kunsztowne złote czy srebrne wyroby z półszlachetnymi kamieniami i kością słoniową, biedniejsi zadowalali się ozdobami ze szkła, brązu lub żelaza.

Najstarsze minojskie wyroby złotnicze noszą piętno stylu warsztatów wschodnich. Prawdopodobnie  zarówno technika, jak motywy na wyrobach z metali szlachetnych, zawędrowały na Kretę z Mezopotamii, Bliskiego Wschodu i Azji Mniejszej.

Złotnictwo mykeńskie reprezentują głównie szpile z  ozdobnymi główkami do spinania szat oraz złote płytki zdobione ornamentami. Zwyczaj naszywania złotych płytek na szaty uważa się za czysto mykeński. Stosowano techniki emaliowania wyrobów ze złota, popularne były wyroby inkrustowane półszlachetnymi kamieniami oraz szkłem. Pojawiły się techniki filigranugranulacji. Do produkcji ozdobnych sygnetów ze złota wykorzystywano emaliowanie komórkowe.

W złotnictwie etruskim przedmioty użytkowe: dzbany, kandelabry, aplikacje sprzętów, biżuterię, amulety, a nawet podeszwy sandałów wyrabiano z brązu. Znana była sztuka granulacji, filigranu, niello oraz złote i srebrne aplikacje na przedmiotach z innego materiału.

W epoce hellenistycznej zapanowała moda na zdobienie kamieniami szlachetnymi, półszlachetnymi oraz perłami i tendencja ta utrzymała się u  Rzymian. W układaniu misternych fryzur pomagały spinki ze złota, srebra lub kości słoniowej, zakończone perłą lub złotą kulką. Do spinania szat służyły agrafy ze złota i brązu, dekorowane kamieniami. Kobiety i mężczyźni nosili pierścienie. W republice rzymskiej obywatele mogli nosić jedynie pierścienie z żelaza. Prawo noszenia złotego pierścienia, oznaki sprawowanego urzędu, mieli wyłącznie państwowi dygnitarze i senatorzy.

W sztuce Celtów wielobarwna dekoracja naczyń glinianych zapoczątkowała stosowanie czerwonej emalii i inkrustacji z koralu do uzupełnienia ornamentów na wyrobach metalowych. Wytwarzano okucia uzbrojenia, uprzęży, rydwanów, fibule - ozdoby w kształcie zapinek, łańcuchowe pasy i naszyjniki torque. Stosowano pozłacany brąz, choć pojawiały się wyroby z metali szlachetnych i żelaza. Częstym motywem zdobniczym był "wieczny węzeł", ciągła linia, bez początku i końca, splątana w misterny wzór. W przeciwieństwie do realizmu sztuki greckiej i rzymskiej, celtyckie wątki zdobnicze cechowała abstrakcja, iluzja i zagadkowość. Przetrwały one aż do średniowiecza.

W średniowieczu złoto zyskało miano najszlachetniejszego metalu i wiązało się z godnością królewską i insygniami władzy. Złote korony symbolizowały mądrość, światłość monarchy. Ogromną wagę przywiązywano do magii kamieni szlachetnych. W jubilerstwie dużą rolę zaczęły odgrywać symbole religijne. Krzyż stał się najchętniej powtarzanym motywem.

W pierwszych wiekach złotnictwa islamskiego na Bliskim Wschodzie rzemieślnicy arabscy kontynuowali warsztaty rzymskie i bizantyjskie. Arabowie upodobali sobie złoto.  Wytwarzali biżuterię jednocześnie w technice filigranu i granulatu. Popularnością cieszyła się technika emaliowania komórkowego, zaczerpnięta z warsztatów bizantyjskich z wprowadzonymi arabskimi inskrypcjami. Stosowano również niello. Wytwarzano kolczyki, wisiory, pierścienie oraz ozdoby pasków, stanowiące ważny element arabskiego stroju.

W sztuce romańskiej wyroby artystyczne z żelaza, brązu, srebra lub złota służyły do wyposażenia kościołów: świeczniki, kandelabry, kielichy, monstrancje, pastorały, krzyże, relikwiarze. Dominującymi motywami dekoracyjnymi były: ażury, plecionki, ornamenty roślinne, sceny ze Starego i Nowego Testamentu, bajek, legend greckich.

W stylu gotyckim dominowało zdobnictwo roślinne oraz wysmukłość i ostrołuki. Wytwarzano głównie z metali szlachetnych i z brązu. Z cyny, cynku odlewano figurki świętych, medaliki. Z żelaza kutego wykonywano zbroje, sztylety, miecze.

Styl renesansowy przeszedł przez ówczesną Europę przyjmując w każdym z krajów odrębne, narodowe oblicze. W wyrobach metalowych dominował brąz. Złotnictwo rozwijało się w bezpośrednim związku z rzeźbą.

Celem stylu barokowego było olśnienie widza przepychem, częstokroć doprowadzonym do przesady. Wyroby cechowała bogata ornamentyka. Wprowadzono wzorniki, czyli książki zawierające ilustracje z najmodniejszymi wzorami biżuterii, więc w całej Europie obowiązywała podobna stylistyka. Popularność i uznanie zyskał diament.

We Francji rozwinęło się rokoko. Wiele wyrobów artystycznych, wykonywanych dotychczas z żelaza lub metali szlachetnych, np. serwisy, lichtarze, oprawy zegarków, krucyfiksy, zaczęto wyrabiać z porcelany.

W okresie rewolucji przemysłowej odkryto nowe, tańsze metale, które znalazły zastosowanie w biżuterii. Tym sposobem także filigran zaczęto wyrabiać np. w mosiądzu.

Wytwarzanie biżuterii łączy w sobie różne aspekty wiedzy naukowej oraz znajomości skomplikowanej technologii. Niektóre czynności mogą być zautomatyzowane, lecz wiele dziś stosowanych technik ma rodowód sięgający tysiącleci.